Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bellami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bellami. Pokaż wszystkie posty

8 sie 2020

Czystka


LIPCOWA CZYSTKA
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.06-08.08 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.05-14.06 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.05, zostają wydalone

KOBIETY
ANGELINE
BETTY
BRIANNE
BROOKE
CANDICE
CHANEL
CHARLIE
CHRISTINA
DUANNA
ELIZABETH
HANBIT
HERMIONE
IZZY
JOSEPHINE
KATFRIN
LEAH
LUCILLE
MAEVE
MALLORY
MICHAELA
NATASHA
NOELIA
PRUDENCE
SHARON
TAYLOR
VERONICA
MĘŻCZYŹNI
ARCHIBALD
BELLAMI
CAIN
CAMERON
CARNEY
CATO
CONRAD
DYMITR
ELIAS.
GABRIELL
IVAN
JAKE
JASON
JAYDEN
JONATHAN
JULIEN
LEON
LIAM
MARCUS
MICHAEL
NANNE
OLI
SIHEON
TRACE
VALERIO
YILONG
YUNLAN

29 mar 2020

Od Bellamiego CD. Oliego

Wszedłem do kuchni i tam wyjąłem jakieś chipsy, precelki, miałem nawet paluszki! Sprawdziłem czy mam jakiś popcorn, chuj wie co tam jest w tych szafkach. Może jednak zrobię pierw kanapki? Jestem dość głodny. Zresztą jak zawsze gdy wypije więc to wydawało się najbardziej słusznym rozwiązaniem jakie mogło być w tej chwili. Wyjąłem więc sobie pieczywo, miałem nawet masło czosnkowe, które wczoraj robiłem! Zrezygnowałem więc z kanapek, a postanowiłem zrobić grzanki. Posmarowałem pieczywo masłem czosnkowym z ziołami prowansalskimi i nałożyłem na to ser. Wsadziłem do opiekacza, a w miedzy czasie wsypałem czipsy i precelki do miseczek. Przez Kat nauczyłem się tego, że należy przyjmować gości jak najlepiej można. Wszystko musi być eleganckie i cacy git malina. Kiedy grzaneczki się zrobiły wyjąłem je na talerz i napawałem się zapachem. Kocham te szybkie "danie" w sumie bardziej przekąska... ale chuj go wie. To nie ważne. Po prostu potrzebuje coś zjeść, a to jest dobre i szybko się robi. Wyszedłem z kuchni by zanieść talerz pełen smakołyków jednak kiedy zauważyłem chłopaka otoczonego trzema psami trochę się przestraszyłem.
- Oli? - zapytałem i próbowałem dojrzeć wśród psów czy wydawane odgłosy ciągnięcia nosem należą do niego.

27 mar 2020

Od Bellamiego CD. Oliego

Poprowadziłem chłopaka w stronę baru gdzie zamówiłem nam po dwa shoty by zaspokoić pragnienie. Zabrałem dłoń z biodra chłopaka i chwyciłem kieliszek by wypić alkohol. Oli wziął do dłoni swój. Szybko wypiliśmy zawartość obu naczyń.
- Dziękuje za taniec. Jednak teraz zapraszam na fajka. - przekrzyczałem muzykę i delikatnie nachyliłem się nad chłopakiem by mnie usłyszał. Skinął głową, a na jego twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia. W jego oczach pojawiła się iskierka, która mówiła, że albo jest bardzo zadowolony albo alkohol już na niego wpłynął, a może obydwa te punkty? Nie ważne teraz liczy się papieros. Zaciągnąłem chłopaka na "palarnie" i wyciągnąłem swoje papierosy częstując i Oliego.

22 mar 2020

Od Bellamiego CD. Oliego

Zaciągnąłem się papierosem i ziewając wypuściłem dym. To zdecydowanie nie mój dzień. Był czwartek. Czyli wczoraj była środa. A wiecie, środa dzień loda i środek tygodnia to trzeba zabalować. Moją głowę przeszywał ostry ból i przede wszystkim chęć powrotu do łóżka. Jednak to nie był dobry pomysł by wrócić do snu. Wręcz to był bardzo zły pomysł. Do moich płuc znów dostał się dym, a moje przepalone już gardło zaczęło mnie drapać. Zdecydowanie za dużo papierosów spaliłem w ciągu nocy. Wyrzuciłem połowę papierosa do popielniczki i skierowałem się do kuchni by tam odgrzać sobie obiad z wczoraj. Powiedzmy sobie szerze była godzina dwunasta, a ja nadal było nie do życia. Plus posiadania swojej firmy. Nie zwolnią cię z pracy. Pożyteczna rzecz. Wyjąłem więc lasagne i wstawiłem ją do piekarnika by tam się podgrzała. Usiadłem przy stole i kątem oka spojrzałem na kalendarz. Było tam napisane dużymi literami PROJEKT TATUAŻU.

30 gru 2019

Od Bellamiego CD. Althei

- Bell! - słyszę głos zdenerwowanej Alt, oho. Czymże zawiniłem tym razem? Jęknąłem przeciągle i przepasałem sobie ręcznik na biodrach. Wyszedłem z łazienki i ruszyłem w stronę salonu gdzie dziewczyna właśnie rzuciła kilka torebek. W niektórych była kokaina w innych piksy. Oho.
- Co to ma być? - zapytała i założyła ręce na biodra zdenerwowana. Spojrzałem to raz na torebeczki, raz na nią, torebeczki, no i kolejny raz w jej oczy pełne wściekłości... było coś tam jeszcze. Ale co? Może zawód? Nie wiem. Westchnąłem głośno i usiadłem na sofie.
- Sprzedaje je. A raczej moi ludzie - powiedziałem i wzruszyłem ramionami jakbyśmy mówili o bułeczkach z Lidla.
- Jacy ludzie?! - zapytała coraz bardziej zła.
- Alt proszę cię nie róbmy z tego problemu - rzekłem i spojrzałem na nią proszącym wzrokiem. Przekonam ją nim? Czy nie? Oto jest pytanie.
- Jak kurwa nie robić z tego problemu! Ile ty tego masz! - krzyknęła na mnie. Czyli mój mizerny plan chuj strzelił. W sumie miał nikłe procenty na powodzenie.
- Tyle po ile przyjdzie jutro Jacob - powiedziałem i westchnąłem. Wstałem z sofy i podszedłem do dziewczyny, która odsunęła się ode mnie o krok.
- Narobisz sobie przez to kłopotów. Co gdy cię złapią? - zapytała przerażona i pokręciła głową. Westchnąłem i złapałem ją za dłoń i przyciągnąłem do siebie. Dziewczyna stała skamieniała, a ja nie wiedziałem co zrobić. Właściwie co ja takiego robię? Przejmuje się z nią. Dowie się. Ale ona też się o mnie martwi.. 

27 gru 2019

Od Bellamiego CD. Althei

- Bell, chłopie, to nie ma sensu, odpuść - powiedziała Alt, próbowała mówić głośno jednak słuchałem bardziej faceta, który już prosił o wybaczenie. Uśmiechnąłem się lekko chcąc prychnąć.
- Nie marnujmy tej nocy na jakieś bijatyki! - dodała po chwili dziewczyna. Wywróciłem oczami i zbliżyłem się do ucha obleśnego mężczyzny.
- Mam nadzieje, że będzie to dla ciebie nauczka - powiedziałem mu do ucha, a on zaczął energicznie machać głową na znak zgody. Odsunąłem się od niego i dla podsumowania sprzedałem mu lewego sierpowego. Tak żeby zapamiętał. Z jego nosa natychmiast zaczęła sączyć się krew, a facet tylko jęknął. Puściłem go i odwróciłem się do dziewczyny. Złapałem ją w tali i z szamańskim uśmiechem spojrzałem na nią. Pociągnąłem ją w stronę budynku by wrócić na imprezę. Nie miałem zamiaru psuć sobie dalej humoru. Alt ruszyła za mną kręcąc głową zapewne z niedowierzania w moją osobę.
- Ty chujku - usłyszałem, a następnie poczułem uderzenie w głowę. Nie było silne, powiedzmy szczerze, koleś ledwo stał na nogach. Jednak to co zrobił sprawiło, że moje zdenerwowanie osiągnęło poziom maksymalny. Odwróciłem się na pięcie i spiorunowałem go spojrzeniem. Kiedy ten chciał się zamachnąć złapałem go za pięść i przyciągnąłem do siebie od razu wykonując cios kolanem w jego żebra. Zgiął się w pół, kiedy mój łokieć wylądował na jego plecach facet upadł na ziemię.

23 lis 2019

Od Bellamiego CD Althei

- Alfredzie jeżeli zaraz nie przyniesiesz mi kawy to nie masz po co jutro przyjść do pracy, bo już jej nie będziesz miał! - krzyknąłem do chłopaka. Był to dość nieśmiały dwudziestolatek jednak po odejściu mojego wcześniejszego pracownika poszukałem kogoś na szybkiego. Nie wiem czy to był dobry pomysł. Chłopak może i nigdy się nie spóźnił jednak powiedzmy sobie szczerze jest za bardzo... fajtłapą? Wszystko wypada mu z rąk. Właśnie próbuje donieść mi trzeci kubek z kawą bo dwie wcześniejsze stłukł. Jedną bo się przewrócił, a drugą bo przestraszył się wrony, którą ruszyła się bardzo "strasznie" gdzieś na dworze. Kiedy zobaczyłem chłopaka przed szklanymi drzwiami uśmiechnąłem się lekko z nadzieją, że trzeci kubek nie wyląduje na podłodze.
- Panie Bellami, oto Pańska kawa - powiedział kiedy dotarł do mojego biurka i postawił napój na nim. Uśmiechnął się przestraszony i nie ruszał się z miejsca jakby czekał na pochwałę.
- Dziękuje, ale nie czekaj na medal. Masz dużo pracy za swoim biurkiem, ja się zajmę swoim - odpowiedziałem mu, a on uśmiechnął się i skinął głową. uciekł szybko jak małe dziecko, któremu dano na lody. Westchnąłem i pomasowałem swoją prawą skroń dłonią. Bolała mnie od tego głowa. Chciałem już wrócić do domu jednak patrząc na zegar zdałem sobie sprawę, że posiedzę sobie tutaj jeszcze minimum dwie godziny. Jak nie lepiej. Nie ważne trzeba wziąć się do pracy. Upiłem łyk kawy, która okazałą się zbyt gorzka jednak stwierdziłem, że nim Alfred doniesie mi cukier wysypie go pięć razy i jeszcze zanim posprząta moja kawa nie będzie się do niczego nadawać. Westchnąłem i założyłem już jedną rękawiczkę kiedy mój telefon wydał z siebie charakterystyczny dźwięk mówiący o przyjściu SMS'a. Wziąłem komórkę do dłoni i odblokowałem go.

13 paź 2019

28 sie 2019

Od Bellamiego CD. Althei

- Ej, chwila, chwila. Dobra, jesteśmy tu - rzekła, a jej stanowczy ton głosu rozbrzmiewał w mojej czaszce. - Ale co dalej? Co chcesz mu powiedzieć? Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha. Ochłoń najpierw - dodała, a ja pokręciłem głową przez co z moich mokrych już włosów zaczęły wylatywać krople wody.
- On zrozumie - powiedziałem jedynie - on wie - dodałem tylko i ruszyłem znów w kierunku drzwi. Otworzyłem je i wszedłem od razu do domu bez zawahania. Wiedziałem, że Han jest w domu. Musi być. Przed oczami błysnęło mi jego zwisające truchło. Wziąłem głęboki wdech. Niech będzie. Co zrobię gdy zniknie? Co będzie gdy nie żyje? Co się ze mną stanie? Co stanie się z Katfrin. Już za dużo straciliśmy. Już nie trzeba więcej... Nie w ten sposób.
- Han!- krzyknąłem gdy usłyszałem telewizje dobiegającą z salonu.
- Co chcesz?! - usłyszałem, a moje nogi zrobił się jak z waty. Ruszyłem niemal biegiem w jego stronę. Na kanapie leżał on. Uśmiechnąłem się smutno na jego widok. Jego twarz była sina, na szyi miał ślady po linie. Upadłem na podłogę przed nim. Złapałem go za dłoń i zacząłem płakać kiedy jego zimna skóra dotykała mojego mokrego policzka.
- Nie wiem co się z nim dzieje... przyszedł do mnie już taki... rozbił lustro... myśli, że nie żyjesz - usłyszałem głos Alt. Moje policzki stawały się coraz bardziej mokre. Czemu on to zrobił?! Czemu.
- Przedawkował. Musi się położyć. przynieś apteczkę z kuchni, jest w szafce na wprost - powiedział ktoś mi tak bardzo odległy. Nie zwracałem już nawet uwagi na ich słowa. Miałem dość. Kurwa... czemu on to zrobił?! Wziąłem głęboki wdech i zamknąłem powieki. Muszę zadzwonić do Kat. Musi wiedzieć... ale jak ja jej to powiem? Jak spojrzę jej w twarz po czymś takim? Przecież to moja wina... mogłem go uratować. Czemu tego nie zrobiłem? To twoja wina. To przez ciebie. On nie żyje. To tylko i wyłącznie twoja wina. Jak się z tym czujesz? Ja... ja nie wiem. Chciałem się uspokoić. Nie mogłem. Poczułem dłoń na swoim ramieniu. Ktoś pochylił się nade mną.
- Widzisz co zrobiłeś - powiedział, a ja pokręciłem głową, nie... jak ja mogłem to zrobić. Czemu? Co się ze mną dzieje? Westchnąłem, a gula w gardle rosła.
- Ja nie chciałem, to nie jest moja wina... ja - rzekłem jednak głos łamał mi się przez co wybuchłem jeszcze większym płaczem. Nagle poczułem ukłucie w ramię. Spojrzałem się na Alt, która stała tuż obok. Czy ona to zrobiła? Co ona mi dała.

25 lip 2019

Od Bellamiego CD. Althei

- Alt, gdzie masz łazienkę? - spytałem dziewczyny czując ból głowy. Mroczki pojawiły się przed moimi oczami, przez co nie bardzo mogłem polegać na wzroku.
- Te za tobą. Spoko, nie spiesz się - powiedziała dziewczyna kpiącym tonem. Nie chciałem teraz zwracać na to uwagi. Nie teraz. Odwróciłem się na piętach i wszedłem do łazienki. Nawet nie wiedziałem czy się zamknąłem czy nie. Ja pierdole. Potrzebuje leków. Mogłem także nie brać tej koki. Kurwa. jestem debilem. Serio.
- Lepiej weź te leki zanim coś dziwnego zacznie ci odwalać - powiedział ktoś. Jego głosy wydawał się miły dlatego zaufałem mu. Bo czemu nie? Co złego może się stać. Sięgnąłem do swojej nerki i wyjąłem leki. Spojrzałem na nie, a wzrok jakby rozmywał mi się. Czyżbym płakał? Otarłem oczy jednak nie były mokre. Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze, zauważyłem swoją panikę. Nie czułem jej. Przecież byłem spokojny? A może nie? Może odbicie kłamało? Moje oczy błyszczały, źrenice były rozszerzone, a na moim czole zalęgło się kilka kropel potu. Westchnąłem i zauważyłem jak para wylatuje z moich ust. Nagle zrobiło mi się zimno, potarłem swoimi dłońmi o ramionami by choć trochę się ogrzać. Nic to nie dało. Rozejrzałem się zaniepokojony. Gdzie jestem? Czułem się przytłoczony.
- Dobrze ci tak -usłyszałem i chciałem rozejrzeć się za osobą, która to powiedziała. Mój wzrok przeszył całą łazienkę. Poruszyłem nawet zasłonę od wanny z myślą iż ktoś się tam ukrył. Kurwa. Muszę wziąć leki. Gdzie one są? Spojrzałem na swoje dłonie z nadzieją, że może tam magicznie będą. Niestety moje zdolności czarodziejskie okazały się znikome. Nawet moje magiczne paluszki nic nie dały. Mój wzrok od razu skierował się w stronę umywalki. Może je tam położyłem? Kto wie kurwa. Z naćpanym typem nigdy nie wiesz co się stanie i co zrobi. Rozejrzałem się jednak leków nigdzie nie było.
- Sprawdź w nerce - podpowiadał głosik. W sumie... czemu nie. Wyjąłem pierwsze leki, które znalazły się w mojej dłoni. Czy to te?
- Jakie inne proszki miałbyś przy sobie? - zapytał miły pan. Racja. Co innego mogłoby tam być prócz poprawnych leków. Wycisnąłem trzy tabletki na dłoń, które zaraz później trafiły do moich ust. Popiłem wodą z kranu, która wydawał mi się dziwnie zielona. Jednak nie chciałem nic mówić i marudzić. Przecież nie jestem u siebie. No właśnie. Ponowne pytanie. Gdzie ja kurwa jestem? Ja pierdole jeśli znów trafiłem do jakiegoś kasyna i właśnie strzeliłem kreseczkę z podstępnym maczo latina to się zajebie. No serio, kurwa. Już drugi raz w tym tygodniu?!  Westchnąłem i spojrzałem w swoje odbicie.
- Bell? Żyjesz? - usłyszałem i nagle odwróciłem się w stronę drzwi. Ja pierdole. Kto to kurwa? Rozejrzałem się zmieszany daną sytuacją. Co mam odpowiedzieć. Kim jesteś?
- Spytaj czy pójdzie z tobą do łóżka - powiedział miły pan. Dobrze myślisz stary ale wiesz... tak od razu?
- A co marudzisz? Skąd wiesz może się zgodzi nawet - rzekł namawiając mnie. Westchnąłem zrezygnowany. Co zrobić w takiej sytuacji? Hmm... Stwierdziłem, że jednak przemyśle to. Spojrzałem w swoje odbicie. Ujrzałem w nim jedną bardzo ważną rzecz. Nie siebie. Oczywiście, ze jestem ważny, ale nie jestem rzeczą. Tuż za mną wisiała lina. Zawiązana w dobrze znany mi supeł. Przełknąłem gorączkowo ślinę. Po chwili ujrzałem Hangagoga, który sięga w stronę liny. Odwróciłem głowę od lustra by zobaczyć czy dzieje się to naprawdę. Nikogo za mną nie było. Żadnej liny. Ani brata. Wróciłem do odbicia. Han stał i uśmiechał się do mnie smutno. Jakby zdruzgotany. Stanął na wannie i wkładał głowę w linę. Dźwięk otwieranych drzwi nie był teraz priorytetem.
- Bellami? Halo. W porządku? - usłyszałem jak przez mgłę. Wymierzyłem szybki cios w lustro. Chciałem trafić Hana. Tak by ten oberwał, przemyślał co robi, a zarazem sprawić by nie miał czasu uderzyć mnie. Chciałem by stracił od razu przytomność. Inaczej byśmy się siłowali. Inaczej dalej chciałby się zabić.
- Odbiło ci całkowicie!? - usłyszałem krzyk. Odwróciłem się w stronę dziewczyny. Alt stała tuż obok mnie. Patrzyła to na lustro to na moją dłoń.
- Nie widzisz tego? - zapytałem potrząsając nerwowo głową. Spojrzałem na odłamki szkła. W każdym z nich widziałem zwisającego brata. Jego twarz była już czerwona od braku powietrza. Nogi trzęsły mu się, a dłonie próbowały rozdrapać linę. Mimo wszystko. Było już za późno. Upadłem na ziemie przez co kilka odłamków szkła wbiło mi się w nogi. Nie dbałem o to. Po moich policzkach spłynęły łzy. Co mam teraz robić? Jak mam spojrzeć w twarz rodzinie? Jak...

Alt?

19 maj 2019

Od Bellamiego CD. Althei

- To prawda, hm? - zapytał, a ja przez chwile myślałem, że chodzi Neila, który siedzi dalej w bagażniku.
- Co „prawda”? - zapytałem z lekką nadzieją w głosie.
-  Wcale nie zamierzałeś po mnie pójść -zaczęła tłumaczyć,a jej głos stawał się coraz twardszy, ale jednocześnie smutniejszy. Była załamana. - Miałeś kompletnie gdzieś to, że tam byłam. A byłam tam przez ciebie. Wolałeś cholerną zemstę. - jej wzrok cały czas skierowany był na moją osobę. Jej oczy wyrażały żal i zapewne zawód - Szmacili mnie, poniżali, gwałcili. Chciałabym ci podziękować za bohaterski ratunek, ale nie potrafię tego powiedzieć. Po prostu daj mi te cholerne ramię. Postaram się nie wbijać pęsety zbyt boleśnie - powiedziała, a ja przekręciłem głowę lekko w bok zdziwiony jej słowami. Dziewczyna spuściła wzrok i czekała jakby na skazanie. Uniosłem jej podbródek ta jednak odsunęła moją dłoń. Westchnąłem, nie byłem zdziwiony jej zachowaniem. Wiedziałem, że zrobiłem źle.

Od Bellamiego CD. Elise

Wyszedłem na zewnątrz i od razu wyjąłem papierosa i zapalniczkę z paczki papierosów. Odpaliłem go i zaciągnąłem się solidnie. Moje plecy spotkała ściana, a ja podniosłem prawą nogę i także ją oparłem. Sięgnąłem po telefon z kieszeni i zauważyłem SMS od Elise. Przeczytałem wiadomość i westchnąłem jedynie wiedząc, że pewnie był jakiś kolejny problem. Muzyka dobiegająca z kluby wspierała papierosa. Te dwa czynniki koiły moje nerwy. Odpisałem dziewczynie, że będę koło ósmej. Dopaliłem papierosa i rzuciłem niedopałek na ziemię przygniatając go butem gdy opuściłem nogę. Wróciłem do klubu by wypić jeszcze trochę wódki. W moim wykonaniu trochę oznacza dużo. Niestety. Ale cóż. Wróćmy do słowa wódka. Podszedłem do baru i usiadłem przed ladą.
- Najmocniejszego - powiedziałem jedynie, a dziewczyna stojąca za ladą skinęła mi głową i zaczęła robić mi drinka. Kiedy położyła go przede mną wyjąłem od razu słomkę i przyłożyłem jeszcze zimne szkło do ust i zacząłem pić alkohol. Kojarzyłem ten smak drinka jednak sam fakt, że już wcześniej piłem mówił, że mogłem się mylić. A może wcześniejszy alkohol niszczył smak? Kto wie. Wypiłem drinka i poprosiłem o kolejnego.
- Szybko ci idzie - powiedziała dziewczyna przekrzykując muzykę. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Nie tylko to mi szybko idzie - odpowiedziałem, a ona zaśmiała się robiąc mi kolejnego drinka. Tym razem nie dała mi słomki. Dobrze. Zabrała wcześniejszą szklankę i odłożyła ją na miejsce, gdzie pewnie zostanie ona zaraz zabrana na zaplecze razem z resztą. Skąd to wiem? Kiedyś jako małolat byłem kelnerem i wiedziałem parę rzeczy na ten temat. Wiadomo, na pewno coś się zmieniło, jednak od tamtego czasu minęło prawie piętnaście lat. Jezu jaki ja jestem stary. Ale dalej przystojny. O tyle dobrze. Uśmiechnąłem się sam do siebie i zacząłem pić kolejnego drinka. Spojrzałem na godzinę w telefonie, wskazywało już 1.29. Westchnąłem jednak nie planowałem jeszcze stąd wychodzić. I tak się już nie wyśpię więc po co marnować dobrą zabawę?
- Jeszcze jednego - powiedziałem gdy w mojej szklance zostało już mało alkoholu. nagle tuż obok mnie dosiadła się dziewczyna. jej rudę włosy opadły na moje ramię gdyż pochyliła się nade mną.
- Siedzisz tak sam? - zapytała, a gdy barmanka zrobiła mi drinka tym razem włożyła słomkę. Postawiła przede mną alkohol, a ja sięgnąłem po niego i podałem rudowłosej.
- Niestety tak - odpowiedziałem z lekkim uśmiechem - dobrze, że przyszłaś - dodałem.
- Nie ma za co - odpowiedziała i upiła trochę drinka ciągnąć go przez słomkę i patrząc mi w oczy. Zaśmiałem się i dokończyłem swojego drinka. Dziewczyna nie była pijana, jednak to, że patrzyła co i raz za mnie na swoje koleżaneczki sprawiło, że to niestety ona wystawiała karty. Niestety nie wiem jakie jeszcze dostałem.
- Zatańczysz? - szepnąłem do jej ucha, a ona skinęła głową. Wstałem więc i złapałem jej dłoń ciągnąć ją na parkiet.


~~~~**~~~~ 

Obudził mnie budzik, który od razu wyłączyłem.  Ból promieniujący w czaszce nie ułatwiał sytuacji, w której aktualnie się znalazłem. Poczułem na sobie ciężar. Otworzyłem oczy i spojrzałem na swoją klatkę piersiową gdzie leżała rudowłosa. Jęknąłem przeciągle i spojrzałem na godzinę. 6.55. Ciekawe ile spałem. Westchnąłem i zdjąłem z siebie dziewczynę, która jedynie zamruczała coś pod nosem i znów zasnęła. Spojrzałem na jej ładne ciało i uśmiechnąłem się do siebie. Dziewczyna miała może dwadzieścia lat... a mimo to pchała się do łóżka. Czyli nie jest ze mną jeszcze tak źle. Wstałem z łóżka i poszedłem wziąć prysznic. Wszedłem do łazienki i spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Włosy były w nieładzie co w sumie było normą. Miałem lekkie wory pod oczami, ale nie były one bardzo widoczne. Wypije kawę i będzie lepiej. Mój zarost mówił, że to ostatni dzień normalnego wyglądu i trzeba będzie go przyciąć. Westchnąłem i wszedłem pod prysznic z bólem głowy. Zjeść coś, ubrać się i jedziemy do Elise, a następnie do pracy. Kiedy wyszedłem spod prysznica i ogarnąłem resztę porannej toalety założyłem ręcznik na biodra i poszedłem do garderoby. Przebrałem się tam i wyszedłem już gotowy do pokoju zanosząc wcześniej ręcznik na miejsce. Zauważyłem, że dziewczyna już wstał. Rozciągnęła się na łóżku i ziewnęła przeciągle. Uśmiechnąłem się lekko i podszedłem do niej. Rudowłosa miała na imię Zelda. Pocałowałem ją przeciągle, a ona od razu odwzajemniła pocałunek.
- Jeśli chcesz idź się umyj, ręczniki masz na wierchu. Mogę dać ci też jakieś ubrania na zmianę - powiedziałem.
- Z chęcią - rzekła, a ja skinąłem głową. otworzyłem jej drzwi do łazienki, a ona poszła się umyć. Wziąłem z garderoby ubrania dla dziewczyny i zaniosłem jej do łazienki kładąc na szafce.
- Jestem na dole - powiedziałem i wyszedłem kierując się na dol by zrobić szybkie śniadanie w formie kanapek. Nie miałem zbyt dużo czasu. Kiedy kończyłem robić śniadanie Zelda właśnie zajęła miejsce przy stole.
- Po śniadaniu jadę do pracy gdzie mam cię odwieźć? - zapytałem i postawiłem przed nią talerz z kanapkami oraz herbatę. Dziewczyna podała mi adres, a ja skinąłem głową. To po drodze do Elise. Więc będzie dobrze.

Elise? Wybacz brak weny xD

12 maj 2019

Od Bellamiego CD. Victorii +18

- Więc... - zdążyłem powiedzieć tylko to jedno słowo ponieważ dziewczyna rzuciła się na moje usta. Byłem zaskoczony? Oczywiście, że tak. Czemu byłem zaskoczony? Że tak szybko dała się przekonać. Nie ważne. Jak dają to bierz. Odwzajemniłem pocałunek dziewczyny i złapałem ją dłońmi za głowę. Ciągnąłem ją lekko za włosy kiedy podgryzała moje wargi zbyt mocno.

7 maj 2019

Od Bellamiego CD. Tove

- Nadal masz ochotę mnie odwiedzić? - zapytała i uśmiechnęła się pod nosem. Nie tylko twój dom chce odwiedzić złotko. Wolę odwiedzić ciebie. Ale pierw twój dom. W sumie nie wiem czemu zareagowałem tak na tego mężczyznę. Zapewne chęć walki dalej we mnie tkwiła. Czy zastanawiało mnie jaki problem miał do Tove? Oczywiście, że nie. Bez przesady ale z narkotykami mam duży kontakt więc nie patrzą na to jak inni.
- Oczywiście ślicznotko - odpowiedziałem i lekko uśmiechnąłem się. Podałem jej ramię, a ta zgarnęła tylko dłonią włosy z twarzy i podała mi dłoń. Szliśmy więc do taksówki pod ramię, a ja wyjąłem jeszcze fajka z paczki i odpaliłem go. Zaciągnąłem się głęboko, a nagle dziewczyna zabrała mi papierosa z ust. Sama się zaciągnęła i odłożyła fajka na miejsce. Czyli moje usta. Uśmiechnąłem się lekko przez to zachowanie. Skończyłem papierosa nim dotarliśmy do taksówki. Wyrzuciłem peta pod nogi i zdeptałem go by dalej się nie żarzył. Wsiedliśmy do samochodu, a Tove od razu podała adres.

5 maj 2019

Od Bellamiego CD. Victorii

Kiedy dziewczyna upadła na moje kolana westchnąłem zrezygnowany. Kolejna kurwa pada mi na kolana. Choć ostatnia ssała, lizała i gryzła. Ta zemdlała. Nie wiem co gorsze. Gryzienie mojego penisa czy dziewczyna, która na niego zemdlała? Westchnąłem i przekręciłem głowę Victorii. Z jej nosa leciała powoli krew. Oddychała, jej oddech był równy. Wstałem i położyłem ją w pozycji bezpiecznej. Poszedłem do kuchni i wziąłem stamtąd jakieś mrożone warzywa. Zawinąłem je w ręcznik i wróciłem do salonu by tam przyłożyć to zawiniątko dziewczynie do karku. Zadrżała, a ja zauważyłem jak powoli otwiera oczy chcąc wstać.
- Leż - powiedziałem jedynie i sięgnąłem po chusteczki, które leżały pod stołem. Wytarłem dziewczynie krew spod nosa. Leciało jej coraz mniej.
- Bell... ten ptaszek dalej tutaj jest, wypuść go - rzekła z uśmiechem.
- Wyposzczę go potem teraz ptaszek czeka, aż pójdziesz spać - powiedziałem i przekręciłem warzywa na karku Victorii na drugą stronę. Dziewczyna uśmiechnęła się na moje słowa.
- Dobrze, spróbuje - rzekła i zamknęła oczy. Dzięki bogu. Nienawidzę gdy ktoś gada o ptaszkach nie innych niż mój. Ale to szczegół. Nie lubię gdy ktoś w takim stanie próbuje dyskutować. Od razu zaczynam żałować, że nie biorę już od dłuższego czasu. Westchnąłem i znów przetarłem krew dziewczyny spod nosa. Umieściłem warzywa tak by nie spadały z karku Victorii i wstałem ruszając do kuchni by tam umyć ręce z krwi, którą trochę się ubrudziłem. Ta czerwona ciecz nie robiła na mnie dużego wrażenia. Omdlenia także, widziałem gorsze przypadki niż krew z nosa. Widziałem jak mordercy zaszywają usta ofierze zszywaczem. Jak ludzie wkładają do ciała różne rzeczy, a potem zaszywają ją w nim. Widziałem człowieka pokrojonego na milion części. Wróciłem do dziewczyny myśląc o tym czy będą w mojej karierze jeszcze ciała, które pobiją wcześniejsze. Przepraszam, nie ciała. Czy będą tak pomysłowi mordercy. W większość spraw, których badałem ciała zostali już złapani więc jest coraz mniej starszych pokoleń mogących nauczać te młodsze. Szkoda. Nieraz bywa ciekawie.
- Bell. Ptaszek chce czegoś innego - powiedziała Victoria, a ja uśmiechnąłem się chcąc by dziewczyna odpowiedziała co chce ptaszek.
- A co on chce? - zapytałem i ukucnąłem obok niej.
- Żebyśmy się kochali - odpowiedziała z uśmiechem. A ja zmarszczyłem czoło jednak byłem dość zadowolony z odpowiedzi dziewczyny.
- To już twoja decyzja czy posłuchasz ptaszka - rzekłem z uśmiechem.

Victoria? Krótko bo czekam na odpowiedź  ( ͡° ͜ʖ ͡°)

3 maj 2019

Od Bellamiego CD. Althei

Kupiłem właśnie kilka produktów spożywczych nieprzekraczającą wartość 50 avarów Inaczej musiałbym wpisać pin, którego oczywiście nie znam. Czemu? Posługuje się kartą Niala. Robię to już dziewiąty dzień. Dziś to będą "jego" ostatnie zakupy. Mój garaż oczywiście nie ma śladu morderstwa. A ja sam zachowuje się normalnie. Wiem, że jeśli coś się zmieni w moim zachowaniu można to zobaczyć. Po co więc wdrażać w to inne osoby? Spakowałem zakupy do torby i wyszedłem ze sklepu kierując się w stronę ulicy. Przecież nie będę tak głupi i nie będę stawiał samochodu pod sklepem gdzie płace kartą osobą, która zaraz zaginie. Oczywiście, że o tym pomyślałem. Przeszedłem przez ulicę i skręciłem w prawo. Założyłem okulary przeciwsłoneczne, które wcześniej były założone na głowę. Moje myśli przeszły do Alt, która przecież została porwana. W sumie może pora ją uratować? W jakiś sposób to moja wina, że ją porwali. Raczej nie odwieźli jej do domu i ukołysali do snu. Westchnąłem i skręciłem w lewo wkraczając w uliczkę pełną domów. Westchnąłem i podszedłem do swojego samochodu, który zaparkowany był pod jakimś starym domem. Oczywiście sprawdziłem wcześniej czy na pobliskich domach nie ma kamer. Nie było. Tak dla ścisłości. Wsadziłem zakupy do bagażnika i sam wsiadłem na siedzenie kierowcy. Odpaliłem samochód i ruszyłem w stronę domu by tam odłożyć zakupy. Sięgnąłem po telefon i wybrałem numer do Katfrin od razu włączając ją na głośnik.

Od Bellamiego CD. Elise

- Były jakieś problemy z hamulcami? - usłyszałem nagle, a to pytanie zbiło mnie z tropu.
- Są przerwane? - zapytałem niemal od razu. Chwila ciszy, która trwała jak dla mnie zdecydowanie za długo przerwała dziewczyna.
- Raczej przecięte - odpowiedziała, a ja zacisnąłem szczękę oraz dłonie na kierownicy.
- Mogę przyjechać? - zapytałem niema od razu, a mój ton głosu zmienił się na zimniejszy.
- Jeśli jest taka potrzeba to oczywiście - odpowiedziała, skinąłem sam do siebie.
- Będę za pięć minut - rzekłem i rozłączyłem się zostawiając telefon tam gdzie był wcześniej. Zjechałem na prawy pas i zatrzymałem się na światłach. Stukałem w kierownice palcami w rytm muzyki próbując nie myśleć o hamulcach. Kto by je przeciął? Jeśli zrobił to raz zrobi to i kolejny. Aż do skutku. Dłonie coraz bardziej ściskały kierownice przez co powoli moje knykcie zaczęły przybierać bladą barwę. Wdech wydech Bell. Bądź spokojny. Sięgnąłem po telefon i wybrałem numer do Katfrin dalej prowadząc.
- Halo - usłyszałem jej normalny ton głosu. Było lepiej. To dobrze.
- Nim wsiądziesz do samochodu sprawdź czy jest wszystko okey. Albo najlepiej poczekaj na mnie i ja to zrobię - powiedziałem od razu i wiedziałem, że dziewczyna jest zdziwiona moim zachowaniem.
- Co się stało? - zapytała, a ja skręciłem w lewo i wjechałem na podwórko do mechanika.
- Opowiem ci jak przyjadę - rzekłem i rozłączyłem się niemal od razu. Wysiadłem z samochodu i zamknąłem go. Wyjąłem paczkę papierosów i odpaliłem jednego od razu zaciągając się nikotyną. Wdech, wydech. Palenie pomaga by się uspokoić. Normujesz oddech, a wtedy serce tak nie zapierdala. Właśnie dlatego nie wiem jak ludzie radzą sobie ze stresem w inny sposób. Niby rozumiem, niektórzy w centrum uwagi czują się dobrze. Ale inni? Westchnąłem zazdroszcząc im. Choć zapewne nie mieli lepiej niż ja z moim uzależnieniem. Ruszyłem w stronę gdzie wcześniej była dziewczyna. I zastałem ją tam, pochylałam się nad motorem mojej siostry.
- Już jestem - powiedziałem, a ona podniosła się i spojrzała na mnie. Była brudna na lewym policzku. Zapewne w oleju. Musiał się więc spalić.
- Dobrze. A więc w jakiej sprawie przyjechałeś? - zapytała, a ja rozejrzałem się za popielniczką.
- Rzuć na ziemię - powiedziała jakby wiedząc czego szukałem. Wyrzuciłem peta na ziemię i przygniotłem butem by już się nie fajczył do końca.
- Czyli mówisz, że są przecięte. Czy coś jeszcze zostało uszkodzone i jest prawdopodobieństwo, że zrobiono to przed wypadkiem? - zapytałem i spojrzałem na minę dziewczyny. Nie mogłem zadać tego pytania przez telefon ponieważ nie wiedziałbym czy ona kłamie czy nie. Musiałem widzieć jej gesty, mimikę twarzy. Może coś znalazła?
- Jeszcze nie wszystko dokładnie sprawdzałam, ale jeśli coś znajdę to o tym powiadomię - rzekła, a jej ton, ani gesty nie zmieniły się. Raczej nie kłamała. Chyba, że umie panować nad swoimi emocjami,tonem głosu, gestykulacją i mimiką. Czemu byłem taki nieufny? Możliwe, że nawet ona mogła pracować dla kogoś kto sprawia mi kłopoty. Nie chciałem mieć ich więcej. Nie chciałem mieć nikogo na sumieniu.
- Dziękuje to wszystko. Gdyby coś się zmieniło proszę zadzwonić lub wysłać sms. Przyjadę jak najszybciej - rzekłem, a ona skinęła głową.
- Żegnam więc Panno Elise - powiedziałem i skinąłem na nią głową odwracając się.
- A ty? - zapytała, a ja uniosłem jedną brew i znów wróciłem do poprzedniej pozycji.
- A ja co? - zapytałem, a plama, która tkwiła na jej policzku wydawała mi się większa.
- Jak masz na imię - odpowiedziała na moje pytanie zadając zarazem kolejne.
- Bellami. Bellami Salvadore - powiedziałem i zrobiłem krok w jej stronę. Dotknąłem jej policzka tuż obok plamy i nachyliłem się nad nią. Czułem jej zdziwienie, a fakt, że zrobiłem to niespodziewanie spowodował, że dziewczyna zapewne nie wiedziała co zrobić.
- Masz brudny policzek - szepnąłem jej do ucha i pogładziłem palcem w miejscu plamy. Oderwałem dłoń od dziewczyny i odwróciłem się wracając do samochodu.

Elise?

30 kwi 2019

Od Bellamiego CD. Victorii

Oderwałem wzrok od dziewczyny. Moje myśli powędrowały do tego czy może dziś nie zostać w domu i przypadkiem nie odpocząć. Albo poćwiczyć. Upiłem trochę whisky z colą i odwróciłem się.
- Chodź do salonu, tam jest zdecydowanie wygodniej - powiedziałem, a ona skinęła głową, weszliśmy do pomieszczenia, a ja od razu usiadłem na sofie. Moje powieki jakby same się osunęły, a ja poczułem tylko jak obok mnie siada dziewczyna.
- Ładny dom tak w ogóle - powiedziała, a ja uśmiechnąłem się lekko.
- Dziękuje, musi być ładny - odpowiedziałem i otworzyłem oczy sięgając po szklankę.
- Czemu powinien? - zapytała, a ja upiłem łyka alkoholu. Moje zmęczenie trochę schodziło, jednak fakt, że zaraz znając życie coś mi wypadnie wzbudzał we mnie niechęć. Naprawdę chciałem zostać dziś w domu. Oby było inaczej niż zwykle.
- Dom mówi o człowieku - odpowiedziałem po prostu. Dobrze, że dziewczyna nie zna pełnej historii, jaki posiada ten teren, oczywiście nie dom. Przed jego budową nic tutaj nie było. Dopiero rok temu postawili tutaj pierwszy dom.
- Czyli przekaz jest, że masz piękne wnętrze - rzekła i zaśmiała się i sięgnęła po szklankę z whisky i colą.
- Tego nie powiedziałem, ty tak uznałaś - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się do niej unosząc szklankę w geście toastu.
- Widać właściciel tego domu nie widzi jego piękna - rzekła, a ja oparłem się o poduszki, które leżały za mną.
- A może po prostu dziewczyna, która nie wie nic o domu, w którym się znajduje zbyt dużo? - zapytałem i spojrzałem na nią unosząc jedną brew. Może i zabrzmiało chamsko, ale rozmowa, na temat domu nie widziała mi się.
- Może i tak - odpowiedziała chyba trochę speszona. Podniosła szklankę do ust. Wyjąłem paczkę papierosów i odpaliłem jednego.
- Jeśli chcesz weź, chyba, że masz swoje - powiedziałem, a ona skinęła głową i wzięła jednego.
- Zarazem uwielbiam, a zarazem nienawidzę tego gówna - rzekłem i spojrzałem na papierosa, który powoli się palił. Zrzuciłem popiół do popielniczki i znów się zaciągnąłem.
- Nieraz tak jest - odpowiedziała, a ja skinąłem głową na znak zgody. Moja ciekawość na temat domu wzrosła po przez przeprowadzoną niedawno rozmowę. Słyszałem, że przed zbudowaniem domu była tutaj wolna przestrzeń gdzie dzieci się bawiły. Podobno ktoś tu zginął. Ciekawość rosła w mojej głowie. Moje myśli opierały się już tylko na tym gdzie mogę znaleźć takie informacje. W internecie? Może coś będzie, ale zapewne za mało informacji. W bibliotece? Bardziej prawdopodobne. Może popytam sąsiadów? Choć podobno zdarzyło to się dość dawno temu. Zresztą moi sąsiedzi mają ze mną neutralne stosunki. Jesteśmy tylko na dzień dobry lub wieczór. Więc gdzie szukać informacji?
- Pójdę do łazienki - usłyszałem nagle, otrząsnąłem się z myśli i od razu sięgnąłem po szklankę.
- Dobrze, wiesz jak iść - powiedziałem i upiłem alkoholu, który miał za zadanie sprawić bym choć na chwilę przestał myśleć.

Victoria? Brak weny, przepraszam

7 kwi 2019

Od Bellamiego

- Co kurwa zrobiłaś? - powtórzyłem do telefonu. Moja złość narastała z sekundy na sekundę.
- Wywróciłam się na motorze. Jestem w szpitalu na kontroli. Zaprowadź motor do mechanika - powiedziała, a ja mocniej zacisnąłem szczękę.
- Mówiłem ci, że masz kurwa nie przesadzać! - krzyknąłem i zakładałem już buty by wyjść.
- Nie przesadzałam - odpowiedziała, a jej głos zaczynał się łamacz.
- Co się stało, coś poważnego? - zapytałem, a mój ton od razu się zmieni, nie chciałem by dziewczyna zaczęła płakać. Wiedziałem, że jeśli jest w stresującej sytuacji, że coś zrobiła, a ja zacznę wywierać na niej presje to będzie jeszcze gorzej.
- Zaprowadzę motor do mechanika. Teraz odpoczywaj przyjadę niedługo cię odebrać - powiedziałem, a ona zapewne skinęła jak zawsze głową.
- Dobrze - odpowiedziała i rozłączyła się, schowałem telefon do kieszeni spodni i założyłem skórzaną kurtkę na siebie wychodząc.

~~~~***~~~~

- Musiałeś solidnie przywalić - powiedziała dziewczyna, okazało się, że to ona jest mechanikiem, a nie mężczyzna, który stał przed bramą. Ciekawe co tam robił?
- Nie ważne, na kiedy będzie zrobiony? - zapytałem i skrzyżowałem ręce pod klatką piersiową. Chciałem już odebrać siostrę ze szpitala. Nie jestem takim złym bratem na jakiego wyglądam. Serio potrafię się martwić.
- Podaj numer i będę dzwonić - powiedziała, a ja westchnąłem i podyktowałem jej dziewięć liczb.
- Możesz zadzwonić. Będę wiedział, że to ty - odpowiedziałem, a ona skinęła i od razu to wykonała ponieważ poczułem wibracje w kurtce. Wyjąłem telefon sprawdzić czy to na pewno dziewczyna o imieniu Elise. Zapisałem numer i schowałem telefon.
- Co do sprzętu, widzę, że nie był wcześnie robiony, zapewne jest to motor z tamtego roku, lub nawet tego. Dawać do niego markowy sprzęt czy raczej zastąpić innymi? - zapytała.
- Markowe. Ma być zdatny, działać dobrze. Nie liczy się cena - odpowiedziałem, a ona skinęła głową.
- Okey, to wszystko, gdyby co dzwoń - powiedziała.
- Dzięki. A więc ja już uciekam, żegnam - rzekłem i ruszyłem w stronę swojego samochodu. Motor przyprowadził mi znajomy, czemu akurat ten mechanik? Najbliższy jaki znalazłem. Opinia była dość dobra więc nie zastanawiałem się i po prostu przyjechałem bez żadnego uprzedzenia. Dziewczyna była zdziwiona ale cóż, niespodzianki są fantastyczne nieprawdaż? Wsiadłem do samochodu i ruszyłem do szpitala.

~~~~***~~~~~


Odebrałem Kat niemal od razu. Ponieważ dziewczyna wypisała się na żądanie. Mimo iż bardzo się z tym nie zgadzałem to wiedziałem, że moje sprzeciwy nic nie dadzą. Jej argumenty są zbyt dobre na moje. Zwykle często tak jest ale nie ważne. Mój telefon zawibrował w kurtce, a ja odczytałem wiadomość niemal od razu. Co ty na małe wyjście? A później coś ciekawszego? Oczywiście, że tak. Kto by się nie zgodził? Odpisałem szybko dziewczynie o imieniu Eline.
- Odwiozę cię do domu - powiedziałem i otworzyłem jej drzwi pasażerskie od samochodu. Sam zaraz chwilę po Katfrin wsiadłem do auta i od razu odpaliłem maszynę. Wyjechałem z parkingu i wjechałem na ulicę.
- Nic poważnego się nie stało? - zapytałem i spojrzałem przez ułamek sekundy na dziewczynę siedzącą obok mnie.
- Kilka zadrapań, siniaki i obita prawa strona - odpowiedziała i wzruszyła ramionami. Jednak wiedziałem, że niedawno miała zakładane szwy na prawym ramieniu.
- Następnym razem nie skończy się na igle i nitce - rzekłem i przyśpieszyłem. Droga do domu Katfrin zajęła nam niecałe dziesięć minut. ten czas spędziliśmy w ciszy. Nie chciałem zaczynać żadnego tematu, temat zbiegł by od razu na szpital. Dziewczyna zapewne od razu by się zdenerwowała dlatego nie chciałem zaczynać.
- Dzwoń gdyby coś się stało, przyjadę - powiedziałem, a ona skinęła mi głową.
- Dziękuje za pomoc - rzekła jedynie i zamknęła drzwi. Otworzyła furtkę na podwórko, a ja odjechałem. Spojrzałem na zegarek, który wyświetlał godzinę jaką była 19.53. Nie było wcześnie, ani za późno. Wyjąłem telefon i wykonałem numer do Eline. Po trzech sygnałach odebrała.
- Witam - usłyszałem, zmarszczyłem brwi zdziwiony. Nie tak zaczynała rozmowę.
- Hey kochanie, o której mam u ciebie być. czekam na umówiony wieczór, o którym nie zapomnę - rzekłem uśmiechając się do siebie i skręcając na wiadukcie w prawo. 
- Chyba pomyliłeś numery - usłyszałem śmiech po drugiej stronię.
- Oho... a z kim mam zaszczyt rozmawiać? - zapytałem nawet nie będąc zmieszany daną sytuacją.
- Elise, mechanik - odpowiedziała.
- To myślę, że z tobą też byłaby nie zapomniana noc. Ale cóż niestety chyba nie jesteś chętna - rzekłem śmiejąc się.

Elise?

31 mar 2019

Od Bellamiego CD. Victorii

- To nic. Bellami Jon Salvadore - powiedziałem i podałem dziewczynie dłoń, która najwidoczniej była dość zmieszana obecną sytuacją. To dobrze. Lubię to robić.
- Victoria Chuptyś - powiedziała i także podała mi dłoń. Uśmiechnąłem się lekko puszczając jej w porównaniu do mojej małą rączkę. Victoria zagryzła lekko wargę co sprawiło, że byłem jeszcze bardziej zadowolony z tego,że jest onieśmielona.
- Niestety muszę zostawić damę tutaj ale nałóg wzywa - powiedziałem i mrugnąłem do niej. Schowałem telefon do kieszeni spodni i wszedłem do sklepu od razu podchodząc do kasy. Kupiłem dwie paczki papierosów i wyszedłem na zewnątrz. Zauważyłem, że dziewczyna dalej jest na stacji. Rozmawiała z kimś przez telefon. Podszedłem do niej, a ja z upływu emocji zaczęła wymachiwać dłonią na bok przez co prawie mnie uderzyła. Jednak z ostatniej chwili złapałem jej rękę przez co spojrzała na mnie zdziwiona.
- Zaraz będę, nie wkurwiaj się już - powiedziała i rozłączyła się, a ja puściłem jej dłoń.
- Przepraszam, już po raz drugi dziś to nie jest do mnie podobne - rzekła, a ja uśmiechnąłem się i wyjąłem jedną paczkę.
- Palisz? - zapytałem otwierając ją, a oczywiście durne folie i papiery wyrzuciłem na ziemię.
- Oczywiście - odpowiedziała, a moje kąciku ust znów poleciały do góry.
- To dobrze, bo lepiej pali się w towarzystwie - rzekłem i wyciągnąłem w jej stronę paczkę, wzięła jedno i wsadziła go do ust, to samo zrobiłem i ja. Wyjąłem zapalniczkę, a paczkę schowałem. Odpaliłem jej papierosa, oczywiście sobie także. Zaciągnąłem się porządnie i pozwoliłem by dym przeszył moje płuca. Uczucie spokoju, które powodowała nikotyna jest niesamowita. Choć to nie tylko ona powoduje spokój. Ale to nie jest ważne.
- Ładnie jeździsz, ale jeśli nie masz znajomości nie radzę ci tak robić. Mogą ci dać porządny mandat. Nie wypłacisz się, nawet patrząc na to, że nie jeździsz byle czym - rzekłem, a ona zmarszczyła czoło i spojrzała na mój motor.
- Sugerujesz, że ty masz znajomości? - zapytała, a ja włożyłem filtr papierosa do ust i zaciągnąłem się. Mój oddech powoli normował się, a ja byłem coraz bardziej spokojny.
- Ja nie sugeruje, ja mówię, że je ma - odpowiedziałem i wyrzuciłem peta na ziemię przydeptując go. Wyjąłem telefon patrząc na godzinę, która wskazywała 14.23. Powinienem być już w domu. No cóż zejdzie się jeszcze trochę. Wyjąłem znów paczkę i wyjąłem kolejnego papierosa. Dziewczyna jeszcze nawet nie spaliła pierwszego, a ja już odpalałem drugiego. No niestety tak bywa.
- Nie za dużo? - zapytała, a ja wzruszyłem ramionami.
- Ludzie, którzy palą częstą mówią, że muszą na coś umrzeć, ja mówię, że chce dla czegoś życz, ale muszę mu dawać więcej czasu niż innym - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się wypuszczając dym w ust.
- Mądrala - powiedziała, a ja prychnąłem i spojrzałem na nią.
- Po prostu mówię co myślę - odpowiedziałem, a ona wywróciła oczami.
- Mało jest takich osób. Są to tylko wyjątki - rzekła, a ja uśmiechnąłem się.
- No właśnie. A ja jestem wyjątkowy - powiedziałem mówiąc wyraźnie ostatnie słowo.
- A teraz muszę uciekać, chyba, że chcesz wpaść na drinka. Jeśli tak to jedź za mną - rzekłem, a ostatnie słowo wyszeptałem jej do ucha nachylając się nad nią. Odszedłem w kierunku swojego motoru, a po drodze założyłem kask i wyrzuciłem peta, którego oczywiście zdeptałem.

Victoria?