Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daveth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Daveth. Pokaż wszystkie posty

31 sie 2018

Sierpniowa czystka

Witamy w cokwartalnej czystce bloga.

Krótka legenda
Postacie, których opowiadanie nie pojawiło się do dnia 14.07 zostają wydalone.
Postacie, których opowiadanie pojawiło się w dniach 15.07 - 31.07 zostają ukarane upomnieniem.
Postacie, których opowiadanie pojawiło się 01.08 oraz w dniach kolejnych pozostają na blogu.
Adaline Sky Bladell
Althea Santos
Anastasia Warner [decyzja właścicielki]
April Lavender
Ashley Michaelle Tisdale [decyzja właścicielki]
Aylin McKagan
Bridget Janet Hemmings
Brooke Octavia Middleton
Camilla Rose Carter
Cassandra Liv Smith
Catniss Pierce
Charlie Graham
Eleanore Vivienne Jensen
Evangeline Lavelle
Gemma Katia Mercer
Ida Maye
J.C. Alexander
Jacquine Brown
Katfrin Victoria Salvadore
Kathy Riley Wonderland
Kendall Tatum Collins
Koyori Leokadia Okami
Laurene Danielle Odiney
Louise "Miley" Watson
Lucia Santos
Mallory Taisa Moore
Megan Levis
Moony Symphony
Roxanne Marjigold Petsch
Odette Scarlet Blackwell
Valerie Brown
Whites Belive
Aaron Brown
Adam Lancaster
Alexavier Griffith 
Cairstairs
Antoni Adam Watson
Bellami Jon Salvadore
Billy Joe Moliere
Cameron Monaghan
Carlo Rossi
Castiel Aaron Hunter
Charles Lawrence Winchester
Christian Alexander Marrero Santos
Daniel Parker
Dante Désiré Lavelle
Daveth Fredrik Solberg
David Thomas Carter
Einar "Ivo" Brekke
Elias Jefferson
Etienne Lucas Delacoix
Eugene Lowe
Felix Wilson
Hangagog Jack Black
Igor Priskiewitz
Jacob Grant
Jonathan Christopher Herondale
Julien Callière
Kasper Morgan
Kayn Fortebracci
Leonardo Kevin Ford
Matt Jeffrey Bower
Nathaniel Schrödinger
Nivan Oakley
Noah Brown
Stephan Wood
Thomas Sangster
Podsumowując:
- z bloga odchodzi 12 postaci
- postaci uzyskuje upomnienie

~Administracja

25 cze 2018

Od Davetha

Gruby pędzel wsunąłem między wargi, zostawiając brudny, zielony ślad na swojej komórce, gdy ta zaczęła wyć na alarm. Była dziewiąta rano, a ja zmarnowałem całą noc, na kończenie obrazu, który nadal nie był satysfakcjonujący. Westchnąłem cicho przyglądając się postaciom wymalowanym na płótnie, wydawały się być bez wyrazu. Gdyby dzieło nie było robione na zamówienie, najpewniej bym je spalił, a tak, nie pozostało mi nic innego jak pogodzić się z moją porażką. Przesunąłem palcami po włosach, czując jak zbijają się w grube pasma od brudu, a żołądek zaczął wykręcać się na boki domagając chociażby wody.
Cho*lera, ile czasu tu spędziłem?
Ponownie sięgnąłem po telefon, brudząc jego wyświetlacz jeszcze bardziej i spojrzałem na powiadomienia.
„Osiemnaście nieodebranych połączeń od: Tata”
Uśmiechnąłem się na ten widok, zadowolony z wściekłości, w jaką musiał wpadać co trzy połączenia, jednocześnie zastanawiając się, jakim cudem ani razu tego nie usłyszałem. Wspiąłem się na biurko siadając na nim po turecku i przyłożyłem telefon do ucha. Odebrał po dwóch sygnałach.
- Czy Ty masz pojęcie co narobiłeś?! Nie pamiętasz jak umawialiśmy się na spotkanie z Adamem?! To była Twoja szansa Ty niewdzięczny szczeniaku! – zaczął swój monolog, którym raczył mnie niemal każdego dnia. Jego wrzaski chyba odbijały się echem po pokoju, w którym przebywał, bo dam głowę, że jedno zdanie słyszałem trzy razy. Skupiając się na drugim zdaniu, próbowałem przypomnieć sobie, jakiego Adama miał na myśli.
- Tato – przerwałem mu, dając do zrozumienia, jak niewielkie znaczenie ma dla mnie jego złość – Chodzi Ci o tego mężczyznę od praktyk? – ostatni Adam jakiego poznałem był organizatorem praktyk psychologii klinicznej, w jednym z najlepszych szpitali w kraju.
I ja naprawdę bardzo nie chciałem brać w nich udziału.
- Tak i masz szczęście, że właśnie dla Ciebie zgodził się przełożyć spotkanie na dzisiaj – szczęście, czy pieniądze? – Jeśli nie zjawisz się u mnie w domu punkt dwunasta to pożegnaj się ze swoim mieszkaniem – zagroził i rozłączył się. Wypuściłem powietrze z płuc wolno analizując sytuację.
Mam dziś wypaść jak najlepiej przed facetem, który przez pół roku oddzieli mnie od całego mojego świata, tylko dlatego, że mój tatuś tak chce?
Kąciki moich ust powędrowały w górę, a w głowie powoli rodził się plan.
- W takim razie byle do dwunastej – mruknąłem o siebie opuszczając pokój.
***
Zdyszany zostawiłem rower na podjeździe do rodzinnego domu, otaczając wzrokiem posesję. Właściwie to nic się nie zmieniła od moich ostatnich odwiedzin. Mam wrażenie, że zgadzała się nawet ilość liści na krzakach przed bramą. Zdumiony dokładnością pracowników mojego ojca powoli przekroczyłem wielkie, białe mury, witając znienawidzone znajome tereny. Jakby za dotknięciem magicznej różdżki, drzwi do budynku otworzyły się, nim zdążyłem nacisnąć klamkę. Dlaczego los tak każe człowieka i pierwszym co wita go w rodzinnym domu to trzy klony po przeszczepach, który uniemożliwił mruganie.
- Ojciec was wytresował na obronne suki? – mruknąłem patrząc na twarze… twarz? Moich trzech braci, bliźniaków. Ci, na których honor śmiałem nadepnąć w tym samym momencie poprawili zbyt ciasne krawaty piorunując mnie wzrokiem.
Może to właśnie brak tlenu odbierał im wolną wolę?
Nie martwiąc się białą, połyskującą podłogą przeszedłem przez korytarz zostawiając mokre ślady po swoich butach. Podszedłem do kolejnych, tym razem mniejszych drzwi, gdzie zamiast armii robotów, powitało mnie moje lustrzane odbicie. Świeżo umyte włosy były nieco roztrzepane od mocnego wiatru, ale to jedynie dodawało mi niechlujstwa. Zsunąłem wzrok nieco niżej na luźno wiszący krawat, który w towarzystwie trzech rozpiętych guzików i wypuszczonej koszuli ze spodni, wyglądałem jakbym wyszedł z burdelu, nie z domu. Uwieńczeniem mojego stroju były czarne, bose nogi, buty rzuciłem na podłogę. Artyzm w ludzkiej skórze.
- Mam nadzieję, że to Ty Davethcie Fredriku Solberg! – potężny głos i głośne tupanie butów wartych więcej niż dusza właściciela nasilały się gdy stwór się do mnie przybliżał. Spojrzałem na siwiejącą czuprynę mojego ojca. Nie wiem, czy to moja wyobraźnia, czy włosy rzeczywiście stawały mu dęba, zawsze gdy się złościł. Dopadł mnie i położył rękę na ramieniu, piorunując wzrokiem. – Nie możesz się tak pokazać, wyglądasz jak bezdomny! Czy Ty musisz wszystko niszczyć? – zniszczyć? Jeśli głupi strój i kilka plam na podłodze podnosi do rangi zniszczenia, to wyłysieje jeszcze przed trzynastą. – Musimy Cię przebrać – warczący gardłowy głos usilnie starał się wywrzeć na mnie jakiekolwiek wrażenie. Mężczyzna chwycił mnie za nadgarstek i pchnął jakby z zamiarem wyprowadzenia z pomieszczenia, przerwał mu jednak dzwonek do drzwi. Na jego pokrytej zmarszczkami twarzy odmalował się strach. Aż tak bardzo chciał się mnie pozbyć? Starsza pani, której nie kojarzyłem przebiegła koło nas i kompletnie nie zrażona sytuacją z szerokim uśmiechem otworzyła drzwi. My sami w pełnym skupieniu i milczeniu obserwowaliśmy, jak w progi domu, dumnym krokiem wkracza dwóch mężczyzn. Może ojciec i syn? Tata wypuszczając mnie ze swoich oślizgłych macek, poprawił koszulę i ruszył na spotkanie z panem A. i tym drugim. Ja natomiast z niekrytym zadowoleniem ruszyłem w te pożałowania godną maskaradę.
- Witam panów! – mój tata rozkładając bezradnie ręce na boki, rozejrzał się teatralnie po pomieszczeniu, przyjmując zatroskany wyraz twarzy – Wybaczcie mi ten okropny bałagan, ale mój syn właśnie – w tym momencie najstarszy z zebranych zawiesił głos. No dawaj, pokaż na co Cię stać – Wrócił z jazdy konno – prychnąłem w duchu na te słowa. Korzystając z pola do popisu, jakie dał mi ojciec, wyrzuciłem pierwszy as z rękawa – Oh tak – wtrąciłem, wychodząc delikatnie przed ojca – To ujeżdżanie – mruknąłem sugestywnie w stronę starszego gościa – Było wyjątkowo udane – chociaż stałem do niego tyłem widziałem jak na twarzy mojego taty maluje się buracza czerwień, a nasi goście okryli zażenowaniem swój uśmiech
- Ja naprawdę za niego przepraszam, on po prostu jest zmęczony – mój rodziciel próbując uratować sytuację, wziął mnie pod ramie i przyciągnął nieco bliżej – Może przejdziemy do salonu, tam moglibyśmy omówić szczegóły podejmowanych decyzji na spokojnie – zapraszającym gestem ręki wskazał przybyłym drogę do właściwego pokoju, gdzie ta sama kobieta, która wpuściła ich do środka, krzątała się po pokoju z filiżankami herbaty – Tak więc… - kontynuował mój ojciec, czując, że nikt poza nim nie ma zamiaru się odezwać – Jak już wiesz, Adamie, o ile wolno mi mówić Ci na Ty – zgodnie z manierami, odczekał aż psycholog skinie głową, a ja usiadłem po turecku na jednym z foteli. Tata spojrzał błagalnym wzrokiem na mnie i moje bose stopy, na co odpowiedziałem dziecięcym uśmiechem – Mój syn jest na trzecim roku studiów psychologicznych ze specjalizacją kliniczną. Nie powiem, że nie jestem z niego dumny
- Nigdy nie mówisz – wciąłem się po raz kolejny, zarzucając nogi na oparcie – Ale kontynuuj
- Młody człowieku – donośny głos, przesiąknięty zakłopotaniem, zwrócił się do mnie – Czy Ty aby na pewno chcesz brać udział w moich praktykach? – moja dusza w tym momencie śmiała się i tańczyła jak nastolatka. To było to czego chciałem. Odchrząknąłem znacząco, ścisnąłem nieco krawat i opuściłem nogi z fotela. Zmierzyłem spokojnym i przyjaznym spojrzeniem wszystkich zebranych i rzekłem uprzejmie:
- Chyba tylko po to, żeby wziąć lekcje wspomnianego ujeżdżania od pana syna – bezczelny? Wulgarny? Niewychowany! Najmłodszy Solberg lekceważy znanego psychologa, może sam go potrzebuje? Witajcie nagłówki gazet. Wypowiedziane przeze mnie słowa przelały szalę goryczy. Starsi mężczyźni pobledli, a syn pana psychologa posłał mi delikatny uśmiech, na co parsknąłem śmiechem. Nie miałem zamiaru dłużej przejmować się wizją mojego ojca i podszedłem do niego, zbliżając wargi do jego ucha.
- No dawaj, zabierz mi mieszkanie, zniszcz do końca zdeptany wizerunek całej rodziny – wysyczałem i opuściłem pokój. Nie wiedziałem czy byłem zadowolony z tego co zrobiłem, każdy krok który oddalał mnie od domu, przybliżał wyrzuty sumienia. Nie wobec ojca, wobec rozzłoszczonego człowieka, który naprawdę chciał dobrze.
Jednak było warto…
Wciąż bez butów pognałem do domu na rowerze i pognałem prosto do łazienki, by zażyć odświeżającej kąpieli. Chcąc odespać zarwane noce wkopałem się prosto w pościel zimnego łóżka, by nie umrzeć przed jutrzejszym spotkaniem z kupcem mojego obrazu, a obudził mnie dźwięk telefonu…
- Gdybym mógł, byłbyś już martwy – wysyczał mój ojciec mącąc moje słodkie senne wizje o ósmej rano – Tymczasem wiedz, że za trzy godziny masz swoje spotkanie z psychologiem, niech on Cię ratuje.


Elias? xd

19 cze 2018

Od Davetha

Chłodne powietrze przemykało przez uchylone okno mojej sypialni, łapczywie dopadając twarzy. Mocniej wtuliłem się w kołdrę, próbując odnaleźć dodatkowe źródło ciepła. Biały puch otulił moje ciało magią snu, która w akompaniamencie słonecznych promieni stanowiła mieszankę wybuchową.
Z głośnym jękiem zacząłem wymachiwać nogami na wszystkie strony, by zrzucić z siebie denerwującą kołdrę. Kotłowała się chwilę między moimi nogami, by ostatecznie upaść na ziemię, doprowadzając mnie tym na skraj wytrzymałości. Pewien, że nie będzie to jeden z lepszych dni, podniosłem się z łóżka, a z moich ust dobył się cichy pomruk, gdy stopy dotknęły zimnej podłogi. Otrzepując materiał z kurzu, przyjrzałem się małej plamie krwi na jednym z jej brzegów, przytknąłem dłoń do nosa, czując jak jeszcze świeża, czerwona ciecz, osadza się na moim palcu.
-Cholera — stęknąłem pewien, że w nocy musiałem sam sobie przyłożyć. Zmieniłem poszewkę i pościeliłem łóżko, czując jak każdy krok, pali moje nerwy. Wszystko wydawało mi się tak bardzo, niepokojące, że miałem ochotę zmienić plany i odnowić znajomość z moim laptopem. Podszedłem do szafy, spoglądając na idealnie ułożone ubrania, przeważały w nich biel, czerń oraz szarość. Zawiedziony brakiem różnorodności, zgarnąłem z górnej półki czarne dresy i biały podkoszulek z dolnej, by biegiem udać się do łazienki.
O ile mogłem przypuszczać, że epicentrum swojej irytacji, jaki osiągnąłem, otwierając oczy, tak teraz wybuchło, raniąc moją duszę... I ciało.
Pokonując ostatnie stopnie oddzielające mnie od pierwszego piętra mieszkania, natknąłem się na dużego futrzaka, który za honor obrał sobie, zajęcie całego schodka. Próbując go wyminąć, niefortunnie ominąłem krawędź mojego ratunku i z głośnym hukiem przetoczyłem się na sam dół. Pocieszny winowajca zaszczekał kilkukrotnie jakby zadowolony ze swojego efektu. Spojrzałem prosto w te niewinne oczęta, mając ochotę wydłubać je wykałaczkami i otrzepałem tyłek, z ewentualnych pyłków.
Gdybym tylko umiał zezłościć się na te brzydkie potwory, dawno leżałyby na dnie rzeki. Podrapałem kundla za uchem i uciekłem do łazienki, nim jego mokry język zaatakował moją łydkę. Stanąłem przed lusterkiem, zgarniając okulary z czarnej szafki, które wsunąłem na nos, by spojrzeć na swoje odbicie. To nie był dobry dzień, nawet dla moich włosów, które wyglądały, jakbym spał w pełnym, gorącym słońcu, a nie, zimnym łóżku. Dmuchnąłem kilka razy, pozwalając niesfornym kosmykom, dołączyć do ich napuszonych przyjaciół. Niezadowolony, odbyłem poranną toaletę, poza gorącą wodą, unikając większych niedogodzeń. Gotowy i bez większych planów, zmieniłem okulary na szkła kontaktowe, zaczepiłem smycze o psie szelki i wybiegłem z domu w towarzystwie swoich czworonożnych przyjaciół.
Miejsce docelowe: sklep.
Mimo wczesnej godziny słońce zdawało mi się świecić wyjątkowo mocno. Tak, jakby jego promienie skupiały się w moich oczach, omijając każdą przeszkodę. Nawet Fauna i Flora, burząc spokój, jaki powoli w sobie odbudowywałem, co chwila pchały mnie gwałtownie do przodu bądź zostawiały z tyłu, jak gdyby chciały wymusić na mnie atak agresji. Zawiązałem smycze z niskiej barierce i obrzuciwszy stworzenia pogardliwym spojrzeniem, wszedłem do sklepu.
Karma sprawiła, że tym samym wzrokiem zgromiła mnie kasjerka, a jej zaciśnięte wargi, szepnęły nieme "Solberg".
- Dzień dobry, Anno — uśmiechnąłem się do kobiety, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów. Nie zniechęciłem się, nie uzyskując odpowiedzi, nigdy jej nie otrzymałem. Przechadzając się między półkami, usłyszałem nieprzyjemny dla ucha dźwięk. Coś odbijało się od jednej z półkę, wprawiając moje ciało w niespokojne dreszcze. Rozejrzałem się po sklepie, by przy dziale z elektroniką ujrzeć mężczyznę, którego palce zwinnie odbijały się od białego drewna. Zmierzyłem go wzrokiem, nie rozpoznając w nim nikogo znajomego i niemal nie parsknąłem śmiechem, spoglądając na kolorowe skarpetki, owego klienta. Odwróciłem wzrok, zagłuszając rzeczywistość własnymi myślami, by i ten nie zwrócił na mnie szczególnej uwagi. Odwróciłem się i spokojnym krokiem udałem w stronę psiego jedzenia.
Z brzęczącymi w plecaku puszkami z karmą, przemierzałem kolejne kilometry w stronę zaprzyjaźnionego schroniska. Fauna i Flora spuściły nieco z tonu, przestając mnie irytować, co pozwoliło mi wierzyć, że mój humor nie przepadł jeszcze w depresyjnych czeluściach. Puszczając wolno dwa, pełne energii psiaki, udałem się do niskiego, zniszczonego budynku o czerwonym dachu i kiedy mój uśmiech zyskał prawdziwy, szczery wygląd, z zadowoleniem wszedłem do środka. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, które jakby zubożało, od mojej ostatniej wizyty, a mój wzrok spoczął na niewysokim i nieco podsiwiałym mężczyźnie.
- Czy mi się zdaje, czy zniknęła stąd połowa sprzętu dla zwierząt? - ściągnąłem brwi, czując, jak ogarnia mnie smutek. Miejsce, w które włożyłem naprawdę wiele, właśnie umierało.
- Daveth Solberg? - zmarszczki w kącikach jego ust drgnęły w delikatnym uśmiechu — Wiesz... Komornicy nie będą oszczędzać, nawet na zwierzętach. - starszy mężczyzna przerwał moje rozmyślania i wywrócił żołądek do góry nogami. To dziwne, kiedy ostatni raz rozmawiałem z Dolores, mówiła, że nie mają żadnych problemów — mruknąłem, drapiąc się nerwowo po ramieniu.
- Moja żona po prostu nie chciała, żebyś ratował sytuację swoim nazwiskiem — wzruszył ramionami, rzucając tęskne spojrzenie w stronę pustej ściany. Dopiero w tym momencie rozpoznałem w nim mężczyznę ze zdjęcia w gabinecie mojej przyjaciółki. - Zostawię Cię sam, gdybyś chciał się pożegnać, to miejsce chyba było dla Ciebie ważne — żałość w jego głosie wypełniała pokój i moją głowę, w której właśnie toczyła się walka o wiele.
- Poczekaj! - krzyknąłem za mężczyzną, podejmując decyzję. Zagryzłem wargi, patrząc, jak ten odwraca się na pięcie ponownie w moją stronę. Bez pytania podszedłem do biurka, wyjmując z jednej z szafek książeczkę czekową. Dolores nigdy nie pozwalała wpłacać mi większych sum na schronisko, jednak ta chwila wymagała znacznie większego działania. Wpisałem sumę, pewien, że ta pokryje wszelkie zależności i jako anonimowy dawca wsunąłem je do dziennika kobiety, którą nazwałem przyjaciółką i zwróciłem się do mężczyzny.
- Niech pan mi obieca, że nikt nigdy się nie dowie, kto to uregulował — cień uśmiechu na twarzy mężczyzny zniknął równie szybko, co zdążył się pojawić i pełen powagi — skinął głową.

***

Po szybkim prysznicu, który zmył ze mnie po treningowy pot, zmusiłem się, by przysiąść do laptopa. Odpaliłem urządzenie, które cichym szumem dał mi do zrozumienia, że działa, by w międzyczasie po raz kolejny zastąpić soczewki, okularami. Coś podkusiło mnie, by zajrzeć na jedną z informacyjnych stron i poszukać informacji o zamknięciu schroniska. Jednak pierwszym co uderzyło zarówno mnie, jak i moją dumę, był wytłuszczony napis na głównej stronie.
"Najmłodszy Solberg przekazuje rodzinie Forthers'ów potężną sumę pieniędzy. Co jeszcze chłopak zrobi, by jego tata nie dowiedział się o romansie syna?"
Zamarłem, wlepiając spojrzenie w promieniujący ekran. Jakim romansie...? Fala gorąca zalała moje ciało, paraliżując nawet włosy, poczułem, jak pod moje gardło podchodzi jedzenie z całego tygodnia. Wiedziałem, że moja rodzina była częstym tematem wielu tabloidów, ale nie sądziłem, że kiedykolwiek wymyślą takie kłamstwo.
Kurwa... Jakim romansie?
Poczułem się zdradzony. Czemu mąż Dolores to zrobił? Czy ona też udawała? Czy od początku chcieli tylko moich pieniędzy? Czy rozświecając tę plotkę, będą chcieli więcej? Co, jeśli ojciec się dowie?
Przełknąłem głośno ślinę i niewiele myśląc, zacząłem poszukiwania najlepszego informatyka w mieście.
Nie wiem, co chciałem zrobić. Przekupić go by złamał prawo i jakimś nieoczekiwanym cudem skasował artykuł?
Wybrałem jeden, z najczęściej pojawiających się numerów, a głos, który rozbrzmiewał moją ostatnią nadzieją, rzucił prostym "halo?"
-Potrzebuję pana pomocy. I pełnej dyskrecji.

Nivan? xD
Przepraszam, to moje pierwsze opowiadanie od ponad roku xd

Daveth Fredrik Solberg

Na zdjęciu: Froy Gutierrez
Motto: „Nie istnieje nic takiego, czego by sztuka nie mogła wyrazić.”
Imię: Daveth Fredrik, choć osobiście, nienawidzi drugiego imienia
Nazwisko: Solberg
Wiek:
Daveth liczy sobie już dwadzieścia jeden długich wiosen
Data urodzenia: 20 grudnia
Płeć: Oficjalnie nikt tego jeszcze nie sprawdził, ale Daveth jest mężczyzną
Miejsce zamieszkania: Dźwięczne imię Solberga, zobowiązuje. W prezencie na swoje dwudzieste urodziny Daveth otrzymał od rodziców spore mieszkanie w centrum miasta. Zamieszkuje on więc charakterystyczny szary dom o płaskim dachu, olbrzymich oknach, basenie, oraz garażu, który najmłodszy Solberg przerobił na pracownię. Nie da się nie zauważyć, że rozchuchanie chłopaka widać już od progu.
Orientacja:
Chłopak nigdy nie określił swojej orientacji. Dlaczego? Bo nigdy nikogo nie miał, jego zamiłowanie do sztuki i samego siebie przyćmiło potrzebę obcowania z innym człowiekiem. Nawet gdyby spojrzeć na te dzieła, które nie są dostępne dla zwykłego oka śmiertelnika, nie da się powiedzieć nic o jego seksualnych preferencjach. Czy więc można go określić jako biseksualnego? Na to pytanie odpowie krótkim i prostym "nie wiem".
Praca: Zgodnie z życzeniem rodziców, jest na trzecim roku studiów z psychologii, a jego pracą dorywczą stała się jego pasja. Chłopak próbuje swoich sił w modelingu, choć z karierą mu się nie śpieszy, sprzedaje swoje dzieła, bądź tworzy je na zamówienie, gra w klubach, bądź, na niektórych uroczystościach. Wtyka swój nos gdzie tylko może, jeśli coś pozwala mu tworzyć.
Charakter: Solbergowie? Ta banda nowobogackich snobów? Znam ja takich jak oni, patrzą na wszystkich z góry, bojąc się stąpać bo tej samej ulicy co zwykli ludzie. Przechadzają się po mieście jakby to czyniło je wyjątkowym, oni nawet mrugają na pokaz.
Tak, tymi słowami zdecydowanie da się opisać rodzinę Davetha, będzie to strzał w dziesiątkę. Co zabawniejsze, sam Daveth też tak uważa, choć wiele się od nich nieróżni. Najmłodszy z piątki potomstwa jako jedyny miał pasję, którą nie były pieniądze. Od małego próbował wykorzystywać proste rzeczy, do wielkich dzieł, od ziaren piasku po kolorowe odłamki szklanek, które tłukł - w imię sztuki! To co tworzył, było jego ucieczką od miejsca, w którym dorastał. W pięknym domu, wśród pięknych ludzi, brakowało tylko pięknych uczuć. Tak więc dorastając w pustej, bez emocjonalnej rodzinie, sam prawie stał się podobną do nich lalką. Resztę człowieczeństwa zatrzymała w nim opiekunka, która została zwolniona gdy Daveth miał osiem lat. Wprowadziła go w świat przyrody, pokazała, że wszystkie zwierzęta mogą być jego przyjaciółmi, pod warunkiem, że odwdzięczy im się tym samym.
Od tamtego czasu wiele się nie zmieniło. Na Davetha Fredrika Solberga, zawsze patrzono przez pryzmat nazwiska, co koniec, końców zaakceptował. Stał się taki, jakiego chciało widzieć społeczeństwo - zakochany w sobie i próżny. Lubi trwonić pieniądze - jedyną rzecz jaką dostawał od rodziców, uwielbia nowe ubrania, a niepotrzebnych mebli, które tylko wyglądają ładnie, w jego domu jest pełno. Jedyne czemu wciąż nie może się oprzeć są zwierzęta, dokarmia je, wspiera finansowo schroniska, a trzema kundelkami wypełnia domową pustkę. Jego mniejszym braciom nie odmawia niczego, ponieważ od nich dostaje wszystko, czego by chciał. Dla swoich podopiecznych jest tylko Davethem, rozpieszczającym ich właścicielem, nie "najmłodszym Solbergiem". Chłopak nie przywiązuje wagi do studiów - chodzi na nie, bo dalej chce dostawać pieniądze od rodziców i spełniać ich marzenia o perfekcyjnej rodzinie, lubi się uczyć, tylko niekoniecznie tego, czego musi. Co nie zmienia faktu, że jest bardzo dobrym studentem. Dobrym, jeśli jego ojciec za to zapłaci.
Czas, którego nie poświęca na zwierzęta i naukę, oddaje sztuce. Jakiej dokładnie? Każdej. Uwielbia grać na instrumentach, pisać wiersze, śpiewać, malować obrazy, szkicować. Jako artystę (choć sam siebie tak nie nazywa) nie ogranicza go nic, próbuje wszystkiego. Dzięki temu może wyrazić siebie, może być sobą. Daveth przez sztukę pragnie oddać to kim jest, nie to, kim widzi go społeczeństwo.
Jak przystało na Solbergów, cechują go nienaganne maniery, doskonałe, niemal wyidealizowane zachowanie i słownictwo, zawsze odpowiednio nacechowane emocjonalnie. Nie zobaczysz nawet drobnej zmarszczki w kącikach oczu, próbując go rozzłościć, nie usłyszysz od niego opinii, której nie poparłoby społeczeństwo. On nigdy nikogo nie oceni, nie określi przez pozycję społeczną - wszyscy są mu tak samo obojętni. Nikt nigdy nie próbował poznać Davetha, wszyscy chcieli widzieć go takim jakim sami sobie wymyślili.
Davetha Fredrika Solberga poznali ludzie, sam dla siebie, został zagadką.
Hobby: Jego największą pasją jest sztuka. Śmie on nazywać ją swoją kochanką, ponieważ poświęca jej każdą noc. Cierpi na niezdrową obsesję na punkcie wszystkich zwierząt, gdyby tylko mógł, wszystkie otoczyłby własnymi ramionami, żeby nigdy nie stała im się żadna krzywda. Dużo czyta i paradoksalnie, zajmuje go fizyczność człowieka, choć nikt nigdy nie chciał posłużyć mu za modela.
Aparycja
- wzrost:
Odpowiednie dla niego 177 centymetrów
- waga: 60 kilogramów
- opis wyglądu: Wysoki chłopak, szczupłej budowy o nietypowym błękicie oczu. Na dość mocno zarysowanej szczęce można dostrzec blade piegi, które zwiększają na nosie swoją intensywność. Jak u każdego Solberga, swoje włosy uważa za swój największy atut, starannie dobierając fryzurę na każdy dzień, podobno jeśli się przyjrzysz, zobaczysz w nich jakąś zmianę. Pełne usta odwracają uwagę od nieco zbyt dużego nosa, który na równi z worami pod oczami, uważa za swoje największe wady. Daveth nie oszczędza czasu na ćwiczeniach, więc w drodze do sklepu lub schroniska, najczęściej można zobaczyć go w dresach, bo uważa to za dobrą okazję do biegu dla zdrowia. Gdy tworzy, nigdy nie chodzi w spodniach, jego zasadą jest - sama koszulka i bokserki. Poza tym? Jeśli uda Ci się go wyciągnąć do ludzi, zapewne ubierze się jak wszyscy - jego szafa szczególnie się nie wyróżnia.
- pozostałe informacje: -
- głos:
Jaymes Young
Historia: "Słyszałaś, Solbergowie spłodzili kolejny pomiot szatana, ciekawe czy kazali położnej założyć złote rękawiczki..."
Historia najmłodszego z Solbergów jest dokładnie taka, jaką "wielbiciele" rodziny chcieliby usłyszeć. Plotka o tym, że Laryssa ponownie zaszła w ciążę obiegła okolicznych plociuchów błyskawicznie.
"Ta suka wypluła kolejnego kundla..."
O tak, od samego początku przyjaciele rodziny próbowali uprzykrzyć życie ledwo narodzonemu chłopakowi. Konkurencja jego ojca, za wszelką cenę podjudzała sąsiadów do coraz to większej nienawiści, bo jeśli nie interesy, to życie prywatne.
"Kolejny Solberg będzie stawiał pierwsze kroki w stronę wiedzy, w naszej szkole! Powitajmy nowego ucznia, Daveth Fredrik Solberg!"
Tatuś funduje? Synek ma. Prosty system, który każdemu wrednemu gnojkowi pozwoli na dowolność w zachowaniu. Choć zdawać by się mogło, że Daveth będzie mieszanką dobrych cech tej pustej rodziny, szybko pojął, jaką pozycję dają mu pieniądze tatusia. Cała podstawówka była usłana różami, masa kolegów, wybryki w szkole i zero skarg - niczym sześcioletnie wakacje.
"Przez Twojego ojca, mój nie ma pracy! Jesteś nikim! Obyś był zawsze sam!"
Pierwsza klasa gimnazjum
Pierwsze obelgi
Pierwsze porażki
Dalsze lata życia stały się katorgą dla Davetha, walczył z chęcią kupienia sobie przyjaciół, a próbą pogodzenia się z byciem Solbergiem z krwi i kości. Wielokrotnie uświadamiany kim jest i skąd pochodzi, zadzierał brodę coraz wyżej, dając wszystkim do zrozumienia, że jest tak samo próżny jak cała jego rodzina. Odseparował się od wszystkich ludzi, znajdując ucieczkę w sztuce, której oddał całe serce. W tym samym czasie, wzrastała jego miłość do zwierząt, był im wdzięczy za to, że nie mówią i nie są w stanie go ocenić.
"Idziesz na studia młody człowieku. Nie dałem Ci wyboru, nie miałeś go rodząc się w tej rodzinie i na Boga, przestań być plamą na jej honorze!"
Tatuś każe? Syn musi. Równie prosty system. Do dwudziestego roku życia nie miał żadnej kontroli nad sobą i swoim losem. Nie dogadywał się zarówno z rodzeństwem, jak i z rodzicami. Nie znalazł akceptacji z żadnej strony, więc odpuścił, zaszywając się we własnej samotni, którą do teraz nazywa mieszkaniem. Zmuszony do ojcowskiej woli, został dumnym studentem psychologii, nie dzieląc się z rodziną swoimi zainteresowaniami, które odbiegają od przyjętych kryteriów. Bliscy dawno przestali zapraszać go na wszelkie uroczystości, a ojciec dla dobrej opinii, nadal przesyła mu pieniądze - nie ukrywa, więcej od nich nie oczekuje.
Rodzina:
Laryysa Vanser-Solberg - matka Davetha, szanowany chirurg i ordynator. Kobieta o kamiennym sercu i twarzy. Niezależna i dumnie krocząca przez życie - zawsze dwa metry od męża, nie ukrywa, że jest z nim tylko dla majątku. Od swoich dzieci oczekuje ambicji i kompletnego posłuszeństwa, a także nienagannych manier i gracji, nawet w mruganiu.
Clemens Solberg - "sześćdziesięcioletni burak", innymi słowami nie da się opisać tego zakochanego w sobie i pieniądzach snoba. Nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa, na pokaz wziął sobie o dwadzieścia pięć lat młodszą żonę, chcąc by ta urodziła mu piątkę równie idealnych dzieci.
Phoebe Solberg-Jarsen - zamężna siostra, której Daveth nigdy nie poznał.
Dante, Klaus, Christoper - trzej bracia bliźniacy, z którymi również nie utrzymuje kontaktu. Byli jak zaprojektowane co do tej samej sekundy maszyny.
Partner: Nigdy nie zamienił z nikim tej magicznej chwili, tego pierwszego wejrzenia, nie przeżył pierwszej miłości.
I bardzo mu z tym dobrze
Potomstwo: Brak
Ciekawostki:
*Musi przeczytać przynajmniej jedną książkę tygodniowo, by jego wyobraźnia była wciąż tak samo wybujała.
*Uwielbia jeść, dzięki szybkiemu metabolizmowi może pozwolić sobie na wiele, co z radością wykorzystuje.
*Idealista z nerwicą, nikt nie ma prawa dotknąć sznurówką od buta jego śnieżnobiałego dywanu - a najlepiej niech w ogóle nikt nie wchodzi do domu.
*Posiada motocykl, na którym jednak nie potrafi jeździć.
Zwierzęta:
Devon
Bestia w jasnym futerku. Niech nikt nie da się zwieść pozorom, to prawdziwy anioł stróż jego podwórka. Jeden z trzech powodów do uśmiechu dla Davetha
Fauna i Flora
Dwie suczki z jednego miotu, mieszańce border collie, które jako szczeniaki zabrał ze schroniska. Pocieszne psy, które cały dzień spędzają na spaniu.
Pojazd: Ma rower i motocykl, na którym nie jeździ. Uważa, że samochód mu nie potrzebny, bo to nie zdrowe. Ciężko podać mu nawet model swojej maszyny, bo ten od lat zapomniany, kurzy się w garażu.
PD: 130
Kontakt:
Danervesi *howrse, danervesi@gmail.com