Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrea&Julien. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrea&Julien. Pokaż wszystkie posty

27 gru 2019

Od Juliena cd. Andrei

Biegnę przez dzielnicę, uważając tylko przy przejściu przez drogę, aby jakieś auto przypadkiem mnie nie potrąciło. Trąbi na mnie tylko, zanim zdążę szybko schować się za żywopłotem, w którym jest ukryte nasze tajne przejście. Upadam na brzuch i przeczołguję się pod drewnianym ogrodzeniem, a potem wycieram ręce w bluzę i biegnę dalej.
Ledwo udało mi się wymknąć z domu, ale całe szczęście, że tata pojechał w jakiejś ważnej sprawie do pracy. Mama akurat porządkowała książki, ponieważ pani Nancy wzięła wolne na dwa dni. Mogłem swobodnie wyjść z domu i uważać tylko na wrednego dozorcę, który wydaje mi się, że miał do mnie i Andrei jakiś uraz.
Podbiegam do miejsca naszego spotkania, ale nigdzie nie widzę przyjaciółki. Opieram się o szorstką korę drzewa i wtedy słyszę jej głos:
- Czemu cię wczoraj nie było?
Unoszę głowę w górę i widzę jej smutną minę, policzki są zaczerwienione, jakby właśnie przebiegła maraton albo było tak zimno, że jej skóra przybrała sama kolor płatków róż, które mama pielęgnuje w swoim ogrodzie.
- Przepraszam, tata kazał zostać mi w domu - mówię, biorąc ciężko oddech. Jestem cały zziajany - Musiałem odrobić lekcję, a pani Mariette jest straszną jędzą. Powiedziała, że jeśli tego nie nadrobię, będę musiał uczyć się w weekend. Nie chciałem patrzyć na jej pomarszczoną twarz przez całą sobotę - Indie chichocze swoim dziewczęcym głosem i po raz pierwszy tego dnia widzę na jej twarzy uśmiech.

11 gru 2019

Od Andrei cd. Juliena

Dokładnie oglądam mężczyznę siedzącego naprzeciwko mnie. Tak bardzo chciałabym zobaczyć w nim chłopca z mojego dzieciństwa i w pewnym procencie jego osoby, udaje mi się to. Można najprościej upewnić się, że to nadal ta sama osoba w oczach. Może nie są pełne szczęścia i tak naturalnej troski i miłości do mnie, ale ich koloru nie pomyliłabym z żadnym innym na tym świecie. Wydaje mi się, że nawet w chwili śmierci bym właśnie je jako ostatnie zobaczyła. Co? Nie, nie, nie Andy. Zastanów się. Naprawdę chciałabyś oglądać oczy tego neandertalczyka, który twojego Dorianka nazwał mianem "to" jako ostatnie w tym życiu? Chyba ci coś padło na mózg, albo zimno podczas dzisiejszych spacerków kompletnie wyżarło ci mózg. Jemu za to na pewno coś musiało go zeżreć, słysząc jego ton, jakim łaskawie zdążył mnie obdarzyć. Robię bez ceregieli naburmuszoną minę.

19 lis 2019

Od Juliena cd. Andrei

Popijam piwo z butelki, wpatrując się w leżącą naprzeciwko mnie torbę. Niemal maniakalnie, bo jej obecność wytrąca mnie coraz częściej z równowagi. Moja uwaga od tygodnia skupia się jedynie na niej, oczywiście w momentach, w których powinienem skupić się na rzeczach, które obecnie robię. Już nie raz skaleczyłem się podczas krojenia, czy robienia czegokolwiek z gorącą wodą i innymi mniej bezpiecznymi rzeczami w kuchni. O ile mam chęć pojawić się w kuchni i coś robić. Nie, żeby mi to przeszkadzało, w końcu żyję tu sam od, powiedziałbym, że długiego czasu i szczerze mówiąc, czuję się wolny. W jakimś stopniu. Małym stopniu. Ale jednak.
Fant sprawiał, że wyłączałem się z życia, była jak narkotyk dla narkomana po odwyku, jak alkohol dla abstynenta, grzech dla człowieka. Byłem naiwny i głupi myśląc, że dostanę cynk, aby móc się w końcu jej pozbyć. Byłem sprawdzany, wystawiony na próbę i szczerze mówiąc, powoli się dawałem. Jakbym był słaby. Musiałem się jej pozbyć, ale było to na tę chwilę niemożliwe.
Wzdrygam się na sam dźwięk dzwonka. Z racji, że nie słyszę go za często, a właściwie to prawie wcale, irytuje mnie to niesamowicie. Zabudowania są od siebie daleko, najbliższy sąsiad patrzy na mnie, jak na trędowatego, a ja nie zamierzam wnikać w to, co jest tego powodem. Zaszycie się na tym odludziu było jednym z najlepszych pomysłów, ale ostatnimi czasy zaczęło się kręcić w tym domu za dużo ludzi.

11 lis 2019

Od Andrei do Juliena

Deszcz cicho, ale za to równomiernie i w bardzo szybkim tempie uderza o szybę, która lekko rozgrzana od środka zaczyna rosieć, a ja wpatruję się za mdły obraz za nią, opierając bezwładnie głowę o zagłówek obszyty jakimś nieco zabrudzonym przez lata używania materiałem. Kiedy para zakrywa mi widok, podnoszę dłoń, w bardzo wolnym tempie, jakby ważyła tonę, a zarazem jakoś od niechcenia, palcami łapię kraniec swojego rękawa naciągając go nieco na moją dłoń i wycieram nim kawałek szyby, po czym spokojnie opuszczam dłoń na udo. Mój husky leży cicho wzdłuż obu siedzi cicho między siedzeniami i opiera pyszczek o moje drugie kolano. Delikatnie drapię go po czubku łebka. W autobusie panuje jakaś dziwna prawie cisza. Prawie, ponieważ słychać tutaj rozmowę kierowcy z panią opatuloną płaszczem, która usiadła na pierwszym siedzeniu w moim rzędzie, słychać delikatne stukanie kropel deszczu, słychać cichy szmer płynący ze słuchawek kogoś, kto według mojej analizy nie może siedzieć zbyt daleko, skoro jestem w stanie rozpoznać niektóre ze słów aktualnej piosenki. Po chwili zaczynamy zwalniać, aby w końcu się zatrzymać. Z drażniącym jękiem uchylają się drzwi, do środka wchodzi młody chłopak, szatyn z tego co widzę spomiędzy zagłówków mojego oddalonego od wejścia miejsca. W miarę jak zbliża się do wolnego miejsca obok mnie, trochę mu się przyglądam, jednak nie na tyle mocno, aby zwrócić na siebie jego uwagę. W końcu, kiedy jest na tyle blisko, aby zauważyć moje zainteresowanie jego osobom, odwracam bezwładnie głowę w kierunku szyby. Ostatnimi czasy mam nieco za często taki humor. Jakby całe moje ciało było bezwładne. Jakiś pan doktor nazwał by to pewnie stanem przed depresyjnym, jednak u mnie to tylko reakcja na pogodę. Nienawidzę szarości i tej części jesieni, kiedy piękne złote kolory zmieniają się w czarne od wszechobecnego błota.