3 lip 2018

Moony Symphony

Na zdjęciu: Alycia Debnam-Carey
Motto: Życie to jedna wielka gra. To ja z niej rezygnuję.
Imię: Moony
Nazwisko: Symphony
Wiek: 25 lat
Data urodzenia: 11 września
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Mieszka w małym mieszkanku na czwartym piętrze. Budynek jest świeżo po remoncie, ma dostęp do windy. Moony nigdy nie lubiła ciepłych kolorów, więc raczej wybierała mieszkania urządzone w stalowych barwach. Panele można zastać tylko w sypialni oraz w pokoju gościnnym, natomiast w pozostałych pomieszczeniach znajdują się białe, duże płytki. Mała kuchnia, do której zawitała szarość oraz fiolet, jest połączona z salonem. Salon to chyba największe pomieszczenie w całym mieszkaniu. Duży telewizor, puchaty dywan, biała cegiełka oraz brązowy narożnik. Łazienka jest bardzo mała. Zmieścił się tam ledwie prysznic, umywalka oraz muszla klozetowa. A to wszystko otulone w czarne i czerwone płytki. Sama sypialnia jest również utrzymana w kolorach szarości i czerwieni. Dwuosobowe łóżko stoi na bialutkim dywanie, a tuż obok niego swoje miejsce ma szklany stolik nocny. Oprócz białej szafy znajduje się tu także mały regalik z książkami oraz fotel.
Orientacja: Biseksualna
Praca: Aktorka
Charakter: Moony... ach, Moon, na kogo ty wyrosłaś?
Panna Symphony od zawsze była uparta, tę cechę chyba najłatwiej w niej dostrzec. Nigdy nie odpuszcza ludziom w kłótniach, nigdy. W ogólnie nawet teraz odpuszczenie ludziom za cokolwiek, to u niej dość spore wyzwanie. Zawsze przez to pakuje się w kłopoty, właśnie przez takie kłótnie, dogryzanie niebyt lubianym przez siebie ludziom. Taka ona jest. Po prostu to kocha, ponieważ uważa, że to dodaje jej życiu trochę pikanterii. Jak sama wspominała, bardzo szybko się nudzi. Jak człowiek się nudzi, to zaczyna wariować... choć wtedy Moonyś musiała być chyba najbardziej znudzoną osobą we wszechświecie, bo dość często szaleje. Sarkazm dobrze jej się trzyma, a ona go. Tak jakby przyciągała te dwie rzeczy jakiś mego super mocna kropelka. Choć sama nienawidzi, jak ktoś nazywa ją mianem jakiegoś owocu lub zwierzęcia, to sama sypie takimi przezwiskami na prawo i lewo. Może to właśnie ty staniesz się truskaweczką bądź czekoladką? Nie wiadomo. Jednak nie żyjcie w błędzie, że Moony to istotka, która by tylko wkurzała i denerwowała ludzi. Jest otwarta na wszystkie znajomości, tym bardziej te dziwniejsze. Cóż, ale nie należy się po niej spodziewać tego, że będzie pałała wielką, bezgraniczną miłością do wszystkich. Ona nawet nie stara się być miła. Urok osobisty tej istotki polega na tym, że mimo swojego buntowniczego wyglądu i natury, posiada taki urok osobisty, że w paplaninie jej słów, ktoś może znaleźć sympatię do niej. No błagam, kto nie poleci na ten numer z niby uroczą osóbką, która gada, by gadać, a tak naprawdę to sarkastyczna kobietka? No chyba nikt, tak szczerze. Jednakże Symphony jest osobą strasznie zawziętą, która choćby miała się pociąć to i tak to zrobi. Nigdy nie ucieka, chyba że musi. Czasem wręcz na niektórych osobach czy rzeczach jest napisane "uciekaj, póki możesz, dziewczynko". Co wtedy robi Moony Symphony? Prycha swoim pięknym śmiechem i rzuca jakąś kąśliwą uwagę z wielkim uśmiechem na ustach, cały czas się śmiejąc. Po prostu ta dziewczyna kusi los. Zbytnio nie obchodzi ją fakt, że może przez to zginąć czy coś... Ona po prostu robi. Pcha palce między drzwi, kiedy tylko nadarza się okazja. Może czasami robi to specjalnie, ale zazwyczaj nieświadomie. No jak coś ją zaintryguje (a zazwyczaj są to złe rzeczy), to ma po prostu sobie odpuścić i przejść obok tego obojętnie? No przepraszam, tak się nie da. To jakby ktoś dawał ci lazanię za darmo z dobrego, nieszemranego źródła, a ty będąc Garfieldem, odmówiłbyś! Jednak to nie jest możliwe... tak samo jak to, że Moony ominie jakąś intrygę i nie wpakuje się w wielkie szambo. Czasami inni chcą ją zabić, za jej nader irytujący sposób bycia. Pomijając to, że Symphony mogła wpaść zawsze w słowotok, to kiedy mieli jakieś prywatne sprawy, prywatnych spraw nie było, bo ona jakimś cudem się o nich dowiadywała i zamiast dotrzymać sekretu, przypadkowo szepnęła o tym kilku osobom. Wtedy pozostawało tylko liczyć, że w ilości słów wydobytych z jej ust, nikt nie spostrzeże wyjawienia tej małej tajemnicy. Jednak to tylko taka nikła nadzieja. Wnioskiem tego jest fakt, że choćby ciągnęły cię w swoją stronę czeluści piekielne bądź bogini Hel chciała cię przygarnąć do swoich ramion, to przenigdy nie zdradzi swojego sekretu Moony. Ona może go wypaplać naprawdę randomowej osobie. Przejdźmy teraz do największej i najważniejszej prawdy, czyli tego jest, że Moony Symphony jest osobą, która strasznie dużo mówi, jak nie żuje gumy balonowej, bo akurat wtedy nie chce, żeby jej smak naszej kochanej Moon nie uleciał. Potok słów leje się z jej ust, a ona sama czasem nie ogarnia, o czym mówi. No już wiele razy mówiła coś i się w tym gubiła, więc żeby nie dać tego po sobie poznać, zaczynała temat wzięty z najstraszniejszych otchłani ciemnego lasu. Jest osobą, która zawsze musi dorzucić swoje trzy grosze. Dopowiedzieć coś, rzucić sarkazmem, wyrazić swoją opinię. To jest jak ten przykład z Garfieldem, no jak mogłaby ominąć taką okazję? Kocha dyskutować, to pewnie dlatego. Musiałbyś być Bogiem, żeby ją przegadać. Po prostu się nie da. To ona zawsze musi kończyć konwersację, najlepiej z wielkim uśmiechem, który będzie oznaczać, że jest bardzo zadowolona z wygranej. Nie jest kobietą skrytą, zawsze można się dowiedzieć, co myśli o danej sobie lub jaką ma opinię na dany temat. To tyczy się również jej historii. Specjalnie tego nie kryje, że nie ma za czystych rąk. Rzadko zależy jej na innych, raczej dba tylko o swój tyłek i swoje interesy. Nigdy nie zależało jej na znajomościach, przyjaźniach oraz związkach. Jednak kto wie, może ktoś pobudzi w jej sercu dawną Moony, która tylko marzyła o przyjaciółce, chłopaku bądź dziewczynie.
Hobby:
- Aktorstwo
- Pisze także swoje książki, w których porusza problemy współczesnego świata.
- Okazjonalnie pisuje także scenariusze do spektakli, ale nie do filmów.
Aparycja|
- wzrost: 1,65 m
- waga: 55 kg
- opis wyglądu: Moony nigdy nie uważała się za niską. Określała się bardziej jako kobietę z typowym wzrostem, czyli typowych 165 centymetrów. Co prawda, nie ujmuje się to do tych 190 centymetrów u mężczyzn, ale uwierzcie, że jej wzrost jej dla niej idealny. W końcu jakby wyglądała, mając te 180? O sylwetce wypadałoby się trochę rozpisać. Moony nigdy nie miała na jej punkcie żadnych kompleksów. Najpewniej dlatego, że jest osobą, która może zjeść tonę batoników, a i tak nawet nie przytyje. Można powiedzieć, że ma delikatną talię osy. Płaski brzuch, średnie piersi zawsze są podkreślone przez jej ubiór. Bioder nie posiada wąskich, wręcz przeciwnie! Ma długie nogi, trochę bardziej pełne od swojego brzucha. Dłonie ma zgrabne, smukłe i dość małe, jak na siebie. Paznokcie zazwyczaj maluje na czarno bądź fioletowo; zawsze jednolicie. Posiada pewne wypukłości, jak te średnie piersi, które zdecydowanie cieszą oko płci brzydkiej i niektórych przedstawicielek płci pięknej. Jej skóra jest jasna, choć można tego nie zauważyć z powodu delikatniej opalenizny, która pojawia się niemalże zawsze wtedy, kiedy posiedzi dłużej na pełnym słońcu. Jest to trochę jej przekleństwem, bo sama woli być bardziej blada, niż zaróżowiona.
Jej twarz jest najszersza w sferze kości policzkowych. Posiada dość niskie i wąskie czoło, które na szczęście zakrywa jako taka grzywka. Podbródek ma trójkątny. Szczęka zwęża się od okolic pod uszami, aż do końca podbródka. Ma delikatnie wydęte kości policzkowe. Zawsze, jak się rumieni, robi to delikatnie. Jej nos jest ładny, zgrabny, niebyt duży. Jeśli mu się przyjrzeć, może się wydać nawet delikatnie zadarty. Usta ma pełne, ładne, strasznie delikatne. Idealnie podkreślają kształt jej szczęki. Oczy można porównać do spokojnej wody, która tylko od czasu do czasu faluje na wietrze. Nie widać w nich ani jednej plamki zieleni. Oczy są w miarę duże, a jej rzęsy gęste.
Symphony wręcz kocha się malować. Zazwyczaj lubi z tym eksperymentować. Prawie zawsze jej usta się kolorowe, a oczy dość mocno pomalowane. Jednak nie porównałabym tego do plastiku. Po prostu woli ciemniejsze kolory, które podkreślają jej oczy. Jej wielką miłością się wszelkiego rodzaju kreski. Nieważne czy są białe, czarne, niebieskie. Zawsze musi znaleźć dla nich miejsce.
Jeśli mamy mówić o fryzurze, to najpierw trzeba powiedzieć, że posiada proste, długie włosy. Są one jasne, a czasami widać tam przebłyski różu, fioletu bądź niebieskiego. Zależy to od tego, jak tym razem Moony je pofarbowała. Zazwyczaj można ją zobaczyć w rozpuszczonych włosach. Niekiedy są spięte, ale tylko wtedy, jeśli muszą takie być.
Styl ubioru to dość obszerna kwestia. Jak na prawdziwą buntowniczkę przystało, Symphony wręcz ubóstwia wyzywające ubrania. Nie lubuje się w szczególnych markach, nigdy nie przykładała do nich uwagi. Zazwyczaj można ją zobaczyć w podartych jeansach, jakiejś byle jakiej bluzce o raz swojej ukochanej skórzanej kurtce. Czasami nosi też ubrania, które bardziej odkrywają jej ciało, ponieważ się go nie wstydzi. Czasami znajdzie się miejsce na jakiejś sukienki, jednak jest to tak rzadkie, jak śnieg w lecie. Jeśli o biżuterię chodzi, Moony nienawidzi nosić żadnych eleganckich, masywnych wisiorków. Zazwyczaj preferuje lekkie bransoletki, łańcuszki bądź kolczyki. Nigdy nie zobaczysz jej w czymś eleganckim. Szpilki to nieczęsty widok, ale za to mile widziane są u niej trampki i glany.
- pozostałe informacje: Brak.
- głos: Halsey
Historia: Żyła szczęśliwie w małym miasteczku, na funduszku bogatych rodziców. Jednak kiedy jej kariera licealna się skończyła, musiała wybrać studia. Jako iż zawsze kochała aktorstwo, to wybrała właśnie nie. Mimo iż rodzice kręcili głową, to wybrała uczelnię w tym uroczym miasteczku. I tak już zostało, że po odebraniu dyplomu, została tu na stałe. Choć czasem wyjeżdża, bo ma zdjęcia, to i tak zawsze wraca.
Rodzina: Ojciec Richard, matka Elena, brat Edward.
Partner: Brak.
Potomstwo: Brak.
Ciekawostki: Brak.
Zwierzęta: Posiada małego szynszyla - Jace'a.
Pojazd: Volvo xc40, prezent od rodziców
PD:130
Kontakt: hw: Tovuriel, mail: miss1sugarpink@gmail.com

Od Rachel cd. Davida

Niespodziewanie David przytulił mnie. Muszę przyznać, było to całkiem miłe, nie pamiętam, kiedy ostatnio ktoś mnie przytulał. Chłopak Delikatnie gładził moje włosy, przeszedł mnie dreszcz.
- Nie płacz kruszyno. No już... Bo będę cię musiał rozweselić żartami o babie u lekarza, a wiem, że tego nie chcesz.
Wyrwałam się z objęć Cartera i zaczęłam chichotać, niczym rozemocjonowane "emo-dziecko", któremu ktoś pokazał jak lepiej zaczesać grzywkę.
- Wszystko, byle nie te suchary, Carter. Nie dobijaj leżącego.
Chłopak uśmiechnął się.
- Spokojnie, żarty zostawię na kiedy indziej. Chyba najwyższa pora spać, co? Już trzecia trzydzieści.
- Masz rację. Dziękuję za pomoc w sprzątaniu, dobranoc.
Wstałam i wyłączyłam światło, wychodząc z pokoju.
Zamiast iść prosto na górę, do pokoju, skierowałam się do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam mleczną czekoladę i bitą śmietanę. Uśmiechnęłam się. Pochłonięcie takiej ilości cukru będzie bardzo przyjemne. Po chwili namysłu wyjęłam jeszcze mleko. Postawiłam to wszystko na blacie, na którym wcześniej Carter postawił zakupy i zaczęłam grzebanie po szafkach, szukając małego garnuszka, który jak na złość ukrył się na samym końcu szafki. Wlałam do niego mleko i wrzuciłam połamaną czekoladę, po czym postawiłam na gazie. Mieszałam, czekając, aż czekolada stopnieje i połączy się z mlekiem. Po kilku minutach wlałam zawartość garnka do jakiegoś przeźroczystego kubka i przyozdobiłam bitą śmietaną. Oh tak. Czegoś takiego trzeba mi po całym, ciężkim dniu. Wzięłam łyżeczkę i usiadłam na mojej trzeszczącej, marudnej sofie. Zaczęłam zbierać łyżką bitą śmietanę. Gdy rozprawiłam się z gorącą czekoladą, odniosłam naczynie do zlewu i popatrzyłam na całkiem pokaźny stos brudnych talerzy i kubków. Westchnęłam cicho. Zabrałam się za zmywanie, które poszło mi nadzwyczaj szybko. Po skończonej pracy, w końcu udałam się do pokoju, jednak, zamiast iść spać otworzyłam okno i podpaliłam papierosa. Niestety, niedane mi było w spokoju dostarczyć dawki nikotyny do mózgu. Usłyszałam hałas, dochodzący z dołu. Mógł to być jedynie David, no, chyba że znowu mnie coś nawiedziło. Zbiegłam po schodach i niewiele myśląc, ruszyłam do pokoju gościnnego.
Zgodnie z moimi przypuszczeniami, chłopak gadał przez sen. Nic nowego, mnie też się to zdarza. Bredził o jakichś... Blondynkach? Tak, na pewno. Po chwili jednak krzyknął i podniósł się do siadu.
- Kurna, ile razy jeszcze będzie mnie to prześladować?
Poczekałam chwilę, nie wiedziałam, czy dawać znać o tym, że tu jestem.
- Przychodzi baba do lekarza, a lekarza nie ma - chłopak wybuchnął śmiechem, a ja usiadłam na jego łóżku. - Słyszałam, jak gadałeś przez sen.
Zachichotałam.
- Prawie krzyczałeś o jakichś blondynkach na plaży. Nie dało się tego nie usłyszeć. Nie wstyd ci tak fantazjować?
Delikatnie trąciłam chłopaka w ramię, a ten podrapał się po głowie.
- To nie tak jak myślisz...
- Mhm, jasne.
- Nieważne, zmieńmy temat. Coś się stało, że tu przyszłaś?
Uśmiechnęłam się bardzo szeroko.
- Chciałam sprawdzić, czy wszystko w porządku. Raczej nie będę już spać, trochę kawy załatwi sprawę.

<David?>

Od Davida cd. Rachel

 Reakcja dziewczyny była naprawdę urocza. Gdy uroniła łzy, toczyłem z sobą wewnętrzną walkę, czy ją przytulić. Emocje wygrały w momencie, w którym Rachel uśmiechnęła się do mnie swymi maślanymi oczyma i wzięła chusteczkę.
Objąłem ją mocno moimi długimi rękoma i przytuliłem do piersi.
- Nie płacz kruszyno. - Odparłem, lekko gładząc jej włosy. Rachel zerknęła mi prosto w oczy, pozostała w milczeniu. - No już.. Bo będę musiał cię rozweselić żartami o babie u lekarza, a wiem, że tego nie chcesz. - Mruknąłem cicho do jej ucha.
Dziewczyna w sekundzie wyrwała się z mojego silnego uścisku i zaczęła chichotać.
- Wszystko, byle nie te suchary Carter. Nie dobijaj leżącego.
Obdarowałem ją ciepłym uśmiechem.
- Spokojnie, żarty zostawię na kiedy indziej. Chyba najwyższa pora spać, co? - Zapytałem, zerkając na zegarek. - Już trzecia trzydzieści.
- Masz rację. - Odparła cicho, po czym wstała. - Dziękuję za pomoc w sprzątaniu, dobranoc. - Kliknęła przełącznik i zgasiła światło.
Położyłem się wygodnie na łóżku i szybko zasnąłem.
Jak zwykle śniły mi się przeróżne rzeczy.
Pierwszy sen był dosyć przyjemny. Siedziałem na plaży, a wokół mnie biegały piękne blondynki w bikini.
Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Wnet moja wyobraźnia przeobraziła sen w koszmar.
Znajdowałem się w małej, drewnianej chatce. Sam w wielkim, pustym pokoju. Po chwili pojawił się mój ojciec. Zaczął na mnie krzyczeć, a następnie popychać i bić. W momencie, w którym chciał kopnąć mnie w brzuch, obudziłem się.
- Kurna, ile razy jeszcze będzie mnie to prześladować. - Wymamrotałem do siebie, głośno dysząc.
Po kilku minutach moim oczom ukazała się jakaś drobna sylwetka w progu.
- Przychodzi baba do lekarza, a lekarza nie ma! - Odparła. Oj Rachel, Rachel. Wybuchnąłem śmiechem. Dziewczyna usiadła na moim łóżku. - Słyszałam, jak gadałeś przez sen.
O nie. Tylko nie to.
Jej chichot zdradzał, że to było coś kompromitującego.
- Prawie krzyczałeś o jakichś blondynkach na plaży. Nie dało się tego nie usłyszeć. Nie wstyd ci tak fantazjować? - Mruknęła, trącając mnie w ramię.
Dobrze, że było ciemno, gdyż moja twarz zapewne przybrała już buraczany kolor.
- To nie tak jak myślisz.. - Podrapałem się z zakłopotaniem po głowie.
- Mhm, jasne. - Zaśmiała się cicho.
- Nieważne, zmieńmy temat. Coś się stało, że tu przyszłaś? - Zapytałem, patrząc na nią swymi oczyma, których niebieski kolor mienił się w lekkim świetle księżyca, który docierał do pokoju gościnnego.

<Rachel?>

Od Catniss

Jęknęłam cicho, masując obolałą stopę, na której po zetknięciu się z kołem skutera pojawił się siniak. Zagryzłam wargi, czując łzy bólu w oczach.
- Głupi - burknęłam, patrząc na pojazd.
Zaraz jednak przeniosłam wzrok na bagażnik skutera, który był po brzegi wypełniony materiałami do nowego projektu.Odetchnęłam i włożyłam kask pod siedzenie po czym zaczęłam żmudny proces pchania niedziałającego sprzętu w stronę kamienicy. Zaraz jednak się poddałam, czując brak jakichkolwiek mięśni. Będąc na granicy załamania, usiadłam na kanapie skutera.
- Nienawidzisz mnie, co? - burknęłam do przedmiotu, któremu chyba w najbliższym czasie nadam jakąś nazwę.
- Mało kto rozmawia ze sprzętami - usłyszałam za sobą głęboki głos, który wręcz odbił się echem w mojej głowie.
Wzdrygnęłam się, czując, jak na policzki wpełza mi nieznośny, gorący i czerwony rumieniec, który pojawiał się zawsze, ilekroć miałam przeprowadzać z kimkolwiek rozmowę.
- Ja nie... to znaczy... uhm... - ugryzłam się w język, starając się zebrać do kupy strzępki myśli, które zostały rozwalone ze swojej nieogarniętego bytu przez jego donośny ton. Nie byłam w stanie na niego nawet spojrzeć, a co dopiero mu odpowiedzieć. Chłopak chyba westchnął.
- Potrzebujesz z tym pomocy, co? - mruknął spokojnie.
Wzięłam głębszy oddech, stwierdzając, że gorzej to i tak nie będzie.
- Tak... - wymamrotałam ledwo słyszalnie, przez co mężczyzna musiał się nachylić.
- Możesz powtórzyć? - spytał.
- Tak - jęknęłam, zaciskając powieki.

Ktoś? xd

2 lip 2018

Anastasia Warner

Na zdjęciu: Zdjęcie z pinteresta
Motto: "Życie jest jak młyn diabelski - raz sięgamy chmur, raz dna"
Imię: Anastasia
Nazwisko: Warner
Wiek: 20 lat
Data urodzenia: 15 stycznia
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Dziewczyna mieszka w samym centrum Avenley River w jednym z tutejszych wysokich mieszkań, tuż obok jednego z największych biurowców znajdujących się w mieście. Sam budynek ma kilkadziesiąt metrów wysokości, a także jest ogrodzony i pilnie strzeżony przez kamery i różnorakie zamki, aby dostać się na teren budynku trzeba zamieszkiwać jedno z mieszkań, bowiem wstęp mają tu tylko mieszkańcy. Cały teren jest obrośnięty bujną zielenią i ogromnym trawnikiem. Ana swoje mieszkanie utrzymuje w trzech kolorach - bieli, szarości i czerni. W środku znajduje się spory salon, łazienka i dwa pokoje z czego jeden to sypialnia Anastasi. W domu swój kącik ma także jej kocica Angora, która w kącie salonu ma swój drapak i zabawki. Natomiast garaż znajduje się tuż pod budynkiem, który także jest dokładnie strzeżony. Praktycznie każdy mieszkaniec posiada tam swoje auto.
Orientacja: Heteroseksualna
Praca: Barmanka
Charakter: Co by można było powiedzieć o tej jakże ślicznej dziewczynie o jasnofioletowych włosach. Jej wyraz twarzy i łagodne rysy przyciągnął nie jedną osobę, można by rzec, że nie znając jej od razu można powiedzieć, że jest to bardzo miła osoba, ale cóż pozory mogą mylić, bowiem Anastasia jest dość wredna. Ale to może tylko na pierwszy rzut oka? Może jak się ją pozna lepiej to taka nie jest? A otóż racja, jednak Anastasia mimo to, że kogoś lubi nie staje się tak od razu miła. Do tego potrzeba czasu? No właśnie nie. Nasza gwiazda od zawsze taka była i nawet jak kogoś bardzo lubiła nigdy nie straciła swojej wredności bądź sarkazmu. A jeśli o sarkaźmie już mowa. Nie było by dnia i nie ma takiej osoby do której nie powiedziałaby coś sarkastycznego. Nawet jeśli zdarzyło się to tylko raz to i tak miało to miejsce. Ale czy ta dziewczyna ma tylko same wady, do których się nawet przyznaje i jest jej z nimi dobrze? Otóż tym razem nie. Może na taką nie wygląda, ale zdecydowanie można powiedzieć, że jest dość szalona, jednak jej starszy brat w formie żartów zawsze jej to powtarzał, bo czy znasz osobę, która w ciągu roku nosiła na swojej głowie kilkadziesiąt kolorów. Tak, kilkadziesiąt. Od różowego, niebieskiego i zielonego po czarny, szary i biały. Tym czynem nie ukrywa, że zniszczyła swoje włosy i nie są już takie jak kiedyś, ale zawsze mówi, że tego nie żałuje. Aktualnie ma kolor jasnofioletowy i postanawia przy takim pozostać na dłuższy czas. Anastasia nie jest bardzo szczera z nowymi, ogólnie nie lubi mówić o sobie. Jest zdania, że ludzie nie lubią słuchać o jej osobie i jest to nudne. Również kiedy ma jakieś problemy może trzymać je ciągle w sobie i nic nikomu nie powiedzieć. Uważa, że zasypywanie innych swoimi problemami i użalanie się nad sobą nie jest do końca dobre, choć takie zachowanie jest spowodowane przez jej dawną przyjaciółkę, która szydziła z niej i wyśmiewała się, Ana mimo to i tak się z nią przyjaźniła, ale do czasu. Pracowała, także w takim miejscu, o którym mało kto wie, ale tylko jej rodzina i przyjaciółka. Było to zoo. Tak, dobrze przeczytałeś, zoo. Karmiła tam zwierzęta, sprzątała wybiegi, ale także zajmowała się sprzedawaniem pamiątek lub oprowadzaniem ludzi. Często przesiadywała przed klatką lwów i je obserwowała. Oczywiście z zoo nie wracała bez zdjęć, które robiła w wolnym czasie. Jak można się spodziewać najwięcej było zdjęć lwów, ale były tam także inne dzikie koty, które także były uwiecznione na zdjęciu. To właśnie te zwierzęta natchnęły ją, aby także mieć kota.
Hobby: Na pierwszym miejscu zdecydowanie stawia fotografię, jednak czas, a także i chęci nie zawsze umożliwiają jej rozwijać pasję. Jej nowym zakupem jest aparat, który wiernie towarzyszy dziewczynie w podróżach, bowiem podróże to jej drugie hobby. Nikt by nie pomyślał, że ta młoda dziewczyna była w stanie odwiedzić tyle państw w tak krótkim czasie. Oczywiście z każdego miejsca ma wiele zdjęć. Na karcie pamięci nie zabrakło też zdjęć Angory, która chętnie pozuje przed obiektywem aparatu. Trzecim i już ostatnim zainteresowanie Anastasi są tatuaże. Tak, tatuaże na pewno jest to dość duże zaskoczenie, ponieważ nie wygląda na taką, aby się interesowała takimi rzeczami, ale chętnie przebywa w jednym ze studi tatuażu.
Aparycja|
- wzrost: 170 cm
- waga: 55 kg
- opis wyglądu: Jak można zauważyć Anastasia ma dość nietypowy kolor włosów, a jest nim jasny fiolet. Naturalnego koloru włosów raczej nie zdradza, ale jak już musisz wiedzieć to jest nim blond. Od czasu do czasu nosi okulary, ale nie ma żadnej wady wzroku są to zerówki. Od rodziców zawsze słyszała, że wygląda w nich uroczo i słodko. Jej ubrania są w różnych kolorach. Niczym nie pogardzi. Ubiera się modnie, ale stawia też na wygodę i aby dobrze czuć się w danym cichu. Z domu nigdy nie wychodzi bez makijażu i nie ważne jaki by on nie był. Swoje brązowe oczy zawsze podkreśla tuszem do rzęs i jest jej niezbędny do życia. Na jej ciele widnieje kilka tatuaży. Te bardziej znaczące i te mniej, ale są i takie, które nie mają dla niej znaczenia. Jeśli chodzi w jakich są miejscach to jest to prawy nadgarstek, lewa kostka, na środkowym palcu u prawej ręki, ramieniu i na szyi. Jeśli spojrzymy na Anastasie można zauważyć, że jest to szczupła i ładna dziewczyna.
- pozostałe informacje: -
- głos: Jej głos jest delikatny, a także kobiecy i uważany za dość charakterystyczny.
Historia: Piętnasty styczeń. Jeszcze trwająca zima. Kilka dni po Nowym Roku. Około godziny szóstej rano na świat przyszła mała dziewczynka. Było to zaskoczenie dla rodziców, ponieważ miał być to chłopiec. Dziewczynka natychmiast zaczęła płakać. Owinięta w ręcznik została oddana matce. Dziecko wtuliło się w nią, a kobieta zaczęła składać pocałunki na czole swojej pociechy płacząc ze szczęścia. Wtedy koło niej pojawił się mężczyzna, jej mąż. Złapał ją za ręką i dłonią zaczął łapać rączkę dziewczynki. Nie sprzeczali się co do imienia, byli zgodni ze sobą. Oboje postanowili, że dadzą jej na imię Anastasia. Rodzice dziewczyny na początku jej narodzin byli dość ubodzy i mieszkali na wsi w niewielkim domku razem z dziadkami ze strony ojca. Kiedy przyjechali do domu od razu przywitał ją Eliot, który miał wtedy 4 lata. Natychmiast podszedł i zaczął do niej mówić i łapać ją za rączkę. Rodzice powtarzali mu, że jest to jego młodsza siostrzyczka i teraz z nimi zostanie. Chłopczyk nie miał nic przeciwko, wręcz się cieszył, że będzie miał się z kim bawić i nie będzie sam. Po około dwóch latach jej ojciec dostał pracę w firmie, która mieściła się w mieście. Wtedy Warner'owie byli zmuszeni się przeprowadzić i zostawić dziadków i całe gospodarstwo. Praca była bardzo dobra i opłacalna. Już po kilku miesiącach mieli sporą sumę pieniędzy i mogli pozwolić sobie na wybudowanie własnego domu. Przez pracę, ojciec nie miał już tyle czasu, aby spędzać go z dziećmi i praktycznie od rana do wieczora był w firmie.  Rok potem dostał awans i jeszcze bardziej zabierało mu to czas, ale za to miał z tego niemałe pieniądze. Po około miesiącu Liliana, matka Any otworzyła swój prywatny gabinet kardiologiczny. Jej matka od zawsze była kardiologiem, jednak nie mogła znaleźć pracy, a mieszkanie na wsi jej to bardziej utrudniało.  W końcu Anastasia zaczęła dorastać i poszła do szkoły. Uczyła się dobrze i zawsze była chwalona przez nauczycieli, brała udział w konkursach i zdobywała różne nagrody. Kiedy stała się już nastolatką jej jedyną pasją była koszykówka. Godzinami spędzała na graniu. Zawsze po lekcjach razem z koleżankami wybierała się na szkolne boisko. Z jej punktu widzenia dorastanie oznaczało pierwszą miłość, studia, zastanawianie się co będzie się robić w przyszłości. Anastasia od zawsze nie była z tego zadowolona. Chyba jak każdy chciała pozostawać nastolatką, mimo to jak każdego dopadła ją dorosłość. Miłość, praca, wyprowadzka. Jej pierwszym chłopakiem był Robert. Wysoki, przystojny brunet, o którym każda dziewczyna mogła marzyć. Dziewczyna była z nim bardzo szczęśliwa niestety zerwała z nim tuż po tym jak zaczęła podróżować. Jeśli chodzi o pracę to podjęła ją pierwszy raz w wieku siedemnastu lat, a i tak pomógł jej w tym brat, który już od około pięciu lat jest barmanem i poprosił szefa o jej zatrudnienie. Anastasia do dziś szuka prac w tym "zawodzie". Na początku wyprowadziła się tylko na koniec miasta, jednak potem zaczęły się jej podróże po świecie to był właśnie powód z zerwaniem z jej dotychczasowym chłopakiem. Jednak po kilku miesiącach postanowiła wyprowadzić się do innego miasta. Oczywiście rodzice nie byli zadowoleni z tego faktu i próbowali odwieść ją od tego pomysłu, ale postawiła na swoim i tak znalazła się w Avenley River.
Rodzina:
~Liliana Warner - matka, szanowana i znana pani kardiolog. Ma swój własny prywatny gabinet w dużym mieście, który znajduje się kilkaset kilometrów od Avenley River.
~Ben Warner - ojciec, głowa rodziny i wiecznie zapracowany człowiek. Pracuje w jednej z firm.
~Eliot Warner - starszy brat, także pracuje jako barman, ma swój własny dom i aktualnie ma 24 lata.
Partner: -
Potomstwo: -
Ciekawostki:
- miała kolczyk w języku,
- doskonale zna język włoski i francuski,
- nie lubi rodzynek i innych suszonych owoców,
- jej dziadkowie ze strony matki posiadają ranczo, w którym dziewczyna ma własnego konia,
- nie lubi czytać i gotować,
- nigdy nie miała nic złamanego,
- lubi koszykówkę, jednak rzadko gra,
Zwierzęta: Angora dwuletnia kotka rasy Angora Turecka. Uznawana za narodowy skarb Turcji i nazywana tak przez Anastasie. Dziewczyna dostała kotkę od rodziców na urodziny, a teraz są nierozłączne. Angora jest żywiołowa i chętnie bawi się z właścicielką. Nie przepada za obcymi i innymi zwierzętami. Dla Anastasi jest miła i potulna, jednak czasem przechodzi swoje humorki kiedy nic jej nie pasuje. Bardzo zazdrosna i nie lubiąca samotności kotka. Mimo swojej długiej, puchatej, sierści nie potrzebuje dużo pielęgnacji sama osobiście za nią nie przepada. To co może ją wyróżnić to niezwykle biała sierść i dwukolorowe oczy.
Pojazd: Jej drugie oczko w głowie tuż po kocie. Czarna perełka, którą jest BMW M2.
Kontakt: ♥Ognista♥ [hw]

Od Rachel cd. Davida

Przeszczęśliwa zbiegłam po schodach, prawie się przewróciłam i wpadłam do pokoju gościnnego, w którym, zgodnie z moimi przypuszczeniami, przebywał David. Zdjęcia były równiutko związane i poukładane, a chłopak leżał z rękami pod głową. Moja mina musiała być wyjątkowo zabawna, bo uśmiechnął się delikatnie. Oparłam ręce na biodrach i odruchowo zacisnęłam ręce na koszulce, które służyła mi za piżamę. Uśmiechnęłam się, patrząc na zdjęcia. Po chwili przeniosłam wzrok na Cartera.
- No, jest z ciebie pożytek. Schludny jesteś.
Zaczęłam poważnie myśleć nad zamknięciem Davida w szopie na narzędzia i konsekwencjami tegoż przedsięwzięcia. Kurde, nie musieć gotować, sprzątać za cenę paru lat pozbawienia wolności, podczas których też nie musisz tego robić? Zdecydowanie warto, Carter jutro nie wróci do domu. Z rozważań wyrwał mnie głos chłopaka i jego machanie mi jednym ze zdjęć przed nosem.
- W nagrodę wytłumacz mi, co to za zdjęcie i dlaczego...
Poczułam, jak w moich oczach zaczęły zbierać się łzy, ale nie te smutku. Raczej wzruszenia. Uśmiechnęłam się szeroko. Chłopak zamilkł, zdziwiony widząc moją reakcję. Zdjęcie przedstawiało dziecięcy rysunek kolorowego domku otoczonego wysokimi kwiatami o żółtych płatkach i ciemnych "środkach", prawdopodobnie były to słoneczniki, chociaż nie wiadomo co miałam w głowie, kiedy w wieku 6 lat to rysowałam. Obok domku stali, dziecięcą kreską narysowani, uśmiechnięci od ucha do ucha, dziewczynka w trójkątnej "sukience" i wyższy mężczyzna z zielonego prostokąta. Oboje mieli brązowe włosy i trzymali się za ręce. Obok rysunku leżało jeszcze kilka rzeczy, w tym zabawki z wczesnego dzieciństwa, wyżej wymieniony zajmował miejsce na pierwszym planie. Głos Davida przywołał mnie do porządku.
Zorientowałam się, że po policzkach ciekną mi łzy.
- Czy... Wszystko w porządku?
- Najlepszym - uśmiechnęłam się do chłopaka, otarłam łzy i usiadłam obok, biorąc do ręki zdjęcie. - Kilka miesięcy temu robiłam porządki w piwnicy. Ojciec zawsze się tym zajmował, wiec po jego odejściu mogło się tam co nieco zakurzyć. To, co znalazłam, widzisz na zdjęciu, nie mogłam się powstrzymać i wniosłam część do pokoju. Przy okazji zrobiłam zdjęcie.
Miałam ochotę przytulić się do Davida, lecz zamiast tego uśmiechnęłam się i wzięłam chusteczkę.

<David?>

Od Carlo

Wsiadłem w swoje BMW i przemierzyłem kilkaset kilometrów w kierunku nowego domu. Po kilku godzinach dotarłem na miejsce. Mam nadzieję, że pies jadący z tyłu nie rozszarpał pięknej skóry, w którą obleczone były fotele.
Wysiadłem z samochodu i wpuściłem na działkę Keanu, po czym wyciągnąłem telefon.
Wiadomość do Jacoba wysłana. Może nie przyjdzie dziś w nocy do mojego domu i nie poderżnie mi gardła za to, co mu zrobiłem.
Zmęczony, rozpakowałem swoje rzeczy i rozejrzałem po świeżo nabytym domu. Bogato, a zarazem nowocześnie ozdobione wnętrze przypadło do mojego nieco kapryśnego gustu.
Rzuciłem walizki do jednej ze swoich licznych sypialń i wyszedłem na zewnątrz.
Moim oczom ukazał się mój pupil, który bacznie stał i przez ogrodzenie obserwował ruch każdego możliwego obiektu, co jakiś czas groźnie warcząc.
- Po jaką cholerę kupowałem takie bydlę. Zamkną mnie kiedyś, bo kogoś zagryzie.
Ruszyłem w kierunku Keanu, a ten zmierzył mnie swym bystrym wzrokiem. Muszę przyznać, że są takie momenty, kiedy sam się go boję, dlatego nie wpuszczam go do domu. Wolę jeszcze pożyć, zwłaszcza po tym, jak raz ugryzł mnie w nogę.
Pomachałem pitbullowi smyczą przed pyskiem, a ten wydał z siebie radosne szczeknięcie.
Otwarłem furtkę, po czym wyszedłem ze swoim pupilem na krótki spacer, żeby trochę rozładować jego energię. Jeżeli tego nie zrobię, to przegryzie pieprzony płot i spierniczy, siejąc spustoszenie w całym mieście. Brzmi to zabawnie, ale to psisko jest zdolne do wszystkiego.
Ten "spacer" przypominał bardziej szarpaninę, jednak mimo zachowania psa, bez problemu dałem radę go utrzymać.
W końcu moim oczom ukazał się park. Usiadłem na jednej z ławek i zacząłem gładzić psa po pysku. Ludzie z okolicy patrzyli na mnie tak, jakbym głaskał jakieś dzikie zwierzę, które zaraz mnie rozszarpie.
Przewróciłem oczami i po niecałej godzinie ruszyłem powoli w drogę powrotną.
Szedłem powoli chodnikiem, niespodziewanie przeszła obok mnie jakaś kobieta. Mój pies dostał napadu szału i zaczął głośno szczekać, warczeć i szarpać.
Odruchowo pociągnąłem go z całej siły do tyłu i chwyciłem za obrożę, którą zdobiły piękne kolce.
Nieznajoma zmierzyła mnie zdenerwowanym wzrokiem.
- Załóż psu kaganiec zanim kogoś zagryzie. - Rzekła, zerkając na mnie z wyrzutem.
Moje oczy zabłysły. Jeszcze nie spotkałem kobiety, która podniosła by na mnie głos. Podoba mi się to.

<Ktoś? Więcej o moim zamyśle w tablicy ogłoszeń>