Może się jednak pomyliłem, co do oceny dziewczyny. Jest nieznośna. I już zaczęła rzucać rozkazami, jakbym miał się za moment ukłonić i z delikatnym prychnięciem zgodzić na współpracę. Właśnie dlatego, że to mój ogród, mam zasadniczą przewagę. Wcale nie będzie mi przykro, jeśli zauważyłby ją dozorca i zgłosił właścicielom obecność niepożądanej osoby na ich terenie. A i nawet sam bym go z uprzejmością poinformował.
Owszem, łączyła nas wspólna chęć ucieczki przed niechybnym końcem naszego poczucia komfortu na tym obiedzie, ale nie po to z niego uciekam, aby wysłuchiwać żądań ledwo co poznanej kwiaciarenki macochy pod groźbą tak irracjonalnego szantażu, jakim był krzyk.