Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Althea&Tyler. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Althea&Tyler. Pokaż wszystkie posty

30 paź 2019

Od Althei C.D Tyler

Tyler nie powinien wiedzieć, że zgubą był naszyjnik, jaki od niego dostałam. Sentyment, więź? Nic z tych rzeczy. Ładnie wyglądał, wydawał się drogi i moje sumienie nie dawało mi spokoju, bez przerwy przywracając myśli o tym, że tak drogocenna rzecz walała się gdzieś w mieszkaniu i nie należała już do mnie. Przeszłość nauczyła mnie, by szanować wszystko, i właśnie tak zamierzałam zrobić.
— To coś ważnego dla mnie — wyjaśniłam zwięźle i tajemniczo. — Sama poszukam, to kwestia paru minut.
Mężczyzna na moją odpowiedź podniósł kącik ust w lekkim uśmiechu. Zadowolenie emanowało od niego niczym aura, którą wcześniej rozsiewały jego mokre od pocałunków usta. Moje myśli chcąc nie chcąc zawsze powracały do tego zdarzenia, jakby nie miały lepszego momentu na to.
Dlaczego tak bardzo mnie ciągnęło do tego dupka?

28 sie 2019

Od Althei C.D Tyler

Irytacja rozrywała mnie od wewnątrz. Nie umiałam jej wytłumaczyć — ot nagłe wzburzenie na całego. Jakby tego było mało, czujny wzrok kobiety Tylera nieustannie mnie taksował, utrudniając przy tym skupienie przy pracy.
Czy nad nią też się znęca? 
Czy ją też szmaci i nienawidzi? 
Ubierała się bogato. Była pewna siebie, świadoma swojej urody i walorów, co ukazywała przez odważne gesty oraz pełną swobodę wśród męskiego zgromadzenia. Przez głowę przemknęła mi myśl, że może ma swoje wpływy albo dzieli interesy Tylera, bo inaczej mężczyzna aż nazbyt zaznaczałby fakt, że należy ona do niego. W ciągu zaledwie miesiąca coś musiało ulec naprawdę dużej zmianie. Powtarzałam sobie, że kochanki Tylera i jego nędzne istnienie to ostatnie, co może mnie obchodzić, ale im dłużej nad tym myślałam, tym bardziej mnie to chłonęło. Byłam wręcz zła na siebie za to, że nawet teraz, wśród obowiązków, pozwoliłam sobie skupić na czymś innym. Na czymś mniej istotnym. Niewartym ani złamanego avara.

26 sie 2019

Od Althei C.D Tyler

Wystarczyła jedna obecność, żeby wywrócić moje poczucie bezpieczeństwa do góry nogami. Ale ostatnie dwa wyraźne słowa oddały mi wszystko, co bezustannie uciekało ode mnie miesiącami. Nadzieję. Spokój. Radość. Wydźwięk tego wyrażenia odebrał mi zdolność racjonalnego myślenia i pozbawił cienia podejrzeń. Może nie musiałam obawiać się już niczego. Brama została za mną zamknięta. Jestem wolna. W ciągu ostatnich miesięcy nie usłyszałam innych słów, w jakie tak bardzo chciałam uwierzyć. Koperta z pieniędzmi, choć niewartymi bólu, dalej leżała nietknięta na moich kolanach. Wodziłam po niej wzrokiem, następnie wracając nim do Tylera. Był wstawiony, jego oczy zachodziły mgłą, wydawały się odrobinę nieobecne, lecz jedno mogłam stwierdzić — mówił prawdę. I pomimo ilości wypitego alkoholu jego głos wypowiadał słowa z niemal namacalną autentycznością.
Otworzyłam wypełnioną kopertę. Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają, lecz w takim razie dlaczego w duchu prawie skaczę wskutek tego przelotnego uczucia, nieprzeplatanego żadnym kłamstwem? 

30 cze 2019

Od Althei C.D Tyler

Bez przerwy czułam się jak w najgorszym koszmarze, z którego nie było ucieczki. Ciemność w pokoju stała się jedyną opoką. Za ścianami non stop kręciły się ciche, ale twarde kroki, a ja wiedząc, że należą do Tylera, zalewałam się niemą falą płaczu. Kotłowała mi się w piersi, pogarszała mój stan psychiczny. Ból rozchodził się po całym układzie nerwowym i nie wiedziałam, ile jeszcze utrzymam ten ciężar. 
W dół schodów nasilały się dziwne, agresywne hałasy, które sprawiły, że na moment zapomniałam o tym, co nade mną wisi. Ruszyłam z łóżka, szybko włożyłam szlafrok, jaki odegnał ode mnie chłód pokoju. Drżącymi dłońmi, tak cicho, jak tylko potrafiłam, wymknęłam się za drzwi, by sprawdzić sytuację na dole. Niemal nie wydawałam dźwięków, samymi opuszkami palców schodząc schodami w kierunku głośniejszych dźwięków. Rozpoznałam dwa głosy, z czego jednego nie spodziewałam się długo usłyszeć. Widząc całe zamieszanie i dwóch mężczyzn, którzy byli dla mnie nikim, dostrzegłam tylko to, co chciałam zobaczyć — drzwi wejściowe stojące dla mnie otworem. Nie siląc się na dyskrecję, zignorowałam Tylera, który robił krzywdę mojemu ojcu, i ile sił w nogach wybiegłam z apartamentowca. Kiedy znalazłam się na korytarzu, w moje płuca tchnęło się zupełnie inne powietrze.

15 cze 2019

Od Althei C.D Tyler

Najwyraźniej w świecie ciche szepty mogły być też głosami wypowiadającymi się silniej i dobitniej niż kiedykolwiek. Tyler. Każde jego słowo było ostre niczym żyletka gładząca delikatną skórę, na której występowały już krwawe linie. Łamał mnie. Łamał bez krzty litości, wisiał nade mną niczym kat nad biedną duszą, a jego oczy błądzące za spokojem wyrażały tylko obłęd.
Kolejne słowo i kolejna obraza smagająca ucho, które drżało już od srogich, podłych słów, jakie nigdy dotąd nie padły w moją stronę. Ostatnie zdania ― zdaje się, że najgorsze z najgorszych ― były jak finalny gwóźdź w trumnie. Tyler krótkim wręcz monologiem stworzył sobie ze mnie sponiewieraną lalkę, rzucaną na wszystkie strony, ocieraną o skaliste podłoża i deptaną dziesiątkami stóp.
Zbyt szybko.
Zbyt ostro.
Zbyt boleśnie jak na bezbronną w tym momencie istotę.
A ja nie potrafiłam powiedzieć „stop”.

9 cze 2019

Od Althei C.D Tyler

Zbudziłam się w samej bieliźnie z przedziurawioną kilkukrotnie pamięcią. Ból przelatywał moją głowę bez namiastki litości, przez co szybko doszło do mnie, że wczorajsze kieliszki czystej wódki lały się zbyt szybko i bezsensownie. Mądra Althea po szkodzie. Ale bolało. Bolało i to cholernie. Każda myśl ważyła z tonę, uprzedzając tępy, uciskający ból głęboko zakorzeniony w głowie. Nie wstawałam szybko. Wiedziałam, że gdy tylko to zrobię, cały potok wczorajszego jedzenia nagna mnie do łazienki.
I faktycznie tak się stało. Nawet zbyt szybko — żałowałam tak, że smak wódki zbrzydł mi właśnie do najpóźniejszej okazji. W tym stanie nie byłam w stanie stwierdzić, czy Tyler w ogóle zajmował drugą część łóżka, czy dawno wstał. Umyłam więc zęby, ogarnęłam twarz, którą opisywało siódme nieszczęście, i po sporym apartamentowcu zaczęłam poszukiwania Tylera.
W korytarzach bił chłód i nieprzerwana cisza, którą dopiero w przeciągu paru chwil zaczęły wypełniać ciche pomruki snu. Mężczyzna zasnął w swoim gabinecie nad paroma dokumentami. Jedno spojrzenie już uświadamiało mi mój wstyd. Wiedziałam, że zaledwie parę godzin wcześniej rzuciłam się na niego z erotycznymi, niepohamowanymi myślami, a wszystko winą alkoholu płynącego w żyłach. Momentami miałam wrażenie, że dalej nie wyparował, a ja lekko chwiałam się nierówno na boki, jeszcze jakiś czas starając się oprzeć temu dziwnemu uczuciu.

18 maj 2019

Od Althei C.D Tyler

Każda myśl niosła za sobą nowy, spotęgowany ból. Pamięć była przepełniona gdybaniami, skutkami mojego czynu, a nawet podpowiadała mi marne skończenie w obskurnym więzieniu dla prawdziwych przestępców. Żadna moja namiastka niewinności, jaką w sobie trzymałam, nie była w stanie wyprzeć tego szorstkiego określenia. Morderca. Odebrałam człowiekowi życie, ba, nie miałam prawa tego zrobić, nawet jeśli była to tylko samoobrona. Bolesne wspomnienie tego będzie mnie nękać w pamięci. Oczy tego mężczyzny. Takie puste, nie patrzące w nic. Z wyblakłym, zanikającym kolorem, a brak nasycenia mnie w nich powoli zabijał.
Nie podniosłam wzroku na Tylera, kiedy zadał pytanie. Jedynie skinięcie głową sprawiło, że zamilkł i wyszedł z łazienki, pozostawiając mnie z czystym ręcznikiem oraz ubraniami. Zajęłam się więc powoli sobą, porzucając wstecz wszystkie myśli, jakie po chwili całkiem odebrało mi głośne uderzanie wody o wannę. Brudne, zakrwawione ubrania poleciały w kąt, gdzie pokrył je cień. Powolny strumień wody wymył z zakątków mojego ciała stres, całe spięcie i ten psychiczny brud, którego ślady jednak dalej pozostawały nie do ruszenia. Potem siedziałam jeszcze jakiś czas na jednym miejscu, ociekając wilgocią. Paręnaście kolejnych minut zabrało doprowadzenie się do względnego porządku.

3 maj 2019

Od Althei C.D Tyler

Nadal przyzwyczajenie się do, jakby nie było, obcych ścian, igrało ze sporym wyzwaniem. Mimo że jadłam śniadanie w towarzystwie uśmiechów, nie potrafiłam odepchnąć uczucia niepewności. Dużej niepewności, której nie dało się zniszczyć tak po prostu na pstryknięcie palców. Odpowiadałam zadowolonym wyrazom twarzy tak, jak właśnie chcieli — również uśmiechem. I żadnym słowem, zwłaszcza jeśli nie mam prawa głosu, albo nie otrzymuję go od Tylera.
Staczam się.
Nie czuję siebie. 
Moje całe skupienie przeszło z nagła na siostrę Tylera, która wyciągnęła go na pogadankę. Nie powinnam była nawet odwracać głowy w ich stronę, by nie zdradzić faktu, że podsłuchuję, tym bardziej, że naprzeciw mnie siedziała kobieta nazywana matką Tylera. Znałam ją odrobinę, choć nie mogłam powiedzieć o niej nic pewnego.
- Ciekawi cię, o czym rozmawiają, prawda? — Kobieta zachichotała w moją stronę. Szybko poczułam, jak moje policzki zaczynają płonąć, jednak uspokajający wyraz twarzy kobiety uśmierza te paskudne uczucie.
- Przepraszam, że pani to widziała.

28 lut 2019

Od Althei C.D Tyler (18+)

     Bez przerwy wpatrywałam się w Tylera, uparcie utrzymując wzrok na poziomie jego twarzy. Co było nielada trudne, jednak pomocne okazały się piana i kłęby pary wodnej, które dosłownie buchnęły z łazienki. Propozycja mężczyzny jeszcze długo krążyła po mojej umyśle, aż poczułam, że nieświadomie zaczęłam kiwać głową. Tak po prostu — wyrażając aprobatę, z którą nie mógł się pogodzić mój rozum, bo niemal natychmiast chciał się cofnąć. Ale był za słaby, gdyż dziwna siła pchnęła mnie krok do przodu. Potem drugi. I przy trzecim wchłonęło mnie już niesamowite ciepło pomieszczenia. Spowodowało to lekki uśmiech na twarzy nagiego mężczyzny, a na mojej zagościł tylko dyskretny rumieniec. Zsunęłam jedno ramiączko od sukienki, potem uporałam się z drugim. Mimo rosnącej w łazience temperatury, spiorunował mnie natychmiastowy dreszcz znajdujący rozgałęzienie na moim całym ciele. Podsunęłam się bliżej obszernej wanny, w której leżał mój kochanek. Nie powstrzymałam cichego westchnienia, zwłaszcza kiedy moja skóra znalazła się pod dotykiem mężczyzny. Sięgnął ręką i zdołał pogładzić mnie mokrymi palcami po udzie. Nie wyrażałam jednak najmniejszego protestu i nie był to jednocześnie wyraz wdzięczności wobec Tylera. Ot chęć, która zjawiła się we mnie zupełnie niespodziewanie oraz zagarnęła cały mój rozum w ciemny, zapomniany kąt. Dowodem mojej totalnej uległości było zsunięcie reszty stroju z mojego ciała. Zostałam jedynie w skąpej bieliźnie, w której nie czułam się zbyt komfortowo, więc jeszcze łatwiej było mi się jej pozbyć — wszystko to ze spojrzeniem wbitym w ścianę, w podłogę, czy w płyny do mycia, ale nie spoczęło ono na Tylerze. Nadal się wstydziłam, nadal tak samo płonęły mi policzki i skórę przelatywały te same dreszcze. Gdy zostałam naga, a mężczyzna wydał z siebie cichy pomruk, wzrokiem kazał mi wejść do wanny. Miejsca było pod dostatkiem. Zanurzyłam się powoli obok Tylera w ciepłej, nawet za ciepłej, wciąż parującej wodzie, która sięgnęła moich obojczyków. 
     Czy on dalej był na mnie zły?
     Ulga i spokój na jego twarzy mogłyby mi mówić, że nie. 
     - Przepraszam... — szepnęłam tylko cicho, na co wbił we mnie niebieskie spojrzenie.
     - Za co?
     - Za to, że cię wkurzyłam. — Wpatrzyłam się w taflę wody pokrytej pianą. — Nie chciałam tego zrobić.
     - Nie przypominaj mi o tym, bo zrujnujesz mój spokój i dopiero wtedy dopiero zobaczysz mnie wkurwionego. — Zadrżałam na te słowa. 
     - To co mam zrobić? — Ta żenująca cisza cholernie mi przeszkadzała. 

7 lut 2019

Od Althei C.D Tyler

  Przepych z chwili na chwilę przytłaczał mnie coraz bardziej, zabierając resztki pewności siebie — aż jej poziom w mojej głowie spadł do bezwzględnego zera. Czułam, że mój wzrok był nieufny, a zatem także odpychający, i nie poddawałam tego żadnym wątpliwościom. Ostatnia namiastka swobody odeszła ode mnie, kiedy Tyler przeszedł w zupełnie inną część sali, pozostawiając mnie z dwiema wysoko postawionymi kobietami, z czego jedna była zbliżona do wieku Tylera. Na pewno nieco młodsza, ale jednak. Wszelkie myśli, które mówiły mi, żeby jak najszybciej wykorzystać szansę i uciec, zostały wstrzymane kobiecym, zdecydowanym głosem. Oprócz tego elegancka, bogato odziana pani postukała paznokciem o kieliszek szampana, by zwrócić moją rozchwianą uwagę na sobie. Zmusiłam się na delikatny uśmiech, gdyż zrozumiałam, że powinnam grać w tym towarzystwie jak najmilszą. Udawać, że to, co mnie otacza, jest spełnieniem moich marzeń, a pseudo związek z Tylerem sprosta wszystkim oczekiwaniom.
     Cholera, to będzie trudne.
     - Przepraszam, że wszyscy oczekiwaliście Julie. — Za co ich przepraszasz? Miałam ochotę skarcić się w myślach za tę przesadną uprzejmość. Humor kobiety jednak odkrył we mnie pewne chęci do rozmowy z nią. Uśmiechała się prawdziwie, jej wyraz twarzy był naturalny. W jej towarzystwie było nawet miło, a co najważniejsze — całkiem swobodnie.
     - A czy to ważne? — zaśmiała się subtelnie. — Przyda się tu jakiś powiew świeżości. Julie była strasznie sztywna. — Wzięła drobny łyczek pieniącego się złotego szampana, który nadal wypełniał lampkę.

4 lut 2019

Od Althei C.D Bellami

     Sama nie miałam pojęcia, dlaczego moje oczy nieustannie moczyły się łzami. Coś ciągle zalegało mi w głowie, jakaś dziwna myśl, która zsyłała na mnie dawne wspomnienia tak złe, że nawet gorycz, rozpacz nabrały z powrotem swojej pierwotnej siły. Wsłuchiwałam się jednak w kojące słowa mężczyzny, mając wrażenie, że ten ból znacznie łagodnieje. I łagodniał z wolnym biegiem czasu, tego nie mogłam poddać wątpliwościom. A to, co się wydarzyło, powinnam zwyczajnie zakopać, jak to zrobiłam już kiedyś.
     Zdusiłam w piersi ostatni szloch, poprawiłam bluzę na ramionach. Przestałam się garbić, wówczas mój wzrok wbił się w twarz Bella, na której widniał lekki uśmiech. Czy potrafiłam powiedzieć teraz cokolwiek dobrego, co jednocześnie nie będzie fałszywe?
     - Powinnam się ogarnąć. — Z moich ust wydobyło się głębokie, zmęczone westchnienie. Spojrzenie natomiast uciekło w bok, protestując jakimkolwiek kontaktom wzrokowym. — Przepraszam za moje zachowanie, to musiało dziwnie wyglądać.
     Dalej ani nie drgnął i klęczał w miejscu.
     - A ja nie umiem pocieszać. — Parsknął cicho, nieco rozbawiony. — Wszystko już jest okej?
     - Tak, chyba tak. — Cieszyłam się, że częściowe wspomnienia z wczoraj po prostu wyparowały wraz z resztą psychotropów, czyniąc mój organizm pozornie czystym. — I nie powinnam była w ogóle robić tego, co robiłam.

16 gru 2018

Od Althei C.D Tyler

     Zrobił to. 
     Zrobił to, zrobił.
     Obiecał, że nie stanie mi się krzywda. Powtarzałam sobie w głowie te słowa, powoli dopuszczając do siebie, że były one jedynie wielkim kłamstwem.
     Pół godziny. Nie dwie minuty. Nie dziesięć. Pół godziny. Pół godziny łkania, szlochania i okropnego wstydu, z jakim nie potrafiłam się uporać, kiedy robił to, co robił. Bez przerwy z moich płuc oprócz łapczywych oddechów wyrywał się rozpaczliwy płacz. Nie docierał on do mężczyzny. Nic do niego nie docierało. Egzekwował swój środek przymusu, który miał dostosować mnie pod jego własne dyktando. Targał moim ciałem. Traktował je niczym zabawkę, czego dowodem były pulsujące bólem ślady, które czułam, leżąc bezwładnie na jednej stronie łóżka. Wiedziałam, że leży pode mną krew. Jej widok miałam przed oczami całą noc, nawet w nieszczęsnym śnie, a w uszach ugrzązł jedyny dźwięk ― głośne wrzaski wyrywające mi się bez kontroli ze zdartego gardła. Powtarzały się w kółko. Ścierałam nowe, samotne łzy wyciekające z czerwonych, zaryczanych oczu. Dłonie wówczas ponownie rozmazywały zaschnięty tusz do rzęs, przez co byłam wybrudzona czarnymi smugami. W głowie wisiało mi tylko jedno pytanie. Koszmar się właśnie skończył czy dopiero zaczął?
     Z płytkiego snu wyrwał mnie kolejny koszmar. Dyskretnie wyślizgnęłam się z łóżka, z lękiem uświadamiając sobie, że pomieszczenie wypełniał nie tylko jeden cichy oddech. Ruszyłam za drzwi, poprowadzona słabym, pozbawionym wszelkiej intensywności światłem, które dawały rozproszone promienie słońca wpadające przez zasłony. Moją nagość od wyjścia z pokoju zasłaniała koszula Tylera. Policzki oraz oczy skąpane zaschniętym tuszem obmyłam świeżą wodą, przez co w lustrze mogłam dostrzec istną zjawę rodem z horroru. Ciemne, roztrzepane włosy okalały moją twarz, a poszarzałe, a poszarzałe, niegdyś jeszcze niebieskie oczy ukazywały najczystsze zmęczenie i strach.
     Nie chciałam długo na siebie patrzeć. Czułam okropny wstyd, przez który pragnęłam zwyczajnie zniknąć. Owsianka, jaką potem przygotowałam szybko w ramach zabicia głodu, nijak pchała się do mojego żołądka. W mieszaniu jej próbowałam pogrzebać wszelkie smutki i tylko parę kęsów trafiło do moich ust.

***

     Spojrzałam mu w końcu w oczy. Zajrzałam dokładnie w swoje odbicie skryte na samym dnie jego źrenicy, co pozwoliło mi poczuć tylko minimalny spokój. Propozycja, którą mi przedstawił, nawiasem jeszcze szantażując, wydawała się zbyt prosta do podjęcia. Rozsądek jeszcze mi został, przynajmniej tak mi się wydaje. Dopóki miałam szansę chronić siostrę, chciałam robić to na wszelkie sposoby. I wciąż nie wiedziałam, jak mogłam być taka głupia, mówiąc o niej Tylerowi. Ma na mnie haka. On może teraz wszystko. Bez względu na to, ile godności stracę. Więcej mogłam?
     - M-mogę skorzystać ― wydusiłam w końcu, a złamany głos stał się aż zbyt wyraźny. ― T-tylko nie wciągaj w to Lucii…
     - Lucia. Ładnie. ― Mimo iż nie patrzyłam już na jego twarz, czułam, jak się uśmiechał. Był rozbawiony. Wręcz zadowolony tym, co uczynił. ― Szkoda byłoby ją skrzywdzić, więc bądź grzeczna, to ty też nie ucierpisz.
     Nie ufałam mu. 
     Naprawdę nie umiałam mu uwierzyć. 
     Oddech urwał mi głośny szloch, którego nie dało się już pohamować. Twarz zakryły mi pasma roztrzepanych włosów. Zostałam zamknięta w swoim świecie, odegnałam od siebie wszelkie troski i hamulce. Łzy bezradnie puściły mi się strumieniem, wywołując tym wewnętrzne kłucie mojego poszarpanego do reszty serca. Desperacko użalałam się nad swoim mizernym położeniem, nie mogąc uwolnić się z niewidzialnych sideł, jakie oplotły każdą moją kończynę.
     Poczucie obecności Tylera nagle wyparowało. Ostatnimi tego śladami był cichy dźwięk oddalających się kroków, a potem zostałam sama ze swoim obciążonym sumieniem. Gdy mokre ślady po łzach zaschły na moich policzkach, tworząc tam czerwone obszary, zaczęłam w grobowej ciszy sprzątać po sobie.
     - Althea. ― Głos nagle mną wstrząsnął, przez co zadrżałam jakby w przepływie zimna. ― Doprowadź się do porządku, dzisiaj jedziesz ze mną na bankiet, na którym poznasz moich rodziców i swój udział w interesach. Zachowuj się przyzwoicie. ― Jego karcący i zimny ton nie pozwolił mi nawet unieść głowy ku górze. Wpatrzona we własne stopy ledwo powstrzymywałam nagły wzrost wielkiego niezrozumienia, któremu chciałam dać ujście.
     Z „ledwo” przeszło na „w ogóle” nie powstrzymywałam.
     Poderwałam gwałtownie głowę, rzucając mężczyźnie ostre spojrzenie.
     - Miałam się nigdzie nie pokazywać… chciałam dyskrecji ― wytłumaczyłam z większą odwagą w głosie niż się spodziewałam. On w odpowiedzi posłał mi zmęczony, pozornie spokojny uśmiech, zbliżając się do mnie. Znieruchomiałam, kiedy oparł przedramiona o blat, przy którym siedziałam, i zatrzymał twarz tuż przed moją, przez co poczułam gorący oddech na policzku.
     - Przesłyszałem się? ― Podniósł brwi. Każdy mięsień na mojej twarzy i szyi niebezpiecznie się spiął, pozwalając mi stłumić w sobie kolejny napływ emocji. ― To ja ci mówię, co masz robić i co możesz robić. ― Każde słowo naznaczył dobitną emfazą. ― Jeśli spierasz się ze mną po tym, co ustaliliśmy, nie jestem pewien, czy jesteś głupia czy życie ci niemiłe.
     Zbyłam to milczeniem, jednak przełknięcie śliny zrobiło okropny hałas.
     Odsunął się odrobinę ode mnie i prychnął.
     - Właśnie tak. Podporządkowuj się mnie, a nie stanie się nic złego. ― Wyraźnie usatysfakcjonował go mój płytko skrywany strach.
     Zalewało mnie uczucie okropnego wstydu, że zaistniał człowiek, który mógł potraktować mnie w tak obnażający godność sposób. A ja, chcąc utrzymać bezpieczeństwo swoje i swojej siostry, zmuszona byłam wsłuchać się w głos rozsądku. Musiałam zachować spokój, który kosztował mnie coraz więcej nerwów.
     - Łapię ― wymamrotałam cicho. ― Ale nie mam żadnej sukienki. Moja jest porwana.
     - W szafie nadal są rzeczy po Julie. Nie powinnaś mieć problemu z tym, by w nie wejść.
     - Kim jest Julie? ― Podniosłam wzrok na niego. Nie pochwycił mojego spojrzenia, co spowodowało, iż spadło na mnie lekkie zdziwienie.
     - Byłą kochanką.
     - Stało się z nią to samo, co z innymi? - spytałam nawet zainteresowana tym tematem, ale mężczyzna swoją odpowiedzią wystarczająco zgasił mój znikomy entuzjazm.
     - A co miało się stać? - Parsknął, obdarowując mnie swoją przelotną uwagą. - Zaszła w ciążę, więc ją wyrzuciłem za drzwi i dałem pieniądze na aborcję - powiedział to takim spokojnym tonem, jakby opowiadał o pogodzie.
     Na te słowa opuściłam kuchnię z cichym westchnieniem i schodami wspięłam się na wyższe piętro, na którym mieściła się sypialnia. W szafie znalazłam mnóstwo głównie wyjściowych ubrań dopasowanych do mojego rozmiaru. Bez problemu wcisnęłam się w czarną, przylegającą do ciała sukienkę z seksownymi wycięciami na talii i wymalowałam mocniejszym makijażem bladą, zmęczoną od płaczu twarz. Czerwona, żywa szminka całkowicie odwracała uwagę od szarych, pozbawionych emocji oczu. I w takim wydaniu zeszłam na dół, od razu odnajdując wzrokiem Tylera, który właśnie wiązał krawat.
     - Miejmy to za sobą. - W końcu przemówiłam.


[Tylerku? Co z tego, że ja to wstawiam za nią XD]

+10PD

8 gru 2018

Od Althei C.D Tyler

Chyba ochujałeś, że cokolwiek ci powiem. 
Niczego ode mnie nie usłyszysz.
Pierdol się.
Najróżniejsze słowa przemknęły przez mój umysł, zastopowane zdrowym rozsądkiem, by przypadkiem nie wydostały się z ust. Byłam niczym pod kloszem i przy w miarę spokojnym podejściu mężczyzny to ode mnie uzależniony był mój los. Czy wybuchnę. Czy nie udzielę odpowiedzi. Czy wypowiem parę słów za dużo. Każda myśl zbiegała się do jednego punktu ― wymiaru kary, która budziła we mnie pierwsze od dawna, potężne lęki, jakie cudem tłumiłam. Nieobliczalność jego umysłu i czynów kazała mi zachować ogromną ostrożność.
Zamilkłam przez dłuższy czas, co spowodowało, że Tyler głośno westchnął. Cisza niosła za sobą kłęby dziwnego niepokoju, który wręcz we mnie wsiąkał. 
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że jeżeli nie będziesz współpracować, ucierpisz na tym? ― Jego głos, mimo iż rozbrzmiał nieco łagodnie, wydawał się nawet nieprzewidywalny. ― Nie chcesz tego. 
- Nie chcę tu być ― poprawiłam go drżącym głosem, a spojrzenie, jakim go zaatakowałam, szkliło się w bladym świetle. 
- To nie ma znaczenia ― odparł, jak gdyby nigdy nic. ― Będziesz musiała przywyknąć, a jak nie, to i tak to w końcu nastąpi. Chyba, że to twoja siostra będzie musiała płacić za twoje błędy. ― Odszedł od stołu i poszedł do zlewu, by obmyć wodą nóż. Atmosfera zgęstniała, powietrze stało się uporczywie ciężkie. 
- Trzymaj się od niej z daleka ― powiedziałam twardym głosem desperatki. ― Nie ręczę za siebie, jeżeli stanie się jej krzywda. 
- Nie ręczysz, mówisz? ― Spojrzał się przez ramię i obtarł mokry nóż o suchą ścierkę. Ostrze błysnęło w świetle niebezpiecznie. ― Stanie się jej krzywda, jeśli zrobisz coś głupiego. Można założyć, że jej życie zależy od ciebie. 
Wszystkie emocje ugrzęzły mi w gardle, blokowane niestrudzenie silną wolą, byleby nie wypuścić ich na zewnątrz. Inaczej mieszanka rozpaczy, apatii i agresji zrobiłaby wielkie, niechciane szkody. Zamknęłam oczy, próbując zasilić płuca głębokim haustem powietrza. W zupełnym milczeniu zaczęły rozbrzmiewać cichutkie, spokojne kroki, które powiodły wzdłuż stołu, zmierzając do mnie. Moje powieki jeszcze mocniej się zacisnęły, a ciałem zatargał prąd przerażenia. 
Dałam sobie dziesięć sekund. Dziesięć sekund do otworzenia oczu, spojrzenia na tego mężczyznę i uspokojenia się, lecz będąc zaledwie przy pięciu, poddałam się. Pragnęłam widzieć jedynie kojącą ciemność. 
- Czyżbyś się bała? ― W jego głosie wyczułam wyraźne rozbawienie. ― Gdzie twoja pewność siebie, skarbie? 
Zamilkłam ponownie. 
- Otwórz oczy ― rozkazał. ― Otwórz je. 
I otworzyłam je, wówczas jedynym, co zobaczyłam, było własne odbicie spłoszonego spojrzenia zamknięte w błyszczącej klindze noża. Powietrze całkowicie zatrzymało mi się w gardle, przez co oddech urwał się gwałtownie. 
- Nie chcę ci zrobić krzywdy. ― Pogłaskał mój policzek, wywołując szybki dreszcz niepokoju. Odwróciłam głowę w innym kierunku, a wyraz kłamstwa w jego oczach zapamiętałam aż zbyt dokładnie. 
- Nie ufam ci. 
- Domyślam się, ale musimy nauczyć się współpracy. Utrudniasz mi i sobie życie. Przestań, bo będzie jeszcze gorzej ― wytłumaczył łagodnie. Mój oddech jednak przyspieszył ze strachu, przez co jego uważny wzrok spoczął na unoszącej się nierównomiernie klatce piersiowej. Widziałam tylko, jak jego język wysuwa się nieznacznie, by oblizać swoją dolną wargę. Czubek noża zbliżył się do mojej skóry.
D-dlaczego on to robił? 
Z każdym momentem czułam, jak moja niechęć wobec Tylera wzmaga się niczym burzowa wichura. 
- N-nie rób mi krzywdy… ― Pisnęłam cichutko, jednocześnie nie chcąc pokazywać słabości. Pokazałam ją. Wytrzymałość gasła i nie umiałam nawet stłumić jej resztek w swoim organizmie. 
On uśmiechnął się złowrogo, jakby to było właśnie to, co chciał osiągnąć. 
Załamanie. Uległość. 
- Ależ nie zamierzam. ― Koniec ostrza przesunął się po moim obojczyku, potem coraz niżej i niżej, pokonując moje drżenie, zatrzymał się tuż przy krawędzi dekoltu. ― Nie bój się mnie. 
- Idź do diabła ― szepnęłam cicho, zawieszając marnie głowę. Z tymi słowami Tyler wykonał gwałtowny ruch, ścisnął w pięści materiał mojej sukienki i przedarł ją za pomocą noża. Nie powstrzymałam krzyku, który nagle wyrwał się z mojego gardła, sugerując nawet ranę ciętą. Długo mi zajęło uświadomienie sobie, że nie byłam zraniona, a pośród wszelkich obaw i myśli strachu okazało się to jeszcze trudniejsze. 
- Nadal będziesz taka zuchwała? ― Uderzył ciepłym oddechem w moje ucho, a ostrze nie odstąpiło od mojej skóry, bo przyłożył je z powrotem. 
Nie byłam zuchwała. Drżałam nieustannie pod jego wzrokiem i czynami. Wewnętrzne rozdygotanie nie pozwalało mi nawet swobodnie myśleć; każde spojrzenie sięgające jego oczu nie przetrwało zbyt długo. Mężczyzna niespodziewanie przeniósł mnie na stół i usadowił się między moimi nogami.
- To jak, będziesz grzeczna? ― Naparł na mnie swoim ciałem, na co w odpowiedzi go zablokowałam, opierając swoje dłonie o jego szerokie ramiona. Niemalże nie poczuł oporu, przedostając się do mojego policzka, szyi, które obdarował lekkimi pocałunkami. Odłożył mimochodem nóż na bok oraz przesuwał dłonie bliżej mnie, by ująć nimi agresywnie moje biodra. Zapaliła się wtedy w mojej głowie pulsująca czerwienią lampka.
Teraz.
Już, Althea. 
W okamgnieniu, wykorzystując wszelkie zasoby sił ― tyle, na ile było stać splątane lękiem ciało ― uderzyłam mężczyznę pięścią w skroń. Syknął głośno ogłuszony, od razu się ode mnie odsuwając. Skorzystałam z tej chwili i pospiesznie zsunęłam się ze stołu. W dłoń ujęłam resztki dekoltu, którymi próbowałam zakryć biustonosz, i nogami jak z waty popędziłam w stronę drzwi. Stały wciąż zamknięte, gdy się do nich zbliżałam; drżącą jak diabli ręką pociągnęłam za klamkę, a wtedy spotkało mnie okropne, przerażające przebudzenie.
„Odmowa dostępu” przemówił sztuczny głos.
„Proszę podać kod”.
Jestem skończona. 

[Tylerku eklerku?]

24 lis 2018

Od Althei C.D Tyler

     W głowie miałam tylko spanikowane spojrzenie Mavis oraz jej przestraszony pisk rozbrzmiewający echem, kiedy jeden ze zwyrodnialców postanowił zrobić sobie ubaw. Słowa mężczyzny umknęły gdzieś w chaosie mojego umysłu, przez co dopiero czując przenikliwy wzrok, byłam w stanie oderwać uwagę od sceny prawdziwego maltretowania.
     - Dlaczego niby miałabym to zrobić? ― spytałam, ogarnięta głębokim szokiem i zakłopotaniem.
     - Przecież nie chcesz, żeby ta kobieta więcej cierpiała. ― Z tymi słowami skinął głową w kierunku starszego, który tylko z gardłowym, obleśnym chichotem pociągnął dziewczynę w bardziej zacieniony kąt baru. Nie mogłam już zobaczyć, co się tam dzieje, ale moje oczy z przerażenia wydawały się wręcz nienaturalnie wielkie. Długi, przelękły wrzask zjeżył mi każdy włos na ciele.
     - Zostawcie ją… ― pisnęłam cicho, krzywiąc się na same wyobrażenia. ― Zostawcie!
     Rozbrzmiał kolejny parszywy śmiech.
     Jak można być tak chorym, by czerpać z tego satysfakcję?
     - Przykro mi. ― Ten, który nadal trzymał mnie w biodrach, wzruszył ramionami, a ton jego głosu nawet nie sugerował, że było mu przykro. ― Dałem ci wybór, doceń to z łaski swojej. Jeśli przystaniesz na moją propozycję, ta dziewczyna… hm, przeżyje. ― Uśmiechnął się, ponownie przesuwając palcami po moim biodrze.
     Nie mogłam tego zrobić. 
     To nawet nie wchodziło w grę. 
     Rozległo się nagłe uderzenie i odpychający śmiech.
     - Na czym to miałoby polegać? ― Wydusiłam ledwo. Każdy dźwięk urwający oddechy Mavis dosłownie zaciskał mi powieki. Nie mogłam tego słuchać i to było coś, czego byłam w tej chwili najbardziej pewna. ― Na seksie? ― Mój głos wręcz przesiąkł niesmakiem.
     - To też. ― Pociągnął spokojnie łyk burbona. ― Dzisiaj odeszła ode mnie inna kobieta, więc byłabyś idealnym zamiennikiem. ― Jego dłoń uniosła się gwałtownie i gdy już spodziewałam się otrzymać cios, automatycznie wszystkie mięśnie w moim ciele spięły się niczym struna. Poczułam jednak gładzenie po twarzy.
     - Cokolwiek! ― Przyłapałam się na cichym pociągnięciu nosem. ― Po prostu zostawcie ją w spokoju…
     - Mam to uznać za zgodę?
     Przeczesałam niepewnie włosy, po czym skinęłam głową w potwierdzeniu.
     - Ale nie chcę wplątywać się w żadne czarne interesy…
     - Uwierz, tego nie obiecuję. ― Nim skończył wypowiadać ostatnie słowo, mocno uderzył ręką w stół, przez co każdy przedmiot na nim podskoczył. ― Koniec przerwy, zostaw ją.
     Nieokrzesany starszy pan z niechęcią puścił Mavis, która, zanosząc się okropnym płaczem, zbierała resztki siebie z podłogi. W niepełnym świetle zauważyłam tylko, jak cudem próbuje przywrócić swoje porwane ubranie do względnego porządku i znika zaraz w pokoju dla pracowników. Ogarnęła mnie tylko chwilowa ulga. Tylko chwilowa.
     Poczułam po chwili oddech na swoim uchu. Gorący oraz przenikający zapachem cygara. Cała atmosfera była przesiąknięta tym dymem.
     - Nie bądź taka bierna, bo mogę zmienić zdanie.
     - M-muszę dzisiaj wcześniej wrócić do domu… ― Brzmiało to jak tani wykręt, jednakże myśl, że Lucia znów może spędzić noc sama, załamywała mnie bardziej niż to, co działo się obecnie. Pogrążałam się w coraz większej desperacji.
     - Nie musisz. Noc i poranek spędzisz tutaj, postanowiłem ― mruknął obojętnie.
     - Ale ty mnie nawet nie znasz… ― jęknęłam cicho, chcąc, by ten koszmar się jak najszybciej skończył. Niestety nie było o tym mowy.
     Mężczyzna podbił stawkę, przez co przypomniałam sobie, że gra w pokera nadal trwała.
     - Nie muszę, żebyś była moją kochanką. Raczej ty powinnaś wystarczająco znać mnie, żeby wiedzieć, czego nie robić. ― Ale ja nie wiedziałam, czego nie robić.
     - Nie znam cię. Podasz jakieś przykazania, co robić, a czego nie? ― mruknęłam z wyraźnym sarkazmem, jednak szybko skarciłam się w myślach.
     Parsknął pod nosem lekceważąco.
     - Zachowuj się. Nie próbuj mnie zaatakować w jakikolwiek sposób, nie kolaboruj z moimi wrogami, ani nie puszczaj się z nikim innym, kto nie jest mną. To tak w skrócie.
     - Mam jeden warunek ― wyjawiłam pewniejszym głosem, na co mężczyzna zmarszczył brwi.
     - Hmm, kobieta stawia mi warunki. Albo jesteś wyjątkowo odważna, albo głupia. Ale proszę, mów.
     - Proszę o dyskrecję. ― Tylko to w chwili obecnej miałam w głowie. ― Nie chcę być znana jako dziwka szefa mafii.
     - Będziesz znana jako moja kobieta, a nie dziwka. Mam wiele kochanek, ale ty nadajesz się na tą pierwszą. Będziesz się ze mną często pokazywać. Ciesz się, bo wielkie ryby będą ci się kłaniać do stóp. ― wyszeptał, by chwilę później powiedzieć głośniej do towarzystwa. ― Podbijam i sprawdzam.
     - O-oni nie mogą się dowiedzieć… ― Spanikowanym głosem wydukałam to, co tak naprawdę chciałam bardzo mocno ukrywać. Tożsamość mojego ojca oraz siostry.
     - Jacy oni? Podaj nazwiska. ― Podrapał się po lekkim zaroście. ― Spokojnie, nie zabiję ich. ― Ciągle patrzył tylko na grę. Był na niej zaskakująco skupiony.
     - Nie mogę tego powiedzieć ― szepnęłam.
     - To przykro mi, ale pewnie się dowiedzą. ― Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz, gdy jego ręka bezwstydnie przesunęła się po moim udzie, a palce mimowolnie wędrowały z odwagą wyżej. Zbliżał się do stref intymnych, przez co zacisnęłam uda, by dać mu do zrozumienia, że tam zarysowuje się wyraźna granica. Jednak im dłużej trwało moje milczenie, tym dalej się zapędzał, wzbudzając tym moją irytację i niszcząc powoli wytrzymałość.
     Zrozumiałam tę taktykę bardzo dokładnie.
     Przecież nie dam się tak, do cholery, obmacywać. 
     - Siostra Lucia Santos i ojciec Fabio Moralez ― odparłam na jednym wydechu. ― I p-po prostu przestań już… ― Ten szept był tylko odrobinę głośniejszy od oddechu, przez co miałam gwarancję, że tego nie usłyszał. Moje odczucia się potwierdziły, kiedy na jego twarzy rozkwitł szeroki, usatysfakcjonowany uśmiech. Odsunął swoją dłoń.
     Miałam tylko jeszcze jedno, kluczowe pytanie, które zbyt bardzo budziło moje zainteresowanie, by je skrywać.
     - Co jeśli bym... odstąpiła od umowy? ― spytałam z namiastką niepewności.
     - To będziemy musieli się rozliczyć. Oczywiście nie pobiję cię, co najwyżej dostaniesz kulkę w głowę... albo twoja siostra ― powiedział to zupełnie tak, jakby właśnie stwierdzał, jaka jest pogoda. Wiedziałam, że nie mogę ukazywać arogancji, która chciała wręcz wciskać mi się w słowa. Długo na pewno nie wytrzymam. 
     Skinęłam głową na znak, że dotarło to do mnie odpowiednio mocno, i nieubłaganie odliczałam upływający czas. Mężczyźni w swoim ścisłym gronie rozegrali parę partii pokera, śmiejąc się i rozmawiając na tematy, o których nawet nie miałam pojęcia. Cieszyłam się tą ostatnią kroplą wolności, jaka tylko mi pozostała, ale i jednocześnie marnowałam na myślenie o tym, jak bardzo głupia jestem. Odwaga to nie to samo, co głupota ― mówią, ale jeśli ta jedna decyzja miała całkiem odmienić moje życie, jest oczywiście głupotą.
     Tyler, bo tak nazywał się mój nowy partner, okazał mi swoją wielkoduszność i pozwolił wykonać jeden telefon. Zadzwoniłam więc do Lucii, chcąc, by wiedziała, iż nie wrócę na noc ani na śniadanie. I choć zawiodłam ją wiele razy, przyjęła z lekką dezaprobatą do swojej świadomości, że będzie musiała przetrwać beze mnie jeszcze jedną, samotną noc. Obiecałam jednak, że wrócę, a to był najwyższy cel w mojej głowie.
     Tyler jeszcze podczas drogi do samochodu pokazywał, że otrzymałam taryfę ulgową. Głaskał mnie delikatnie po drżących plecach, uśmiechał się kojąco, jednak moje poczucie obcości niszczyło wszystko, co starał się zbudować. Nic nie zbuduje. Mnie z kolei zastanawiało jeszcze, co pociągnęło tego człowieka do takiego życia.

[Tylerku eklerku?]