Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noelia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Noelia. Pokaż wszystkie posty

8 sie 2020

Czystka


LIPCOWA CZYSTKA
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 15.06-08.08 zostają na blogu,
postacie, które napisały ostatnie opowiadanie w dniach 14.05-14.06 dostają upomnienie,
postacie, które nie wykazały żadnej aktywności do 13.05, zostają wydalone

KOBIETY
ANGELINE
BETTY
BRIANNE
BROOKE
CANDICE
CHANEL
CHARLIE
CHRISTINA
DUANNA
ELIZABETH
HANBIT
HERMIONE
IZZY
JOSEPHINE
KATFRIN
LEAH
LUCILLE
MAEVE
MALLORY
MICHAELA
NATASHA
NOELIA
PRUDENCE
SHARON
TAYLOR
VERONICA
MĘŻCZYŹNI
ARCHIBALD
BELLAMI
CAIN
CAMERON
CARNEY
CATO
CONRAD
DYMITR
ELIAS.
GABRIELL
IVAN
JAKE
JASON
JAYDEN
JONATHAN
JULIEN
LEON
LIAM
MARCUS
MICHAEL
NANNE
OLI
SIHEON
TRACE
VALERIO
YILONG
YUNLAN

11 mar 2020

Od Noelii cd. Trace'a

Przypięta pasami, oddech bardzo utrudniony, kroplówka z lewej, krew z prawej. Kręcenie głową ukazało dźwięk strzelających kości. Oczy jej były zamglone. Na końcówkach palców dokładnie widać było pozrywaną skórę, którą odgryzała podczas stresu. Jej zawsze zmarszczone brwi teraz były położone i lekko przestraszone. Powieki nie miały na tyle siły, aby się podnieść. Żebra wydawały się zaciskać płuca, które wciąż były wspomagane przez odpowiednie sprzęty.

29 gru 2019

Od Noelii do Brooke

Zaczęłam lubić spacery. Nie wiem czemu, ale jakoś zaczęła mnie jeszcze bardziej fascynować ludzka głupota. Po pierwsze, jeżeli lubisz jakiś specyficzny rodzaj muzyki, to nie musisz go zaraz wygłaszać całemu światu, dokładając do tego jeszcze najmocniejszego basu w swoim samochodzie. Po drugie, jeżeli próbujesz zaimponować lasce, to nie musisz robić tokio driftu na rondzie. I po trzecie, jeżeli masz zamiar zarywać do jakiejś dziewczyny, bez jej zainteresowania (to się chyba gwałt nazywało), to uwierz, że będziesz miał do czynienia ze mną, a to już nie będzie takie miłe. Uh, jaka ja agresywna. Wzięłam Sońkę na jakąś dłuższą przechadzkę. Oczywiście bała się najbardziej cichego dźwięku. Wreszcie wzięłam ją na ręce, bo w otoczeniu było za dużo, większych psów. Kilka próbowało atakować tego biednego psiaczka, ale zaraz spotkało się z dość mocnym kopniakiem z mojej strony. Wszystkie stworzenia uciekły, a ja wreszcie mogłam puścić psa, aby spokojnie pobiegał po parku. Usiadłam w końcu na pierwszej, lepszej ławce. Z torby wyjęłam paczkę Marlboro i naftową zapalniczkę. W parku panował lekki zamęt, przez biegające kundle. I te w radiowozach i te czworonożne. Delektowałam się smakiem mocnego tytoniu z lekką, upchniętą dawką THC, kiedy to nagle pierwszy rodzaj kundli podszedł do mnie z wielkim spokojem.
- Widzi pani tamtą tabliczkę? - zapytał pan w granatowym mundurze.
- Owszem widzę, jest to papieros na zielonym tle. Albo panowie nie znacie swojego własnego terenu, albo jest to źle oznaczone. Jeżeli dany obiekt nie jest przekreślony, do tego jest na tle koloru, który w waszym otoczeniu uznawany jest za ten kolor miły, przyjazny i dostępny. Nie wiem o co panom chodzi. - rozłożyłam się bardziej na ławce i uśmiechnęłam szeroko, kiedy panowie główkowali nad danym znaczkiem.
- Nie wydaje się pani i tak, że jest to nieodpowiednie? Tak palić w miejscu publicznym? Źle o pani to świadczy.
Wstałam nagle. Dopiero teraz zauważyłam, że mili panowie dosięgają mi do ramion. Jakież było ich zdziwienie, kiedy zgasiłam papierosa w dłoń.
- Nic pani nie jest? - zapytał jeden i już chciał wyrwać się, aby mi pomóc.
- Oczywiście, że nie. Nie chcę zaśmiecać środowiska bardziej, niż tym dymem. Zaraz wyrzucę dany przedmiot do kosza, aby nie robić większej pracy sprzątaczom. - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Chłopaki chyba zaczęli dostrzegać, że coś jest nie tak, bo, no nie oszukujmy się, na kilometr waliło ode mnie skunem, a oczy miałam praktycznie zamknięte i czerwone. Ominęłam panów i poszłam w swoją stronę. Zapomniałam jednak o psie, który cały czas radośnie biegał po parku, przynajmniej tak mi się zdawało. Okazało się, że moja mała towarzyszka siedzi na kolanach u jakiejś dziewczyny. Pies był niewyobrażalnie zadowolony, z resztą, tak samo jak dziewczyna. Podeszłam do nich powoli.
- Witaj. Chyba właśnie głaszczesz mojego psa.
- O... dzień dobry... Przepraszam, już go daję... - powiedziała kobieta i niechętnie oddała suczkę.
- Mieszkasz tu gdzieś niedaleko? - zapytałam.
- Nie, ale nie mam jak wrócić. - zawinęła się ramionami.
- Chodź odwiozę cię, mam samochód niedaleko banku.
Brooke?

Od Noelii cd. Trace'a

Zasnął, a ja wiedziałam, że muszę mu pomóc. Muszę mu udowodnić, że dla niego jestem w stanie się zmienić. Chcę mu udowodnić, jak bardzo go kocham. Zeszłam więc z jego ud i położyłam go na kanapie. Pobiegłam do kuchni po apteczkę. Wyjęłam kilka strzykawek, bandaży i okładów. Na klatkę piersiową nałożyłam mu okłady, tak samo jak na rozpalone czoło. Kark też został obdarzony tym podarkiem. Teraz zajęła się ranami. Mocno krwawiące rany na udzie zawinęłam bandażami. Za to zranione, małe ranki na ramionach zakleiłam plastrami. Nos także potrzebował pomocy, po mocnym uderzeniu z kastetu. Złapałam go mocno z dwóch stron i ustawiłam na swoje poprzednie miejsce. Zakleiłam go także plastrami, aby pod żadnym pozorem nie ruszył się z miejsca. Patrzyłam się na te jego pogruchotane ciało. Nie mogłam uwierzyć, że potrafię być taką bestią. A może mnie też pokocha, jeżeli zrozumie, że nie chcę mu zrobić krzywdy? Wątpię, ale będę o tą miłość walczyć. Chwyciłam za strzykawki i nabrałam trochę potrzebnego płynu z buteleczek. Wstrzyknęłam w najgorzej wyglądające rany. Ostatnim krokiem była transfuzja krwi. Tylko ja mogłam jej dokonać, więc podłączyłam i siebie i jego do aparatury. W obie ręce wbiłam sobie igły. Położyłam się na podłodze, a plecami oparłam się o kanapę. Po półtorej godziny opadłam bezwładnie na ziemie, nie zasnęłam jednak. Wiedziałam, że muszę nad nim czuwać. Muszę go pilnować. Nie chcę, aby pod moją nieobecność coś mu się stało. Podeszłam do niego bliżej. Dłonią gładziłam jego chłodny policzek. Wyglądał tak bezwładnie, jak kiedy za pierwszym razem go torturowałam. Mam nadzieję, że wie o tym, że małej nic nie jest, że jest bezpieczna w domu. Przybliżyłam swoje wargi do jego bezwładnej szyi. Położyłam głowę tuż obok niego. Po chwili poczułam, że moje dłonie zaczynają się robić niesamowicie zimne, tak samo jak policzki. Chciałam już się odpinać, bo wiedziałam, że oddałam mu już za dużo krwi, jednak nie zdążyłam zareagować i już straciłam przytomność.
~*~
Obudziłam się w bardzo złym stanie. Blada, praktycznie biała. Kręciło mi się porządnie w głowie, mroczki biegały przed oczami. Musiałam stracić niewyobrażalną ilość krwi. Dłonie miałam strasznie suche. Odwróciłam się ledwo w stronę kanapy. Byłam już odpięta od wszystkich sprzętów, a ciało wciąż było niesamowicie zimne, jakbym dotykała własnego trupa. Rurki od transfuzji leżały na podłodze, a wokół mnie leżały krople krwi. Spojrzałam na kanapę ponownie. Siedział na niej Trace, któremu na twarz wróciły kolory życia. Nie wiem, czy spojrzę jeszcze kiedyś w te zabłąkane, nieufne oczy. Jego wzrok mnie przeszywał i czułam to z całych sił na swoim ciele.
- Wytłumacz mi proszę, dlaczego to robisz? - zapytał.
Zawinęłam się ramionami. Czułam, jakby w pomieszczeniu było minus dwadzieścia stopni. Czułam, że zaraz stracę ponownie przytomność.
- B... B-Bo cię kocham.... - wymamrotałam - M-myślałam, że nigdy to nie nastąpi, ż-że nie zakocham się. Ale zjawiłeś się ty. Przy pierwszych torturowaniach tego nie czułam. Widziałam w tobie ofiarę, tak jak zawsze widzę. Myślałam, że cię wykończę i wyniosę twoje truchło psom. Jednak po tej akcji w domu Alexa zmieniłam nastawienie w stosunku do ciebie o sto osiemdziesiąt stopni. Nie wiedziałam, że poznam kiedyś kogoś na tyle odważnego i wytrzymałego na ból. Moment, w którym mnie przytulałeś zapadł mi w pamięć najbardziej. Czułam twój przeszywający zapach, twoje umięśnione ramię, które mnie owijało. Nie wiem czemu, ale wtedy pierwszy raz w życiu coś poczułam. Jakby przelatujące przez moje ciało stado motyli.
Wstałam nagle, ledwo utrzymując równowagę. Podeszłam do Trace'a.
- Ja po prostu boję się o to, że umrę w samotności, rozumiesz? Że nikt mnie nie obejmie przed śmiercią. - z moich oczy poleciały ścieżki łez, a ciało samo wtuliło się w tors mężczyzny.
Trace?

28 gru 2019

Od Noelii do Carneya

Dzień miał być w porządku. Wyleczyłam się z męczącej moją głowę migreny. Przez równe trzy dni leżałam w domu zupełnie nic nie robiąc. Mogę się założyć, że schudłam bardzo przez ten trudny czas. Po wybraniu odpowiedniego ubioru na dzisiejszy dzień, udałam się w stronę łazienki. Zgrabnym ruchem zrzuciłam z siebie ubranie. Stałam chwilę przed lustrem. Jakoś lubiłam swoje ciało. Szerokie biodra, duże piersi, pośladki, umięśniony brzuch i te zadziorne rysy twarzy. Zaczynam się sama sobie podobać. Po krótkim wślepianiu się w swój wygląd udałam się pod zimny, odświeżający prysznic. Woda miło otulała moją skórę. Zastanawiałam się, czemu tak piękna istota jak ja, paprze się w zabójstwach, bójkach i molestowaniach? Sprawiało mi to ogromną przyjemność, ale powoli się nudziło. Zabijanie zwykłych ludzi wyszło u mnie z mody. Namyślałam się nad ważnymi osobowościami, politykami i stróżami prawa. To mogło być jakieś urozmaicenie dla mojego hobby. Wyszłam spod prysznica i otuliłam się czarnym ręcznikiem. Rozczesałam niesamowicie długie włosy i podążyłam w stronę sypialni. Usiadłam na łóżku i rozwinęłam ręcznik. Nie przejmowałam się tym, że moje okno wędruje akurat na widok miasta. Mam się czym chwalić, do tego może i zdałaby mi się jakaś rozrywka, w formie pana na kilka nocy. W moich uszach wciąż grał rozbrzmiewający w pokoju metal. Ten konkretny rodzaj muzyki dawał mi energię i siłę na przeżycie dnia. Chciałam jak najszybciej załatwić dzisiejsze sprawy i wrócić spokojnie do domu. Miałam dzisiaj przystanek w urzędzie, na komendzie oraz w kawiarni. Nie wiem jak zdążę to zrobić w ciągu jednego dnia, ale się postaram. Stanęłam przed powieszonymi na drzwiach szafy ubraniami i przyglądałam się przygotowanym przyodzieniom. Będzie na mnie dzisiaj bardzo dużo wzroku, ale do tego już się przyzwyczaiłam. Nie powinnam tak kusić, ale to nie moja wina. Wyglądu się nie wybiera, a psychopata nie zmieni swojego charakteru. Przejechałam paznokciami dosyć mocno po swojej szyi i zabrałam się za ubieranie. Czarna bielizna podkreślała kajmakowy odcień mojej karnacji. Na to ponętne, czarne rajstopy w kratę. Cały mój ubiór dopełniła miodowa, dopasowana sukienka z dużym dekoltem na długi rękaw. Na to nałożyłam hebanową marynarkę. Włosy zostały upięte w niechlujnego koka, w którym, o dziwo, było mi najlepiej. Pan komendant się mi nie oprze. I znowu sprawa pójdzie pod dywan, bo przecież biedna Noelka muchy by nie skrzywdziła. Aby tego wszystkiego było mało - założyłam długie, wysokie botki. Złota biżuteria mieniła się teraz dwa razy mocniej przy tak pięknie odstrojonej pani Wunderbrischer. Chwyciłam za kluczyki od samochodu. Dopiłam jeszcze na szybko już zimną herbatę i wybiegłam do garażu. Samochód świeżo po umyciu, wypolerowany i przygotowany na spotkania z ważnymi indywiduum. Wsiadłam do mojej pięknej, czarnej strzały i odpaliłam w mgnieniu oka. Samochód na pierwszym odcinku drogi nie mógł się wykazać, jednak po wjechaniu na drogę główną licznik zaczął szaleć. Prędkość zmieniała się niesamowicie szybko, a zakręty pokonywałam bezproblemowo, nawet nie zdejmując nogi z gazu. Po chwili wjechałam na drogę szybkiego ruchu. Nie zauważyłam, że światło zmienia się na czerwone, a ktoś z prostopadłej chciał ruszyć za szybko i... stało się... Widziałam ten ostatni moment, kiedy Audi wjechało w bok mojego Volkwagena. Próbowałam zachować spokój. Oddychać miarowo i z zamkniętymi oczami myśleć o tym, że naprawa nie będzie wcale taka droga. Zaraz jednak zdałam sobie sprawę z tego, że nie dojadę na żadne wyznaczone miejsce, ani nie zrobię wszystkiego co dzisiaj miałam w planach uczynić. Do szału doprowadziło mnie pukanie w szybę przez nieznanego mężczyznę. Wysiadłam z samochodu dosyć szybko, trzasnęłam drzwiami i ślepiłam wzrokiem faceta, z którym miałam stłuczkę.
- Powiedz mi moja droga panienko... Czy ty wiesz, co właśnie zrobiłaś? - zapytał na razie spokojnie przypatrując się obiciom.
- Co przepraszam?! Gościu wyjechałeś z tych świateł jak debil i mówisz, że to moja wina? - chwyciłam za komórkę.
- Na policję radzę nie dzwonić. Już wszystko załatwione.
- Jak to kurwa załatwione?! Mój samochód jeszcze dziesięć minut temu był cały i zdrowy, a teraz nie, bo jakiś palant wjechał mi w bok.
- Wypraszam sobie. Spójrz na mój samochód, jest wart więcej niż całe twoje życie, a co mi po tym twoim Arteonku.
- Nie wkurwiaj mnie, bo zaraz i ty ucierpisz.
- Jeszcze słowo, a podjedziemy sobie do mojego biura. - podał mi wizytówkę - Prokurator Carney Uvarov-Zimnicki.
Na moją twarz wbiegła dosyć przestraszona mina, ale w głowie przypomniały się dzisiejsze rozmyślania.
Carney?

Od Noelii cd. Trace'a

Weszłam do piwnicy. Wtuleni w siebie, Trace nie chciał najwidoczniej odwrócić od niej wzroku. Podeszłam do nich powolnym krokiem. Spoglądałam to na małą, to na niego. Brakowało mi już chyba sił. Jakaś dziwna blokada zabraniała mi skrzywdzić to dziecko. Obejrzałam swoje zakrwawione ręce. Były jakieś marne, liche, inne niż zwykle. Spojrzałam na nich znowu. To nie była zwykła miłość. Nigdy nie widziałam tak zapatrzonych w siebie ludzi.

Od Noelii do Xavier'a

 - Nie powinnam tego robić. Nie mogę wciąż kłamać. Jak widzę kolejne wezwanie na komisariat jest ze mną coraz to gorzej. Nie umiem utrzymywać w głowie ciągle tej samej regułki: ,,Panie władzo... Znalazłam ten nóż przed domem, a ciało niedaleko lasu. Wydaje mi się, że mógł to być ktoś z miasta, bo ostatnio dużo osób kręci się po mojej posesji'' No ale kurwa powiedz mi, co ja mam im gadać?
Mężczyzna tylko mamrotał coś przez szmatkę w ustach.
- A no fakt. - wstałam z metalowego krzesła i wyciągnęłam amatorski knebel z ust chłopaka.
- Ty głupia zdziro! Wypuść mnie stąd, albo będziesz gniła w pierdlu! - wykrzyczał.
Na te słowa powoli podeszłam do jego ciała i uklękłam przed nim.
- Posłuchaj... Tylko bardzo uważnie bo nie będę powtarzać. Co powiesz na to, że na karku leży mi trzysta dwadzieścia pięć zabójstw, znęcanie psychiczne, czterdzieści osiem pobić i molestowanie?
Ofiara nie odezwała się ani słowem.
- Aby tego było mało, po dzisiejszej nocy będę miała trzysta dwadzieścia sześć zabójstw. A teraz wybór należy do ciebie. Co wolisz najpierw - wyrywanie paznokci, oskórowanie dłoni, czy może bawimy się w rzucanie sztyletami? - uśmiechnęłam się i zrobiłam minę istnego diabła - Wybieraj szybko bo zostawisz wybór mi.
- Nic. Nie chcę, wypuść mnie stąd. Mam dzieci, żonę.
- Kurwa nie pierdol bo zrobię ci jeszcze większą krzywdę, niż mam w planach. Nie masz dzieci, a żadna baba by cię nie chciała. A ja jestem po to, aby likwidować takich nieudaczników jak ty. - złapałam za leżący obok mnie skalpel. Włożyłam mężczyźnie z powrotem knebel do ust.
- Wybieraj szybko. Kolano czy dłoń?
- Kolano, kurwa kolano. - krzyknął, a z jego oczu zaczęły cisnąć łzy. Zaśmiałam się tylko i rozerwałam jego spodnie w miejscu kolana. Przyłożyłam skalpel, aby zaznaczyć sobie miejsce oskórowania. Jęk był dość głośny, ale nie zwracałam na to uwagi. Cięcia wykonywałam równiutkie, wręcz perfekcyjne. Następnie oddzielałam skórę od mięśni, aż w końcu zostało same mięso na zewnątrz. W takim stanie zostawiłam go na pastwę bakterii i zanieczyszczeń w piwnicy. Weszłam na górę mieszkania. Zaparzyłam sobie mocną miętę i położyłam się na kanapie. Wygięłam się zaraz na łóżku i zeszłam do piwnicy. Zagwizdałam do psów. Od razu przy moich nogach pojawiły się dwa, ostatnio wypożyczone Pitbulle. Czarne z wyszczerzonymi zębami, czekające tylko na mój rozkaz. Podeszły razem ze mną do ofiary.
- A teraz poczuj, co te pieski potrafią. Ricky, Morty pokażcie panu siłę waszych psich szczek. - gwizdnęłam, a psy rzuciły się na twarz i klatkę piersiową ofiary. Usiadłam wygodnie na krzesełku i dopiłam herbatę. Akcja nie potrwała długo. Truchło mężczyzny skończyło bez dolnej szczęki, kilku żeber i piszczelu. Psy miały się czym bawić, a mi zostało tylko wywiezienie ciała. A właściwie wyniesienie. Facet bez dużej ilości kości oraz wnętrzności był dość lekki. Przerzuciłam go sobie przez bark i ruszyłam w stronę bunkru. Otworzyłam go stopą i powoli schodziłam do środka. Na dole leżało już ponad dwieście trupów, których policja nadal szuka. Oczywiście nie były położone na widoku. Bowiem bunkier ten został przeze mnie już bardzo dawno temu podrasowany. Stało się to po mojej pierwszej zbrodni. Przy wejściu jest ciężka dźwignia, która wysuwa sześciometrowe dziury w podłodze. Ciało kładę na podnośniku i opuszczam je na samo dno. Tak samo zrobiłam z tym ciałem. Po skończonej pracy wyszłam w stronę lasu. Uwielbiam kąpać się w źródełku niedaleko mojej posiadłości. Wzięłam Morganę i ruszyłyśmy galopem w stronę leśnej ścieżki. Cisza i zupełna pustka, czyli to co lubię najbardziej. Zeszłam z konia i dosłownie rzuciłam się w wodę. Przed tym zupełnie się rozebrałam. Położyłam się na płytszej wodzie i leżałam tak dobry kwadrans. Zauważyłam, że Morgana zniknęła z mojego pola widzenia. Zaraz jednak widziałam jak szła w towarzystwie jakiegoś chłopca. Wstałam, zawinęłam się kocem i podeszłam do mężczyzny.
- Hm?

Od Noelii cd. Mallory

Wyciągnęłam się na łóżku. A może to będzie mój dzień? Może nadarzy się okazja na jakąś ofiarę? Brakuje mi rozrywki. Brakuje mi wbijania noży, rozcinania skóry i doprowadzania do płaczu. Nie potrafię usiedzieć w miejscu od przynajmniej tygodnia. Już miałam ochotę skorzystać ze swojej masochistycznej natury i sama siebie kaleczyć. Ale jaka to frajda? Przecież nie będę płakać i błagać o litość, kiedy nie czuję bólu. Poranna kawa pomogła mi chociaż przez chwilę zapomnieć o braku możliwości wykazania się. Zadzwonił telefon. Wycie zagłuszyło wszystkie moje myśli. Przetarłam skronie palcami i wstałam z bardzo wygodnego szezlongu. Złapałam za telefon. Dało się usłyszeć niski, męski głos.

26 gru 2019

Od Noelii - Zadanie #12

- Dowód poproszę. - powiedział ochroniarz, na co oblałam go wrednym spojrzeniem.
- A co wyglądam, aż tak młodo? - zapytałam i uniosłam jedną brew do góry.
Mężczyzna spojrzał na mnie jak na wariatkę i zmarszczył czoło.
- Właśnie wręcz przeciwnie, a klub dla seniorów jest po drugiej stronie ulicy. - uśmiechnął się.
Wyjęłam zdenerwowana dowód i wcisnęłam mu go w dłoń.
- Proszę bardzo. - odsunął się z przejścia i oddał mi dokument. Pierwszy cel, był to oczywiście bar. Usiadłam na wolnym, wysokim fotelu i od razu wzięłam kilka drinków. Bodajże Krwawa Merry, Sweet Paradise, Mojito i Kamikaze. Ostatnie chyba wyjęło mnie trochę z butów. Nadal jednak bez problemu mogłam kontrolować to co robię i jak się zachowuję. Jedyne co się zmieniło, to to, że wszyscy zrobili się nagle piękni. Przyzwyczaiłam się do tego. Ale jak widziałam, że ręka tego barmana sięga tam gdzie nie powinna, to miałam ochotę wyjąć broń. Na szczęście skończyło się bez rozlewu krwi, a ja postanowiłam ruszyć na parkiet. Jako królowa takich zabaw uznałam, że zajmę jedną z rur i nie powiem, nawet nieźle mi szło. Kilka osób nawet zaczęło rzucać niemałe banknoty na scenę. Zabrałam je po jakimś czasie i złapałam pierwszego, lepszego faceta do tańca. Strasznie spięty, sztywny, podeptał mi nogi. Wzięłam więc kolejnego. Ten już nieco lepiej. Ale tym razem to ja nie nadążałam za jego szybkimi ruchami. Wreszcie usiadłam do stołu. Mój spokój nie potrwał długo. Bowiem kilka chwil później podeszła do mnie jakaś napalona laska. Łasiła się dobre piętnaście minut. Z jednej strony żal nie skorzystać, a z drugiej strony nie będę dziewczynce psuła opinii. Nie wyglądała na więcej niż szesnaście lat. Molestowanie jest podobno nielegalne, więc nawet ręki nie podniosłam. Niech się połasi, patrzenie chyba nie jest zabronione. Dostała tylko długiego całusa w usta i mrugnięcie. Chyba tyle jej wystarczy. Wyszłam z klubu. Świeże powietrze nie służy pijanym osobom. Za pierwszym rogiem zatrzymałam się i zwymiotowałam na chodnik. Zaraz się wyprostowałam i udałam do pierwszej, lepszej łazienki. Wypłukałam usta i ruszyłam przez miasto.
- Ej blondyna! Chcesz mieć syna? - krzyknął jakiś równie pijany brunet.
- Na pewno nie z tobą! - odpowiedziałam. Chłopakowi chyba się nudziło, bo podszedł do mnie mimo ostrzeżeń.
- No dawaj piękna. Piętnaście minut chociaż. - włożył nos w moje włosy.
- W piętnaście minut to ja cie wywiozę do lasu i zakopię. - powiedziałam z uśmiechem i chłopak odpuścił.
Reszty nocy nie pamiętam...
~*~
Ja nie chciałam się obudzić. Najpierw bałam się zamknąć oczy, a teraz nie chce ich otworzyć. Helikopter wciąż widniał na ślepiach, a nogi były jak z waty. Odwróciłam głowę w stronę szafki, a tam? Tabletki, herbata i woda. Co jest? Mieszkam sama, a ani psy, ani konie raczej nie mają zdolności, aby mi to przynieść. Moje zdziwienie dopełnił fakt, kiedy brunet wszedł do mojego pokoju.
- Jak się czujesz?
Moja głowa bezwładnie opadła na poduszkę. No kurwa chyba kogoś pojebało.
Nigdy więcej Kamikaze...
467 słów
+25 PD

5 lis 2019

Od Noelii do Rosalie

Mam chyba jednak słabość do blondynów. Tym razem na tapecie mojego telefonu widniał wizerunek niejakiego Michała - wysokiego, przystojnego mężczyzny, którego wystalkowanie zajęło mi niecałe dwa dni. Rozmiar buta, ubrań, uczelnie, praca, stan cywilny i marka motoru, jakim się porusza mieściły się już w mojej głowie. Miał urocze, niebieskie oczka i lekko zgarbiony nos, czyli mój ideał.
Takie myśli męczą mnie co chwilę, chociaż dobrze wiem, że nie potrzebuję ani partnera, ani partnerki. Dziwne, miłosne akty, które zauważałam na ulicy nie przyprawiały mnie o napad Fangirlingu, a raczej mdłości. Nie brzydzę się ludzkiego ciała, a wręcz przeciwnie - jest piękne i tajemnicze, a znalezienie odpowiedniej mentalnie osoby w moim przypadku, będzie bardzo ciężkie. To, że wyglądam na te marne trzydzieści lat, nie znaczy, że w głębi duszy jestem identyczna. Z jednej strony czuje się na piętnastolatkę, która cieszy się z powodu, że jakiś chłopak mi odpisał. Z drugiej - tej trudniejszej - strony, jestem zrzędzącą i racjonalnie myślącą czterdziestolatką. Połączenie tych dwóch wieków jestem nie do wytrzymania. Czysty przykład wydarzył się tamtego dnia. Wstawanie wydało się dziwnie łatwe. Kości nadal jednak strzelały jak stary CKM, albo radziecki Ivan. Największym zdziwieniem okazały się być zagojone rany na dłoniach. Moje ciało nigdy nie było tak... em... w całości? Jedyne co zostało to blizny. Ale przyzwyczaiłam się już, że są częścią mnie. Wiem co stało się przy każdej. Wiem kto mi to zrobił, jak oraz jego wyraz twarzy. Wszystko. Wyprostowałam ramię, na którym widniała jedna z licznych blizn. Później wyprostowałam nogę i resztę ciała, aby wreszcie założyć szlafrok i zejść po schodach do kuchni. Lodówka i szafki puste, a mi nie chciało się przygotowywać jakichś cudacznych potraw. Włosy żyły swoim życiem. Widziałam tylko pojedyncze wiązki światła, które jakimś cudem przenikały przez tą szopę. Zrobiłam na głowie bardzo niechlujną, niską kitkę i zabrałam się za pielęgnację twarzy. Mój wygląd powoli zaczynał nabierać jakiejś wartości, a lustro nie pękało w momencie, w którym do niego podchodziłam. Ciepła woda i jakiś płyn micelarny starczyły, jednak sińce pod oczami nie zejdą tak łatwo. To była moja pierwsza przespana noc od tygodnia. Czuję, jakby ktoś ściskał moją głowę w okolicach skroni. Kości strzelają mi mocniej, niż zwykle, a nos zrasta się źle i robi się coraz bardziej krzywy. Lubię poobijane, krzywe nosy, ale chciałabym poczuć ból jego łamania. Szkoda, że nigdy nie poczuję żadnego bólu... 
~*~
Raz, dwa, trzy, cztery... i krew. Trysnęła na moją twarz, ścianę i ręcznik, w którym byłam zawinięta. Spojrzałam się tylko na rękę, która została udekorowana rozcięciem. 
- No kurwa... A  już mogłam mieć całe ręce. - złapałam za bandaż i nieuważnie zawinęłam go wokół dłoni. W głębi duszy jednak brakowało mi widoku krwi, a jeszcze bardziej przerażonych twarzy moich ofiar. Tęskniłam za krzykami i tym błagalnym wzrokiem. Wydaje mi się, że moje życie było już wypełnione wredotą i okrucieństwem po sam czubek głowy. Dosłownie nauczyłam się karmić ludzkim strachem. Mimo rany i tak musiałam wyjść z domu, bowiem umówiłam się na spotkanie w restauracji w sprawach służbowych. Wchodząc do budynku wraz ze znajomym nie zauważyłam przechodzącej obok nas kelnerki. Zamachnęłam się płaszczem i zrzuciłam całą zawartość niesionej przez nią tacy.
- Jezu przepraszam bardzo... - rzuciłam się do zbierania potłuczonego szkła.

Rosalie?

29 wrz 2019

Od Noelii cd. Trace'a

Wysiadłam z samochodu, poprawiłam włosy i oparłam się o dach maszyny. Po podwórku biegało jakieś dziecko. Co chwilę przyglądało się mojej postaci, wnikliwie analizując mój wygląd. Była to chyba dziewczynka. Wydaje mi się, że wystraszyła się mnie w momencie, w którym obdarzyłam ją psychopatycznym uśmiechem. Złapałam za paczkę czerwonych Marlboro i odpaliłam jednego żarową zapalniczką. Dziecko pobiegło w głąb podwórza, podczas, gdy ja delektowałam się zatruwaniem swoich płuc. Moje dłonie były na wyczerpaniu sił. Schodząca skóra, wystające kostki i sine zgięcia. Strzeliłam karkiem. Odwróciłam się na chwilę w stronę bramy. Wyśledziłam wzrokiem poruszającą się w szybkim tempie postać, kierującą się najprawdopodobniej w moim kierunku. Wiedziałam, że to on. Szedł zły, wściekły wręcz, a z mojej twarzy nie znikało zadowolenie. Rzuciłam filtr na ziemię i zgniotłam stopą. Mężczyzna nerwowo łapał się co chwilę za pasek. Chyba myśli, że jestem za głupia, aby wiedzieć, że ma przy sobie broń. Ja czegoś takiego nie potrzebowałam. Albo zabije mnie tu i teraz tak, abym nie była przygotowana, albo popełni duży błąd i mnie nie zaskoczy. Facet otworzył bramkę i podszedł do mnie.
- Odejdź stąd. - powiedział bezdusznie, spokojnie, na jednym wdechu. Zaśmiałam się.
- Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz? - spojrzał na mnie nieco zmieszany - To oczywiste, że zaraz będziesz chciał mnie oddać w ręce policji, ale nie ze mną te numery. Naprawdę chcesz powtórkę z rozrywki? - pokazałam mu jego odcięte palce, widniejące w woreczku - Tylko pamiętaj, że powtórka będzie gorsza i nie skończy się tylko na tobie.
Mężczyzna wybuchnął złością. Nie myślał najwidoczniej. Kurczowo złapał za broń, widniejącą za paskiem, na co ja odpowiedziałam trójkątem na szyi. Miałam go teraz w uścisku przedramienia. Drugą ręką sięgnęłam do kieszeni i wyjęłam małą strzykawkę. Chwilę później widniała już ona na krtani Trace'a. Wyszeptałam spokojnie Śpij po czym owinęłam go kocem termicznym i wsadziłam na tylne siedzenie samochodu. Ale tak jak obiecywałam, nie skończy się na nim. Otworzyłam lekko uchyloną bramkę. Lekkim krokiem udałam się w kierunku budynku. Dziewczynka, która wcześniej mnie obserwowała, nadal przebywała na podwórku. Podeszłam do niej blisko. Dziecko odwróciło się i po chwili przyglądania się mi, zaczęło uciekać, jednak nie długo. Chwyciłam ją za rękaw, a usta zakryłam dłonią. Przez chwilę, ta mała istota jeszcze się wierzgała, ale po daniu lekkiej dawki środków usypiających zasnęła tak, jak jej wujaszek. Wrzuciłam jej małe ciałko na tył i ruszyłam z piskiem opon w stronę nowego miejsca tortur.
~*~
Stara, ciemna piwnica. A może bunkier. A może coś jeszcze innego. Trace nie dowie się łatwo, gdzie jest. trzymałam w dłoni trzy ostrza - Maczetę, tasak i brzytwy. Rozłożyłam je na półce. Po nich poszły piły, rozżarzone, metalowe druty i igły. Wydaje mi się jednak, że moim ulubionym narzędziem był kastet i trzy kosy. Chciałam wykonać te wszystkie czynności sama, bez pomocy ostrzy. Chciałam własnymi pięściami wygrać tą wojnę. Wyniosłam ciała z samochodu. Trace'a położyłam przy dwóch rurkach. Każdą dłoń przywiązałam do innej. Dziewczynkę natomiast użyję do innych celów. Dałam jej kilka tabletek pobudzających. Jej pierwszą reakcją był oczywiście płacz, jednak zaraz uspokoiła się i słuchała moich poleceń. Dałam jej kilka ostrzy.
- Kiedy twój wujek się obudzi, masz mu te ostrze wbić mocno w piszczel. Wiesz, gdzie jest piszczel? - zaprzeczyła - Eh... Dlatego nie lubię dzieci. - pokazałam jej na mojej nodze, gdzie ma trafić. Kiwnęła głową, jednak cały czas była bardzo przestraszona. Usiadłam na krześle. Kilka chwil później powieki mężczyzny zaczęły się powoli podnosić. Na moją twarz wstąpił uśmiech. Bardzo szeroki uśmiech. Złapałam za trzy, wcześniej wspomniane, ostrza i podeszłam do mojej ofiary. Ponownie... 
- To co kochany? Od czego zaczynamy? - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, a kiedy nic nie odpowiedział, złapałam za jego nogę i zawołałam dziewczynę.
- Nie radzę się szarpać, bo jej pomogę. 
Zasłoniłam oczy dziecku i odliczyłam do trzech. Mały człowiek trafił idealnie w kość. Słychać było, że przy każdym ruchu faceta, kość łamię się coraz mocniej. Odsłoniłam jej oczy i szybko wyjęłam nóż. 
- Mówiłam, że powtórka będzie mocniejsza? - chwyciłam za kastet i wymierzyłam mu cios centralnie na nos. 
Trace?

12 sie 2019

Od Noelii cd. Trace'a

Zgodziłam się na jego dziwny pomysł. Nie wiem, czy mieszanie w sprawę większej ilości psów pomoże. Czekałam tylko, aż wejdą do domku i wyprowadzą mnie w kajdankach za liczne zbrodnie i przekroczenia prawne. Leżenie w jednym miejscu było ostatnio moim głównym, najczęstszym zajęciem. Najpierw ten obleśny szpital, a teraz łóżko Alexa, w którym cholera wie, co robił. Przekręcałam się co i raz, ale skrzypienie sprężyn doprowadzało mnie do białej gorączki. Po chwili namysłu i nabrania sił wreszcie wstałam. Oczywiście pierwsze kilka chwil było to uspokajanie głowy, przed którą pojawiło się kilkaset kolorowych plamek. Powoli założyłam stare, zjechane sztyblety. To były jedyne buty, jakie miałam w tym momencie pod ręką. Nie zastanawiając się dłużej wyprostowałam tułów i wyjrzałam za okno. W tym momencie usłyszałam jęczące rżenie jednego z koni. Nie myślałam długo. Złapałam za nóż i padając na ziemię, wyszłam z domu. W głowie nadal mi się kręciło, a nogi były jak z waty. Weszłam do prowizorycznej stajenki. Na podłodze ciągnęła się struga krwi, która doprowadziła mnie do ledwo duszącego Warladero. Koń miał pociachaną nogę, z której ciurkiem lała się czerwona ciecz. Złość sięgnęła zenitu. Nie przejmowałam się zupełnie niczym. Kiedy zobaczyłam nazistowski hełm, leżący na ziemi, chwyciłam za ostrze i szukałam oprawcy. Moja twarz musiała wyglądać niesamowicie przerażająco. Zmarszczony, wściekły nos, ogromne źrenice, wypełnione adrenaliną i drące ze złości dłonie. Miałam ochotę chwycić za najmocniejszy CKM, jaki mam pod ręką i rozstrzelać każdego, kto wejdzie mi w drogę. Zauważyłam blond łeb, który stał za blisko stajni. Palił papierosa i chyba czekał na wsparcie. Ja nie myśląc długo podbiegłam i wykonałam kilka, jak nie kilkanaście ciosów w klatkę piersiową i brzuch oponenta. Jednak zaraz ciemność. Zmęczenie pociągnęło mnie w dół w przeciągu kilku sekund. Mroczki przed oczami zamieniły się w zupełny brak widoczności. Teraz jedyne co mi pozostało to doczołgać się do budynku. Lokum wydawało się być blisko, jednak zostawiałam za sobą ślady krwi. Czołgając się tylko rozciągałam swoją ranę, a przede mną widniało jeszcze mnóstwo kamieni. Złapałam wreszcie za zbawienną klamkę. Z jednej strony zbawienną, a z drugiej strony prowadzącą mnie do kolejnego gówna. Przed czołem pojawił się karabin. Słaby - zacinający się magazynek i cholernie trudny do wyczucia.
- Ej... Ale Ivan to radziecki kałach... - spojrzałam w górę - No kurwa nie.

~*~

Ręce przywiązane do ramy łóżka i całodniowe polewanie mnie wodą przyprawiało o wymioty. Teraz to ja byłam ofiarą. Ślusarz siedział sobie jak gdyby nigdy nic na fotelu. Czyścił Ivana. A ja co i raz ostatkiem sił śmiałam się z jego brzydkiej mordy, za co dostawałam strzała w nogę. Szkoda, że tępaki nie rozumieją zdania - ,,Nie czuję bólu''. Czekałam na to, aż wysiądą mu nerwy, złapie za kałacha i strzeli mi w łeb. Po jego głupocie można się było wszystkiego spodziewać. 
- Co Ślusarzyku? Boli jak była baba nazisty da kosza nie? - zaśmiałam się jeszcze głośniej i pociągnęłam za kajdanki, które wyrwały się pod wpływem siły wraz z kawałkiem łóżka. Mina mężczyzny zmieniła się w przeciągu chwili. 
- Kochanie ja nawet umierająca mam więcej siły niż cały twój pułk. - uśmiechnęłam się złowieszczo. W tym właśnie momencie do budynku wbiegło kilkudziesięciu żołnierzy, a za nimi Trace. Ludzie zajęli się sowieckimi klępami. Do mnie podeszło kilku, najwyraźniej, medyków. Świat zniknął mi na chwilę sprzed oczu. Tylko po to, żeby zaraz znów się pojawić. W zupełnie innej odsłonie. W odsłonie, która raziła mnie w oczy. A jedyne, co widziałam, to słodkie oczy Trace'a, widniejące nad moją personą. Straciłam przytomność na stosunkowo krótko. Widziałam jeszcze jak wynoszą radzieckie kurwy za drzwi. 
- Ej. Już wszystko w porządku. - mówił do mnie po cichu Trace. Kiwałam tylko głową. Dłonie nadal miałam całe upaprane krwią.
Trace?
Ona będzie coraz gorsza.

8 sie 2019

Od Noelii cd. Trace'a

Uśmiechnęłam się nieco zdziwiona. Nie wiedziałam, że można aż tak bardzo wczuć się w rolę. Patrzyłam z zaciekawieniem na poczynania mężczyzny. Spojrzałam się na Kaisera iście diabelskim wzrokiem, w którym zauważyć można było żądzę krwi. Na początku nasz uroczy ,,nazi-boy'' zdawał się udawać twardziela, jednak już przy pierwszym ugryzieniu szczurka wymiękł.
- Powiem, wszystko powiem, tylko zabierzcie te bestie, błagam! - krzyczał z rozpaczy. Złapałam wiadro i zabrałam urocze gryzonie z dala od faceta. Zwierzątka mnie zwyczajnie zaczarowały. Z moich ust dało się usłyszeć piski zachwytu. Złapałam czerwonookie stworzonko i usadziłam na swoich kolanach, trzymając je w objęciach dłoni. Mieliśmy najwidoczniej takie same charaktery, bo zwierzę nie szykowało się na ucieczkę, a wręcz przeciwnie - tuliło się do mych rąk, jak we własnym gnieździe.
- To teraz panie policjancie proszę przesłuchać więźnia. - mrugnęłam do Trace'a i wyszłam z pomieszczenia. Udałam się od razu do salonu, aby rozgrzać w kominku. Drewno było idealnie suche, a rozpałka wznieciła żar w przeciągu kilku chwil. Spokojne chwile zmieniła nagle drętwiejąca dłoń, a zaraz po niej druga oraz nogi. Wiedziałam już, że straciłam połowę, jak nie więcej krwi ze swojego organizmu. Spojrzenie w lustro jeszcze bardziej potwierdziło moje przypuszczenia. Twarz miałam śnieżnobiałą, a wokół oczu pojawiały się sino-fioletowe tony. Usta miałam bardzo spierzchnięte i suche, a gałki oczne czerwone. Złapałam się za głowę, która zaczęła płatać mi najróżniejsze figle. Opadłam bezwładnie na ziemię. Resztkami sił udało mi się wspiąć na łóżko i złapać za szklankę wody leżącą na szafce nocnej. Niby było już lepiej, ale nadal czułam słabnące dłonie, które coraz bardziej odmawiały posłuszeństwa. Drzwi do pokoju wybudziły mnie z martwienia się o swoje życie.
- Czego się dowiedziałeś? - zapytałam z ledwo otwartymi oczami.
- Wydaje mi się, że większości. - powiedział i usiadł ciężko na łóżko. Po chwili jednak znów spojrzał się na mnie. Nie był to spokojny wzrok. Ja także dopiero teraz zobaczyłam, że cała pościel wokół mnie dosłownie pływa w mojej krwi. Szwy musiały zupełnie puścić. Facet podszedł do mnie, a w tym momencie kręgosłup nie trzymał reszty ciała, a głowa upadła mi z impetem na poduszkę. Trace złapał za moją koszulę i rozpiął ją, aby dostać się do źródła krwotoku. Byłam ledwo żywa. Przekręciłam głowę w prawo. Jedyne co czułam, to dłonie Trace'a, które próbują w jakiś sposób zatamować płynącą krew.
- Ej. - złapałam jego ręce - Zostaw to. Podaj mi tą czarną buteleczkę z szafki. Po tym krew zakrzepnie mi od razu i przestanie lecieć.
Trace zawahał się, lecz zaraz podał mi cudowną ciecz. Wylałam, ta przez chwilę zaczęła dziwnie buzować, zaraz jednak zatrzymała się i krwotok ustał. Mój stan nadal się nie polepszył. Miałam za mało krwi, a nie mogliśmy zrobić transfuzji. Picie krwi nie wchodziło w grę - wampirem nie jestem. Nie mogliśmy się też ruszyć z domu. Na każdym kroku stali naziści, którzy tylko czyhali na nasze wyjście.
- Panie psychopato, zaczyna się pan wyrabiać. Robi mi pan konkurencję. - zaśmiałam się resztkami sił. Nie odpowiedział nic. Rzucił się obok mnie na łóżko.
- Czasami jednak psy się przydają. - spojrzeliśmy się na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
Trace?

4 sie 2019

Od Noelii cd. Trace'a

Widziałam kątem oka jak Trace wyszedł z sypialni. Odkryłam kołdrę i znowu moim oczom ukazała się krew. Rany otworzyły się po raz kolejny. Zauważyłam, że moje nogi i ręce są nadzwyczajnie blade. Straciłam najwidoczniej dużo krwi. Wygięłam ręce w dziwnym kierunku, na co one zaczęły powoli strzykać. Pokręciłam jeszcze trochę głową i wstałam, a właściwie zwlokłam się z łóżka. Złapałam za zakrwawione ubrania i szybko na siebie naciągnęłam. W pasku widniała pięknie naładowana broń i dwa sztylety, które wydawały się być niepotrzebne. No może do czasu. Zasłony okiennic gwałtownie poruszyły się, jednak wiatru nigdzie nie było. Powoli zaczynałam mieć wątpliwości co do bezpieczeństwa mojego i Trace'a. Powoli sięgałam do paska, jednak zatrzymało mnie nagłe przeładowanie magazynku za moimi plecami. Jeżeli byłabym mądra, to podniosłabym ręce i grzecznie położyła się na podłogę, ale nazwisko obowiązuje. Wiedziałam, że domek Alexa był w stanie gorszym niż złym. Wystarczyło porządne tupnięcie nogą i żyrandol spadł centralnie na aktywnego strzelca. Rozpoczęła się lekka bijatyka, bowiem zza zasłony wyskoczył ktoś o posturze młodziaka. Nie użył pistoletu i to był poważny błąd. Wyjął tylko mały nóż, którym najprawdopodobniej chciał mnie zadźgać. Złapałam za jego słabą rękę i zaczęłam wykręcać, aż usłyszałam kilka trzasków kości. Chłopak padł na kolana i spotkał się z mocną pięścią prosto w szczękę, która zupełnie położyła go na łopatki. Wyjęłam rewolwer i zaczęłam czołgać się w kierunku kuchni, z której dobiegały głośne dźwięki. Pozostawiałam za sobą krwawe ślady, jednak nie zważałam na ciągnące rany. W kuchni widniał nikt inny jak Kaiser, który trzymał Trace'a przytwierdzonego do blatu. Podeszłam bardzo po cichu i złapałam za sztylet, który za chwilę wystawał z uda atakującego. Mamrotał coś pod nosem, odwrócił się i kopnął mnie centralnie w przeponę. Zatkało mnie porządnie, lecz zaraz wstałam, kipiąc ze złości. Złapałam oponenta za szyję i podniosłam w górę. Wisiał na mojej ręce przy samej ścianie. Puściłam go nagle narażając na twardy upadek. Zaraz jednak chwyciłam go za mundur i przycisnęłam do gardła rewolwer.
- Kto Cię tu przysłał?! Raczej nie Gustaw, bo podobnież wasza współpraca się już dawno zakończyła prawda? - pytałam coraz mocniej ściskając krtań bronią.
- Nie... nie on... - ledwo wydusił - Centrum... - dodał zaraz. Niemożliwe... Ryszard, który miał dać mi spokój i zająć się swoimi problemami. Puściłam faceta, a ten zwinął się na ziemi i walczył o jakikolwiek okruszek tlenu. Spojrzałam w okno. Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę Trace'a.
- Nic ci nie jest? - zapytałam, patrząc na jego licho wyglądającą twarz.
- Nie do końca... Wszystko od pasa w górę mnie boli, a tobie?
- Oprócz tego, że pewnie otworzyły mi się wszystkie szwy to jest w porządku.
- Blada jesteś.
- Domyślam się...
- A co robimy z nim? - zapytał wskazując palcem na faszystę.
- No nie wiem... Ja chętnie zamknęłabym go w boksie z Sherlockiem, ale to będzie za brutalne. Może się jeszcze do czegoś przydać, ale domyślam się, że prawdy nie powie nam w żadnym wypadku. No chyba, że się go jakoś ciekawie zmusi... - na mojej twarzy pojawił się szeroki, złowrogi uśmiech. Widziałam kątem oka minę Trace'a, która wyglądała na niemało przestraszoną. Bardzo chciałam zrobić Kaiserowi krzywdę.
- Zrobimy to na mój stary sposób. - w tym momencie złapałam faceta za ''szmaty'' i włożyłam materiał do buzi - Chodź, ten dom jest większy, niż się wydaje. - powiedziałam do Trace'a prowadząc nazistę przez korytarz i schody. Doszliśmy do bardzo dużego, białego pomieszczenia. Mężczyznę przywiązałam do dwóch rurek widniejących na końcu ''pokoju tortur''. Wszystkiemu przyglądał się Trace. Widziałam w jego oczach strach i obrzydzenie, a może nawet współczucie, kiedy zaczęłam wiercić Kaiserowi w nodze rozżarzonym nożem. Oskórowanie dłoni zajęło mi bardzo mało czasu. Całe we krwi podeszłam do policjanta i podałam mu szczypce do odcięcia palców.
- Czyń honory. - podałam mu narzędzie i stanęłam z boku. Przyglądałam się temu z wielkim uśmiechem. Dopiero teraz wyszła ze mnie prawdziwa psychopatka.
Trace?
Zostaniesz moim psychopatą?

10 cze 2019

Od Noelii cd. Trace'a

Niby była cisza, jednak w głowie wciąż słyszałam ten huk. Te dziwne, bliżej nieokreślone jęki i nagły spadek siły z mojej strony. Lubiłam słuchać czyjąś rozpacz, ale bolał mnie fakt, że jeszcze kilka lat temu rozmawiałam bez problemu z tymi ludźmi. Krew w trzech czwartych zapełniała mój dom. Był to może i standard, ale dorobiłam sama sobie roboty. Rana jeszcze bolała, a ja musiałam wyczyścić dokładnie całe mieszkanie.

27 maj 2019

Od Noelii cd. Trace'a

- Zapominasz o fakcie, że to ja jestem tu tą złą. To ja mam teraz przewagę. Psychiczną, informacyjną, wyposażeniową i może nawet fizyczną. Zapominasz także o tym, że ja tak naprawdę w każdej chwili mogę wrócić z Tobą do tego piekła i torturować do twej śmierci.
Mężczyzna przełknął ślinę. Może przypomniały mu się moje ostre narzędzia. Może zobaczył twarz Monty'ego, który wije się z bólu i kona na podłodze?
- Ale tego nie zrobię. - dodałam zaraz - Po pierwsze masz za śliczną buźkę, po drugie zupełnie mi się to nie opłaca. Przecież zrobiłam już to, co chciałam, a zabicie cię byłoby na korzyść ludziom Abwery. A właśnie...
Facet przybliżył się do stołu, kiedy tylko zaczęłam temat o tych zbirach.
- Słucham? - spojrzał się na mnie nieco bardziej wnikliwie.
- No niestety. Konsekwencje z napadnięcia Gustawa mogą być gorsze niż mi się zdawało.
- Jakie na przykład?
- Pierwszym zagrożeniem jest dowódca Abwery. Abwera to tajna policja, która działa oczywiście nielegalnie. Problem jest w tym, że mają o wiele lepsze wyposażenie niż wy. CKM'y wojenne, granaty, i tym podobne.
- Przecież, jeżeli są wojenne, to nie działają już tak dobrze jak dawniej.
- Niezbyt... Poznałam ich z każdej strony na wypadek takiej sytuacji, jak ta. Sprzęty działają nienagannie. O wiele lepiej, w porównaniu do teraźniejszych maszyn. Jednym z ich niewinnych pistolecików dostałam w nogę. - odsłoniłam nogawkę od spodni - Rana przelotowa. Kość miałam składaną po kawałeczku. Dokładnie było ich coś koło pięćdziesięciu. Nadal mam problemy z chodzeniem. Szczęście, że w ogóle tą nogę mam.
- Co zrobiłaś?
- Znalazłam tajne plany operacyjne, dotyczące ataku ambasady. Postrzelili mnie, jednak brak czucia bólu pomógł.
Trace nagle spojrzał się na mnie i podniósł brew.
- Masz te plany?
Uśmiechnęłam się lekko i wstałam. Papiery były dobrze zabezpieczone.
- Nogi do góry. - powiedziałam i odsłoniłam dywan w jednym miejscu przy stole. Oczom ukazała się porządna klapa, pod którą trzymałam ciekawe rzeczy. Machnęłam tylko do Trace'a. Wiem, że nie powinnam ufać mu aż na tyle, jednak nie widziałam w nim żadnego zagrożenia. Zejście po schodach wymagało u  mnie lekkiego pochylenia. Niestety, ale takie uroki wysokich kobiet.
Podczas, gdy Trace jeszcze schodził z drabiny, ja sięgnęłam po klucz i otworzyłam duże, metalowe drzwi. We wnętrzu było dość zimno, ale nie zamierzałam się tym przejmować, bowiem miałam cel w tej nagłej wycieczce po najgłębszych zakamarkach mego domu. Kilka półek po bokach było zasłoniętych ze względu na dość mocne działanie chemiczne. Oczy mogłyby zostać poważnie uszkodzone, a mi już starczy kalectwa na te dni. Kiedy wszedł do pomieszczenia zamknęłam drzwi z powrotem na klucz. Podeszłam do biurka, które stało centralnie na środku pokoju. Leżała na nim obszerna kartka A3, na której wszystko opisane było co do centymetra.
- Tu masz wejścia. - pokazałam palcem - Gustaw miał zamiar wpuścić tam trzy oddziały piechoty. Mówiłam mu, że to głupi pomysł, że są za bardzo widoczni, ale miał mnie po prostu w poszanowaniu. Dach chcieli zająć helikopterami wraz z ładunkami wybuchowymi, które chcieli odpalić w momencie, gdy do akcji wkroczy policja. Miało być źle, krwawo i brudno. Całe pomieszczenia miały być zapełnione dymem.
- Dlaczego chcieli napaść ambasadę?
- Konsul wraz z ambasadorem byli bardzo cenni. Kilka osób dawało za nich dużą sumkę.
- Za NICH?
- Może nie do końca. Chodziło o to, aby ich zmuszać do wykonywania rozkazów swojego tymczasowego władcy. No ale jak widać Noelka im plany dość mocno pozmieniała... - zaśmiałam się cicho pod nosem. A Trace ponownie był niebezpiecznie blisko. Na tyle blisko, że czułam jego ciepły oddech na karku. Dreszcze przeszły mnie bardzo gwałtownie i szybko. Zaraz po dziwnym uczuciu usłyszałam trzask okien. Była to zdecydowanie Abwera. Zawsze działali bez planu, chaotycznie i głupio. Często ich to zdradzało. Tak było i teraz. Złapałam mężczyznę za bluzkę i wciągnęłam pod biurko.
- Obejmij mnie. W ten sposób nawet porządny granat nic nam nie zrobi. - wahał się chyba, ale zaraz przysunął się do mnie bardzo blisko. Oparłam głowę o jego tors. Spokój Noelia, to tylko głupi dowódca, który poluje na ciebie i chce twojej głowy. Nagle mocny huk. Czyżby znaleźli sobie lepsze zabawki? Najwidoczniej klamka poszła na mała kawałeczki, a do środka wpadło kilkunastu, może kilkudziesięciu oficerów. Sięgnęłam po broń. Kiwnęłam do Trace'a, który zrobił to samo. Nim zdążyli odsłonić mebel wystrzeliliśmy kilkanaście strzałów. Dwóch od razu padło.
Trace?

25 maj 2019

Od Noelii cd. Trace'a

Nim chłopak zdążył usiąść złapałam go za kołnierz.
- Po pierwsze nie masz za bardzo prawa oceniać mojego wyglądu, bezczelny gówniarzu, a po drugie, to już nigdy nie chcę i nie zachcę buziaka. - powiedziałam i mimo to, ruszyłam do piekącej się potrawy. Znaczy, ledwo szłam. Dotarłam do wyznaczonego celu. Kolacja mogła się jeszcze trochę piec. Chociaż, gdybym nie zechciała wyjąć jej już teraz, mięso byłoby za twarde i kruche. Złapałam za tacę i wyjęłam przedmiot na zimny blat. Spojrzałam na dłonie, które oczywiście były całe poparzone, przez moją piękną sklerozę i nieuwagę. Nawet przez chwilę nie pomyślałam o złapaniu za rękawice. W niektórych przypadkach brak czucia bólu przeszkadza, a w niektórych bardzo pomaga.
- Szampan, wódka, spirytus, whiskey, brandy? Co chcesz? - zapytałam i przekręciłam głowę w stronę policjanta.
- Najmocniejsze. - odpowiedział bez chwili namysłu.
No to się chłopaczek zdziwi. Najmocniejszy ma 96 procent, ale nie chcę, aby wypaliło mu wnętrzności. Bowiem śmierć długa i bardzo bolesna dla zwykłych osobników. Wzięłam osiemdziesięcioprocentówkę i zabrałam kieliszki. Postawiłam je na stole i wróciłam po jedzenie. Nałożone na talerze. Jedyne dwa, jakie miałam w szafce. Jedyne, jakich kiedykolwiek używałam. Jeden rano, drugi wieczorem. Rzadziej, jeżeli ktoś był. Bo był rzadko. Może bali się i unikali posiadłości Wunderbrischerów dalekim łukiem, a może po prostu okolica była mało atrakcyjna. A może, prawda, czyli to, że Noelia nikogo nie szanuje i nie ma znajomych skutkuje samotnością? No może nie do końca. Siedziałam teraz na przeciwko swojego odwiecznego wroga. Człowiek, którego jeszcze kilka dni temu torturowałam. Którego mogłam zabić już za pierwszym spotkaniem. Nie zrobiłam tego jednak. Czyżby sumienie do mnie uderzyło? Na pewno nie. Najprawdopodobniej poskutkowała chęć pomęczenia go, aż sam poprosi o śmierć. Nie byłam chyba gotowa na taki czyn. Zabić psa, który szuka zabójcy? No nie. Na to nie mogłam sobie pozwolić. Polałam alkoholu w obywa, dość duże kieliszki. Połknęłam ciecz szybko. Bez problemów. Za to brunet, zaraz po wypiciu pokręcił głową na co uśmiechnęłam się. Patrzyłam na jego grymas jeszcze przez chwilę. Zaraz nalałam kolejny kieliszek. Tym razem facet próbował nie pokazywać mocy alkoholu, ale nie udało mu się to w żaden sposób. Potrząsnął głową jeszcze mocniej.
- Może coś do popicia? - zapytałam, na co pokiwał przecząco głową. I tak kilka kieliszków. Kilkanaście może nawet. Wesoła zaczęłam robić się dopiero teraz, jednak przybysz był już trochę sponiewierany przy piątej kolejce. Chyba mam aż za mocną głowę na takie zabawy. Dużo słyszałam o osobach, które nie potrafią pić, a później wymiotują na każdym kroku. Ja do tego grona nie należę. Bynajmniej na razie. I czuję, że to się nie zmieni. Powoli zaczęłam się śmiać z towarzysza, który powoli zaczynał przekręcać się na lewo i prawo. Najwidoczniej były to niekontrolowane ruchy. Złapałam go wreszcie za ramiona i pomogłam oprzeć się o oparcie kanapy.
- Czemu taka jesteś? - zapytał nagle nieco zagłuszonym i przytłumionym głosem.
- Jaka?
- No bo ty taka wredna kobieta jesteś.
- Ja jestem bardzo miłym człowiekiem. - dopadł go niekontrolowany napad śmiechu. Spoglądałam na niego kątem oka udając poważną, jednak zaraz także zaczęłam się śmiać. Najbardziej rozbawił mnie fakt, że jeszcze kilka dni temu ten policjant nazywał mnie wiedźmą i szmatą, a teraz siedzi u mnie w domu i jak gdyby nigdy nic, pije mój najmocniejszy alkohol.
Trace?
Uważaj, Noelii nie można ufać. 

21 maj 2019

Od Noelii cd. Trace'a

Czasami zastanawiam się dlaczego ludzie próbują udawać takich nieśmiertelnych. Piesek jest za odważny, a to go zgubi. Chłopak myśli, że Gustaw ma małą ilość ludzi... Abwera liczy dobre piętnaście tysięcy, Judekorbs cztery tysiące, a Jegerów jest ponad pięć tysięcy. Znając życie teraz czyhają tylko na moje życie i życie policjanta. Nie chciałam przecież żeby tak to się skończyło. Mogłam zabić tego skurwiela, przecinając mu krtań sztyletem, jednak wiem, że Rzesza by mnie za to powiesiła. Jedyne szczęście jakie w tym wszystkim widzę, to to, że Gustawa zamknęli, a jego adwokaci są po prostu żałośni i nigdy nie wydostaną go z pierdla. Nie chciałam dobijać Pheonix’a, ale ludzie Meinsteina mają swoich rządowych przyjaciół. Wiem, że zginę. Jestem wręcz tego pewna. Nie ma szans, że Dowódca Abwery mi to wybaczy lub przejdzie nie zauważając. Niestety tak to jest z tymi złymi. Muszą zdechnąć. Prędzej czy później. Wyciągnęłam się na łóżku i już poczułam ciągniecie szewków od rany na brzuchu. Pierwsze piec dni w domu. Wreszcie. Gorzej będzie ze sprzątaniem. Musze to zrobić, bo wiem, że policjanci w końcu przyjadą mnie przesłuchać. Mam nadzieje, że nie nastąpi to szybko. Niech dadzą mi jeszcze tydzień odpoczynku i będzie pięknie. Musiałam spać na parterze. Schodzenie ze schodów, gdyby ktoś przypadkiem zadzwonił do drzwi byłoby istną katorgą. Oczywiście musiałam wykrakać. Już prawie ślepia mi się zamknęły. Już prawie wpłynęłam w stan nieważkości i wolności, jednak usłyszałam dźwięk dzwonka. Wstałam bardzo powoli. Jeżeli można nazwać to wstawaniem. Raczej spadłam z łóżka i podczołgałam się do drzwi. Wstałam dopiero przy nich i otworzyłam wrota.
- Świetnie panienka wygląda. - powiedział znajomy, męski głos.
Trace po prostu śmiał się z mojego cudownego wyglądu, który był chyba w najgorszym stanie jak kiedykolwiek.
- Przyniosłem trochę jedzenia. Jeszcze przypadkiem schudniesz, a to ci nie potrzebne. - spojrzał się na mnie, zostawiając dwie torby z zakupami przy blacie.
- I ja mam to rozpakować?
- Eh...- westchnął na co zaśmiałam się, kiedy tylko próbował znaleźć miejsca na pożywienie w mojej dość rozbudowanej kuchni. Wstałam powoli i kierowałam się w jego stronę. Oczywiście nie można nazwać tego takim idealnym chodem. Przejście odcinka salon-kuchnia było istną katorgą, a przecież nie powinno. Dla sprawnej osoby przejście dwudziestu metrów jest niczym. Ja podczas tego przemarszu czuję, jak wszystkie kości strzykają, a szczególnie kręgosłup, który oberwał od podłogi dosyć porządnie. Do tego przy każdej próbie wyprostowania wydawało mi się, że szwy z rany popękają.
- Nie spodziewałeś się pewnie, że będziesz pomagał babie, która prawie cię zabiła co? - zapytałam łapiąc za kawę.
- No nie powiem. Ciekawe doświadczenie. - odpowiedział na co parsknęłam śmiechem.
- Nigdy nie skrzywdziłabym twojej siostry. To był mały szantaż, który najwidoczniej mi się udał. - widziałam jego zdenerwowaną minę, jednak nie za bardzo chciało mi się to komentować.
- Cukier gdzie?
- Do ostatniej szuflady.
Spoglądałam co chwilę na jego kolano, które mocno mu okaleczyłam.
- Oddać ci pieniądze za operację?
- Jaką operację?
- No kolana. - pierwszy raz w życiu uśmiechałam się często. Można powiedzieć, że za często. Wychodziło to poza mój standard życiowy. Chociaż nadal, kiedy patrzyłam mu w oczy, miałam ochotę je wydłubać.



19 maj 2019

Od Noelii cd. Trace'a

Zgasiłam papierosa i przyglądałam się mężczyźnie.
- Nie jesteś tresowanym psem. Tylko kundlem, którego mogę sobie wykorzystać. Wiesz przecież, że jeżeli się nie poddasz, to zginie dużo ludzi. - mina bruneta przenikała - Ah... Wybacz. Przejdźmy do konkretów. Gustaw jest... ee... moim ex? Chyba tak to się mówi. Po pierwsze to człowiek zupełnie nieprzewidywalny, po drugie ma pod swoją władzą ponad osiem tysięcy niebezpiecznych nazistów, a po trzecie to jest niesamowicie dobry strateg, bardzo inteligentny strateg. Wykorzysta każdy wasz błąd, aby wygrać. Nie jest takim zupełnym sadystą... Bardziej cieszy go fakt, że MOŻE wam coś zrobić, niż to, co wam zrobi i w jaki sposób. Takie zupełne przeciwieństwo mnie. Ty zrozumiesz.
- Dobrze, dobrze, ale po co mi to mówisz? Przecież nienawidzisz policji. Nigdy byś nam nie pomogła. - przerwał mi mężczyzna, który robił się nieco niecierpliwy.

18 maj 2019

Od Noelii cd. Trace'a

- No gdzież by to. Przecież mam ten cudowny przyrząd cały czas przy sobie. - powiedziałam i wymachiwałam przed nosem policjanta.
- Masz zamiar mnie teraz dobić?
Zaśmiałam się i usiadłam na krzesło przy łóżku.
- To byłoby za łatwe, mój wytresowany pudlu. - poprawiłam siad i położyłam twarz na dłoniach - W tym momencie dopiero zaczyna działam mój plan. Oczywiście nie mam zamiaru ci go w całości zdradzać. Powiem ci tylko, jaką rolę odgrywasz w nim ty. Propozycja jest zupełnie nie do odrzucenia. Ze względu na to, że ty jako pies możesz mnie zdradzić i próbować wsadzić mnie do pierdla. Znaczy... Możesz próbować, ale narazisz wtedy na śmierć wszystkich swoich kolegów z pracy. A Monty? Czy tam... Morty? Jeżeli mnie zdradzisz to on zginie jako pierwszy. Zginie powoli. Bardzo boleśnie. Będzie strasznie cierpiał.
- Przejdziesz kiedyś do rzeczy?! - zapytał już nieco poddenerwowany policjant, przez co respirator zaczął szybciej działać.
Nie chciałam już robić kłótni, więc nie komentowałam jego zachowania i przeszłam do ''negocjacji''.
- Po pierwsze na pewno będą Cię przesłuchiwać. Musisz powiedzieć, że byłam tylko praktykantką u pewnego mężczyzny w stajni. Wszedłeś do środka, on podał ci swoje fałszywe dane. Zaatakował Cię kiedy dowiedziałeś się o nim prawdy, tak samo twojego partnera. Mnie spotkałeś już przywiązaną w piwnicy. Jasne?
Facet chwilę nie odpowiadał nic. Może już w głowie obmyślał plan jak się mnie stąd pozbyć, a może rozmyślał nad odpowiedzią?
- Przecież zapytają się mnie o jego opis, imię, nazwisko. Co mam powiedzieć?
Wahałam się. Wiedziałam, że blondyn jest silniejszy, ma więcej ludzi i w najmniej spodziewanym momencie mnie zabije... Ale jednak.
- Gustaw Adolf von Meinstein. Wysoki blondyn, coś koło metra dziewięćdziesięciu, blizna na pół twarzy, nos prosty, brwi niesamowicie czarne, jakby oblane smołą. Dobrze zbudowany. Bardzo dobrze zbudowany. - ugryzłam się w język - Ubytek w lewym uchu po postrzale. - zakręciło mi się w głowie, kiedy przypominałam sobie wygląd tego cholernego sadysty.
- Rozmyśl. - po chwili dodałam - Bo twoja siostra też może krzywo stanąć na mój nożyk.
Chciał chyba coś jeszcze dodać, ale nie miałam zamiaru siedzieć dłużej w tym pomieszczeniu. Otworzyłam drzwi do swojej sali, w której drzwiach stała już pielęgniarka.
- Gdzie pani chodzi?! Z takimi obrażeniami nie może pani wstawać z łóżka! - zaczęła panikować. A moje nogi zmiękły. Pierwszy raz w życiu. Nie miałam zamiaru tłumaczyć się pobudzonej babie, tylko podeszłam do łóżka. Kiedy tylko pracowniczka szpitala wyszła, wzięłam leżące na stole przy drzwiach leki i dwie strzykawki. Może straciłam za dużo krwi? Najwidoczniej tak, bo przed wyjściem do Trace'a siłowałam się z kroplówką w mojej ręce. W woreczku widniało trochę ponad półtora litra czerwonego płynu. Dopiero teraz zobaczyłam za sobą dość dużą plamę krwi, która ciekła z mojego, pięknie oskórowanego, kolana. Nie umiem założyć kroplówki, opatrunek i leki to moja jedyna broń. Złapałam za strzykawkę z czymś, czego nazwy nie potrafię wymówić i wbiłam w udo. Jakie wielkie było moje zdziwienie, kiedy to w całej nodze straciłam władzę i padłam na ziemię jak kłoda.
Trace?