Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gared. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gared. Pokaż wszystkie posty

30 wrz 2019

Wrześniowa czystka

postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.08-30.09 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.07-14.08 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.07, zostają wydalone
KOBIETY
ALTHEA
AMY
ANGELICA
BRIANNE
BRIDGET
BROOKE
CANDICE
CATNISS
CHARLIE
CHLOE
CRYSTAL
DEARDEN
DIANTHE
EKATERINA
ELISE
HARPER
HYOLYN
IDA
ISABELLE
IZZY
KATFRIN
KOYORI
LAURENE
LOUISE
LUCIA
LUCILLE
LUCY
MALLORY
MICHAELA
NOELIA
ODETTE
ODEYA
PELAGONIJA
RACHEL
RAVEN
ROSALIE
SOFIA
SUTTON
TAYLOR
VERONICA
VICTORIA
WANDA
MĘŻCZYŹNI
AARON
ADAM
ANTONI
ARCHIBALD
BELLAMI
BILLY JOE
CAIN
CAMERON
CARNEY
DANIEL
DUSTIN
ELIAS
FELIX
GARED
HANGAGOG
IVAN
JACOB
JONATHAN
JULIEN
KAI
KEN
LAWRENCE
LIONELL
LUCAS
MICHAEL
NIVAN
NOAH
SAMUEL
SCOTT
SPENCER
THEO
THOMAS
TRACE
TYLER

4 maj 2019

Od Gareda cd. Sarah

Podszedłem do konia bardzo niepewnie. Jezusie, jakie toto wielkie. Myślałem, że może to mieć maksymalnie metr pięćdziesiąt, a to jeden był prawie równy ze mną. Te bestie są ostro przerażające. Nie wiem co te baby w nich widzą, ale mnie powoli zaczynają przerażać. Do tego przechodząc korytarzem jeden z koni dość niepokojąco uderzał głową i kopytami o ścianę boksu. Do tego uszu nie miał nastawionych za przyjaźnie. Do tego te błyskające białkiem oczy. Ew... Po tej wycieczce zmuszę Victorię do długiego masażu pleców...
Przeszliśmy kilka, kilkanaście, a może kilkadziesiąt boksów i doszliśmy do czarnego jak smoła konia. Wydawało mi się, że był jeszcze wyższy niż poprzednie. Wyglądał jeszcze groźniej. Do tego tupał bez przerwy nogą. W momencie otworzenia wrót od lokum konia odskoczyłem na bok jak poparzony. Dopiero spokojny wzrok dziewczyny uświadomił mnie, że koń nie powinien mi zrobić krzywdy.
- To koń, o którego pan pytał. Dość wysoki. Jest aktualnie w treningu ujeżdżeniowym. Może nie wygląda na przyjaznego, ale to bardzo milutki konik. - na te słowa tylko pokiwałem przestraszony głową - I nie można się go bać. On to czuje i także się boi, przez co chce zaatakować. Przy koniach trzeba być spokojnym, ale pewnym siebie. - dziewczyna cały czas głaskała lekko garbaty pysk konia. Victoria będzie zachwycona. Nie dość, że koń prze piękny, to jeszcze garbaty nos, do których ona ma cholerną słabość. Nie rozumiem kobiet. I nigdy nie zrozumiem. Zaraz chwila... Ja mam garbaty nos... Eh.
~*~
- Koń bardzo ładnie chodzi. Ma wysokie, szerokie chody, więc jest idealnym koniem do ujeżdżenia. Może zaprezentować?
- Dobrze dobrze. Wszystko super, pięknie, ale ile ten koń będzie ranił mój portfel?
- Wie pan... Koń bardzo młody, bo czteroletni. Do tego potrafi bardzo dużo jak na swój wiek... Ma aktualnie sto osiemdziesiąt dwa centymetry w kłębie, a jeszcze rośnie. Bardzo spokojny, ładne chody... No... 40-50 tysięcy... - dziewczyna uśmiechnęła się krzywo, a ja miałem ochotę zapłakać i pożegnać się ze wszystkimi pieniędzmi jakie posiadam. 
Sarah?

3 maj 2019

Od Gareda do Sarah

Ta dziewczyna mnie wykończy. Czy nie może jeździć sportowo w jakiejś stajni i korzystać z ich koni? Nie. No przecież Victoria zażyczyła sobie jakiegoś wierzchowca tylko dlatego, bo ma za daleko do stajni. O Chryste. Trzymaj mnie, bo uduszę tą babę. Zbankrutuję przez nią. A jeszcze jej wymagania! No nie wierzę! Na kartce mi to rozpisała! Musi mieć to i to, nie może tego i tego. Za moich czasów tak nie było. Miało się co dawali i tyle. Dobra nie narzekaj chłopie. Zrzędzisz jak stary dziad. Złapałem za papier i wyszedłem z mieszkania, bo naprawdę nie chciało mi się użerać z tą natarczywą dziewuchą. Obmacałem wszystkie kieszenie w poszukiwaniu kluczyka, jednak bez skutku. Wbiegłem z powrotem na górę i już nawet nie patrząc na minę Victorii, wybiegłem z budynku. Samochód można powiedzieć, że był jeszcze w połowie na chodzie. Dobre dwadzieścia minut temu księżniczka zażyczyła sobie ciastka ze sklepu. Eh... Wykończy mnie na starość. 
Mówiła o jakiejś stadninie, w której podobnież trenują konie na zamówienie, a później sprzedają. Matko kochana. Ja się boję ile to będzie kosztować, bo mój portfel przez Victorię już płacze. Kurwa czasem czuję się jak taki Sugar Daddy. Tylko tego mi brakowało.
Dobra, droga była nawet w porządku. Ja się na koniach zupełnie nie znam, więc ta karteluszka to będzie moje jedyne zbawienie. Jedyne co znam to chyba maści? Chyba tak to się nazywało. Ale po co utrudniać sobie życie, skoro można to nazwać kolorem. No Chryste. Mam chyba dziś dzień zrzędzenia. 
Wylazłem jakoś z tego nieszczęsnego auta. Zaparkowałem w dziwnym miejscu. Nie wiem, czy można tu parkować, aczkolwiek trudno. Koni dookoła nie było, ludzi tym bardziej, więc chyba miejsce dozwolone. Szedłem jakoś niepewnie. Taka cisza i spokój. Już wolałbym zostać tu i nie wracać do domu. Niestety chyba takie marzenia się spełnić nie mogą. No niestety... Może chociaż zrobi coś dobrego do jedzenia... Oby...
Mało z rąk nie wypadł mi telefon, kiedy zza pleców wyszła jakaś niziutka dziewczyna.
- Sarah O'Hara. - brunetka podała mi dłoń. Także się przedstawiłem.
- Pan w jakiej sprawie? - zapytała nagle.
- Ja w sprawie konia... Moja współlokatorka zażyczyła sobie... - wyjąłem kartkę - Wysokiego, karego konia, najlepiej rasy Pura Raza Espanola - nie wiem jak to przeczytałem - Ma to być koń typowo ujeżdżeniowy... 
Sarah?


8 kwi 2019

Od Gareda cd. Elise

- Wariatka. - wymamrotałem pod nosem. Najwidoczniej to słyszała, bo na jej twarzy pokazał się szeroki uśmiech. Zaraz po niej i ja wypiłem dość mocną wódkę.
- Wybacz za ten incydent, ale nie lubię takich ludzi. - najwidoczniej udawała, że nie słyszy. Bynajmniej w pierwszej chwili. Później po prostu przytaknęła głową. Jakby nie do końca zrozumiała co powiedziałem. W głowie zaczynało mi się już powoli kręcić, a język bardzo się plątał. Wszystko zaczynałem już powoli widzieć podwójnie. Uznałem, że na mnie już czas. Przydałoby się zadzwonić po Victorię, która w niedalekiej przyszłości mogłaby po mnie podjechać. Albo mnie wynieść. To zależy jeszcze od tego jak będę się czuł, kiedy mojej damie się zachce tu przybyć. Ledwo odblokowałem telefon i wybrałem numer.
- Haleo...
- Ta... już jadę.
- Kocham Cię. - zapewne po tych słowach Victoria się zaśmiała i prychnęła jakbym był niedorozwinięty, ale tak działa alkohol. Elise znalazła chwilę spokoju, bo akurat nikt nie zamawiał drinków. Podeszła do mnie i najwyraźniej zmęczona oparła głowę na dłoniach.
- Co robisz poza pracą w klubie? - zapytałem. Ciekawość nie ustąpiła, a moje źrenice powoli nabierały dużych kształtów.
- Jestem mechanikiem.
- Taka praca dla kobiety? Przecież to bardzo brudna robota. - dziewczyna tylko wzruszyła ramionami.
- No bywa. - powiedziała - A ty? Coś poza muzyką?
- Informatyka. Nawet dobrze się na tym znam. - uśmiechnąłem się. Do klubu nagle wszedł nikt inny jak Victoria. Wzrok wielu poszedł od razu na nią. Nie dziwię się. Nie dość, że piękna, to jeszcze taka sucz z twarzy.
- Dobry wieczór. - powiedziała do Elise. Kobieta na to kiwnęła tylko głową. Vica, jako że to dość silna baba, od razu złapała mnie za ramiona i już próbowała wynieść.
- A chwila. Elise, bo ja mam problem z motorem. Mogłabyś wpaść jutro coś działać?



Od Gareda cd. Kena

Śmiech był nieodłącznym przyjacielem naszej rozmowy. Alkohol musiał być dość porządny. Gadaliśmy o wszystkim. Głównie pytał o swoją siostrę. Nie wiem czy wynikało to, że się o nią martwił, czy może po prostu był ciekawy. Dowiedziałem się, że jest w wieku Victorii co na chwilę oderwało mnie od rzeczywistości. Ale dosłownie na sekundę. Później, kiedy zakończyliśmy dość miłą pogawędkę uznaliśmy, że udamy się do wnętrza pomieszczenia. Ken niespodziewanie wyprzedził mnie o parę kroków i otworzył przede mną drzwi.
- Damy przodem. - powiedział i uśmiechnął się dość teatralnie.
- Ja pierdole, dzięki. - znów zacząłem się śmiać. Od dzisiaj mam na imię Garedinia. Po powrocie do budynku Ken zaczął rozmowę ze swoją siostrą. Ja za to usiadłem tuż obok Chrisa, który był chyba najbardziej pijany z nich wszystkich. Jego głowa bezwładnie opadła na moje kolana, co z perspektywy Mii wyglądało co najmniej dziwnie. Aby nie wprowadzać ją w niezręczną sytuację złapałem Harmsa za ramiona i ustawiłem do wcześniejszej pozycji. Jego głowa bujała się na wszystkie strony. Nagle telefon. Victoria. No wreszcie ta baba się odzywa.
- Cześć... Jak koncert? - zapytała łamiącym głosem.
- Koncert super, co ci jest?  - zapytałem odchodząc na bok od towarzystwa.
- Byłam na badaniach ze znajomą. Wykryli jakiegoś guza na płucach. Możliwe, że to nowotwór. - serce na chwilę mi się zatrzymało - Jeżeli możesz to przyjedź jak najszybciej, proszę.
- Jak tylko dam radę to będę za jakieś półtorej godziny. - mam nadzieję, że to albo błąd w badaniach, albo podmienili karty pacjenta. Oby. Nie mam zamiaru patrzeć jak podają jej tą wyniszczającą organizm chemię i jak się męczy. Ręce zaczęły mi się trząść. Nie chciałem jechać tam sam. Później i tak pewnie nie dałbym rady wrócić. Większość towarzystwa wyglądała co najmniej źle i wyróżniał się tylko Ken. Podszedłem do niego.
- Ken. Mogę cię prosić na sekundkę. - chłopak wstał - Pojechałbyś ze mną taksówką do Victorii? To ważne. Sam pewnie nie wrócę, a nie chcę robić sobie większych problemów z policją.
Ken?

7 kwi 2019

Od Gareda cd. Victorii

- Ty głupi debilu! - krzyknęła zbulwersowana Victoria na co ja bardzo szeroko się uśmiechnąłem. Myślałem już, że mnie zrzuci z łóżka i zacznie bić, ale na szczęście była już za bardzo zmęczona i po prostu padła jak mucha. Pi wygląda przy niej jak jej syn. Może to mnie tak rozśmieszyło, a może to, że Victoria zasnęła w bardzo nietypowej pozycji. Głowa opadła jej na klatkę piersiową, a rękę miała na głowie Stoffersa. Zamknąłem na chwilę oczy, jednak coś nie dawało mi spać. Wstałem i poszedłem do kuchni. Musiałem się napić jakiegokolwiek płynu, innego niż alkohol. Miałem chyba najlepszą głowę od tych wszystkich dzieciaków. Wyjąłem z szafki jabłko. Jakieś matowe, brzydkie, ale musiałem cokolwiek zjeść. Usiadłem na krześle przy małym stoliku. Nogi zupełnie rozciągnąłem i przeciągle ziewnąłem. Może i wyglądało jakbym musiał iść spać, ale najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale zacząłem sprzątać, po tej ''imprezie''. Wszystkie puste butelki, papierosy i podłoga, która była przesączona zapachem wódki. Poczułem się jeszcze bardziej jak baba, ale nie mogłem po prostu znieść tego brudu. Niektóre rzeczy wynosiłem w grubych, żółtych rękawiczkach. Nie miałem zamiaru tego dotykać gołymi dłońmi. Sprzątnąłem dosłownie wszystko co się dało. Padłem jak kłoda na kanapę. Na której spał Class. W przeciągu sekundy odskoczyłem i usiadłem na wysokim krześle w kuchni. Nagle słyszę kroki. Cichutkie, jakby na palcach. Do pomieszczenia, w którym aktualnie przesiadywałem wszedł nikt inny jak Victoria, która najwyraźniej szukała swojej wódki.
- Nie ma. - uprzedziłem ją zanim zdążyła coś powiedzieć. Bez słowa usiadła obok mnie na drugim krześle. I znów się rozmarzyłem. Spojrzałem na jej twarz z prawego profilu. Ten nos wywołuje u mnie dziwne zaburzenia psychiczne. Tak lekko zadarty, ale tak już obity po wszystkich walkach. Kolejny siniak na policzku. Czyżby tym razem ktoś ją uprzedził, czy może znowu walnęła w szafkę lub drzwi? Przyglądałem się jej oczom, które już nie świeciły tym uroczym blaskiem jak kiedyś. Teraz były wysuszone i zmęczone, ale nadal miały ten swój piękny, błękitny kolor. Wargę cały czas agresywnie przygryzała. Było to spowodowane pewnie spierzchniętymi ustami. Nagle jej głowa bezwładnie opadła na moje ramię. Znowu. I znowu tak niespodziewanie. Tak, że po raz kolejny miałem ochotę zawrócić ją na wcześniejszą miejscówkę.
- Nie uważasz, że jestem za stary na takie gierki? - zapytałem, a Victoria podniosła głowę. Wydała się być nieco zmieszana i zdziwiona moimi słowami.


6 kwi 2019

Od Gareda cd. Victorii

Nie czuję się przy niej dobrze. Ręce mi drętwieją, a mózg nagle sobie idzie. Zostawia mnie samego na pożarcie tej bestii. Potrafi poprzewracać w głowie i to bardzo. Ze zwykłej rozmowy potrafi się dowiedzieć co myślę, czuję. Taka głupia to ona jednak nie jest. Siedziałem na tej pieprzonej, zimnej ławce i myślałem tylko o powrocie do ciepłego mieszkania. Wyjście na papierosa to był bardzo zły pomysł. A mogłeś debilu siedzieć na dupie i się nie ruszać. Nagle przeszedł mnie mocny dreszcz, można powiedzieć, że nawet lekko przestraszyłem się, kiedy dziewczyna niespodziewanie położyła mi swoją głowę na ramieniu. Chciałem już powoli zaprzeczyć i przenieść swoją dłonią jej głowę na poprzednie miejsce, ale niech będzie. Nagle jednak sama podniosła głowę. Zaczynam się obawiać, że czyta mi w myślach. Nie chciałaby zajrzeć do tak złego umysłu jak mój. Miałaby traumę do końca życia. Chociaż to twarda baba i myślę, że wszystko by miała po prostu w dupie. No chyba, że znalazłaby moje dziwne fantazje. Ale one są ukryte głęboko z tyłu głowy.
- Zimno Ci? - zapytała. Ja tylko przytaknąłem głową i objąłem ramiona dłońmi. Victoria ma coś chyba z głową. Czasem naprawdę czuję się przy niej jak kobieta. Zdjęła swój płaszcz i okryła mnie nim. Chciałem jej go oddać, ale jej najwidoczniej zupełnie nie było zimno, bo siedziała bez ani jednego drgania. Gorącokrwista wariatka. Objąłem ją tępym spojrzeniem. Jej płaszcz dał radę zakryć tylko połowę moich pleców. Mała, gorącokrwista wariatka. Tego określenia już nigdy nie wypowiem na głos. Raz kiedy to zrobiłem oberwałem butelką. A potem sama szyła mi łeb. Syndrom sztokholmski to jej drugie imię. Każda kobieta jest na swój sposób masochistką. Facet sprawia jej ból, a ona nie dość, że to lubi, to jeszcze chce więcej. No chyba, że jest aseksualna. Podejrzewałem kiedyś o to Victorię. Chyba niepotrzebnie, bo za każdym pójściem do klubu podrywa jakąś nową laskę, albo faceta.
- Mam dziś za dużo energii. - wymsknęło mi się.
- Nie dziwię się. W końcu moje Whiskey było dobre co? - zakrztusiłem się dymem. Właśnie. Jak ta cholera szybko pali. Zgasiła kiepa jakieś kilka minut wcześniej, a ja jeszcze męczyłem się z drugą połową tytoniu. Wyciągnęła z kieszeni płaszcza jakieś małe pudełeczko. Okazała się być to tabaka. Wysypała sobie dość dużo krechę na dłoni i wciągnęła wszystko za jednym razem. Skrzywiłem się mocno. Poczułem w nosie te pieczenie, mimo że nie wciągnąłem tego ustrojstwa. W momencie oczy zrobiły jej się czerwone. Spojrzała się na mnie i wybuchnęła śmiechem, kiedy zobaczyła moją krzywą minę.

5 kwi 2019

Od Gareda cd. Elise

- Zjadają Cię wzrokiem. - powiedziała dziewczyna. Podniosłem tylko obojętnie obie brwi i wzruszyłem ramionami. Raczej przystojny nie jestem, a wzrok tych wszystkich nastolatek pojawiał się na mnie tylko dlatego, bo wyglądam jakoś inaczej niż wszystkich. Swoją drogą byłem już do tego zupełnie przyzwyczajony. Dodatkowo nasz zespół jest dość dobrze znany, więc uważają mnie za dość kasiastego. Jak większość bab lecą tylko na pieniądze. Chcą abym postawił im drinka, a może dwa, potem trzy. Później chcą czegoś jeszcze, ale ja najwyżej odprowadzam je matkom do domu, albo ich niczego nieświadomym chłopakom. To takie przykre, kiedy jakaś kobietka chce zdradzić swojego partnera ze zwykłym metalowcem, który przecież i tak dużo (o dziwo) nie zarabia. Elise w przeciągu sekundy odwróciła się w stronę jakichś małolatów i odbierała od nich zamówienia. Językiem zacząłem przejeżdżać od wewnętrznej strony ust po swojej wardze. Chyba muszę zrobić sobie jeszcze jeden kolczyk. W ustach, albo w brwi. Będę wyglądać jeszcze dziwniej. O tak. 
- Podać coś jeszcze? - zapytała niespodziewanie Elise. Zajmowała się najwidoczniej cały czas tym samym drinkiem, bo składniki bez przerwy się powtarzały.
- Dwa kieliszki zwykłej czystej. Jakiejś najmocniejszej. - trzeba się już zupełnie wykończyć. Pewnie tym razem nie będę w stanie nawet zadzwonić po Victorię. Będzie ktoś musiał zrobić to za mnie. No trudno. Tak też czasami wychodzi, a ja nie widzę powodu, abym musiał się dzisiaj oszczędzać. Dziewczyna podała mi alkohol, a ja tylko lekko się uśmiechnąłem. Nagle z głośników dało się usłyszeć nasze ,,Die tomorrow''. Dziwne. Nigdy nie grali tego w żadnym w klubie, a tu taka niespodzianka. Wypiłem szybko wódkę.
- To piosenka mojego zespołu. - oznajmiłem dziewczynie. Nie wydawała się zdziwiona.
- Domyśliłam się, że jesteś w jakimś zespole. Widać. - lekko się zaśmiała.
Do baru podeszło kilku, typowych awanturników. Standard na każdej imprezie, na jakiej byłem. Przeżyłbym fakt, że się pojawili, gdyby nie to, że zaczęli się kłócić z Elise. Procenty jeszcze najwidoczniej do mnie nie dotarły. W przeciwnym wypadku zupełnie bym się tym nie przejął. Powoli zacząłem wstawać. Przesiadłem się miejsce bliżej tych delikwentów. Chyba poszło o brak pieniędzy z ich strony. Bardzo możliwe. Aczkolwiek nie przysłuchiwałem się za bardzo tej kłótni. Można powiedzieć, że ''wkroczyłem'' do akcji, kiedy jedna szklanka już ucierpiała. Co mu te biedne naczynie zrobiło?
- Nie moglibyście się uspokoić? - zapytałem z dużym spokojem.
- A mógłbyś się odpierdolić? - warknął jeden z już i tak pijanych facetów.
- A może tak grzeczniej?
Jakoś nie za bardzo mi się chciało z nimi bić. Jednemu strzeliłem tylko porządną pięść w żuchwę, a drugi już nie skakał. Wyprowadziła ich już ochrona. Zwyczajnie nie lubię chamstwa i niszczenia spokoju innych osób.
Elise?

2 kwi 2019

Od Gareda do Elise

Udane koncerty, udane wszystko, a mi nadal mało wrażeń, alkoholu, papierosów i tej Victorii, która pogłaszcze po główce, powie, że jestem pojebany i ucieknie pokazując fucka. Uznałem, że dobrym pomysłem na uspokojenie się i odstresowanie będzie... pójście do klubu. Tak Gared, to cię na pewno uspokoi. Przygotowań nie było wcale, a ja po prostu wstałem z kanapy i ruszyłem do klubu. Oj chciało się znowu popatrzeć na jakieś laski, które próbują do mnie podbić, a później odchodziły zawiedzione, a ja tylko machałem z uśmieszkiem. Dziwne jak na metalowca nie? Jakiś taki inny jestem, a ideał kobiety dla mnie to opis Vici. Blond włosy, czarne brwi i te martwe spojrzenie, które wypala i mrozi jednocześnie. Droga do klubu od domu trochę potrwała, bowiem zajrzałem jeszcze do kilku sklepów w poszukiwaniu Marlboro Goldów. Znalazłem dopiero w spożywczaku na rogu. Facet przy kasie był zdecydowanie tej innej orientacji. Uśmiechał się cały czas i obleciał mnie wzrokiem już od góry do dołu. Hmm... Okej? Posłałem mu tylko krzywą minę i wyszedłem ze sklepu. Pierwszą rzeczą było oczywiście podpalenie mojego zbawiennego tytoniu i chwilowe uspokojenie się, aby później wejść do dość hucznej imprezowni. Czekałem tylko aż puszczą nasze ,,Sex on legs'', bo to był już cholerny hymn tych miejsc. Brakowało tylko rozbierającego się Classa i Victorii podrywającej dziewczyny. Chyba nadal nie określiła swojej orientacji. To właśnie w niej kocham. Po jakimś czasie trzeba było wreszcie iść na jakieś pięć drinków. Ale się Chris wkurwi, kiedy do niego zadzwonię, aby po mnie przyjechał. Tylko na to czekam.
- 4 Kamikaze. - zaczęło się. I tak te cztery małe kieliszki liczę jako jeden drink, więc będzie ciekawie. Po chwili podeszła do mnie barmanka i podała niebieski płyn. Uśmiechnęła się od ucha do ucha. To miłe. Zazwyczaj jak ja uśmiechnąłem się do barmanki to albo spojrzała na mnie jak na debila, albo dostawałem po prostu w pysk. Tylko kurwa za co. Czy ja wyglądam na pedofila? No ja pierdolę. Wracając... Odwzajemniłem uśmiech (i chwała panu, że mój policzek żyje). Zabawne było to, że dziewczyna wyglądała zupełnie jak Victoria. No może miała mniej mięśni i nie miała miny, jakby zaraz chciała komuś wywalić z łokcia. Aż mnie żebra zabolały... Aj... Wypiłem Kamikaze bardzo szybko i od razu zamówiłem Krwawą Merry.
- Elise. - niespodziewanie podała mi rękę barmanka, kiedy przynosiła kolejne trunki.
- Gared. - odwzajemniłem gest z jeszcze większym uśmiechem niż wcześniej.
Elise?

27 mar 2019

Od Gareda cd. Kena

Kolejny koncert. Ten akurat był jednym z luźniejszych. Zwykły klub na obrzeżach miasta. Oczywiście i tak damy z siebie wszystko, ale nie tak jak w Mer'a Lunie czy Castle Party. Te koncerty były po prostu boskie. Tym razem jeździmy cały czas trasę Thornstar, która była jedną z najlepszych. Moje ukochane piosenki typu Loreley, Morgana czy Afterlife. Po prostu jedna, wielka poezja. Przykry jest fakt, że Victoria czuła się gorzej i nie mogła z nami zagrać. No ale niech się kuruje, aby mogła wystąpić w centrum. Przed koncertem oczywiście Class gadał ze swoją dziewczyną, więc chuja nam pomógł w przygotowaniach, ale z jednej strony go rozumiem. Ja żyje w cholernym friendzone więc nie mam w tym za dużego doświadczenia. Cieszę się jego szczęściem. Nigdy nie widziałem tak zadowolonego gitarzysty. Koncerty idą mu jeszcze lepiej, a nawet zaczął dobrze śpiewać. Jednak Mia dobrze na niego wpłynęła. Swoją drogą bardzo miła kobietka. Spokojna, ma dobre poczucie humoru i nigdy nie widziałem ich kłócących się. To urocze. Eh... Powoli zaczynam obawiać się tego koncertu. Po tym jak postrzelili Victorię dwa lata temu, mam jakieś zrażenie do klubów. No ale mus to mus. Class po swojej godzinnej rozmowie wreszcie zaczął się przygotowywać. Ja poszedłem w klasyk. Włosy potraktowane białą farbą, dziwne, czarne znaczki na twarzy i bezrękawnik sięgający do ziemi. Wygodnie, ładnie i standardowo, czyli tak jak lubię. Uznałem, że dobrym pomysłem będzie założenie jeszcze jebutnie długich butów, wiec tak też zrobiłem. Czarne oficerki wykończyły mój ubiór po prostu idealnie. W końcu byliśmy już na scenie. Najpierw ta cudna ,,Loreley”, czyli ulubiona piosenka Vici. I mi i jej gra się ją po prostu idealnie. Po chwili zobaczyłem gdzieś w tłumie Mię. Czemu? Bo jak to ona... Skakała i krzyczała jak wariatka. Jakbym widział Victorię za młodu... Dobra za dużo o niej myślę. Wróćmy do koncertu. Jeszcze kilka stałych kawałków i schodziliśmy ze sceny. Próbowałem iść jakoś szybciej, ale Mia dosłownie rzuciła się w ramiona Classa. Kilka milimetrów i znając życie bym ich stratował. Do tego Class nie grzeszy wzrostem, więc idealnie dopasował się ze swoją dziewczyną. Dopiero po kilku chwilach zrozumiałem, że dziewczyna nie przyszła do nas sama. Przybyła wraz z wysokim mężczyzną. Bardzo do siebie podobni. Dopiero po chwili zrozumiałem, że to jej brat, chociaż podejrzenia były już wcześniej. Kiedy tylko na sekundę odwróciłem się w stronę Classa wcześniej wspomniany mężczyzna dosłownie zlustrował mnie wzrokiem. Zauważyłem to tylko kątem oka. Po chwili czułości Classa z Mią uznaliśmy, że miło by było się lepiej poznać i pójść na jakiś alkohol. Udaliśmy się więc do pobliskiego baru. Kilka kieliszków i wszyscy zrobili się jacyś weselsi. No prócz mnie. Ja mam za dobrą głowę. Już przesiedziałem całe noce z Victorią popijając Whiskey, albo jakąś mocną czystą. Rozejrzałem się po towarzystwie i przeprosiłem wszystkich na chwilę, by udać się na papierosa. Wyjąłem już ostatniego Marlboro z paczki i podpaliłem go starym sposobem - zapałki. Teraźniejszym wynalazkom nie ufałem, a po co wydawać więcej hajsu na gaz i same zapalniczki, jak można użyć tego zbawiennego drewienka? Pierwsze dwa zaciągnięcia i już było mi lepiej. Nie dość, że się uspokoiłem to jeszcze do tego alkohol delikatnie zaczynał się łączyć z tytoniem i robiło się coraz weselej. Nagle zza rogu wyłonił się brat Mii.
- Gared jestem. - podałem przybyszowi rękę.
- Ken. - odwzajemnił gest.
- Palisz?
- Nie.
- To dobrze.
- Czemu?
- Bo mi się fajki skończyły.
W tym momencie objęła nas jakaś fala śmiechu. Chyba trunek zaczynał powoli działać.
Ken?

26 mar 2019

Od Gareda - "Kinder Der Sterne"

Słowa tak bolały. Tonęły w otchłani, a miłość oddalała się z minuty na minutę. Słyszałem bicie jej drobnego serca i bałem się, że za chwilę przestanie wydawać z siebie ten zbawienny dźwięk. Kilka sekund później, a ja zbierałbym z ziemi jej zwłoki. Niebiesko-czerwone światła zaczęły mnie oślepiać, a ja nie słyszałem już nic, prócz jej cichych jęków. 


***

Patrzyłem się na nią jak na najpiękniejszy obraz, jak na cel, jak na najpiękniejszą różę, w centrum innych, zwiędłych. Głowa oparta na jednej ręce. W drugiej papieros, który pewnie już w tym momencie pozostawił po sobie sam filtr. Oczy jasnoniebieskie, wręcz białe. Dłonie, mimo że trochę zaniedbane i sponiewierane przez wszystkie wykonywane prace, nadal piękne. Czułem jej dotyk, chociaż miałem okazję poczuć go tylko raz, jedyny raz, kiedy blondynka zechciała podać mi gitarę. Już wtedy poczułem jej delikatne jak aksamit dłonie. I te oczy. Jakby wyjął je z lalki. Uśmiech jej zdawał się być lekiem. Najlepiej działającym. Usta koloru dojrzałej wiśni i rzęsy, które nie potrzebowały tuszu, bo już wyglądały jak doczepione. Mimo jej prawie srebrnych włosów, wciąż posiadała czarne jak smoła brwi. Z moich cudownych marzeń i rozmyśleń obudził mnie nagły dotyk. Dosyć niespodziewany i gwałtowny. Spalony do końca papieros spadł mi na popielniczkę, a ja sam odwróciłem się z lekkim przestraszeniem w stronę sprawcy zamieszania. Zadowolony Chris patrzył na mnie jak na głupka, bo jeszcze kilka minut temu chciałem od niego fajka, a teraz został po nim sam popiół. Na jego widok przewaliłem tylko oczami i wróciłem do wcześniejszego położenia. Jako, że to Harms, to oczywiście od razu musiał dowiedzieć się co się dzieje. 
- Ej. Od kilku tras jesteś jakiś inny. Widzę, że coś się dzieje, nie jestem ślepy. - zaczął - Na kogo ty się tam tak patrzysz. - dodał po sprawdzeniu kierunku mojego wzroku. Na te słowa tylko westchnąłem. 
- Dobra. Ogarnij się bo mamy trzy godziny do koncertu. - uznał i wstał z krzesła. Poklepał mnie po ramieniu i zniknął gdzieś w głębiach szatni. Wypiłem jeszcze jedną szklankę Whiskey i powoli wstawałem z miejsca. Nie obyło się bez strzykania wszystkich kości w moim ciele. Począwszy od palców u dłoni, aż po same kolana. No nie jestem w pełni wieku, ale stary też nie jestem. Wyciągnąłem jeszcze tylko ramiona przed siebie i kierowałem się w stronę pomieszczenia, w którym mieliśmy się przebierać. Miałem już dość noszenia tego ciężkiego płaszczu, więc wchodząc do środka od razu zrzuciłem z siebie tą uciążliwą cześć odzieży. Podszedłem do lustra i zacząłem rysować na swojej twarzy czarną farbą jakieś dziwne znaczki. Po kilku minutach tworzenia z siebie dziwaka, poczułem czyjś wzrok. Przenikający. Odwróciłem się i ujrzałem stojącą w drzwiach Victorię. Uśmiechnęła się tylko do mnie i podeszła do drugiego stanowiska. Zaczesała sobie wszystkie włosy do tyłu i przejechała je czarną farbą. Oczy potraktowała sobie tym samym kolorem. Do tego ten jebutny odwrócony krzyż na cały policzek. Czuję się trochę jak stalker. Obserwowałem prawie każde jej ruchy. Założyła na siebie skórzane spodnie i gorset. Nie gustowała nigdy w sukienkach, co na pewno wyróżniało ją wśród innych kobiet. Do nosa i w usta włożyła sobie kilka kolczyków. Założyła czarne soczewki. No kobieta demon. Wyglądała przez to cudownie. Niecała godzina została do koncertu. Uznaliśmy wszyscy, że warto iść jeszcze na jedno piwo. Tak dla rozluźnienia. Zamówiliśmy trunek w barze przy naszym "hotelu". Raczej tak tego nazwać nie można. Zwykły budynek z dwoma pokojami, kuchnią i łazienką. 
Wracając... Victoria dosłownie zmusiła mnie, abym zamówił jej jeszcze jedno piwo. Jak mnie zmusiła? Po prostu zabrała mój portfel ze stołu i sama to zrobiła. Dziewczę bez pohamowań. Chyba to też mnie w niej kręciło. Po udanej popijawie ruszyliśmy na scenę. Kilka kawałków poszło jak z płatka. Potem przy scenie zaczęły się jakieś bójki, ale nie zwracaliśmy na to uwagi. W końcu koncert był w barze, więc dziwnie by było, gdyby towarzystwo było spokojne. Kolejny, bardziej depresyjny kawałek uspokoił nieco atmosferę. Na całe szczęście, bo w pewnym momencie zaczęli już rzucać butelkami. Po oberwaniu od Victorii już nie chcę mieć z tym styczności. Zrobiliśmy małą przerwę. Może nie potrzebnie, bo atmosfera znowu się zepsuła. Kilka z zebranych próbowało nawet zadzierać z naszą perkusistką, ale ona jest za twarda na takie żarty i spotykali się tylko krótkim i szybkim "spierdalaj". No niestety. Jak się zadziera z nieodpowiednimi osobami to potem tak się dzieje. Oponenci jednak nie zaprzestali swoich działań, także uznałem, że przydam się do pomocy. Kilka wyzwisk i po sprawie. Znaczy... No nie do końca... Usłyszałem dość mocny huk i błyśnięcie, jakby iskier. Zaraz przekręciłem się w stronę Vici. Jedyne co wtedy widziałem to krew wypływająca z jej ust. Złapała się nagle za brzuch i ledwo trzymała się na nogach. Nie myślałem. Podbiegłem do dziewczyny i złapałem ją w ostatnim momencie. Zaciągnąłem ją szybko za kurtynę. Reszta przybiegła do mnie za kilka chwil. 
- Chris dzwoń po karetkę! Szybko! - krzyknąłem ze łzami w oczach. Zdjąłem jej gorset i zacząłem uciskać ranę, która jak się okazało - była od postrzału. Oczy co chwilę próbowały jej się zamknąć, ale traciłem głowę, aby tak się nie stało. 
- Ej, Vica, patrz na mnie. 
- Widzę cię do jasnej cholery! Jeszcze nie umieram... Bynajmniej... Nie wiem... 
Zacząłem głaskać ją po głowie. Chyba zauważyła moją spływającą po policzku łzę, bo nagle spojrzała na mnie, jakby z litością i tym samym smutkiem. Słowa tak bolały. Tonęły w otchłani, a miłość oddalała się z minuty na minutę. Słyszałem bicie jej drobnego serca i bałem się, że za chwilę przestanie wydawać z siebie ten zbawienny dźwięk. Kilka sekund później, a ja zbierałbym z ziemi jej zwłoki. Niebiesko-czerwone światła zaczęły mnie oślepiać, a ja nie słyszałem już nic, prócz jej cichych jęków. 
Ratownicy zabrali ją na noszach do karetki. Jedyne co pamiętam to pobiegnięcie do środka budynku po portfel i resztę potrzebnych rzeczy Victorii. 
Nie wiem. Nie mam pojęcia jak znalazłem się w szpitalu. Musiałem myśleć tylko i wyłącznie o niej, bo nawet na chwilę nie przyszła mi do głowy inna myśl. Class powiedział, że próbowali coś do mnie mówić, ale zachowywałem się jak nieprzytomny. Siedziałem na korytarzu szpitalnym, przyczepiony do ściany jak zbity pies i wpatrzony w podłogę jak debil z chorobą psychiczną. Sekundy. Minuty. Godziny. W końcu ujrzałem jakąś babkę, która strojem przypominała pielęgniarkę. Kierowała się najwyraźniej w moją stronę. No może nie do końca. Przeszła obok mnie posyłając szczery uśmiech. Poczułem jak łzy, tym razem szczęścia, wylewają się litrami z moich, już przemęczonych oczu.

23 mar 2019

Gared Heinemann

Źródło: Gared Dirge (Twitter)
Motto: Możnaby walnąć tu jakimiś długimi cytatami, ale kogo to obchodzi. Ten oto przedstawiciel uznał, że lepiej walnąć zwykłym: Kocham jednorożce.
Imię: A różnie tu bywa. Gared, to imię, którym posługuje się w zespole. Gerrit to imię w dowodzie. Niektórzy posuwają się do Geralda, a nawet czasem Gustaw - ale to już zwykłe ameby.
Nazwisko: Heinemann - z dowodu, Dirge - z zespołu.
Wiek: Dwadzieścia cztery lata, powiedział i strzelił palcami z uśmiechem. ,,Ja się nadal czuję jak osiemnastolatek.''
Data urodzenia: 12.09
Płeć: Mężczyzna
Miejsce zamieszkania: Ten człowieczek uznał, że nie warto kupować własnego domu, skoro i tak Victoria Chuptyś ma swoje. Najlepiej wcisnąć się do czyjegoś domu bez zapowiedzi i uznać, że to taka mini niespodzianka. Vica najwyraźniej ukrywa swoje niezadowolenie, bo jeszcze nie wywaliła go ze swojej przestrzeni osobistej.
Orientacja: Oj... 50 twarzy Gareda... Bisexual Boy
Praca: Perkusista, keybordzista w zespole Lord Of The Lost
Charakter: Nie bez przyczyny - 50 twarzy Gareda lub jak kto woli - Gerrita. A mianowicie ten osobnik ma w sobie po prostu każdy charakter. Polećmy sobie alfabetycznie.
Agresja - Gared zdecydowanie nie należy do spokojnych osób. Dość łatwo wyprowadzić go z równowagi. I to w najmniej oczekiwany sposób. Zwykłe krzywe spojrzenie wywołuje u niego tak zwany wk*rw.
Bezinteresowność - Bardzo rzadko zależy mu na tym, aby to on miał sto procent korzyści z czegoś. Do tego nie interesuje go własne dobro, a innych. Victoria uznała, że ten człowiek skończy w sposób tragiczny. Dużo razy już wylądował w szpitalu przez zwykłe zasłonienie ludzi przed, dajmy na to, odłamkami szkła, czy coś w ten deseń.
(Nie)Cierpliwość - Nienawidzi, kiedy ktoś się spóźnia. To jest dla niego największa katorga, jaka mogła zaistnieć.
Delikatność - On najzwyczajniej w świecie boi się o wszystkich. Kiedy Victoria prosi go o zwyczajne podanie butelki, zrobi to bardzo delikatnie, nie raz w ten sposób ją potłukł.
Energiczność - Energia to coś, bez czego ten młody facet nie pokazuje się na ulicy. Idzie jakby ktoś raził go prądem. Jednak jego zawód delikatnie go do tego zmusza. Praca na koncertach wymaga bardzo dużo powera.
Fanatyzm - jeżeli już się czegoś uczepi, to wierzy w to z całego serca.
Gadatliwość - Victoria znalazła już pewien sposób - krówki mleczne. Zaklejają mu usta chociaż na kilka minut. Ten człowiek bez przerwy gada. Czasem jest to tak uciążliwe, że ludzie próbują go upić, aby zasnął, ale on wtedy jeszcze bardziej się rozkręca.
Hipokryzja - Mówi wszystkim jak należy się zachowywać. Na przykład Victorii wypominał, że obżera się w nocy, a sam zjadał wszystkie zapasy z piwniczki.
Inteligencja - Mimo swoich szalonych zabaw i dziwnych wygłupów jest bardzo inteligentny. Posiada bardzo dużą wiedzę z różnych dziedzin. Często wykorzystuje swoją znajomość języków obcych na koncertach itp.
Konformizm - bardzo szybko podporządkowuje się nowo poznanym poglądom, zachowaniom i zasadom.
Lenistwo...
Maruda, po prostu istna maruda.
Naiwność - No jeżeli Victoria potrafi go namówić na piwo, za które da mu buziaka, to wiedzcie, że coś jest z nim nie tak. Zazwyczaj dziewczyna ucieka z piwem do pokoju i zamyka się na klucz.
Odwaga - nie boi się nowych wyzwań, uwielbia ryzyko. Odwaga pomaga mu w poznawaniu nowych osób.
Powaga - czasami potrafi taki być... rzadziej niż czasami.
Brak zdrowego Rozsądku...
Spryt - to naprawdę sprytna osoba. Bez problemu radzi sobie z osobami, próbującymi go przechytrzyć. Zazwyczaj wychodzi na to, że to on przechytrzy kogoś.
Upór - jeżeli czegoś chce to dostanie to, w jakikolwiek sposób, ale dostanie.
Wytrwałość - dąży do postawionych sobie celów.
Zboczenie - Zboczony na maaaaxa.
Hobby: Oczywiście muzyka. Dodatkowo interesuje się informatyką, więc niestraszne mu ERROR 404 czy coś w tym stylu.
Aparycja|
- wzrost: Sto dziewięćdziesiąt centymetrów
- waga: Siedemdziesiąt cztery kilogramy
- opis wyglądu: Ostro wyrysowane kości policzkowe, uroczo garbaty nos, cholernie jasnoniebieskie, wręcz białe oczy i brwi narysowane pierwszym, lepszym eyelinerem. Do tego zazwyczaj pokazuje się w roztrzepanych, czarnych włosach, przerzuconych na jeden bok. Ubiera się bardzo specyficznie. Wszystko w innym kolorze, różowy szalik, plecak z Pushinem (od Victorii) i fioletowe soczewki. O tak.
- pozostałe informacje: Ma dość dużo tatuaży. Do tego trzy kolczyki w ustach i przekute uszy.
- głos: Niski, z lekką chrypą.
Historia: Urodził się jak każdy inny człowiek. Jego dzieciństwo było bardzo radosne. Pełne beztroski i wolności. Skończył piętnaście lat i wyruszył w świat. Zrobił kolczyki i tatuaże. W wieku siedemnastu lat dołączył do zespołu Lord Of The Lost. To jedyna rzecz, dla jakiej potrafi zrobić wszystko.
Rodzina: 
- matka Brigitte
- ojciec Friedhelm
Partner: Brak
Potomstwo: Ewww. Nie ma i nie chce.
Inne zdjęcia: x x x x x x x x x x x x
Zwierzęta: Brak
Pojazd: Motor BMW 1000RR
Kontakt: HollywoodUndead