Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julien&Dearden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Julien&Dearden. Pokaż wszystkie posty

30 lis 2019

Od Dearden do Juliena

Przystanie na propozycję ciotki Juliena było zarówno moją najlepszą, jak i najgorszą z szeregu decyzji podjętych tego wieczoru. Z jednej strony tequila okazuje się świetnym środkiem uspokajająco-odprężającym, szczególnie po, wyjątkowo delikatnie to ujmując, niezbyt przyjemnej rozmową z babką chłopaka. Właśnie jej w dużej mierze zawdzięczam towarzyszące mi podczas przemowy syna pana młodego poczucie rozchichotanej lekkości, kiedy powoli zaczyna ujawniać się wpływ alkoholu na mój organizm. Z drugiej strony jestem na siebie wściekła, bo trunek sprawia, że moje reakcje na wszystko, co dzieje się w zasięgu mojego wzroku są spowolnione i pozbawione barier, którymi od tylu lat dokładnie i skrzętnie się otaczam. Dlatego też, zamiast delikatnego, udającego dezaprobatę uśmiechu, w który to chcę ułożyć usta po zakończonym monologu Juliena, zaczynam się śmiać. Nie głośno, tak naprawdę przypomina to bardziej tłumiony chichot, ale to wystarczy, by posłano w moją stronę kilka par nieprzyjemnych, zdradzających wyraźną przyganę spojrzeń.

28 paź 2019

Od Juliena cd. Dearden

Wsłuchuję się w grobowej ciszy w dźwięk tykającego zegara, który w jakiś nadprzyrodzony sposób wprawia mnie w trans, podczas którego jestem w stanie normalnie oddychać, a może i nawet poczuć się nieco swobodniej. Aura zbliżającego się wesela dusi mnie, jak wąż oplatający swoją ofiarę i czeka na dogodny moment, aż ona przestanie się szamotać w błagalnym tańcu o przynajmniej odrobinę powietrza.
Dzisiaj nie kwestionuję mojej porażki. Dzisiaj przyjmuję zwycięstwo przeciwnika i gratuluję mu już samą obecnością. W nagrodę może mnie upokorzyć, pozbawić kolejnej możliwości wzięcia wdechu, ale jeszcze nie zdusić. Całe szczęście, że mój przeciwnik nie jest jadowitą żmiją, choć to określenie bardziej mi pasuje. Za to ja jestem jak Sekretarz - drapieżny ptak, którego przysmakiem są węże. Zabija gwałtownym uderzeniem dzioba albo stąpa po niej tak długo, aż ta nie będzie na tyle ogłuszona, aby ją w spokoju połknąć. Dumny, waleczny i zaciekły. Oglądanie filmów przyrodniczych okazuje się całkiem ciekawym zajęciem.
Jestem gotowy dużo przed czasem i zdawałem sobie sprawę z tego od początku, ale nie byłem w stanie usiedzieć przynajmniej minuty na miejscu. Urlop zdrowotny okazał się nie tak przyjemny, jak się mogło komukolwiek wydawać. Będąc w pracy, mogłem skupić myśli na czymś innym, dom to była jedna, wielka klatka, pełna natłoku myśli, zmartwień i wyobrażeń.

14 paź 2019

Od Dearden do Juliena

Przez krótki moment, dla większości osób zapewne zbyt szybko, by uznać go za coś, co przekraczałoby zwykłe zaskoczenie właśnie złożoną mi propozycją, po prostu wpatruję się w niego z nieznacznie zmarszczonym czołem i lekko rozchylonymi ustami. I, chociaż przywołuję się do porządku równie prędko, co pozwoliłam zbić się z pantałyku, nie mogę pozbyć się nieprzyjemnego wrażenia, iż Julien dostrzegł w tym przelotnym zawahaniu nieco więcej niż byłabym skłonna nie tylko przed nim, ale i również przed samą sobą przyznać.  

18 sie 2019

Od Dearden do Juliena

Bycie osobą, która potrafi wykonywać więcej niż jedną czynność naraz jest niezwykle przydatne, Beatrice. Pomoże ci w każdej sytuacji. Powinnaś zacząć próbować się tego nauczyć, słyszałam od Eloise już jako dziecko, kiedy przerywałam wykonywanie przydzielonego zadania, by dołączyć do toczącej się w międzyczasie wymiany zdań. Skupiając się na drugim, zapominałam o poprzednim, a około dziesięcioletnia ja, jako wyraźnie odznaczająca się dla wielu będącą po prostu zwykłym wścibstwem dociekliwością, nie potrafiłam zrezygnować z przyjemności podsłuchiwania rozmów dorosłych i wtrącania w nich swoich pięciu groszy. Jakkolwiek nietrafne by one były.

2 sie 2019

Od Dearden do Juliena

Przez zwróconą w stronę leżącego na szpitalnym łóżku mężczyzny twarz młodej kobiety przemyka cień zaskoczenia zaraz po tym, kiedy jego usta opuszczają skierowane pod jej adres podziękowania. Chwilę później wszelkie ślady zdumienia znikają, a na ich miejsce wpływa pogodny, rozjaśniony lekkim, niektórym mogącym zdawać się nieco kpiącym, ale właściwym dla osoby Dearden Yates i przede wszystkim szczerym uśmiechem wyraz. Wyciąga też dłonie, wcześniej wciśnięte głęboko w kieszenie jej tweedowego płaszcza w celu ukrycia nerwowości ujawnianej przez ich nieznaczne drżenie i opuszcza ręce wzdłuż ciała, próbując, chyba nawet nieświadomie, pozbyć się w ten sposób resztek towarzyszącego jej jeszcze kilka minut temu zdenerwowania.

24 cze 2019

Od Dearden do Juliena

Tego dnia nie potrafię się na niczym skupić. Pierwszą część zajęć, trwającą już trochę ponad godzinę, spędzam z podbródkiem opartym na zwiniętej w pięść dłoni, zamkniętymi oczami oraz niewielkimi pokładami determinacji, utrzymującej mnie uparcie na pograniczu snu i jawy, kiedy to jakaś cząstka mnie ma dość siły, by słuchać choćby ułamka słów wypowiadanych przez profesora wyjaśniającego nam pojęcie oraz zasady funkcjonowania intuicji. Dlatego też, kiedy z głośników mojej komórki zaczyna płynąć sygnał przychodzącego połączenia, a na jej rozświetlonym ekranie pojawia się znajome imię, jeszcze przez moment nie dociera do mnie, że to właśnie dźwięk mojego telefonu sprawia, że wykładowca przerywa monolog i spogląda z dezaprobatą po siedzących uczniach, jakby usiłując domyślić się, który ze studentów winny jest temu zamieszaniu.

23 cze 2019

Od Dearden do Juliena

Wciskam jeszcze lekko drżące dłonie głęboko do kieszeni płaszcza, nie spuszczając wzroku z powoli znikającej w mroku sylwetki Juliena Callière. Dotąd boleśnie ciążące, uczucie niepokoju powoli ustępowało ciepłej fali ulgi, rozchodzącej się po ciele jak roztopione masło. Po niespokojnie miotającym się wewnątrz klatki piersiowej uczuciu niepokoju, które przywodziło mi na myśl dzikie, schwytane w klatkę zwierzę pozostały tylko niewielkie fragmenty i wyjątkowo przykre wspomnienie. 
Stoję w miejscu jeszcze tylko przez krótką chwilę - do momentu, kiedy przypominam sobie o  najpewniej śmiertelnie przerażonej jedenastoletniej dziewczynce siedzącej samotnie wewnątrz pogrążonego w mroku samochodu. Wtedy właśnie, jakby wybudzona z pewnego rodzaju amoku, wracam przyspieszonym krokiem do pojazdu i, gramolę się niezdarnie na przednie miejsce przeznaczone dla pasażera w taki sposób, żeby być zwrócona twarzą do skulonej z tyłu Auburn. Ciemne włosy opadają jej na lekko drżące, domyślam się, iż po części po właśnie przeżytym szoku, i po części z powodu chłodu panującego nie tylko na zewnątrz, ale też i w samochodzie, ramiona. Nie wiedząc, co innego mogę zrobić, ściągam płaszcz i podaję go siostrze Juliena, która, po chwili zawahania, przyjmuje go i zakłada na siebie.

28 kwi 2019

Od Dearden do Juliena

Biorę głęboki oddech i powoli, nieco niepewnie, stukam miarowo w znajome, drewniane drzwi z niewielkim złotym numerem 4 tuż nad okiem judasza. Zauważam, zresztą tak samo jak za każdym razem, gdy odwiedzam to miejsce, że cyfra jest nieco krzywo przyklejona - jej górna część chyli się zbyt mocno ku lewej stronie w stosunku do dolnej i zamiast znajdować się na środku drzwi, jest oddalona od niego o kilka centymetrów. Gdyby było to moje mieszkanie, uporałabym się z tym jeszcze tego samego dnia, w którym podpisałabym umowę najmu lub sprzedaży, jednak zarówno Bram jak i jego współlokator, Nate, zdają się tym zupełnie nie przejmować. Co więcej, ilekroć zwracam im uwagę, wymieniają się porozumiewawczo spojrzeniami, a Nathaniel dodatkowo klepie mnie niedbale po ramieniu ze słowami: 'Beatrice, przestań zachowywać się jak nasza matka. Gdybym chciał słuchać mojej, nie wyprowadzałbym się z domu w chwili ukończenia osiemnastu lat'. I na tym dyskusja się zwykle kończy. Chociaż uwielbiam tego faceta, mam nadzieję, że dzisiaj nie będzie go w domu. Nie jestem w nastroju do żartów.
Zaraz po tym jak opuściłam dom Juliena, nie mogłam zdecydować, dokąd się udać. Mój własny apartament jest najpewniej właśnie oblegany przez Rose i, co ostatnio było dla mnie wyjątkowo niemiłą rutyną, kilka jej najbliższych przyjaciółek, które, przynajmniej według tego, co udało mi się wyciągnąć od Blue, razem z nią uczęszczały na zajęcia w siłowni znajdującej się w którejś z galerii handlowych w Avenley i zawsze brakowało im czasu na pogaduchy. A akurat idealnie się składa, że nasze mieszkanie nie dość, iż jest spore, to jeszcze przez większość dnia puste. Dlatego też od kilku dni pełni funkcję gniazda dla piszczących młodych kobiet, które podczas przygotowywania zdrowych napojów zamieniają moją piękną kuchnię w istne pobojowisko. W tamtej chwili po prostu nie miałam siły na zbędne marnowanie nie tylko czasu, ale i energii w takim otoczeniu. Jeśli chodzi o Adaline, jak to ona, zapewne zamknie się w pokoju lub wróci do swojej galerii i nie wyściubi z niej nosa dopóki nie dostanie ode mnie smsa z informacją o opuszczeniu apartamentu przez znienawidzony przez nią typ dziewcząt.

17 lut 2019

Od Dearden do Juliena

- Dzwonek owszem, ale rozumu widocznie ci brakuje - rzucam do Juliena tylko po to, by nie pozostać mu dłużną. Jeszcze dosłownie kilka godzin temu byłam gotowa powiedzieć, iż w końcu zaczynamy się dogadywać, jednak teraz jedyne na co mam ochotę, to zdzielić go po głowie pierwszą twardą rzeczą, jaką uda mi się znaleźć. Mocno, długo i boleśnie.
Zaraz jednak przenoszę spojrzenie na trzecią osobę w tym pomieszczeniu. Szczupła, młoda kobieta o całkiem ładnej twarzy i pięknych, kasztanowych włosach, które opadają na jej nagie ramiona krzyżuje ze mną wzrok, po czym szybko go odwraca, kiedy również wbijam w nią intensywne spojrzenie. Podobnym zlustrowałam ją, kiedy tylko przekroczyłam próg domu Juliena. Przedstawiam się, chociaż nikt mnie o to nie prosi. Zwykle sama staram się uzyskać od innych respekt, jednak teraz posługuję się po prostu nazwiskiem. Jestem pewna, że nie będzie ono kobiecie obce. - Beatrice Yates. 
To, w jaki sposób jej oczy się rozszerzają, daje mi nie tylko znać, iż skojarzyła je z odpowiednimi osobami, ale również straciła nieco na pewności siebie. Mimo iż nie robi tego w widoczny sposób. 
Od zawsze uważałam, że nie ma nic gorszego niż bycie podłym. Szczególnie jeśli tego typu zachowanie skierowane jest ku osobie, która a) niekoniecznie na to zasłużyła, b) już czuje zakłopotanie, i w końcu c) żałuje tego, co zrobiła. Jednak mimo tej zasady moralnej, której uparcie trzymałam się od naprawdę długiego czasu, decyduję się kopnąć leżącego. Metaforycznie, oczywiście. Robię to bardziej pod wpływem rosnącego uczucia zirytowania aniżeli po chociażby krótkim namyśle. 
- Nie wiedziałam, że praca w firmie twojego ojca, Julien, daje dostęp do twojego łóżka. Wasi pracownicy podpisują dokument zgody na pieprzenie się z tobą i jeśli masz ochotę, pokazują ci bilecik i idziecie uprawiać seks? Kurczę, brzmi cudownie - rzucam sarkastycznie. Gdybym nie trzymała w dłoniach dokumentów, najpewniej skrzyżowałabym je na wysokości klatki piersiowej i po prostu się w nich wpatrywała aż zrozumieją, iż wypadałoby się ubrać. Zamiast tego, postępuję w najgorszy sposób, decyduję się dać upust swoim wrzącym emocjom. - Moglibyśmy zostać na chwilę sami?
Słysząc mój ostry głos, kobieta otula się ciaśniej pościelą i rusza w kierunku pokoju, w którym zostawiła swoje ubrania. Kiedy znika z mojego pola widzenia, spoglądam wściekła na Juliena. Zaciskam mocniej dłoń na papierach i zanim któreś z nas zdąży domyślić się, co właśnie robię, chłopak dostaje plikiem dokumentów prosto w twarz. Tak na początek. Zaraz powtarzam uderzenie, tym razem celując w ramię. Cofa się o krok, ale ja od razu robię jeden naprzód.
- Czyś ty do reszty ochujał? - zaklęłam brzydko, atakując go kartkami po raz ostatni. Chociaż gdybym miałam wybór, zdzieliłabym go zdecydowanie mocniej. Julien łapie jednak za moje przedramię i, mimo iż nie robi tego mocno, nie mogę wykonać kolejnego ruchu w jego stronę.
- Uspokój się, Dearden - jego głos zdradza wyraźną irytację z obecnej sytuacji, ale moja jest zdecydowanie większa. Teoretycznie nie mam żadnego prawa, żeby mu cokolwiek teraz wyrzucać, bowiem, po pierwsze, sama zaproponowałam mu pomoc, nieco się narzucając, a, po drugie, i tak nie łączy nas nic poza biznesem zainicjowanym przez naszych ojców. W praktyce jednak czuję się urażona i nie potrafię nic poradzić na tę niewygodną prawdę. 
Chwilę zajmuje mi wyszarpnięcie się z tego niekomfortowego uścisku. Stanie obok praktycznie nagiego Juliena nie sprawia mi najmniejszej przyjemności. Wręcz przeciwnie, zwiększa niezręczność chwili do niewyobrażalnych rozmiarów. Gdy tylko udaje mi się zrzucić dłoń chłopaka ze swojego przedramienia, obrzucam go wściekłym spojrzeniem. Jestem jednak znacznie spokojniejsza. A przynajmniej na tyle, na ile można być w sytuacji tego typu. Kto by pomyślał, że wyrzucenie z siebie emocji w nieco agresywny sposób jest tak satysfakcjonujące.
- Ja mam się uspokoić?  - powtarzam jego wypowiedź, jakby nadal niedowierzając słowom, które właśnie opuściły jego usta. Z moich wydobywa się coś będące na poły prychnięciem, na poły nerwowym, sarkastycznym śmiechem. - Może powinnam jeszcze wyjść i zostawić was w spokoju? Żebyście mogli powtórzyć rundkę czy dwie? Poczekaj no, tylko się ubiorę.
- Wystarczyłoby tylko, gdybyś spróbowała przestrzegać zasady z pukaniem do drzwi. Ludzie z reguły ją respektują - odpowiada zaraz po tym, jak bierze łyk wody ze szklanki. Czuję nagle chęć wyrwania mu jej z ręki i albo oblania go zawartością, albo rozbicia mu jej na głowie. Nie ruszam się jednak z miejsca. Wystarczy mu na dziś. 
- Och, ty natomiast znasz ją aż nad wyraz. Tylko chyba zapomniałeś, że chodziło o drzwi, a nie kobiety - jestem bezczelna i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Zachowuję się okropnie. Że też musiałam zniżyć się do tak żałośnie niskiego poziomu. Biorę głęboki oddech, mając nadzieję, że to pomoże mi uspokoić trochę pędzące szaleńczo myśli. Dla pewności liczę jeszcze do dziesięciu. - Co tak stoisz? Załóż coś na siebie. Przysięgam, że gdyby nie chodziło o życie twojej niewinnej siostry, wyszłabym przez te drzwi w chwili, gdy tylko przekroczyłam próg. 
Wspomnienie o Aubrun widocznie nim rusza. Wcześniej raczej wyluzowana postawa staje się bardziej spięta i wyprostowana, ramiona opadają nieznacznie, a na twarz wraca wcześniejsza złość wymieszana z zaniepokojeniem. Chociaż tę drugą emocję Julien chce wyraźnie ukryć. 
Opuszcza kuchnię, by znaleźć ubrania, a ja, kiedy Julien znika w którymś z pokoi, ukrywam twarz w dłoniach. Czuję się nagle, jakbym nie spała od kilku dni, a moje ciało nie marzyło o niczym innym niż o położeniu się na wygodnym łóżku i pod ciepłą kołdrą. Wszystko, co się dziś wydarzyło, przerastało mnie w każdym najdrobniejszym szczególe. W takiej pozycji znajduje mnie kasztanowłosa kobieta. 
- Czy wy...? - na dźwięk jej głosu prawie podskakuję. Jestem zaskoczona samym faktem, że po prostu nie opuściła domu Juliena. Bez słowa i jak mysz. Tym bardziej zdumiewa mnie fakt, że zadaje mi jakieś pytanie. Wyjątkowo wścibskie. 
Przewracam oczami, wymuszając krzywy uśmiech.
- Nie, my ‘nie’. Po pierwsze, obrzydliwe. Bez urazy, oczywiście. Po drugie, jesteśmy partnerami biznesowymi. Tylko - w tej krótkiej wymianie zdań, dostrzegam swoją szansę, by dowiedzieć się czegokolwiek o planie Juliena. Jestem ciekawa, co popchnęło go do spędzenia czasu w łóżku z sekretarką. Tak więc, po chwili obustronnego milczenia, podejmuję tę wymuszoną rozmowę. - Podejrzewam, że chciał czegoś w zamian. 
Przegryzienie dolnej wargi było wystarczającym dowodem na to, że mam rację. Sama często tak robię, gdy chcę ukryć prawdę lub gdy się stresuję. Dosyć irytujący tik nerwowy.
Jednak kobieta nie odpowiada. 
Och, no dalej.
Kręci głową i cofa się o krok, jakby to miało jej pomóc w milczeniu. Nie mam siły, by na nią naciskać, dlatego po prostu obserwuję, jak opuszcza dom Juliena, przymykając strasznie cicho drzwi. Pewnie po taksówkę zadzwoniła, zanim zaczęła się ubierać, myślę. 
Decyduję się poczekać na chłopaka w salonie. To znacznie wygodniejsza alternatywa, dlatego pozbywszy się butów, rozkładam się na kanapie. Materiał zapada się nieco pod moim ciężarem, a ja opieram głowę na podłokietniku i wbijam tępo wzrok w śnieżnobiały sufit. 
Pogrążam się w myślach na tyle intensywnie, że nie słyszę kroków Juliena. Dopiero gdy jego ręka znajduje się w moim polu widzenia, zdaję sobie sprawę z jego obecności. Podnoszę się szybko do pozycji siedzącej, robiąc dla niego miejsce na kanapie. 
- Musieliście się nieźle bawić skoro nie chciała mi nic powiedzieć - przerywam ciszę. Moje spojrzenie krzyżuje się z tym Juliena. Nie wiem, które z nich jest bardziej puste. 
- Fakt, mieliśmy całkiem przyjemny czas - odpowiada. Znowu wróciliśmy do czasu, kiedy oboje robiliśmy wszystko na złość drugiemu. Chociaż teraz Julien głównie odbija moje metaforyczne piłeczki. Przewracam oczami. - Uważaj, bo ci tak zostanie, Dearden. 
- Lepiej mieć zeza niż chorobę weneryczną - zauważam z krzywym uśmiechem. 
- Zeza zauważy każdy i psuje widzenie, o chorobie nikt się nie musi dowiedzieć.
O mój Boże, czy on jest poważny?
Wzdycham ciężko, biorąc głęboki oddech.
- W czasie, kiedy ty oddawałeś się przyjemnościom cielesnym, ja przeszukałam zasoby miejskiej biblioteki - próbuję zmienić temat. Wstaję też z kanapy, by zabrać z kuchni kilka spiętych ze sobą kartek. Ponownie siadam obok Juliena i wręczam mu kserokopie artykułów ze starych wydań gazet. - W ciągu poprzednich lat w Avenley porwano czworo dzieci przodujących przedsiębiorców. Dwoje z nich wróciło do swoich rodzin, które zaraz po tym wydały oficjalne oświadczenie o sprzedaży firmy. Pozostała para została uznana za zaginione. Zmierzam do tego, że może być to ta sama grupa, co w przypadku Auburn, a ci ludzie mogliby dostarczyć nam trochę cennych informacji. 
W międzyczasie obserwuję uważnie twarz Juliena, gdy skanuje wzrokiem tekst na kartkach. Rzuca je na stolik kawowy. 
- Nie mamy na to czasu  - odpowiada jedynie. 
- Fakt, ale gdybyśmy chociaż spróbowali porozmawiać z jedną z tych rodzin, może… - zaczynam, ale nie dane mi jest dokończyć. 
- Nie mamy na to czasu - mówi znacznie głośniej Julien, na co nieznacznie się wzdrygam. Następne słowa również wymawiam głośniej niż poprzednie:
- Świetnie. To powiedz mi, jaki masz plan, co? Po prostu oddać im dokumenty i pozwolić zrujnować firmę twojego ojca? Albo może bawić się w komandosa? Próbować ich przechytrzyć? Otóż, mój drogi, dwie pary rodziców z tych artykułów właśnie tak planowały zrobić. I nigdy więcej nie zobaczyły własnych dzieci. Więc o ile nie wymyśliłeś sensownego planu, nie zginie tylko Auburn, ale i również ty.

+10 PD

22 sty 2019

Od Dearden do Juliena

Zabieram dłoń z ramienia Juliena nieco zbyt pospiesznie, by uznać to za spokojnie podjętą decyzję i układam ją ponownie na swoich kolanach, próbując zachować choćby ostatnie pozory opanowania. W środku cała się jednak trzęsę. Nie tyle ze strachu, bo chociaż daje on o sobie znać nader wyraźnie, to nie on jest dominującą emocją, którą obecnie odczuwam. Ta rola przypadła bowiem złości, która z początku powoli, później coraz mocniej zaczęła na mnie działać. Nie potrafiłam nawet konkretnie stwierdzić ku czemu lub komu była ona skierowana. Ku niesprawiedliwości świata czy bezpośrednio w stronę porywaczy siostry Juliena, Auburn. Cholera by to. 
Rozchylam nieznacznie usta, chcąc jakoś zareagować na słowa chłopaka, ale w tej samej chwili głos więźnie mi w gardle i nie potrafię wykrztusić absolutnie niczego. Przerwanie utrzymującej się między nami ciszy wydaje mi się nagle, z jakiegoś powodu, nieodpowiednie, więc ograniczam się jedynie do niemrawego skinięcia głową i równie niezdarnej imitacji pokrzepiającego uśmiechu. 
Zaraz po tym podnoszę się z kanapy i, po ściągnięciu z ramion płaszcza, kieruję swoje kroki do kuchni Juliena. Może to nieco głupie przyzwyczajenie, ale zawsze, dosłownie za każdym razem, kiedy przeprowadzamy w domu poważne rozmowy, robimy to przy herbacie albo melisie - ta akurat mia pomóc swoimi uspokajającymi właściwościami podczas bardziej stresujących dyskusji. Dlatego też mam nadzieję, że w którejś z szafek chłopaka uda znaleźć mi się odpowiednie zioło. Jeśli nie, cóż, herbata zda egzamin. Ostrożnie przeszukuję szuflady i półki, otwierając przeróżne puszki i pudełka aż w końcu, po ciągnącej się w nieskończoność chwili, rozpoznaję w zawartości jednego z opakowań mieszankę melisy i mięty. Robię to naprawdę powoli, wykorzystując czas spędzony na przygotowywaniu napoju na uspokojenie własnych myśli i przynajmniej wstępne przyswojenie całej tej sytuacji. Co naprawdę nie należy do prostych rzeczy nawet, jeśli bezpośrednio mnie nie dotyczy.
Zerkam ukradkiem na siedzącego na kanapie Juliena i momentalnie zalewa mnie fala wyrzutów sumienia i współczucia dla chłopaka. Gdyby się o tym dowiedział zapewne wyrzuciłby mnie za drzwi, dlatego wkładam całą swoją determinację w utrzymanie spokojnego, nieco życzliwego wyrazu twarzy. Przynajmniej tyle mogę zrobić.
Po pewnym czasie wracam do Juliena z dwoma parującymi kubkami naparu z melisy oraz mięty. Po niemalże wciśnięciu mu w ręce jednego z nich, odzywam się nieco niepewnie, nadal nie czując się komfortowo, przerywając ciszę:
- Dobrze ci zrobi -  przywołuję na twarz nieznaczny uśmiech i siadam powoli obok chłopaka, który, jakby w wyrazie jakiejś odmiany niedowierzania unosi spojrzenie ku górze, wbijając je na chwilę w sufit. Jednak, ku mojemu zadowoleniu i pewnej uldze, przysuwa kubek do ust, by wziąć niewielki łyk naparu. - Chciałabym zadać ci teraz kilka pytań, na które, oczywiście, nie musisz odpowiadać. W porządku?
- Niech będzie - odpowiada szorstkim tonem, za co nie mogę go w obecnej sytuacji winić. Rozkładam się nieco wygodniej i, wyjątkowo płaskim, opanowanym tonem, zaczynam próbować wybadać na czym stoi Julien.
- Masz może jakieś przypuszczenia odnośnie osoby lub osób, którzy porwali Auburn? Może to ktoś z firmy? Albo ktoś, komu ty lub wasz ojciec zaleźliście za skórę.
- Problem w tym, że tych ludzi jest zdecydowanie za dużo, żeby wytypować zaledwie kilku podejrzanych - wzrusza nieznacznie ramionami, jakby nagle zwalił się na niego zbyt duży do uniesienia ciężar, pod którym nawet jego cholernie silna wola nie potrafi ustać niewzruszenie. Czuję się naprawdę dziwnie, oglądając go w takim stanie. Tak, jakbym naruszała jego prywatność, oglądając go w pierwszym stadium rozpaczy. Jedynie porównanie, jaki przychodzi mi w tym momencie na myśl, nie należy do najodpowiedniejszych, ale co mi tam. Podobnie czułabym się tylko wtedy, gdybym zobaczyła go nago. Szybko powstrzymuję dalsze podążanie swojej wyobraźni i nieświadomie przegryzam wargę, zastanawiając się nad słowami towarzyszącego mi chłopaka.
- Przykre strony posiadania znaczących rodziców - stwierdzam gorzko zanim zastanowię się do końca nad własnymi słowami. Szybko jednak karcę się w myślach. Mam wspierać Juliena, a nie pogrążać się w podobnym stanie do niego. - Przypuśćmy, że nie należą do amatorów. To najbardziej prawdopodobna opcja, ponieważ nie rzucili się po pierwszą lepszą córkę z dobrego domu, tylko twoją siostrę. Musieli więc znać jej grafik, a do tego potrzeba trochę wysiłku.
- Wychowawczyni stwierdziła, że odebrano ją samochodem podobnym do tego należącego do mojego ojca - wtrąca. Marszczę przez chwilę czoło, przetwarzając tę informację.
- Czyli wychodzi na to, że mają też dostęp do niemałej sumy pieniędzy. A skoro nie są, prawdopodobnie, początkującymi, muszą zostawić po sobie jakiś ślad. Gdzieś muszą być o nich jakieś informacje. Pojadę do biblioteki i przejrzę stare wydania gazet. Nie pojawili się przecież znikąd, a jeśli mają jakieś doświadczenie, musieli już zabłysnąć w tej branży - zastanawiam się przez chwilę nad własnymi słowami, jakby sama przetwarzając słowa, które dopiero co wydobyły się spomiędzy moich ust. - Zauważyłeś jeszcze coś? Może jakieś charakterystyczne dźwięki w tle? Szum wody, maszyny? Cokolwiek?
Julien unosi wzrok, wcześniej wbity w płynną zawartość kubka, i marszczy czoło w zamyśleniu.
- Mówił ze wschodnim akcentem - odpowiada krótko, rzucając mi zmęczone, ale nadal pełne czujności spojrzenie. - Tylko tyle.
Uśmiecham się w ten sam sposób, co Eloise, kiedy jako małe dziecko opowiadałam jej o swoim problemie lub strachu. Życzliwie i pokrzepiająco, jakby ten nieznaczny przyjazny grymas miał na celu poradzić sobie z całym złem tego świata, które mnie spotykało. A przynajmniej taki wtedy mi się wydawał.
- To już jakaś wskazówka - przechylam lekko głowę, zastanawiając się nad kolejnymi słowami, które mają zaraz opuścić moje gardło. Biorę głęboki oddech. - Wiesz już, co zamierzasz zrobić?
Julien prostuje się, spoglądając na mnie z dziwną intensywnością. Szybko jednak, zaraz po tym jak chłopak zamyka przy mrugnięciu oczy, jego spojrzenie znowu wydaje się twarde i zmęczone.
- Jeszcze nie, ale na pewno nie pozwolę, aby zrobili cokolwiek Auburn.
Przysuwam się bliżej bruneta i obejmuję go ostrożnie ramieniem. Wzdryga się nieznacznie, ale mnie nie odtrąca. Zaskakuje mnie to jaki jest ciepły. Spodziewałam się, sama nie wiem, może chłodu? Ale na pewno nie takiego ciepła.
- To jest nas dwójka. Wiem, że to nie brzmi najlepiej, ale cierpliwości. Jeśli będziemy postępować ostrożnie, Auburn wróci do domu cała i zdrowa - ściskam lekko jego dłoń i ponownie, tym razem zdecydowanie wolniej, się odsuwam. - Dlatego też, Julienie, chciałabym cię prosić, żebyś nie działał pochopnie. Może w filmach wydaje się to proste, ale tutaj im mniejsze ryzyko, tym lepiej. Jeśli zależy ci na tym, żeby Auburn nic się nie stało, a doskonale wiem, że tak jest, to powinieneś zastanowić się co najmniej dwukrotnie, zanim podejmiesz jakąś decyzję. Jestem tu, żeby choć w pewnym stopniu ci pomóc, dlatego, jeśli będziesz się nad czymś wahał, po prostu zapytaj, okej?
Nie otrzymuję żadnej odpowiedzi, ale wzrok chłopaka jest nadal przytomny i czujny, dlatego uznaję, iż do jego uszy dotarły moje słowa. Ściskam jeszcze raz jego rękę, po czym podnoszę się niezdarnie z kanapy.
- Wyślę ci smsa, kiedy uda mi się cokolwiek znaleźć. A, wnioskując z ilości czasopism informacyjnych w naszym mieście, będę miała trochę pracy - silę się na kiepski żart i zakładam na ramiona wcześniej ściągnięty płaszcz. Kieruję się ku drzwiom wejściowym, zatrzymując jedynie na moment, by skierować do Juliena prędką prośbę. - Wiem, że to niezbyt odpowiedni moment, ale na blacie zostawiłam ci dokumenty do podpisania. Zaznaczyłam odpowiednie strony karteczkami, więc gdybyś był tak uprzejmy, nabazgraj tam swoje imię i nazwisko.
Nieznaczne skinięcie głową musi mi wystarczyć.

Julien?

+10 PD