2 lip 2018

Od Etienne CD Kaspera

Szybko zmierzyłem wzrokiem przybysza, który zapuścił się w te rejony. Oczywiście, to nie tak, że miałem jakieś z tym problemy, co to, to nie. Po prostu uznałem, całkiem w sumie wbrew sobie, iż taka persona jak ten chłopak o całkiem pasujących do jego twarzy brązowych włosach powinien o tej porze przebywać w zupełnie innym miejscu. Nie mnie to jednak oceniać, a w dodatku pozory mylą. Może, mimo wszystko, lubi spacerować na łonie natury?
— Masz talent — powiedział, na co skinąłem nieznacznie głową. Bycie docenianym to przyjemne uczucie, chociaż rzadko się z nim spotykam — Ładny obraz.
Uśmiechnąłem się delikatnie, opuściłem rękę i oparłem się nią o swoje biodro. To była o wiele wygodniejsza i luźniejsza pozycja niż sterczenie z ołówkiem w ręce. Dodatkowo pokazywała, że nie boję się rozpoczęcia konwersacji, tak przynajmniej mówił artykuł w gazecie, którą kiedyś było dane mi przeczytać. Pomimo tego, że samo pismo skierowane było do zdesperowanych pań domu, nawet dobrze sprawiło się przy zajmowaniu czasu podczas długiego czekania na wizytę u lekarza.
— Dzięki — Zaśmiałem się krótko, po czym po raz kolejny przebiegłem spojrzeniem po młodej osobie przede mną. Przez głowę przebiegła mi myśl, że mógłby być nawet na upartego moim własnym uczniem — Ale to nie jest żaden talent, jest wiele osób, które malują lepiej ode mnie — Nieco spokojniejszy, wróciłem do szkicowania — To po prostu lata praktyki.

<Kasper? ^^ >

Od Jacoba

Pamięć jest zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem, prawda?
Trudno się nie zgodzić. Szczerze powiedziawszy, wszystko na tym świecie ma swoje dobre i złe strony.
Wracając do pamięci - dzięki niej tworzysz wspomnienia różnych pięknych chwil, czy zapamiętujesz niezwykłe osoby, które napotkałeś na swojej drodze. To jest pozytyw, ale i logicznie myśląc, jest również i druga, niekoniecznie dobra strona takiego zjawiska.
Osoby, zdarzenia i sytuacje, o których wolałbyś zapomnieć lub których żałujesz, pozostają złośliwie w twojej pamięci i nie chcą się z niej ulotnić, wymazać.
Tak właśnie było w moim przypadku. Pozwólcie, że wszystko wam opowiem.
Dorastałem w rezydencji i rozpoczynałem naukę w prestiżowej szkole. Zapowiada się normalnie, prawda? Typowy rozpieszczony dzieciak.
Mogłem pozwolić sobie na wszystko, bo moi rodzice mieli pieniędzy w bród. Nawet jeżeli byłbym słabym uczniem, miałbym zapewnioną spokojną przyszłość z mnóstwem przepychu.
Marzenie, prawda?
Też tak myślałem. Jako malec, sądziłem, że mając majątek, można wszystko. Nadal jakieś strzępki tego myślenia zostały w mojej głowie.
Niestety, z czasem uświadamiasz sobie, że osób nie kupisz.
Gdy byłem siedmioletnim szczylem, do trzeciej klasy dołączył Carlo Rossi. Mimo, że był trzy lata starszy, od razu zauważyłem, że jesteśmy podobni.
Po niedługim czasie zostaliśmy kumplami z podwórka. Zawsze trzymaliśmy się razem, niestety dużym problemem było to, że chodziliśmy do innych klas.
Dorastaliśmy beztrosko, przechodząc przez kolejne zawiłe etapy naszego życia. Gdy miałem 15 lat uważałem, że głównym priorytetem każdego nastolatka było posiadanie grona szalejących za nim dziewczyn. [Do dziś nie rozumiem mojego ówczesnego myślenia.]
Ja oraz Carlo byliśmy uważani za najprzystojniejszych w szkole, dlatego nie narzekaliśmy na brak zainteresowania. Dodatkowo graliśmy w futbol, co czyniło nas gwiazdami.
W momencie, gdy ja trafiłem do pierwszej klasy liceum, Carlo udawał się do college'u i musieliśmy się pożegnać. Na szczęście nasza przyjaźń "nie zgasła", ponieważ mieszkaliśmy dosyć blisko siebie i widywaliśmy się prawie codziennie.
Z czasem, gdy osiągnąłem pełnoletność, moje życie zaczęły wypełniać imprezy, bagatelizowanie nauki, nadużywanie alkoholu, nieszanowanie dziewczyn.
Od tamtego momentu do dziś ciągną się za mną konsekwencje moich czynów, przykładowo problemy z alkoholem.
Sięgam po niego zawsze, kiedy coś pójdzie nie po mojej myśli lub się nie ułoży.
Wracając do przeszłości.
Z każdą kolejną porzuconą dziewczyną, z każdym wypitym kieliszkiem i z każdą imprezą czułem, że się gubię. Powiadomiłem mojego przyjaciela, że chcę się zmienić. Ten zaproponował mi zorganizowanie ostatniej imprezy, następnie [według jego pomysłu] miałem powrócić do "normalności". Klasycznie, zaprosiłem Carlo i cały tłum ludzi z liceum i mojej klasy senioralnej.
Impreza odbyła się w mojej rezydencji, gdyż rodzice byli na wyjeździe biznesowym. W każdym razie, wokół mnie i Carlo ciągle kleiło się stado pijawek, które nie chciały dać nam spokoju. Gdy wymknąłem się z tłumu, wpadłem na kolejną dziewczynę.
Ona jako jedyna wydawała się inna. Na mój widok zachowywała się zupełnie normalnie i traktowała mnie jak równego sobie. Podobało mi się to. Ta sytuacja zmotywowała mnie do refleksji. Rzuciłem alkohol i dałem sobie spokój z dziewczynami. Teraz postanowiłem skupić się nowo poznanej dziewczynie - Sandy. Szybko się zaprzyjaźniliśmy, a ona pomogła mi wyjść ze złych nawyków.
Niestety, zacząłem zaniedbywać spotkania z Carlo. Nie wiedział o Sandy, do momentu, gdy spotkał nas razem w pobliskim barze, popijających koktajl i trzymających się za ręce.
Dopiero wówczas zdał sobie sprawę, że znalazłem sobie nową dziewczynę.
Wywołało to u mojego włoskiego przyjaciela zdziwienie, gdyż nigdy nie angażowałem się w stałe relacje. Zawsze unikałem jakichkolwiek zobowiązań.
Na początku kumpel bagatelizował mój związek i traktował go tak, jak resztę moich przelotnych miłości. Gdy zobaczył, że mimo upływu kolejnych tygodni ciągle byłem z Sandy, zaczął mnie do niej zrażać. Nakłaniał mnie do starego trybu życia. Posuwał się do coraz gorszych rzeczy, a ja ciągle mu to wybaczałem. Jednak to nie koniec.
Po dwóch miesiącach dziewczyna zaczęła się zachowywać dziwnie.
Szybko poznałem odpowiedź tej nagłej zmiany.
Wszedłem z nieoczekiwaną wizytą do pustego domu Carlo. Powolnym krokiem ruszyłem do jego pokoju, po czym otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się obrzydliwy widok.
Zastałem kumpla obściskującego się z moją dziewczyną.
W pełni zrozumiałem jego plan.
Odebrał mi ją, by zwrócić na siebie moją uwagę.
Serce dosłownie pękło w ułamku sekund. Trzeba było je jakoś złożyć na nowo.
Zacząłem pić, wpadałem w liczne furie. Wielokrotnie bywałem w areszcie za bijatyki.
Od tamtego momentu urwałem kontakt z Carlo i ignorowałem ciągłe przeprosiny Sandy, która tłumaczyła się żałosnymi argumentami.
Kilka miesięcy później, gdy zakończyłem liceum, a do mojego życia zaczęła pukać dorosłość, udałem się do college'u i uganiałem za długonogimi blondynkami. Trzy lata po ukończeniu nauki, wyprowadziłem się do mniejszego miasteczka.
Tam poznałem Ashley - dziewczynę do złudzenia przypominającą mi Sandy.
Moje wspomnienia ponownie wróciły.
Często miewałem nieprzespane noce, a do mojego domu wpraszały się koleżanki "pijawki" z liceum, które dziwnym trafem zamieszkały w okolicy.
Jednak z czasem mój smutek wyparował. Ashley i ja zaczęliśmy lepiej się poznawać, nasza znajomość zmierzała w poważniejszym kierunku, wszystko układało się idealnie do momentu, gdy dostałem SMS.

Otrzymałeś 1 nową wiadomość od Carlo:
Wprowadzam się do Avenley River.
Będziemy się widywać, stary kumplu  ;)

W mojej dłoni pojawiła się pokrzepiająca butelka wina, a w radiu zabrzmiały rzewne kawałki.

Znów wszystko odwróciło się do góry nogami. Historia lubi się powtarzać.
Żyłem w ciągłym strachu, że Carlo będzie chciał odbudować naszą znajomość, jednak gdy zobaczy Ashley, zabierze mi ją, tak jak niegdyś Sandy.
Znów zostałbym sam, z towarzyszem w postaci alkoholu, a na głowie miałbym człowieka, który znów sprowadza mnie na zły tor.
Do tego dopuścić nie mogę, więc nawet gdybym miał trafić do aresztu za pobicie, ochronię Ashley przed tym potworem.

***
Następnego dnia zauważyłem promienną twarzyczkę w progu moich mosiężnych drzwi.
Właśnie do mojego domu wprosił się Carlo z całą grupką dziewczyn w skąpych szmatkach i z uwagą przygląda się Ashley popijającej herbatę na mojej sofie.
Już po chwili rzuca się obok niej niczym cholerny tygrys i kładzie ramię na oparciu, wyrzucając jak z armaty komplementami z myślą, że to pozwoli mu ją zdobyć.

Moje życie właśnie runęło.
Trzymajcie mnie, bo skończę w celi za morderstwo.

Osoba z moich koszmarów stała się ponownie rzeczywistością.
Nielitościwy świecie, dlaczego mi to robisz.
Losie, czym sobie na to zasłużyłem?
Sam ani trochę nie pomagasz, a mimo to rujnujesz wszystko, cokolwiek odbuduję.



+1000 słów :]
+10PD

April Lavender

Na zdjęciu: Margot Robbie
Motto: Cytat, zdanie, którym kieruje się w życiu twoja postać.
Imię: Aprile z włoskiego, aprilis z łaciny, abril po portugalsku, ebrill z walijskiego czy huhtikuu po fińsku. Te wszystkie słowa oznaczają jedno i to samo - April, tym razem po angielsku.
Otóż to, przedstawiona powyżej dziewczyna nosi imię oznaczające "kwiecień", ten najbardziej rozkwitający miesiąc roku jako część jej godności. Spotykała się z różnymi skrótami od imienia, Ap, Aps, Apri, bóg wie, kto jeszcze coś wymyśli.
Nazwisko: Zahaczając o temat imienia, to dobrane było pod nazwisko. Lavender, po polsku "lawenda" nie może nie kojarzyć się z kwietniem, prawda?
Wiek: "Proszę nie pytać panienek o wiek, zawsze lat ma osiemnaście, nawet jakby miała czterdzieści!"
Data urodzenia: Kolejna rzecz z serii zabawnych przypadków, dwudziesty marca.
Płeć: Wszystko mówi samo za siebie - kobieta.
Miejsce zamieszkania: Małe, skromne mieszkanie w mniej zatłoczonej części miasta, nadal nie do końca wysprzątana, bo April wiecznie coś zmienia, przemeblowuje, sprząta, a zaraz po tym znów bałagani. Dwa pokoje i beżowa, kafelkowa łazienka, w której znajdziemy prysznic i umywalkę, a w pokoiku obok, toaletę. Kuchnia składająca się z kuchenki, lodówki i dwóch blatów, z czego w jeden wbudowany jest zlew. W tym samym pomieszczeniu stoi kanapa i stolik kawowy, zazwyczaj robiący za zwykły stolik obiadowy, śniadaniowy. Sypialnia nieduża, zaledwie biurko i twarde łóżko, obok którego znajduje się szafa.
Orientacja: Demiseksualna
Praca: Dźwięk kasowania produktu, wczytywanie kodu, układanie przedmiotów na półkach, nic innego jak praca w sklepie, najczęściej na kasie.
Charakter: April? April, April. Kim ona jest?
Cichą blondynką? Tak. Zapewniam, iż nie znacie nikogo tak bardzo skrytego w sobie. Ap zazwyczaj nie odezwie się słowem, a jedynie przypatrzy dyskusji, wyłapie kilka istotnych słów i będzie dalej trwać w ciszy. Uważa, że bez konieczności zabierania głosu powinna milczeć i otworzyć usta tylko wtedy, kiedy ktoś zapyta ją o zdanie. Na zewnątrz może wydawać się delikatną, przeciętną dziewczyną, która wzruszy ramionami, gdy postawisz ją przed wyborem "Biała koszulka czy czerwona?". W środku April toczy ze sobą niejedną wojnę, próbuje pokonać zmartwienia, aby nie okazywała niczego po sobie. Za dziecka ambitna, pełna marzeń i planów na przyszłość, aktualnie wpół zniszczona wewnątrz, dziewczyna z wyjątkowo niską samooceną, pełna kompleksów i wad, z podciętymi skrzydłami, których pozbawili jej rodzice za dziecka. Bardzo niepewna, próbuje starannie przeanalizować każdy krok, boi się strat najbliższych osób. Strach przed ośmieszeniem przewyższa jakikolwiek inny jej lęk, na tym punkcie jest najbardziej przewrażliwiona. Nie próbuje, nie ryzykuje, poddaje się na starcie, nie daje szansy samej sobie, a później udowadnia swoją rację, iż jest okropnie niezdarna i nic jej nie wychodzi.
Ot, April, którą poznacie. Kto wie, czy nie znajdzie się ktoś, kto wydobędzie z niej resztki dzieciaka, które rozproszyły się w jej wnętrzu kilka lat temu?
Hobby: Marzenia, jakimi żyła zaledwie kilka lat temu wyparowały z niej jak para wodna, kiedy wypadek zagroził jej wiecznym kalectwem. Mimo, że z tego wyszła, musiała porzucić wszystko, co związane było z tańcem. Aktualnie jedynym jej hobby jest właśnie kasowanie produktów w markecie.
Aparycja|
- wzrost: 168cm
- waga: waga waha się od 54 do 57 kilogramów.
- opis wyglądu: April nie należy do wysokich osób, uznajemy, że jest przeciętnego wzrostu. Widząc na horyzoncie średniej wielkości blondynkę, a w dodatku o czystych, niebieskich oczach — na pewno to Ap. No dobrze, w mieście jest pełno takich, jednak ona wyróżnia się... no właśnie, co jest w niej tak niezwykłego? Po pierwsze, drobna twarz i szczery uśmiech, który rozpoznasz natychmiast. Jej udawany uśmiech jest tak widoczny, że nie sposób jej nie rozszyfrować. Kiedy kąciki idą w górę, na buzi pojawiają się urocze dołeczki. Jasne, falowane włosy delikatnie okalają twarz osiemnastolatki. Nie lubi, kiedy wpadają jej do posiłku czy zasłaniają światło przy robieniu czegokolwiek, co zmusza do opuszczenia głowy, wtedy odgarnia je co chwilę, a gdy będzie miała dosyć poprawiania ich, wiąże w luźną kitkę.
April nie przepada za swoimi nogami, chociaż niemalże wszyscy wokoło powtarzają, iż ma je niezwykle zgrabne i ładne. Mówiąc ogólnie, ma niemało kompleksów, które stara się stopniowo zwalczać, ćwiczy czy odżywia się według diety dietetyka, co i tak mało daje, ale Aps wierzy, że to przynosi efekty.
- pozostałe informacje: blizna na prawej ręce, pozostała po przypadkowym rozcięciu sobie skóry kawałkiem szkła.
- głos: Margot Robbie
Historia: Narodzona w mieście, pośród dwójki rodzeństwa. Helene zmarła od razu po porodzie, zaś Gizmo na wskutek uszkodzeń powypadkowych odszedł w szpitalu, mimo wcześniejszej, trudnej walki o życie dziesięciolatka. April od dziecka pragnęła... tańczyć. Czy to taniec nowoczesny, czy balet, chciała spróbować, jak to jest. Niestety, rodzice w żadnym stopniu nie popierali jej pasji. Zaczęło się od pretekstów, że idzie na zajęcia z chemii, kiedy tak naprawdę uczęszczała na zajęcia taneczne. W szóstej klasie trenerka zaproponowała wyjazd na konkurs, wszystkie dziewczyny były niezwykle ucieszone, ale nie Ap. Dlaczego? Potrzebna była zgoda rodziców.
Pewnego dnia, trzynastolatka zahaczyła o ten temat z rodziną. Choć dyskusja z początku przybierała łagodne tempo, z czasem zmieniło się to w kłótnię zakończoną zdaniem "Nic z ciebie nie będzie". April wzięła to sobie zbyt bardzo do serca, co koniec końców spowodowało przymusowe odejście z kółka tanecznego i szlaban na trzy miesiące.
Niedługo potem od rodziny odszedł Aaron, pozostawiając kompletnie pijaną Tanyę z córką. Nie minął tydzień, a Aprin znalazła się pod dachem babci Jospehine. Sielanka nie trwała długo. Babcia była starszą kobietą, i, choć wnuczka powtarzała, aby nie prowadziła samochodu, wsiadła i razem z April pojechała do ciotki Beatrice. Stan zdrowia Jose spowodował... wypadek. Babcia nie przeżyła, a Ap w krytycznym stanie trafiła do szpitala.
Gdy tylko ją wypisali, odjechała z miasta, chcąc zacząć nowe życie.
Rodzina:
- Tanya Lavender - matka, popadła w nałóg po odejściu Aarona
- Aaron Lavender - ojciec, mieszka z nową partnerką kilkanaście kilometrów od Avenley River.
- Josephine Lavender - ukochana babcia, zmarła niedawno po urodzinach April.
Partner: April nie ma doświadczenia w sprawach miłosnych, co przekłada się na jej życie. Nie posiada nikogo takiego.
Potomstwo: Nie posiada dzieci.
Ciekawostki: -
Zwierzęta: Póki co, nie przyjmuje pod dach zwierzaków.
Pojazd: Porusza się pieszo bądź komunikacją miejską, osobiście nie posiada nawet roweru.
PD: 130
Kontakt: Malavia [Howrse], zuzaaa1311@gmail.com [mail]

Od Camilli cd. Nivana

Gdyby ktoś zapytał mnie o ulubioną czynność, czy hobby, z pewnością i bez żadnego zwątpienia odpowiedziałabym-sen.
Cały męczący dzień, który dodatkowo jest przepełniony męczącymi ludźmi i jeszcze bardziej męczącymi czynnościami, wreszcie się kończy. Możesz po prostu leżeć i odpoczywać.
Masz gdzieś tych wszystkich ludzi, których spotykasz. Możesz na moment się wyłączyć i wziąć oddech w tym wielkim, żałosnym wyścigu szczurów, którym jest bez wątpienia życie.
Obudziłam się około godziny dziewiątej, wręcz rozpaczając, gdyż z powrotem musiałam wrócić do cholernej rzeczywistości.
Przetarłam oczy, które mimo długiego wypoczynku, ciągle były dziwnie ociężałe. Powolnym ruchem usiadłam na swoim łóżku i wyprostowałam swój biedny, rozlazły kręgosłup.
W tym momencie zdałam sobie sprawę, jak wygląda cały mój dzień.
Oświeciło mnie, że staruszki na emeryturze są bardziej produktywne niż ja.
Z lekkim grymasem na twarzy zerknęłam na ekran telefonu. Kilka nieodebranych połączeń.
- Zaraz oddzwonię.. - Wymamrotałam do siebie.
Niestety, mój plan spalił na panewce, ponieważ nieznany numer zadzwonił ponownie. Z lekkim zdziwieniem odebrałam i usłyszałam jakże znajomy głos Nivana.
Tylko tyle o nim wiem. Ja pierniczę, jestem naprawdę w dołku towarzyskim, skoro podczas rozmowy jestem w stanie dowiedzieć się tylko, jak ktoś ma na imię. Jednak z drugiej strony.. Miałam się go zapytać o inne dane? Wyszłabym na jakąś psychopatkę, która po poznaniu adresu nieznajomego, przystawi drabinę do okna jego pokoju i będzie obserwować wszystkie jego czynności, doprowadzając ofiarę do szału. Jak to było? Stalking?
- Halo? - Wymamrotałam nieco schrypniętym głosem, po czym cicho odchrząknęłam.
- Hej. Przepraszam, że dzwoniłem tak wcześnie, chciałem sprawdzić, czy numer jest dobry, czy może przypadkiem nie dostałem sfałszowanego świstka. - Odparł, a ja cicho westchnęłam. - Tak. To, co tam u ciebie.
- Nic się nie dzieje, właśnie wstałam. - Rzekłam, szybko wstając z łóżka.
Właśnie trafiłam na najtwardszy orzech do zgryzienia. Pytanie "Co tam u ciebie?" jest cholernym pytaniem, na które nigdy nie mogę znaleźć odpowiedzi, bo nic w moim życiu nie jest aż tak ciekawe, żeby o tym opowiadać. - Monotonnie, jak zwykle. - Westchnęłam cicho, jakby ktoś ściągnął mi z pleców ogromny ciężar. - A u ciebie?
- Też dobrze.
Kolejna pułapka. Co ja mam teraz kurna powiedzieć?
- Cami, chodź na twoje ukochane płateczki, bo wystygną! - Dało się słyszeć donośny krzyk mojego brata.
Gwarantuję, że jak przyjdę do kuchni, to wyleję mu te płateczki na głowę, bo ośmieszył mnie przed prawie nieznanym mi mężczyzną. Ratujcie mnie, bo twarz mi płonie z nerwów.
Mój umysł w stresującej sytuacji bywa TROCHĘ nierozważny. Aby zagłuszyć kompromitującą sytuację i zwrócić uwagę Nivana na coś innego, postanowiłam zrobić coś nie do końca przemyślanego.
- Może spotkamy się dzisiaj w parku, obok tego sklepu, gdzie się spotkaliśmy? - Zaproponowałam.
Sądny moment.
Ośmieszyłam się w cholerę.

<Nivan?>

1 lip 2018

Catniss Pierce

Na zdjęciu: Lily Collins
Motto: “Ten, kto się poddaje, już przegrał”
Imię: Catniss
Nazwisko: Pierce
Wiek: 20 wiosen
Data urodzenia: 30 września
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Pozwoliła sobie kupić niewielkie mieszkanie w starej kamienicy w centrum miasta. Przez jej zamiłowanie do stylu industrialnego, jej małe, dwupokojowe gniazdko z aneksem kuchennym oraz balkonem jest wykonane w tymże charakterze.
Orientacja: Heteroseksualna
Praca: Projektantka mody
Charakter: Catniss, mimo swego dość odważnego zawodu, z natury jest płochliwym stworzonkiem. Nie przepada za otwieraniem się przed ludźmi, a jeśli już to zrobi, trochę minie, zanim przestanie się jąkać, a dodatkowo skrytość i małomówność utrudniają komunikację z nią. Mimo to bardzo łatwo się przywiązuje. Ma wąskie grono znajomych, ale wobec każdej tej osoby jest niezwykle lojalna. Jest w stanie się wstawić za przyjaciółmi, nawet jeśli będzie ją to wiele kosztować. Jest marzycielką, co więcej, często chodzi z głową w chmurach. Jej zawód jest również jej pasją, której jest oddana.
Jest osobą poukładaną - nie lubi bałaganu fizycznego, jak i mentalnego. Jest spokojna chyba w każdej możliwej sytuacji, a jeśli uniosła się gniewem, to lepiej nie ciągnąć dalej tematu.
Fajtłapa. Ilość dziennych potknięć i walnięć w słupy jest niezliczona. Chyba to cud, że nie zabiła się po drodze.
Aparycja|
- wzrost: 166 cm
- waga: 55 kg
- opis wyglądu: Z wyglądu Catniss niczym się nie wybija. Przeciętny wzrost oraz waga, a także wątła budowa ciała powodują, że wręcz ginie w tłumie. Jej okrągłą twarz okalają dość krótkie, ścięte na boba brązowe, nieco falujące włosy. M brązowe oczy z zielonymi obwódkami, które jednak z natury ma spuszczone na ziemię. Nie nosi makijażu, przez co jej usta z pełniejszą dolną wargą mają naturalny, lekko różowawy odcień. Na prostym, małym nosku można znaleźć kilka piegów.
Również ubiorem się nie wyróżnia, chociaż przez swój zawód stara się być z modą na bieżąco. W jej szafie króluje biel. Kocha wszelkiego rodzaju koszule, spódniczki, lekkie sukienki. Na jesień oraz zimę przyodziewa brązy, kolejne ulubione kolory.
- pozostałe informacje: Nawet jej uszy są dziewicze.
- głos: Nanna Bryndís Hilmarsdóttir
Historia: Większych powodów dla jej przeprowadzki nie ma. Po prostu postanowiła w końcu wyprowadzić się od rodziców, by żyć na własny rachunek. Szukała spokojnego miasta, gdzie będzie mogła rozwinąć swoją pasję i nie będzie miała tłoków, których nigdy nie lubiła. Tak więc zawędrowała do Avenley River, gdzie kupiła mieszkanie na kredyt i przygarnęła kota.
Rodzina: Jej rodzina żyje i ma się dobrze. Rodzice obecnie są w Dallas, gdzie zamierzają dożyć starości. Starsza siostra, Calanthe, wraz z mężem wychowują swoje dzieci w Nowym Jorku.
Partner: Brak
Potomstwo: Brak
Ciekawostki:
*Nigdy nie była w związku.
*Jej drugą miłością, zaraz po modzie, są koty.
*Lubi wszelkie rodzaje muzyki indie.
*Nigdy nie miała żadnego nałogu, chociaż czasem do kolacji z przyjaciółmi pije niewielką ilość wina.
*Jej próby na zdanie prawa jazdy kategorii B skończyły się fiaskiem. O mało po drodze nie rozwaliła samochodu. No, przynajmniej umie jeździć na skuterze.
*Prowadzi anonimowego bloga o modzie.
*Inne zdjęcia Catniss - x, x, x, x, x
Zwierzęta: Posiada kota, Archera. Przyjazne, puchate stworzonko, które upodobało sobie zostawiać futro na kolanach każdego człowieka, który przekroczy próg jego pani i postanowi usiąść gdziekolwiek. Tym bardziej lubi ludzi, którzy chcą się z nim bawić.
Pojazd: Skuter oraz rower miejski.
Kontakt: Lucek [HW] rapsodiam0@gmail.com [MAIL]

Od Davida cd. Rachel

Dziewczyna powolnym, pewnym krokiem weszła do małego pokoiku, którego cały wystrój opierał się na materacu i szafce. Jak w celi więziennej.
Wzdrygnąłem się lekko.
- To... Twój pokój? - Wymamrotałem bezmyślnie, rozglądając się wokół.
Moja klaustrofobia obudziła się ze snu zimowego. Poczułem się w tym pokoiku niczym ptaszek w klatce lub morderca - zamknięty na dwadzieścia lat za zabójstwo. Jeżeli Cox mnie stąd nie wypuści, to obawiam się, że wyskoczę przez okno i to ona zostanie zamknięta w takiej celi, bo spadną na nią oskarżenia dotyczące mojej śmierci.
Czyżby dziewczyna pod maską sympatycznej i życzliwej istotki, okazała się być niepoczytalną morderczynią, która właśnie przyprowadziła do miejsca zbrodni swoją kolejną ofiarę, a ta próbowała się bronić? Wyobraziłem sobie scenę, w której służby zadają małej Rachel takie pytania, przyświecając jej w twarz zbyt jasną lampką.
Zerknąłem na Cox i uśmiałem się w duszy. Nie skrzywdziłaby nawet upierdliwej muchy, czy komara latającego koło ucha w środku nocy.
Oj David, ty szaleńcu.
- Tak, mieszkam tu i pracuję od... Chyba, dwóch lat? Oto jedyne na co mnie stać!
Nie dość, że moje myśli przyprawiały mnie o niekontrolowany śmiech, to Rachel skwitowała moje pytanie ostrym jak brzytwa sarkazmem, co sprawiło, że ponownie nie mogłem złapać tchu.
- Dobra, David. Jest późno, nie dam ci wracać samemu o tej porze, na dzisiejszą noc przejmujesz ten pokój!
Albo się o mnie troszczy, albo uważa mnie za taką ślamazarę, że boi się mnie puścić do domu.
Moi mili, jestem dojrzałym, silnym mężczyzną. Bez wątpienia trafiłbym do domu, ale skoro sama Cox nalega?
Jeszcze raz zerknąłem na pokoik. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Nie powinienem wybrzydzać, ale..
W mojej wyobraźni ściany zaczęły się przysuwać do siebie coraz bliżej, zmiażdżą mnie.
- Ale przecież masz też drugi pokój gościnny! - Rzekłem w cichej rozpaczy.
- Tak, ale tamten jest zawalony zdjęciami. Wątpię, byś całą noc chciał się gapić na moją mordę. Zresztą, wybieraj.
Moje oczy zabłysły.
Albo będą mnie prześladować szydercze ściany, które z chęcią mnie zmiażdżą, albo uśmiechnięte twarze Rachel. Wybór jest prosty.
Ruszyłem pędem do pokoju gościnnego. Rzeczywiście, cały tonął w zdjęciach, ale był dużo bardziej przestrzenny i bogaciej urządzony.
Zebrałem porozrzucane zdjęcia, których swoją drogą było multum, a następnie podzieliłem je na mniejsze skupiska i związałem gumkami recepturkami, po czym położyłem równiutko na półce. Zajęło mi to prawie godzinę.
Nawet nie wiecie, jaka była mina Rachel, gdy zobaczyła mnie leżącego z rękami pod głową, w czyściutkim pokoju.
- No, no. Jest z ciebie pożytek. - Odparła, po czym zerknęła na poukładane i związane zdjęcia.- Schludny jesteś. -Zmierzyła mnie wzrokiem , a ja triumfalnie się uśmiechnąłem.
Teraz tym bardziej będzie chciała mnie związać i wrzucić do tamtego pokoiku, żebym jej gotował, czy wykonywał inne żmudne prace pod groźbą morderstwa. Znów zachichotałem w duszy.
Po chwili usiadłem i pokazałem dziewczynie jedno ze zdjęć.
- W nagrodę, wytłumacz mi, co to za zdjęcie i dlaczego.. - Zapytałem, po czym zamilkłem zdziwiony.

<Rachel?Co było na obrazku? Pozostawiam to twojej kreatywności :]>

Od Sebastiana cd. Katfrin

Dziewczyna wstała nakładając okulary i spoglądając na Sebastiana.
- Z chęcią, o ile wypuścisz mnie za dwie godziny, muszę iść jeszcze do sklepu.
Chłopak uśmiechnął się, rozumiejąc Kat.
- Oczywiście, jest blisko.
Czarnowłosa skinęła głową, a następnie założyła kaganiec i smycz Niali. Widać było, że jej drugiemu psu szatyn nie przypadł do gustu.
- W takim razie, prowadź.
Katfrin pozwoliła Niali podejść do Gilberta. Sebastian popatrzył na zwierzęta, gotowy w każdej chwili zareagować, chociaż jego niepokój został dokładnie zamaskowany przez pogodny uśmiech.
- Akurat ta, to aniołek.
Chłopak poszerzył uśmiech i skinął głową, ruszając w stronę restauracji. Po chwili zdecydował się poruszyć jakiś luźny temat.
- Pracujesz?
- Tak, dokładniej w wojsku.
No proszę, tego szatyn się nie spodziewał. Wcale nie dlatego, że dziewczyna była dość drobnej budowy, to akurat w niczym nie przeszkadzało. Bardziej interesował go powód, dla którego Kat zdecydowała się na taki, nie inny zawód. Zawsze uważał, że żołnierze, przynajmniej ci o najniższym stopniu, byli czymś w rodzaju mięsa armatniego, które można dowolnie rozstawiać na froncie i którego śmierć nie ma większego znaczenia, jeśli nie przesądzi o zwycięstwie wojny. No proszę, taka niespodzianka... Katfrin uśmiechnęła się delikatnie, wyglądała o wiele ładniej z uśmiechem. Seba pomyślał chwilę i parę sekund później poczuł, że jest w swoim żywiole.
- Masz przy sobie broń?
Niestety, nadzieje chłopaka szybko zostały zmieszane z błotem, dziewczyna podkręciła głową przecząco. Pomimo niezbyt zadowalającej odpowiedzi na ostatnie pytanie, Sebastian postanowił "zebrać informacje", jednak naprawdę chciał tylko podtrzymać rozmowę.
- Długo już pracujesz w wojsku?
Psy dziewczyny przyśpieszyły, goniąc ptaka, Gilbert przyglądał im się zdziwiony, powstrzymując chęć zrobienia tego samego. Gdzieś w głębi serca, jego właściciel poczuł wielką dumę ze swojego podopiecznego.
- Rok służby, pięć lat studiów.
Dziewczyna wzruszyła ramionami, jednak chłopak, kompletnie zielony w tych sprawach, tylko pokiwał głową. Znał się na broni, ale nie na wojaczce albo tych, którzy w niej uczestniczą. Nagle szatyn przystanął przed drzwiami restauracji, do której prowadził Kat i jej psy.
- No więc jesteśmy.
Dziewczyna rozejrzała się, szukając miejsca w cieniu, jak domyślił się Sebastian. Po chwili ruszyła w tym kierunku, a reszta wesołej ferajny za nią. Posypały się komendy, grunt, że psy Kat położyły się w końcu w cieniu, a Gilbert siedział, czekając na okruszki czy spadające ze stołu kawałki jedzenia. Brunetka sięgnęła po menu i już po chwili chciała oddać je Sebastianowi, który jednak odmówił, twierdząc, że już wie, co weźmie. Nie wiedział. Miał w planach poprosić o cokolwiek i modlić się, by znajdowało się to w karcie dań.
- Często tutaj bywasz?
Dziewczyna popatrzyła na Sebastiana, który szukał wzrokiem kelnerki. Jego oczy jarzyły się, naturalnym dla niego, błyskiem zafascynowania. Po chwili wzruszył ramionami.
- Gdy jestem w centrum, to zwykle tutaj bywam.
Do stolika podeszła kelnerka, wysoka, cycata blondynka z toną tapety na twarzy. Taką pochować będzie wręcz przyjemnie. Seba skarcił się w duchu za tę myśl. A może była to bardzo miła i sympatyczna dziewczyna? Na podstawie stereotypów bardzo łatwo niesłusznie osadzić człowieka.
- Dzień dobry, można już?
- Oczywiście, ciasto tiramisu i kawę mrożoną.
Kelnerka błyskawicznie zapisała słowa Katfrin. Sebastian, tak jak zaplanował, rzucił nazwę losowego ciasta. Najwyraźniej w menu była szarlotka, bo blondynka szybko zapisała zamówienie i odeszła mówiąc to, co kelnerzy, czy kelnerki zawsze mówią po przyjęciu zamówienia.
- Mieszkasz gdzieś blisko?
Chłopak zdecydował się ponownie zacząć rozmowę. Nie był to dla niego zbyt bezpieczny temat, ale ryzyk-fizyk.
- Za miastem, dwadzieścia minut drogi. A ty?
Brunetka pogłaskała Nialę za uchem. Sebastian nieświadomie zesztywniał. Musiał wymyślić coś prostego i wiarygodnego lub w sprytny sposób ominąć prawdę. Bo jak zareaguje Kat, kiedy dowie się, że Sebastian mieszka, dosłownie, na cmentarzu?
- Niedaleko.
Krótko, zwięźle i na temat. Dziewczyna skinęła głową i popatrzyła na idącą w ich stronę kelnerkę. Według klasycznej formułki, która jest wymawiana chyba we wszystkich krajach na świecie i w każdym języku, blondynka położyła przed nimi zamówienia i odeszła szybko. Katfrin chwyciła kubek w ręce i zaczęła delektować się smakiem kawy. Popatrzyła na chłopaka. Sebastian nie zwrócił na to uwagi, zajęty jedzeniem i pilnowaniem, by włosy nie wpadały mu do jedzenia. Zapominając całkowicie o gumce do włosów na nadgarstku i wstążce w kieszeni, odrzucił loki do tyłu.
- Nigdy nie uda mi się zrobić tak dobrego ciasta.
Zapowiadało się całkiem przyjemne popołudnie, niestety szatyn postanowił zejść na tematy kulinarne.
- Nie lubisz gotować?
Dziewczyna ściągnęła po widelczyk. Seba uśmiechnął się kwaśno.
- Nie umiem.
- W takim razie, musisz kiedyś spróbować mojej kuchni.
Chłopak popatrzył na nią lekko zdziwiony, lecz nadal uśmiechnięty. Upił łyk herbaty.
- To zaproszenie?
Katfrin wzruszyła ramionami i popatrzyła na zegarek.
- Propozycja.
- W takim razie, chętnie ją przyjmę, ale może nie dzisiaj. Jutro niedziela, masz czas koło dwunastej?
Brunetka na chwilę się zamyśliła, jednak po paru sekundach uśmiechnęła się i kiwnęła głową.
- Więc do jutra, spotkajmy się tutaj, dobrze? Ja niestety muszę się już iść, obowiązki wzywają.
Seba wstał i wyjął z portfela pieniądze. Podał je Katfrin, tłumacząc, że jest to jego część rachunku, a resztę może przeznaczyć na napiwki. Zawołał Gilberta, co jednak nie było konieczne, ponieważ pies już wcześniej plątał się gdzieś pod nogami właściciela. Chłopak miał nadzieję, że Kat nie odbierze źle jego "ucieczki" od stołu, jednak obowiązki wzywają. Musiał jeszcze dziś sprzątnąć dwa groby, pomimo tego, że nikt nigdy nie kazał mu tego robić. Po prostu czuł się potrzebny, gdy patrzył na czyste, zamiecione, niektóre nawet umyte, nagrobki. Chłopak z psem znikli w tłumie, który jednak coraz bardziej się przerzedzał. Mało osób szło na cmentarze z własnej i nieprzymuszonej woli, szczególnie w dzień, który można poświęcić na wiele innych atrakcji. Po drodze wstąpił do miejscowej piekarni, której właściciel bardzo dobrze go znał i lubił. Dziś był jeden z tych dni, kiedy ów właściciel stał na kasie. Na wszelkie sposoby próbował porozmawiać z Sebastianem, lecz on tylko czym prędzej kupił spory kawałek sernika i wyszedł. Nie miał humoru na rozmowy. Po dotarciu do domu pierwsze co zrobił, to przebrał się z powrotem w wygodne ciuchy, po czym zjadł bułkę z masłem, nakarmił Gilberta i wyszedł na cmentarz ze wszelkimi przyborami do pielęgnacji nagrobków.

<Katfrin? Przynajmniej trochę się postarałam, tak? ^^>