7 cze 2018

Zmiana systemu postarzeń

System postarzeń od dnia dzisiejszego zmieni zasady. Prezentuje się następująco:

Pół roku = blogowy rok
Przykład:
^Jeśli postać urodziła się 16.05 - postarzamy ją o rok 16.11^

Prosimy, aby postacie bez daty urodzenia (Kendall, Mallory, Alexavier, Christian, Bridget, Olivier, Selene, Whites Camill oraz David) wysłały na Howrse wybraną datę urodzenia (na przykład 16.05, 02.09, 21.12).

Kelly

Od Alexaviera cd. Selene

Idę szybkim krokiem przez miasto, chociaż doskonale wiem, że nigdzie mi się nie śpieszy. Uważam to za głupie - udaję przed ludźmi, że moje życie nie ogranicza się do pijackich nocy w barach, wkurwianiu Sylwestra, czytaniu poezji i robieniu zleceń dla mafii. Że mam jakieś życie poza tym, że mam do kogo wrócić do przyciasnego mieszkania, że dzięki komuś moje serce ma szansę stopić lodową pokrywę.
Gówno prawda.
Rutyna, ach, rutyna.
Odkąd pamiętam uwielbiam udawać kogoś, kim nie jestem. To debilne, ale czy świat też nie jest debilny? Przy tym wszystkim ani na moment nie żałuję, że prezentuję się przed ludźmi zimnym sukinkotem, do czego przyzwyczaiłem się już tak bardzo, że już mnie to nie rusza. Kłamstwo powtarzane tysiąc razy w końcu staje się prawdą, nie?
Zwiałem z wykładu. Wykładowca na owej lekcji mnie nie znosi, więc okazja do ucieczki jest dla mnie niemal siódmym niebem. 
Stoję na przystanku, czekając na swój autobus. Nawet nie próbuję kupić biletu - wyobrażacie sobie największego chuja w Avenley River, który boi się kanara? Wolałbym dostać ten pieprzony mandat, niż żebym czuł ujmę na honorze. 
Autobus przyjeżdża na przystanek. Nie mój.
- Typowe, w końcu chińskie ubranie - słyszę czyiś głos, kiedy ludzie zaczynają opuszczać pojazd.
Widzę całkiem wysoką (ale wciąż niższą ode mnie!) dziewczynę o ciemnobrązowych włosach, która niezdarnie próbuje zbierać z chodnika swoje rzeczy. Najwyraźniej się przewróciła, wychodząc z autobusu - cała zawartość torebki walała się na ziemi, a jej bluza, którą teraz trzymała w dłoniach, najzwyczajniej była podarta.
Okazja do drobnej, spontanicznej kradzieży. Plus tysiąc w rankingu do bycia zajebistym sukinkotem.
Podchodzę do niej, po czym klękam na chodniku, próbując niezdarnie pozbierać jej rzeczy. Ugh, utarty stereotyp o kobiecej torebce jako o czarnej dziurze bez granic faktycznie się sprawdza.
- Poczekaj, pomogę ci - mamroczę. 
Nieznajoma mi przytakuje. We dwoje zbieramy rzeczy z jej torebki, a cisza jest tak dziwnie przytłaczająca, że jakoś nie czuję się na siłach do kradzieży, chociaż jej portfel leży wręcz na wyciągnięcie ręki. 
Dobry uczynek z moich rąk wydaje się dziwny. Minus tysiąc w rankingu do bycia zajebistym sukinkotem.
Brunetka wstaje, a ja jeszcze podnoszę jej telefon i podaję jej go. Dziewczyna syczy cicho, oglądając go uważnie w dłoniach.
- Cholera. Stłuczony - mówi, z cichym westchnięciem upychając go do zapchanej już jej rzeczami torebki. - W każdym razie, dziękuję, dobroczynny nieznajomy, czy coś.
Dobroczynny. Dobroczynny Alexavier. Dobroczynny Alexavier Carstairs. Dobroczynny sukinkot. 
Czy tylko dla mnie to tak beznadziejnie brzmi?
Mimowolnie się wzdrygam, marszcząc czoło i upychając dłonie z powrotem w tylne kieszenie spodni.
- Tak. Nie ma za co, CZY COŚ - warczę. Och, jak to dziwnie musi wyglądać. Najpierw wredny sukinkot pomaga przypadkowej dziewczynie spotkanej na ulicy, a potem jeszcze na nią warczy. Czysta hipokryzja, której tak bardzo nienawidzę, ale której jestem pełny.
Dziewczyna zaciska usta w cienką kreskę, patrząc się w moją stronę pytająco. Bez rzucania przesłodzonego pożegnania na odchodne, po prostu odwracam się do niej tyłem i idę w swoją stronę. Już pieprzyć autobus, na który miałem czekać - wiem, że jeśli się zatrzymam, nawiążę rozmowę ze znajomą nieznajomą.
Chłodna logika nie pozwala mi na rozmawianie z żadną przypadkową dziewczyną, która nie poznała mnie od strony szmaciarza o lodowym sercu (jakby serce nie było tylko kawałem mięsa do pompowania krwi). Do moich hobby nie należy ranienie przypadkowych suk poprzez ich zakłamane patrzenie na mnie. W głębi duszy czuję, że chcę wreszcie z kimś porozmawiać, najlepiej szczerze, choć wiem, że nie umiałbym się przełamać.
Dlatego zatrzymuję się, kiedy brunetka łapie mnie za ramię, każąc mi przystanąć.
- Czekaj - mówi władczym tonem, na który aż unoszę brwi w zdumieniu. Nie jestem przyzwyczajony do tego, że ktoś do mnie mówi w ten sposób, ale wybaczam jej, jest zbyt niewinna i nieświadoma, kogo właśnie zagaduje. - Mogę chociaż poznać twoje imię, skoro już mi pomogłeś? - Wyciąga w moją stronę dłoń. - Jestem Selene.
- Selena Gomez? A może Selene jako bogini księżyca? - prycham. Odtrącam jej dłoń. Fuj, zarazki. - Alexavier.

Selene?

6 cze 2018

Od Selene CD Christiana

Trzymając na twarzy cwany uśmiech, patrzyłam jak barman widocznie popisywał się swoimi zdolnościami. Śmieszył mnie, dla mnie coś takiego było normalnością więc, szybko wyjęłam telefon i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Musiałam przyznać, że był dobry. Kiedy postawił przede mną shota, uśmiechnęłam się po czym rzuciłam mu trochę pieniędzy, z słowami "napiwek" po czym wypiłam jednym ruchem. Zaraz potem. wyszłam z tamtego miejsca.
Szłam ulicą, nie bałam się bo za chwilę miał podjechać po mnie brat. Słuchałam Seleny Gomez, często śmiano się, że nasze imiona brzmią podobnie. W jednym momencie, poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię, przerażona podskoczyłam sięgając do torebki po gaz pieprzowy, zdążyłam jednak zauważyć, że to ten barman. Westchnęłam
- Nie uczyli aby się nie skradać za kobietą!? - Krzyknęłam na tyle głośno, że ludzie na ulicy się obracali aby na mnie spojrzeć.
Christian?
(Przepraszam, nie miałam pomysłu XD)


Kelly: Opowiadanie nie liczy co najmniej 200 słów, proszę o zmianę!

Od Davida

Przełom. Inaczej tego określić nie można.
Kiedy żyjesz całe życie w lęku przed własnym ojcem i wreszcie możesz poczuć wolność, przestrzeń i bezpieczeństwo, wyprowadzając się do innego miasta, to można to nazwać przełomem.
***
W progu drzwi z wytchnieniem rzuciłem na podłogę dwie ciężkie walizki. Od teraz, razem z moją siostrą współdzielimy nowoczesny dom na przedmieściach. Któż by się spodziewał, że los po tylu latach tak się do nas uśmiechnie?
Pomogłem siostrze wnieść bagaże i z ulgą usiadłem na sofie. Z przyzwyczajenia wyciągnąłem papierosa i włączyłem telewizor.
- Won z tymi papierochami, bo pobrudzisz sofę, idioto. - Rzekła Camilla.
Tak, ona od zawsze miała gadane. Mimo tego, że jesteśmy dla siebie uszczypliwi, darzymy się ogromnym szacunkiem, bo oboje przeszliśmy przez to samo. Zawiodła moja matka, zawiódł ojciec, zawiodła rodzina, ale moja siostra nie. I vice versa.
Przewróciłem nerwowo oczami i nie odpowiadając nic, wyszedłem na balkon. Stamtąd podziwiałem piękny widok. Na horyzoncie widziałem mały las, a wokół naszego domu było miło i zacisznie. Wybornie.
- Chcesz się ze mną przejść po okolicy? - Krzyknąłem do Camilli przez balkon.
- Wolałabym przez cały dzień czyścić publiczne kible, niż iść z tobą gdziekolwiek. - Odparła, po czym posłała mi sztuczny uśmieszek.
Zaśmiałem się głośno, po czym rozejrzałem się po domu.
Wszystko było nowoczesne, minimalistyczne, z klasą. Podobało mi się. Dom był warty swej ceny. Po krótkim "spacerze" po pokojach, wróciłem do salonu i ponownie usiadłem obok siostry na kanapie.
- Wiesz, że od jutra zaczynam pracę jako kelner? - Mruknąłem. - To słynna wykwintna restauracja, będę musiał chodzić ubrany w kamizelkę, koszulę.. - Wymieniałem po kolei części stroju, jednak Camilla mi to przerwała.
- W skrócie, strój pingwina.- Skwitowała moją wypowiedź.
Uderzyłem dziewczynę w ramię.
- Paskudo. - Wycedziłem przez zęby.
- Przyjdę specjalnie do tej restauracji, żeby się z ciebie ponabijać braciszku.- Dodała.
- Myślisz, że ci powiem, gdzie ona jest? - Parsknąłem śmiechem.
- Wątpię, żeby w tym małym miasteczku było dużo wykwintnych restauracji.- Ryknęła panicznym śmiechem.
Milczałem.
Wyszedłem jeszcze raz na balkon, aby dać upust mojemu uzależnieniu. Robiło się już ciemno. Po całym dniu, byłem dziwnie zmęczony.
Udałem się w kierunku swojego pokoju, wypakowałem część rzeczy z walizki i położyłem się spać.
Kolejnego dnia obudził mnie irytujący budzik mojego telefonu. Postanowiłem jednak jeszcze chwilę odpocząć. Po kilkunastu minutach zdałem sobie sprawę, że zaspałem. Spóźnienie się do pracy w pierwszy dzień byłoby totalną katastrofą i zapewniłoby mi szybkie wyrzucenie na bruk.
Wstałem, zjadłem coś na szybko, ubrałem koszulę, kamizelkę i inne niezbędne części garderoby, umyłem zęby, ułożyłem elegancko włosy (po kilku minutach wróciły do swojego poprzedniego nieokiełznanego stanu) i wyszedłem. Wsiadłem do samochodu i po niedługim czasie byłem już na miejscu.
- Ha, dwie minuty przed czasem. - Mruknąłem do siebie po cichu, patrząc triumfalnie na zegarek.
Kiedy tylko przekroczyłem próg restauracji, wzięto mnie w obroty.
Czas mijał przerażająco wolno. Pod koniec zmiany miałem do obsłużenia ostatnią klientkę.
- Dzień dobry. Co Pani sobie życzy? - Zapytałem uprzejmie, wyjmując notesik.
- Dzień dobry. Poproszę Lasagne bolognese i kieliszek wina.
- Dobrze.- Odparłem i udałem się w stronę kuchni, aby dostarczyć kucharzom zamówienie.
Po chwili jedzenie było już gotowe. Doniosłem je do stoliczka numer 7, po czym poszedłem na zaplecze, aby się przebrać. Moja zmiana nareszcie dobiegła końca. Ubrałem się w koszulkę polo i spodenki w kolano, gdyż słońce grzało niemiłosiernie. Na moment zatrzymałem się przy ladzie i zapytałem o jedną nurtującą mnie rzecz. Już miałem wychodzić, ale usłyszałem brzdęk tłuczonego szkła. Obejrzałem się za siebie i ujrzałem dosyć smutny widok.
Ostatnia klientka niechcący stłukła kieliszek z winem i schylona pod stolikiem zbierała na prędce kawałki szkła, z delikatnym grymasem na twarzy. Podszedłem do jej stolika.
- Przepraszam, nie chciałam. Pokryję koszty.- Mówiła, coraz bardziej się czerwieniąc. Nawet na mnie nie spojrzała.
Kucnąłem obok i pomogłem jej zbierać szkiełka.
- Nic się nie dzieje. Mamy takich przypadków na pęczki. - Odparłem ze sztucznym uśmiechem, aby udawać wzorowego pracownika.
Po chwili pojawił się właściciel, jak zwykle w gburowatym nastroju. Uczestniczyłem w rozmowie klientki z moim szefem. Skończyło się na tym, że kobieta musiała zapłacić niewielką kwotę za zniszczenie naczynia.
Wreszcie skierowałem się w stronę drzwi i z dumnie podniesioną głową wyszedłem. Kilka metrów od wejścia zapaliłem wreszcie papierosa.
Po kilku minutach zauważyłem wychodzącą z restauracji nieszczęsną klientkę. Na mój widok uśmiechnęła się ciepło i podeszła w moją stronę. Mam nadzieję, że nie wytrąci mi peta z rąk.

<Jakaś girl?>

Od Kendall cd. Alexaviera

— Z tego, co mi wiadome — zaczęłam. — Odwiedziny w celu oddania ukradzionego portfela to całkiem nieobca ci sytuacja. — Wzruszyłam z udawaną obojętnością ramionami. — Nie pytaj, skąd wiem, że wcale go nie znalazłeś, oddaj go i pozwól przegonić się spod moich drzwi.
Uśmiechnęłam się wrednie, w duchu. Nie mogłam sobie pozwolić na to, aby akurat on zauważył moją niepożądaną reakcję. Głupi, nieświadomy kundel myśli, że tak zwane wykiwanie mnie jest aż tak proste. Doprawdy? Wyciągnęłam rękę, żeby gestem wymusić na nim oddanie mojej własności.
— Prędko, nie mam całej nocy — pospieszyłam go, gdy ten wgapiał się to przed siebie, to w portfel. — Myślę, że ty również, ale kto wie. Pewnie i tak spędzisz ją tak, jak z pewnością spędzasz ją co dzień.
Idiotyczny wyraz twarzy goszczący na jego twarzy w tym momencie spowodował mimowolne zaśmianie się pod nosem, co właściwie wyglądało, a raczej brzmiało jak mruczenie. Westchnęłam równie cicho, przewracając ciemnymi oczami. Poirytowana, spróbowałam wyrwać mu skórzaną portmonetkę, co zakończyło się przewidywalną porażką. Ściskał go wystarczająco mocno, abym w żadnym wypadku nie mogła pozwolić sobie na mały "bunt" i zabranie mu co prawda mojej rzeczy. Cwany, nie powiem, że nie. Z miną naburmuszonej dziewięciolatki, podniosłam delikatnie rękę, po czym podniosłam ją na wysokość mniej więcej jego policzka. Uśmiechnęłam się, dotykając jej zewnętrzną stroną policzka chłopaka. Wyraźnie zdezorientowany, a także zniesmaczony przyglądał mi się chwilę. Czując, że to odpowiednia chwila, niespodziewanie dałam mu z liścia, zabierając przy tym portfel.
— Dobranoc, Carstairs. — Pomachałam mu niewinnie, zamykając drzwi przed nosem Alexa.
Cóż za niespodzianka, idiota zaniemówił, nareszcie. Zachichotałam pod nosem, przy czym osunęłam się po drzwiach na podłogę. Przekręciłam zamek. Rozsiadłam się na kanapie niedaleko, lecz po chwili zdałam sobie sprawę z tego, która jest już godzina. "I tak jutro masz wolne" —przemknęło mi przez głowę. Przyjrzałam się bliżej drzwiom prowadzącym do sypialni. Potem prześledziłam wzrokiem cały pokój. Mieszkanie wydawało się puste, kot leżał w rogu, pomiaukując i przewracając się na to lewy, to prawy bok. Mimo jego obecności, brakowało mi czegoś. Czego? Czyjejś obecności. To może dziwne, ale taka była prawda. Wolałam mieć kogoś przy sobie, niż samotnie spędzać dnie, cholera. Nie chodziło mi o żadnego faceta, no dobra, trochę chodziło, lecz w większym stopniu... tak naprawdę sama nie wiedziałam, czego dokładnie chciałam. Zasłoniłam rolety w salonie. Poszłam spać.
Właściwie nie poszłam. Nie zasypiałam. Głowa przepełniona różnymi myślami pękała od bólu niewiadomego pochodzenia. Paraliżował mnie, stopniowo rozpoczynając od czubka głowy, kark, dochodził do pleców, gdzie u ich dolnej części kończył wędrówkę. Na co dzień zignorowałabym go, ponieważ byłabym z pewnością zbyt zajęta na zajmowanie się takimi bzdurami, głównie ze względu na dość napięty grafik niektórych moich dni.
Pierw pomyślałam o mamie.
Ciekawe, co u niej, tam na górze. Przygląda mi się, czy może jest duchem przy tacie i rodzeństwie, a właściwie tylko Joshu i Laurze, którzy zostali przy nim. Jeśli była tutaj, z pewnością pukała się w głowę, widząc ukochaną córeczkę w wielkim mieście, w dodatku, gdy nie dawała sobie zbyt dobrze rady. Była złotą kobietą, gołębie serce, chęć niesienia pomocy. Cała ona, calusieńka. Tęskniłam za nią okropnie, choć nie minął rok od jej śmierci. Niezagojone rany na sercu dawały o sobie wyraźnie znać, kiedy wspomnienia powracały.
A tata?
Ciekawe, czy daje sobie radę. Kochał ją, i to bardzo, bardziej niż jakiekolwiek z nas. Może zaczął pić? Może pali? Może wciągnął się w hazard, do którego ciągnęło go jeszcze za życia małżonki? Mogę gdybać, lecz nic nie jest pewne.
Nathana i Noaha nie ma, prawda?
Ciekawe, czy ułożyli sobie życie. Czy mają żony, dzieci, czy mają dom. Wyprowadzili się raczej dawno, w ciągu tych lat powinni znaleźć sobie cokolwiek, kogokolwiek. Chciałabym, aby im się powiodło w życiu. A może wrócili z podkulonym ogonem?
Pamiętam, jak Josh podtrzymywał mnie na duchu.
Ciekawe, jak tam u jego chłopaka. Pamiętam, że opowiadał mi, jaki to nie jest cudowny. Właściwie mógł mieć rację, nie znałam go, aktualnie nie pamiętam nawet, jakie nosił imię. Rodzina nie wiedziała, że Jo jest gejem. Szanowałam jego decyzję.
Laura...
Ciekawe, co teraz robi. Zmieniła się? To również jest ciekawe. Ach, o ile pozostała w rodzinnym domu. W razie czego, wolę, aby ojciec miał towarzystwo, bo wpadnie w kłopoty. No tak, on wiecznie potrzebuje towarzystwa.
Może, może, może.
Nagle coś uderzyło o okno. Podniosłam się spanikowana, mając nadzieję, że był to zwykły gołąb. Głupi ptak, który roztrzaskał się o moje szyby. Albo nie, nie chcę trupa na parapecie.
Wyjrzałam przez okno.
Idiota.
Uderzył.
W okno.
Butelką.
Plastikową, do połowy pełną.
Swoją drogą, ciekawe, ile razy próbował trafić albo trafił w to niewłaściwe.

Alexavier?
Coś mi ten, nie.

Camilla Rose Carter

Na zdjęciu: -
Motto:
"The rest is silence."
Imię: Nosi dwa znienawidzone przez siebie imiona. Camilla Rose. Nie próbuj nawet używać zdrobnień, bo skończy się to prawym sierpowym lecącym w twoją stronę.
Nazwisko: Słynne nazwisko, którego dźwięk wywołuje u niej dreszcz na plecach. Carter.
Wiek: Ma już dwadzieścia (niekoniecznie pięknych) lat za sobą.
Data urodzenia: 27.10
Płeć: Kobieta, która w furii potrafi uderzyć lepiej niż niejeden mężczyzna.
Miejsce zamieszkania: Miejsce zamieszkania jest jej obojętne. Byleby miała własny pokój - ostoję, w której może się zamknąć na klucz i po prostu wyciszyć. Aktualny dom spełnia jej warunki, a nawet je przewyższa. Mieszka w małym, nowoczesnym domku na przedmieściach, razem ze swoim bratem Davidem.
Orientacja: Heteroseksualna.
Praca: Jest zbyt leniwa, żeby pracować. Czasami dorabia sobie podejmując prace dorywcze, jak zbieranie ulotek. Jednak w ostatnim czasie, myślała o czymś na pełen etat.
Charakter: Na pewno znasz wiele zdystansowanych i zamkniętych w sobie ludzi. Ona jest bardziej skryta, niż oni wszyscy razem wzięci.
Życie pokazało jej, żeby do niczego się nie przywiązywać i po prostu trwać. To dziewczyna małomówna, a gdy się odezwie, z jej ust wydobywa się jedynie fala sarkazmu i czystej złośliwości, niekiedy wulgaryzmów.
Jedyną osobą, którą szanuje, jest jej brat. To działa w dwie strony. Camilla i David są dla siebie opoką, wspierają się, spędzają razem czas, śmieją się.
Oboje przeszli przez to samo, oboje wiedzą jak trudne jest życie.
Przy bracie Camilla staje się delikatną, przyjazną i zabawną dziewczyną. Zdziera z siebie maskę silnej, niezależnej i wygadanej. Otwiera się.
Hobby: Tak samo jak w przypadku brata. Jej hobby to palenie papierosów.
Poza tym, nie ma żadnego zajęcia, które potrafiłoby ją zaciekawić na dłużej niż... dziesięć minut.
Aparycja:
- wzrost:
To dosyć niska, a jednocześnie smukła dziewczyna. Jej wzrost wynosi około 167 cm.
- waga: Waga waha się w okolicy 50-52 kilogramów. Zależy to od tego, w jak dużym dołku psychicznym jest, bo ma skłonności do podjadania.
- opis wyglądu: To średniego wzrostu, smukła brunetka o niebieskich, kocich oczach i przenikliwym, inteligentnym spojrzeniu. Posiada piękne, długie, proste włosy, które za żadne skarby nie chcą się skręcić. Dodatkowo, mimo licznych spalanym papierosów, jej uśmiech jest śnieżnobiały i uroczy.
- pozostałe informacje: Posiada tatuaż na dolnej części pleców. Przedstawia on pióro.
- głos: Ma wysoki, ale przyjemny w słuchaniu głos.
Historia: Historię ma taką samą jak jej brat. Urodziła się trzy lata po nim. Jej dzieciństwo do dziesiątego roku życia było zwyczajne, do momentu, gdy jej matka zachorowała na nowotwór złośliwy, a po trzech latach zmarła. Wówczas jej ojciec zaczął pić, stracił pracę i wyżywał się na Camilli i Davidzie. Kilka lat później wpadł w uzależnienie i dostał wyrok za zabicie kasjerki w sklepie, która nie chciała sprzedać mu alkoholu, widząc, w jak kiepskim stanie jest. Wówczas rodzeństwo trafiło pod opiekę ciotki, która chciała się ich jak najszybciej pozbyć. Cudem, David zaczął próbować szczęścia w hazardzie i o dziwo wygrał tam odpowiednią sumkę, by się wyprowadzić i wieść spokojne życie.
Kilka dni później jej brat kupił dom na przedmieściach Avenley River i wprowadził się tam razem z Camillą. Wreszcie mogą odpocząć od stresujących sytuacji i zamieszkać w domu,w którym czują się bezpiecznie i nie boją się do niego wracać.
Rodzina: Ojciec - Ryan Carter. Skazany na dwadzieścia lat za zabójstwo. Brat - David Thomas Carter.
Partner: Ona i partner? Phi. To się wyklucza.
Potomstwo: -
Ciekawostki:

- Uzależniła się przez brata od palenia papierosów.
Zwierzęta: -
Pojazd:
Posiada samochód, który współdzieli z bratem.
PD: 130
Kontakt:
Howrse: JulJulcia

David Thomas Carter


Na zdjęciu: -
Motto:
"Life is a tale.
Told by an idiot, full of sound and fury.
Signifying nothing."
Imię: Zwykły chłopak, o zwykłych imionach: David Thomas. Posiada on unikalną ksywkę - "Sin". Jej pochodzenie, to naprawdę długa historia. Dlatego, gdy usłyszysz "Sin", to nie krzyw się i wiedz, że chodzi o Davida.
Nazwisko: Szczerze? David najlepiej pozbyłby się swojego nazwiska. To jedno słowo: Carter. Przypomina mu ono całą jego przeszłość, którą usilnie próbuje wyrzucić z pamięci.
Wiek: Liczy sobie już 23 wiosny.
Data urodzenia: 07.09
Płeć: Nie widać..?
Miejsce zamieszkania: Od zawsze marzył o mieszkaniu w małym, ale klimatycznym domku na przedmieściach. Jego życzenie się spełniło.
Od teraz jest dumnym właścicielem eleganckiego domku z garażem i małym basenem z tyłu. Wewnątrz jest przestrzennie i nowocześnie. David mieszka tam razem ze swoją siostrą.
Orientacja: Heteroseksualny.
Praca: Nienawidzi pracy, jednak lubi, gdy przychodzi moment wypłaty i słyszy szelest zarobionych pieniędzy. Prawdę mówiąc, David ma w zanadrzu tyle mamony, że nie musi pracować, jednak dorabia sobie jako kelner w jednej z wykwintnych restauracji w mieście. Czasami można go spotkać w parkach, grającego na gitarze za napiwki.
Charakter: David przekonał się, jak rodzina kształtuje człowieka. Gdy miał kilka lat, był typowym, odkrywającym świat chłopcem. Chciał doświadczać nowych rzeczy, poznawać ludzi, bawić się. Najnormalniejsze dziecko. Jednak jego życie zmieniło się wraz z uzależnieniem ojca. Nawet nie wiecie, jak wielką krzywdą dla małolata, jest patrzenie, jak jego własna rodzina z dnia na dzień się rozpada. David zamknął się w swego rodzaju "otoczce". Wszystko, przez co przeszedł, wypaczyło jego psychikę, spojrzenie na świat i rodzinę. Dla obcych stał się sarkastyczny, uszczypliwy i złośliwy. Można to prościej określić, mówiąc po prostu - wredny. Jedyną osobą, przed którą się otwiera, i dla której mógłby zrobić wszystko, jest jego siostra. Przy niej, chłopak jest nie do poznania. Co tu się dziwić. Oboje przeszli przez to samo, co zaowocowało wzajemnym szacunkiem do siebie. David przy siostrze jest zabawny, troskliwy, towarzyski i charyzmatyczny. Ma coś w rodzaju dwóch twarzy. W zależności od sytuacji przybiera jedną z nich.
Hobby: Palenie, palenie, palenie i jeszcze raz - palenie. Uzależnił się od papierosów. Są one jego jedynym hobby. Poza nimi ma jeszcze jedno zajęcie, które potrafi go wciągnąć na długie godziny. Jest to gra na gitarze klasycznej.
Aparycja:
- wzrost:
Dumne 1,85m. Ze sterczącą grzywką można zaokrąglić do 1,90m.
- waga: Waży około 78 kg. To waga prawidłowa do jego wzrostu.
- opis wyglądu: Tradycyjnie, od góry do dołu. To szatyn, o wiecznie nieokiełznanej fryzurze, która mimo swojego nieładu wygląda bardzo atrakcyjnie. Jego skóra jest lekko opalona, ma delikatny żółtawy odcień. Spojrzenie - wyjątkowo bystre, przeszywające, a oczy nieskazitelnie niebieskie, ujmujące. Cechują go dosyć szerokie usta i piękny, biały uśmiech, który pojawia się na jego twarzy wyjątkowo rzadko. Jego ciało jest smukłe, muskularne, ale nie do przesady. David lubi mieć ładnie wyrzeźbione mięśnie, ale nie chce wyglądać jak zawodnik MMA.
- pozostałe informacje: Posiada tatuaż na ramieniu, przedstawiający lwa.
- głos: Jego głos jest niski, bardzo męski. Zarazem dosyć melodyjny, ale jakby ochrypły, oschły.
Historia: Jego historia jest skomplikowana, długa i nieraz upokarzająca.
Urodził się jako pierworodny syn, w ułożonej, kochającej się rodzinie. Po trzech latach urodziła się jego siostra. Początkowo jej dokuczał, jak w typowym rodzeństwie przystało. Jednak późniejsze wydarzenia spowodowały, że byli jedynymi osobami, które mogły na siebie liczyć.
Cała rodzina wiodła idealne życie, niestety, gdy David miał około 13 lat, wszystko się zmieniło. Pewnego dnia matka chłopaka poszła na badania lekarskie, które były wymagane, aby została przyjęta do nowej pracy.
Niestety, coś zaniepokoiło lekarzy. Okazało się, że kobieta cierpi na nowotwór złośliwy, który atakuje kolejno najważniejsze narządy. Już na samym początku lekarze rozłożyli ręce, mówiąc, że nie ma szans na całkowite wyleczenie, kiwali głowami, utwardzając rodzinę w przekonaniu, że można tylko łagodzić skutki choroby. Wszyscy się załamali. Całe życie zaczęło toczyć się szybko. Matka chodziła na chemioterapię, zażywała liczne leki, próbowała walczyć. Ojciec na początku miał jeszcze jakiekolwiek nadzieje. Z czasem, widząc coraz gorszą kondycję żony, zaczął pić.
I właśnie ten moment okazał się tym, który pozostawił największą skazę na psychice Davida.
Gdy młodzieniec miał 17 lat, jego matka przegrała. Został tylko on, siostra i ojciec. Po śmierci ukochanej małżonki zaczął pić dwa razy więcej, po pewnym czasie uzależnił się od alkoholu. Raz przyłapano go pijanego w pracy i wyrzucono. Ryan, bo tak miał na imię, zaczął wyżywać się nad dziećmi i obwiniać je za swoje liczne niepowodzenia. Typowy alkoholik. Oni zawsze widzą problemy u innych, jednak nie wiedzą, że sami są ich źródłem.
Dom stał się dla rodzeństwa miejscem tortur. Dom, który powinien być ostoją dla rozwijających się nastolatków. Bali się do niego wracać. Często uciekali do ciotki, jednak ta, nie chciała się nimi zajmować.
Niechęć do ojca ciągle wzrastała. Syn namawiał go do jakiejś pracy nad sobą, lecz dostawał jedynie za to solidne manto pasem.
W końcu nadszedł sądny dzień.
Gdy David miał 22 lata, jego ojciec został skazany na kilkanaście lat więzienia za morderstwo. Zabił on w szale kasjerkę, która nie chciała sprzedać mu alkoholu, widząc jego stan.
Od tego momentu David i jego siostra zostali pod opieką nieszczęsnej ciotki. Chłopak cały stres, który przeżył, przelewał na palenie papierosów. Stał się nałogowym palaczem. Tak samo stało się z jego siostrą.
Jednak David ciągle nie mógł zapomnieć. Sytuacja była beznadziejna. Matka przegrała z chorobą, ojciec miał wyrok, na dodatek byli pod opieką ciotki, która chciała się ich za wszelką cenę pozbyć.
Młody dorosły zaczął kombinować z hazardem. I tu zdarzyła się jedyna rzecz w jego życiu, z której był dumny. Dziwnym trafem, po kilku grach, wygrał całkiem ogromną sumkę. Miał tyle pieniędzy, aby móc się wyprowadzić i zamieszkać w jakimś miasteczku wspólnie z siostrą. Tak oto trafił do Avenley River. Cud, prawda..?
Rodzina: Ojciec - Ryan Carter, siostra - Camilla Rose Carter
Partner: -
Potomstwo: -
Ciekawostki:

- Uzależniony od papierosów.
- Posiada bliznę na brzuchu, po tym, jak raz dotkliwie pobił go ojciec.
Zwierzęta: Pewnego dnia pod drzwiami swego domu ujrzał wielkiego owczarka niemieckiego. Wyglądał jak mały niedźwiedź. Chłopak bez zastanowienia nawiązał ze zwierzęciem więź i postanowił przygarnąć czworonoga. Wabi się Blackie, gdyż jego futro jest kruczoczarne. Co do charakteru psa.
Samiec mimo swojego groźnego wyglądu i sporej wielkości, która budzi respekt, jest całkowicie nieszkodliwy. Cechuje go chęć do ciągłych zabaw, żywiołowość i wyjątkowa wierność właścicielowi. Pies jest wyjątkowo przyjazny i oddany, a do tego inteligentny. Bardzo chętnie uczy się nowych sztuczek i rozwija swoje umiejętności. W stosunku do innych zwierząt trzyma się nieco na dystans, zdarza się, że bywa agresywny w stosunku do obcych ludzi, którzy znajdują się w otoczeniu właściciela.
Pojazd: Posiada motocykl i samochód, który współdzieli z siostrą.
PD: 230
Kontakt: Howrse: JulJulcia