Zatrzymajmy się na naszej rozmowie, która odbyła się na środku chodnika.
- Załóż psu kaganiec, zanim kogoś zagryzie. - Odparła dosyć oschle.
- Nie bój się, trzymam go. - Zapewniłem ją, że mam wystarczająco siły, aby zapanować nad psem. Nie jestem wątłym chłopaczkiem, tylko dobrze zbudowanym mężczyzną.
- Zacznijmy od tego, że gdyby szarpnął mocniej twoją dłoń, która by się zaplątała, a to nic nie zrobisz.
Widać, że ma doświadczenie w tej dziedzinie. Może i trzymam źle smycz, jednak panowanie nad pitbulem nie sprawia mi problemu.
- Przemądrzała. - Mruknąłem cicho, nie broniąc swoich racji.
- Wolę słowo mądra.
No, no. Muszę przyznać, że ma dosyć mocny charakter i nie pozwoli sobie przysłowiowo "w kaszę napluć".
Kobieta upiła łyk kawy, wymamrotała coś w stylu "Takim dzieciom nie powinno się sprzedawać zwierząt" po czym bez słowa wsiadła do swojego samochodu i po krótszej chwili odjechała.
Zabawne, założę się, że jestem od niej starszy.
Po krótkim zastanowieniu postanowiłem prawidłowo chwycić smycz i udać się w drogę powrotną do domu.
Wieczór spędziłem z jednym z moich klientów. Otóż to - jestem trenerem personalnym i pomagam ludziom wykonywać ćwiczenia, które dobrze na nich wpłyną i przyniosą najlepsze rezultaty. To nie jest łatwa praca. Muszę posiadać dobrą kondycję, doświadczenie w określonych dyscyplinach sportowych - ogółem znać się na sporcie. Z drugiej strony do tej pracy potrzebne są w pewnym sensie umiejętności medyczne. Jeżeli pacjent ma problemy z danym narządem, muszę znaleźć dla niego odpowiedni rodzaj treningu i dostosować jego intensywność. Każdy klient jest też w innym wieku. Muszę być gotowy na młodych i krzepkich, ale również starszych seniorów, którzy chcą czuć się zdrowo i zacząć ćwiczyć.
Ach, zapomniałbym. Każdemu klientowi muszę układać indywidualną dietę, która przyspieszy rezultaty ćwiczeń i będzie zawierała wszystkie niezbędne składniki do prawidłowego funkcjonowania. Roboty w opór. Dodatkowo pracuję w różnych miejscach, gdyż część klientów woli trenować ze mną na siłowni, a część w domach.
***
Wsiadłem do samochodu i pojechałem na siłownię. Tam czekał już mój nowy klient. Młody, wątły dwudziestolatek. Rozpoczęliśmy trening, wypisałem mu zalecaną dietę oraz przedstawiłem przeciwwskazania do konkretnych ćwiczeń, gdyż młody był po urazie. Tak oto spędziłem całe popołudnie.
***
Wreszcie wróciłem do domu i z westchnieniem położyłem się na sofie. Po godzinnej drzemce zerwałem się z kanapy i poszedłem wziąć zimny, orzeźwiający prysznic. Obwiązałem pas ręcznikiem i wróciłem do kuchni, aby zjeść jakąś lekką kolację. Po posiłku udałem się jeszcze na moment do łazienki, aby przebrać się w piżamę, po czym poszedłem do sypialni i zasnąłem.
Rankiem obudziło mnie donośne szczekanie mojego psa. Mimo że był na zewnątrz, doskonale było go słychać.
Powoli wygramoliłem się z łóżka, przeciągnąłem, a następnie zrobiłem kilka ćwiczeń na rozbudzenie.
Po typowych porannych czynnościach, jak śniadanie, czy mycie zębów, ubrałem się i wyszedłem z psem na spacer do pobliskiego parku.
Ku mojemu zdziwieniu, ujrzałem tam kobietę, którą spotkałem wczoraj.
- Widzę, że nasza Pani przemądrzała też ma pieski. - Rzekłem, a na mojej twarzy pojawił się lekki uśmieszek.
- Ja chociaż umiem je prowadzić i się ich nie boję.
Cóż to za brednie. Jakbym bał się swojego psa, to bym się go jak najszybciej pozbył i nie ściągał mu kagańca z pyska.
- Nie boje się swojego psa. - Odparłem, zerkając na warczącego na mnie psa dziewczyny.
Puchata kulka, ale gdyby przyszło co do czego, uciekłby przed moim psem.
- Tylko winny się tłumaczy. - Rzekła, po czym zapięła drugiego psa do smyczy. Kolejna urocza puchata kulka. - Zresztą nie obchodzi mnie czy się go boisz czy nie, zacznij po prostu częściej z nim przebywać. Powinien wtedy złagodnieć. - Dodała.
- Znam go już kilka dobrych lat. Uwierz, on ma po prostu taki charakterek. - Zerknąłem na swojego psa, który postawił groźnie uszy i prezentował swoje kły psu dziewczyny.
- Wątpię. - Odparła krótko, po czym wstała i ruszyła przed siebie.
- Stój! - Chwyciłem ją delikatnie za ramię. - Dasz swój numer? - Zapytałem, posyłając jej ciepły uśmiech.
<Katfrin? :]>
4 lip 2018
Od Ashley CD Jacoba
Tego wieczoru miałam nadzieje, że będziemy sami i nikt, ale to nikt nie będzie nam przeszkadzał. Niestety moje marzenie nie mogło być spełnione, bowiem za chwilę usłyszeliśmy dzwonek. Chłopak bez zastanowienia natychmiast poszedł zobaczyć kto to. Sama byłam zaciekawiona kto o tej porze może go odwiedzać. Czyżby to te jego "fanki"? Miałam jednak nadzieje, że to nie jedna z nich, a gdyby to była któraś to nawet jej nóżka nie znalazła by się w tym domu. Nigdy. Jednak nie były to nasze słynne gwiazdy, ale grupka ludzi. Jacob zorganizował jakąś imprezę, ale o niej zapomniał? Ale po co miałby, przecież mnie zapraszać skoro takie coś organizuje. Ludzi od razu się rozgościli i zachowywali jak we własnym domu. Patrząc na nich wszystkim nikogo nie kojarzyłam. W sumie czułam się trochę dziwnie w ich towarzystwie z myślą, że nikogo tutaj nie znam. Siedziałam tak sama na kanapie i cierpliwie czekałam, aż Jacob mi to raczy łaskawie wyjaśnić. Nie byłam za bardzo z tego zadowolona, że tu przyszli.
Nagle z moich myśli wyrwał mnie jakiś chłopak, który przysiadł się do mnie. Widać było, że jest nieco starszy od Jacoba, miał lekki zarost, a jego włosy były staranie ułożone, jednak niektóre pasma spadają do przodu. Domyśliłam się już czego może chcieć.
- Hej, piękna jak ci na imię? - przejechał dłonią po włosach
Skrzywiłam się na ten jakże chamski podryw. Myślał, że jak powie do mnie "piękna" to będę już jego? Jak widać chłopak ma o sobie wysokie mniemanie. Czy znów trafił mi się podrywacz? Wyglądało na to, że tak. Brunet nie miał zamiaru ukrywać się z tym co teraz robi, a jego ręka zawędrowała natychmiast na oparcie sofy. Wywróciłam oczami z nadzieją, że da mi spokój, ale wtedy w naszą stronę zaczął kierować się wściekły Jacob. W pewnej chwili miałam wrażenie, że rozszarpie go. W tej chwili, przy wszystkich. Zaczął na niego krzyczeć i wypominać mu jakąś dziewczynę w kółko powtarzając mu jej imię. Brzmiało ono Sandy. Próbowałam uspokoić jakoś chłopaka i po części mi się to udało. Wyprosił w pośpiechu swojego towarzysza i całą gromadę ludzi ze swojego domu. Zostawił mnie bez słowa i poszedł do łazienki. Nie chciałam go męczyć, więc zostawiłam go samego, aby trochę ochłonął.
Spojrzałam na duże okno, które prowadziło do ogrodu. Było identyczne jak moje. Przed nim siedział Grey i robił maślane oczy, aby wpuścić go do domu. W tamtej chwili zmiękło mi serce i musiałam to zrobić. Wstałam i zaczęłam kierować się w stronę okna, a kiedy pies to zobaczył od razu zaczął merdać ogonem, a na jego pysku nie było już smutku, ale wielkie szczęście. Kiedy otworzyłam mu je, ten natychmiast wpadł i zaczął biegać po salonie jak opętany. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam uspokajać psa z obawą, że coś zniszczy, a Jacob nie będzie z tego powodu zadowolony. Kiedy pies się uspokoił usiadłam na kanapie i zawołałam go do siebie, a ten nadal zadowolony przyszedł do mnie bez jakichkolwiek sprzeciwów. Podrapałam go za uchem, a po chwili wskoczył, ułożył się wygodnie, a jego łeb spoczywał na moich nogach. Zaczęłam głaskać go po czym już po chwili zamknął oczy. Mimo to nie przestawałam tego robić. Z tego wszystkiego wyrwał mnie Jacob, który podszedł i usiadł obok mnie na kanapie.
- Wszystko w porządku? - oparłam podbródek na jego ramieniu
- Tak. - spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem po czym pocałował mnie w czoło
Uśmiechnęłam się szeroko, ale po chwili ponownie stałam się poważna nie pokazując, że ucieszyłam się z tego co właśnie zrobił.
Oparłam się o niego wygodnie, oczywiście nie przestając głaskać Grey'a, który mimo to, że się roiłam nadal w najlepsze sobie spał. W pewnej chwili przypomniałam sobie o tej dziewczynie. Nie wiedziałam czy mam go o to pytać i czy chce o tym rozmawiać. Bardzo chciałam wiedzieć kto to jest i moja ciekawość zwyciężyła.
- Kim jest... Sandy? - przerwałam panującą między nami ciszę
Jacob?
Nagle z moich myśli wyrwał mnie jakiś chłopak, który przysiadł się do mnie. Widać było, że jest nieco starszy od Jacoba, miał lekki zarost, a jego włosy były staranie ułożone, jednak niektóre pasma spadają do przodu. Domyśliłam się już czego może chcieć.
- Hej, piękna jak ci na imię? - przejechał dłonią po włosach
Skrzywiłam się na ten jakże chamski podryw. Myślał, że jak powie do mnie "piękna" to będę już jego? Jak widać chłopak ma o sobie wysokie mniemanie. Czy znów trafił mi się podrywacz? Wyglądało na to, że tak. Brunet nie miał zamiaru ukrywać się z tym co teraz robi, a jego ręka zawędrowała natychmiast na oparcie sofy. Wywróciłam oczami z nadzieją, że da mi spokój, ale wtedy w naszą stronę zaczął kierować się wściekły Jacob. W pewnej chwili miałam wrażenie, że rozszarpie go. W tej chwili, przy wszystkich. Zaczął na niego krzyczeć i wypominać mu jakąś dziewczynę w kółko powtarzając mu jej imię. Brzmiało ono Sandy. Próbowałam uspokoić jakoś chłopaka i po części mi się to udało. Wyprosił w pośpiechu swojego towarzysza i całą gromadę ludzi ze swojego domu. Zostawił mnie bez słowa i poszedł do łazienki. Nie chciałam go męczyć, więc zostawiłam go samego, aby trochę ochłonął.
Spojrzałam na duże okno, które prowadziło do ogrodu. Było identyczne jak moje. Przed nim siedział Grey i robił maślane oczy, aby wpuścić go do domu. W tamtej chwili zmiękło mi serce i musiałam to zrobić. Wstałam i zaczęłam kierować się w stronę okna, a kiedy pies to zobaczył od razu zaczął merdać ogonem, a na jego pysku nie było już smutku, ale wielkie szczęście. Kiedy otworzyłam mu je, ten natychmiast wpadł i zaczął biegać po salonie jak opętany. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam uspokajać psa z obawą, że coś zniszczy, a Jacob nie będzie z tego powodu zadowolony. Kiedy pies się uspokoił usiadłam na kanapie i zawołałam go do siebie, a ten nadal zadowolony przyszedł do mnie bez jakichkolwiek sprzeciwów. Podrapałam go za uchem, a po chwili wskoczył, ułożył się wygodnie, a jego łeb spoczywał na moich nogach. Zaczęłam głaskać go po czym już po chwili zamknął oczy. Mimo to nie przestawałam tego robić. Z tego wszystkiego wyrwał mnie Jacob, który podszedł i usiadł obok mnie na kanapie.
- Wszystko w porządku? - oparłam podbródek na jego ramieniu
- Tak. - spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem po czym pocałował mnie w czoło
Uśmiechnęłam się szeroko, ale po chwili ponownie stałam się poważna nie pokazując, że ucieszyłam się z tego co właśnie zrobił.
Oparłam się o niego wygodnie, oczywiście nie przestając głaskać Grey'a, który mimo to, że się roiłam nadal w najlepsze sobie spał. W pewnej chwili przypomniałam sobie o tej dziewczynie. Nie wiedziałam czy mam go o to pytać i czy chce o tym rozmawiać. Bardzo chciałam wiedzieć kto to jest i moja ciekawość zwyciężyła.
- Kim jest... Sandy? - przerwałam panującą między nami ciszę
Jacob?
Felix Wilson

Motto: Odważnym szczęście sprzyja.
Imię: Był tak wielkim powodem do radości dla swoich rodziców, że nazwali go Felix. Z biegiem czasu okazało się, że to imię aż zbyt dziwnie do niego pasuje.
Nazwisko: Wilson
Wiek: 24 lata
Data urodzenia: Długo wyczekiwany dzień przez jego rodzicieli, czyli 4 kwietnia
Płeć: mężczyzna
Miejsce zamieszkania: Udało mu się znaleźć malutkie mieszkanie na poddaszu z aneksem kuchennym oraz jednym pokojem. Wystające belki, słupy nośne i inne wystające drewna są dopełnieniem stylu rustykalnego, który jest utrzymany we wszystkich pomieszczeniach.
Orientacja: Heteroseksualny
Praca: początkujący antropolog sądowy
Charakter: Plakietką, którą nawet sam Felix przypiąłby do siebie, jest roztrzepanie. Chłopak najlepiej byłby w kilku miejscach na raz i robiłby miliard rzeczy jednocześnie. Uwielbia towarzystwo innych, rozmawiać z ludźmi lub po prostu przebywać w ich otoczeniu. Nie wytrzymałby jednego dnia w samotności, nawet za nie wiadomo jak wielką sumę pieniędzy. Jest otwarty na nowe znajomości, patrzy na świat wręcz przez różowe okulary. Nie chce widzieć w ludziach złych cech, mimo że w swojej pracy już zobaczył niemałe okrucieństwa. Często przekłada dobro innych nad własne, chcąc widzieć uśmiechy innych tak często, jak tylko jest to możliwe. Dąży do wyznaczonego przez siebie celu. Odkąd pamięta, wszyscy mówili mu, że jest bardziej uparty od osła. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, jeśli ma jakiś plan. Jest niemiłosiernie dociekliwy, przez co zawsze znajdzie odpowiedzi na swoje pytania. Nie zna słowa "nie", jeśli jest coś dla niego ważne. A wiele rzeczy jest, zwłaszcza, jeśli chodzi o jego przyjaciół. Którego, notabene, ma spore grono przez swoją wręcz irracjonalną otwartość. Nie ma chyba na świecie człowieka, który zagadałby do zupełnie obcej osoby i to zupełnie bezcelowo. Prawdopodobnie zagadałby ją na śmierć przez swą wylewność, ale to już inna inszość. Lubi obgadywać wszelakie sytuacje, nawet jeśli w połowie kwestii zmieni temat rozmowy. W razie potrzeby potrafi jednak zamilknąć, by wysłuchać i w miarę swoich możliwości doradzić lub wesprzeć. Kocha jednak żartować na każdy temat, więc nie czuj się zraniony, jeśli obróci twoją sytuację w żart. Nie robi tego w żaden sposób celowo. Stara się być odpowiedzialny, chociaż nie zawsze mu to wychodzi. Czasem zdarza mu się zachować dziecinnie, ale taka już jego natura. Chce być po prostu dla każdego tym rozweselającym słoneczkiem, o którym zawsze wspominała jego mama.
Hobby: Wbrew pozorom jego praca nie jest jego hobby. Oczywiście lubi ją, jednak jego pasją jest sport, a zwłaszcza bieganie. Dzięki niemu się wycisza się i przestaje myśleć o wszystkim.
Aparycja|
- wzrost: 185 cm
- waga: 75 kg
- opis wyglądu: Felix jest wysokim, dobrze zbudowanym, młodym mężczyzną. Nie szczędzi sobie wysiłku, więc nietrudno zauważyć jego mięśnie, zwłaszcza te na nogach, wyćwiczone przez biegi. W jego twarzy, na której czasem jest widoczny kilkudniowy zarost, największą uwagę przyciąga szeroki, wesoły uśmiech, który prawie nigdy nie znika. Dowodem na to, że jego wesołość jest szczera, są błyski w jego niebiesko-zielonych oczach. Brązowe włosy stara się utrzymać w ładzie, co nawet całkiem mu wychodzi.
- pozostałe informacje: Brak
- głos: Grant Gustin
Historia: Historia Felixa nie jest jakaś zawiła czy skomplikowana. Jest jedynakiem, długo wyczekiwanym dzieckiem Harry'ego i Aveline Wilsonów. Dzięki temu, mimo braku jakiegoś olbrzymiego majątku, niczego mu nie brakowało. Zwłaszcza miłości od obojga rodziców. Felix starał się odwdzięczać tym samym. Mimo że jak każde dziecko często sprawiał kłopoty rodzicom, nigdy nie robił tego umyślnie. Gdy osiągnął dorosłość, postanowił jednak się usamodzielnić. Najpierw wyjechał na studia, a potem, w poszukiwaniu pracy i kontynuowania spokojnego życia, przeprowadził się do Avenley River.
Rodzina:
Aveline Wilson - matka Felixa. Syn od zawsze był jej oczkiem w głowie, słoneczkiem, które przywoływało uśmiech na jej twarzy.
Harry Wilson - ojciec, a jednocześnie nauczyciel w liceum. To on nauczył Felixa wszelkich zasad, którymi ten do teraz kieruje się w życiu.
Partner: Brak
Potomstwo: Brak
Ciekawostki:
* Od zawsze jest osobą spóźnialską
* Kocha kawę, nie wyobraża sobie bez niej poranka
* Wieczory zawsze spędza na biegach w parku razem ze swoim pupilem
Zwierzęta: Pies Chipper, chyba jedyne bardziej energiczne stworzenie od Felixa, jakie istnieje.
Pojazd: Brak
Kontakt: Lucek [HW] rapsodiam0@gmail.com [MAIL] 49500072 [GG]
Od Sebastiana cd. Katfrin
Po krótkiej wędrówce pośród martwych Sebastian znalazł w końcu groby, na jakich mu zależało. Stały obok siebie, z kamienia o podobnym odcieniu. Na pierwszy rzut oka widać było, że osoby "odpoczywające" w nich są rodziną, wystarczyło, chociażby popatrzeć na nazwiska. Mężczyzna zabrał się do pracy, którą, ku jego zdziwieniu, wyjątkowo szybko skończył. Na jego twarzy zalśnił szeroki, pogodny uśmiech. Nie chciało mu się wracać do domu, więc postanowił przespacerować się uliczkami cmentarza.
Może niejednego by to zdziwiło, innego odtrąciło, jednak Sebastian przechadzał się spokojnie między martwymi ciałami, zakopanymi w niegdyś żyznej, idealnie nadającej się pod uprawę, ziemi. Cmentarz był jego królestwem, do którego nikt nigdy się nie zapuszczał, pomijając kilka moherów, które i tak niedługo pojawią się w tym miejscu na stałe. Sucha trawa, twarda ziemia, drzewa rzucające upiorne cienie i wszelkiego rodzaju ptactwo przesiadujące na murach oddzielających "normalny" świat, od tego. Oh, tak, Laine kochał tę przygnębiającą aurę, blask zniczy i charakterystyczny zapach. Nie oddałby tego nawet za najlepiej płatną i łatwą pracę na ziemi. Kochał machać łopatą i pucować kamienne posążki, szkoda tylko, że nikt tego nie rozumiał. Słyszysz "grabarz" i myślisz o upiornym staruchu z pomarszczoną twarzą, bez zębów, ze szpadlem w ludzkiej krwi. Nikt nie zaakceptował jego hobby, jak sam to nazywa.
Po dłuższej chwili, poświęconej rozmyślaniu nad tematami bardzo przyziemnymi, a mianowicie: dlaczego nikt mnie nie lubi, i temu podobnymi, Sebastian postanowił wracać do domu. Droga powrotna nie zajęła mu tyle czasu, odłożył przybory, których używał do szopy za domem, a sam udał się do kuchni w wiadomym celu. Zrobić herbatę, zapomnieći udać, że wszystko jest w porządku. Tak też uczynił i usatysfakcjonowany poszedł spać. No, przynajmniej w teorii. Około pół godziny po położeniu się do łóżka, nabrał nagle niebywałej ochoty na zagranie jakiegoś cholernie trudnego utworu na pianino. Zignorował ten pomysł, myśląc, że "przejdzie bokiem". Jakże strasznie się mylił. Wiedziony instynktem zszedł po schodach do pokoju z fortepianem i zaczął grać z pamięci. Mylił dużą część dźwięków, lecz melodia była całkiem przyjemna. Po dłuższej chwili usatysfakcjonowany, w końcu, położył się spać.
- To co, Gilbert? Jedziemy, czy wystawiamy biedną kobietę?
Pies przekrzywił głowę, a jego właściciel się roześmiał. Razem wyszli z domu i ruszyli przed siebie. Po chwili Laine zobaczył machającą i zachęcającą do wejścia do samochodu Katfrin. Od razu skierował się ku niej z szerokim uśmiechem, a jego pupil za nim.
- Nie będzie z nim problemu? - jeszcze raz upewnił się chłopak.
- Wybiega się, chociaż.
Sebastian zajął miejsce pasażera, a Gilbert wskoczył na tylne siedzenie. Dziewczyna ruszyła.
- Jak nazywa się ta biała kulka?
- Gilbert.
- Myślę, że ty i Gilbert lubicie zwierzęta.
- W salonie jest ich więcej, jak chcesz, mogę ci je pokazać.
Katfrin wzruszyła ramionami. Chłopak podziękował.
<Katfrin? Trochę krócej, a jakość jest odwzorowaniem mojego aktualnego stanu xd>
Może niejednego by to zdziwiło, innego odtrąciło, jednak Sebastian przechadzał się spokojnie między martwymi ciałami, zakopanymi w niegdyś żyznej, idealnie nadającej się pod uprawę, ziemi. Cmentarz był jego królestwem, do którego nikt nigdy się nie zapuszczał, pomijając kilka moherów, które i tak niedługo pojawią się w tym miejscu na stałe. Sucha trawa, twarda ziemia, drzewa rzucające upiorne cienie i wszelkiego rodzaju ptactwo przesiadujące na murach oddzielających "normalny" świat, od tego. Oh, tak, Laine kochał tę przygnębiającą aurę, blask zniczy i charakterystyczny zapach. Nie oddałby tego nawet za najlepiej płatną i łatwą pracę na ziemi. Kochał machać łopatą i pucować kamienne posążki, szkoda tylko, że nikt tego nie rozumiał. Słyszysz "grabarz" i myślisz o upiornym staruchu z pomarszczoną twarzą, bez zębów, ze szpadlem w ludzkiej krwi. Nikt nie zaakceptował jego hobby, jak sam to nazywa.
Po dłuższej chwili, poświęconej rozmyślaniu nad tematami bardzo przyziemnymi, a mianowicie: dlaczego nikt mnie nie lubi, i temu podobnymi, Sebastian postanowił wracać do domu. Droga powrotna nie zajęła mu tyle czasu, odłożył przybory, których używał do szopy za domem, a sam udał się do kuchni w wiadomym celu. Zrobić herbatę, zapomnieći udać, że wszystko jest w porządku. Tak też uczynił i usatysfakcjonowany poszedł spać. No, przynajmniej w teorii. Około pół godziny po położeniu się do łóżka, nabrał nagle niebywałej ochoty na zagranie jakiegoś cholernie trudnego utworu na pianino. Zignorował ten pomysł, myśląc, że "przejdzie bokiem". Jakże strasznie się mylił. Wiedziony instynktem zszedł po schodach do pokoju z fortepianem i zaczął grać z pamięci. Mylił dużą część dźwięków, lecz melodia była całkiem przyjemna. Po dłuższej chwili usatysfakcjonowany, w końcu, położył się spać.
•
Ranek był dla Sebastiana dość ciężki. Nie dlatego, że położył się spać późno, wręcz przeciwnie. Strasznie się rozleniwił, śniadania nie zjadł, na groby nie wyszedł, po prostu ogarnął się i już chciał wrócić pod kołdrę, kiedy nagle przypomniał sobie, że przecież miał się spotkać z... Katfrin? Taak, właśnie z nią. Związał włosy w kok.- To co, Gilbert? Jedziemy, czy wystawiamy biedną kobietę?
Pies przekrzywił głowę, a jego właściciel się roześmiał. Razem wyszli z domu i ruszyli przed siebie. Po chwili Laine zobaczył machającą i zachęcającą do wejścia do samochodu Katfrin. Od razu skierował się ku niej z szerokim uśmiechem, a jego pupil za nim.
- Nie będzie z nim problemu? - jeszcze raz upewnił się chłopak.
- Wybiega się, chociaż.
Sebastian zajął miejsce pasażera, a Gilbert wskoczył na tylne siedzenie. Dziewczyna ruszyła.
- Jak nazywa się ta biała kulka?
- Gilbert.
- Myślę, że ty i Gilbert lubicie zwierzęta.
•
Chłopak odsunął rękę od szyby.- W salonie jest ich więcej, jak chcesz, mogę ci je pokazać.
Katfrin wzruszyła ramionami. Chłopak podziękował.
<Katfrin? Trochę krócej, a jakość jest odwzorowaniem mojego aktualnego stanu xd>
Od Katfrin CD. Carlo
- Kawa mrożona z gałką lodów cynamonowych na wynos proszę -
powiedziałam do dziewczyny za ladą, a ta szybko nabiła to na kasę.
Podałam jej pieniądze, a ta wydała resztę dając mi paragon z numerkiem
36. Stanęłam z boku i wyjęłam telefon i odpisałam na wiadomości na temat
tego kiedy można przyjechać na jazdę konną. Kiedy mój numer wyświetlił
się na telewizorze podeszłam i zabrałam moją kochaną kawę. Wsypałam od
razu jedną saszetkę cukru i zamieszałam lekko, wyrzuciłam śmieci do
kosza i trzymając przy sobie napój jak dziecko wyszłam z pomieszczenia
od razu zakładając okulary przeciwsłoneczne.Skierowałam się na drugą
stronę jezdni gdyż tuż za parkiem stał mój samochód. Nagle usłyszałam
warczenie i szczekanie psa za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka z
pitbulem. Zwierze nie miało kagańca, a widać, że nie należało do
łagodnych, sam właściciel sobie z nim nie radził.
- Załóż psu kaganiec zanim kogoś zagryzie - rzekłam patrząc na niego zła. Chłopak spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
- Nie bój się trzymam go - powiedział i uśmiechnął się do mnie tym uśmiechem... jak się na niego mówi? Łobuzerskim? Tak.
- Zacznijmy od tego, że gdyby szarpnął mocniej pociągnął by twoją dłoń, która by się zaplątała, a ty nic nie zrobisz - rzekłam i upiłam łyk kawy poprawiając okulary, które trochę spadły mi z nosa.
- Przemądrzała - powiedział i przyciągnął do siebie bliżej psa, który patrzył na mnie zainteresowanym wzrokiem. Pewnie wyczuł mój zwierzyniec.
- Wolę słowo mądra - odpowiedziałam i puściłam mu oczko mimo iż nie mógł tego dokładnie zobaczyć. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę swojego samochodu.
- Odwiń dłoń z tej smyczy bo naprawdę zrobisz sobie krzywdę - zawołałam jeszcze - ach takim dzieciom nie powinno się sprzedawać zwierząt - dodałam po chwili. Wyjęłam kluczyki i otworzyłam samochód od razu wsiadając. Położyłam kawę na swoim miejscu i wyjęłam telefon wybierając numer do Christiana- mojego brata.
- Będziesz dziś? - zapytałam nawet się nie witając.
- Będę - odpowiedział, a potem rozłączył się. Tak... nasze wspaniałe rozmowy... Odpaliłam samochód i rzuciłam telefon na stacyjkę bo nie chciało mi się już wkładać go do kieszeni spodni. Czyżbym była leniwa? Możliwe. Bardzo wręcz. Wyjechałam z parkingu i włączyłam się w ruch. Stanęłam na pasach gdy pojawiło mi się czerwone światełko, zobaczyłam, że przechodzi przez nie chłopak z tym psem. Tym razem poprawnie trzymał smycz. Dłoń nie była owinięta co dawało pewność, że nawet gdy pies pociągnie i się wyrwie to właściciel nie zostanie wtedy pociągnięty kawałek po ziemi oraz jego ręka będzie miała prawidłowy przebieg krwi.
~~~~**~~~~
Następnego dnia siedziałam w pracy z psami, musiały oczywiście jak co miesiąc zdać test. Czy są w stanie dalej tropić i czy węch im się nie popsuł. Niala i Veron jak zawsze zaliczyli wszystko dobrze, a ja jako iż mogłam iść wcześniej za to do domu byłam zadowolona. Stwierdziłam iż udam się z nimi do parku by tam jak zawsze mogły poganiać ptaki. Oczywiście w kagańcach, obawiam się, że mogłyby zagryźć te biedne stworzenia w mniej niż trzydzieści sekund. Skierowałam się więc z nimi do parku i ulubionym miejscu przy jeziorku zajęłam jedną z ławek. Odpięłam Niale i rzuciłam jej patyk na co ona bez wahania pobiegła po niego. Veron za to położył się tuż obok ławki, na której siedziałam.
- Widzę, że nasza Pani przemądrzała też ma pieski - usłyszałam głos, spojrzałam więc na osobę mówiącą, którą okazał się być chłopak z wczoraj. Westchnęłam i wywróciłam oczami.
- Ja chociaż umiem je prowadzić i się ich nie boje - powiedziałam, a moje słowa potwierdził Veron, który wstał i warknął w stronę chłopaka ukazując mu kły. Mój pies swoją posturą straszył wielu, a stojąc zasłaniał mnie prawie w całości.
- Nie boje się swojego psa - odpowiedział od razu broniąc się.
- Tylko winny się tłumaczy - rzekłam i wstałam, Niala podbiegła do nas, a ja od razu zapięłam jej smycz. Spojrzałam na chłopaka, który był ode mnie dużo wyższy.
- Zresztą nie obchodzi mnie czy się go boisz czy nie, zacznij po prostu częściej z nim przebywać. Powinien wtedy złagodnieć - wtrąciłam się ponieważ już chciał coś powiedzieć.
Carlo? <Pierwsze opowiadania zawsze mi nie wychodzą więc przepraszam>
- Załóż psu kaganiec zanim kogoś zagryzie - rzekłam patrząc na niego zła. Chłopak spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
- Nie bój się trzymam go - powiedział i uśmiechnął się do mnie tym uśmiechem... jak się na niego mówi? Łobuzerskim? Tak.
- Zacznijmy od tego, że gdyby szarpnął mocniej pociągnął by twoją dłoń, która by się zaplątała, a ty nic nie zrobisz - rzekłam i upiłam łyk kawy poprawiając okulary, które trochę spadły mi z nosa.
- Przemądrzała - powiedział i przyciągnął do siebie bliżej psa, który patrzył na mnie zainteresowanym wzrokiem. Pewnie wyczuł mój zwierzyniec.
- Wolę słowo mądra - odpowiedziałam i puściłam mu oczko mimo iż nie mógł tego dokładnie zobaczyć. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę swojego samochodu.
- Odwiń dłoń z tej smyczy bo naprawdę zrobisz sobie krzywdę - zawołałam jeszcze - ach takim dzieciom nie powinno się sprzedawać zwierząt - dodałam po chwili. Wyjęłam kluczyki i otworzyłam samochód od razu wsiadając. Położyłam kawę na swoim miejscu i wyjęłam telefon wybierając numer do Christiana- mojego brata.
- Będziesz dziś? - zapytałam nawet się nie witając.
- Będę - odpowiedział, a potem rozłączył się. Tak... nasze wspaniałe rozmowy... Odpaliłam samochód i rzuciłam telefon na stacyjkę bo nie chciało mi się już wkładać go do kieszeni spodni. Czyżbym była leniwa? Możliwe. Bardzo wręcz. Wyjechałam z parkingu i włączyłam się w ruch. Stanęłam na pasach gdy pojawiło mi się czerwone światełko, zobaczyłam, że przechodzi przez nie chłopak z tym psem. Tym razem poprawnie trzymał smycz. Dłoń nie była owinięta co dawało pewność, że nawet gdy pies pociągnie i się wyrwie to właściciel nie zostanie wtedy pociągnięty kawałek po ziemi oraz jego ręka będzie miała prawidłowy przebieg krwi.
~~~~**~~~~
Następnego dnia siedziałam w pracy z psami, musiały oczywiście jak co miesiąc zdać test. Czy są w stanie dalej tropić i czy węch im się nie popsuł. Niala i Veron jak zawsze zaliczyli wszystko dobrze, a ja jako iż mogłam iść wcześniej za to do domu byłam zadowolona. Stwierdziłam iż udam się z nimi do parku by tam jak zawsze mogły poganiać ptaki. Oczywiście w kagańcach, obawiam się, że mogłyby zagryźć te biedne stworzenia w mniej niż trzydzieści sekund. Skierowałam się więc z nimi do parku i ulubionym miejscu przy jeziorku zajęłam jedną z ławek. Odpięłam Niale i rzuciłam jej patyk na co ona bez wahania pobiegła po niego. Veron za to położył się tuż obok ławki, na której siedziałam.
- Widzę, że nasza Pani przemądrzała też ma pieski - usłyszałam głos, spojrzałam więc na osobę mówiącą, którą okazał się być chłopak z wczoraj. Westchnęłam i wywróciłam oczami.
- Ja chociaż umiem je prowadzić i się ich nie boje - powiedziałam, a moje słowa potwierdził Veron, który wstał i warknął w stronę chłopaka ukazując mu kły. Mój pies swoją posturą straszył wielu, a stojąc zasłaniał mnie prawie w całości.
- Nie boje się swojego psa - odpowiedział od razu broniąc się.
- Tylko winny się tłumaczy - rzekłam i wstałam, Niala podbiegła do nas, a ja od razu zapięłam jej smycz. Spojrzałam na chłopaka, który był ode mnie dużo wyższy.
- Zresztą nie obchodzi mnie czy się go boisz czy nie, zacznij po prostu częściej z nim przebywać. Powinien wtedy złagodnieć - wtrąciłam się ponieważ już chciał coś powiedzieć.
Carlo? <Pierwsze opowiadania zawsze mi nie wychodzą więc przepraszam>
3 lip 2018
Od Kaspera cd. Etienne
Chłopak wrócił do szkicowania. Cały
czas śledziłem wzrokiem każdy ruch ołówkiem. Dlaczego ja nie mam
talentu? Czy ktoś mi to może wytłumaczyć? Usiadłem na trawie,
wbijając wzrok w płótno. I tak nie miałem co robić, więc mogę
mu dotrzymać towarzystwa, prawda?
~*~
Siedziałem cicho ponad pół godziny. Mogę się założyć, że chłopak zapomniał o tym, iż tu w ogóle jestem. Chwyciłem gitarę i szarpnąłem struny. Znowu go wystraszyłem, obrócił się momentalnie w moją stronę.
- Jeszcze tu jesteś? - Zapytał, wbijając we mnie wzrok.
- A gdzie mam być? - Odpowiedziałem, pytaniem na pytanie, uśmiechając się lekko.
- No... nie wiem. Często szpiegujesz ludzi? - Mruknął.
- Nie, zazwyczaj tylko tych wyjątkowych. - Westchnąłem, zaczynając grać melodię piosenki ,,Something just like this''. To mnie odprężało, czułem się... spokojniejszy.
Nie mogłem się powstrzymać, zacząłem podśpiewywać co drugie słowa, po chwili, śpiewałem już całość. Z zamkniętymi oczami jeździłem palcami po strunach. Wiele osób, pytało się, ile razy już to grałem. Szczerze? Nie patrząc na struny, może z trzy. To była jedyna rzecz, która wychodziła mi naprawdę dobrze. Skończyłem, z uśmiechem odłożyłem gitarę na trawę i otworzyłem oczy. Ujrzałem, siedzącego przede mną chłopaka. Teraz on wpatrywał się we mnie jak głupi.
- Masz cudowny głos. - Powiedział.
- Dzięki, ale znam osoby, które śpiewają o niebo lepiej. To po prostu lata praktyki. - Wzruszyłem ramionami.
Chłopak zaśmiał się, chyba zrozumiał, że powiedziałem praktycznie to samo co on, niecałą godzinę temu.
- Dałbyś mi na chwilę telefon? Muszę do kogoś napisać, a mój się rozładował. - Westchnąłem, spoglądając na niego.
- Jasne. Trzymaj. - Podał mi telefon z uśmiechem.
Wstukałem numer w sms'y, a następnie wiadomość.
- Dzięki. - Oddałem chłopakowi telefon i wyciągnąłem swój z kieszeni.
Ekran zaświecił, co sprawiło, że oboje na niego spojrzeliśmy.
- Przecież mówiłeś, że... - Nie dokończył, bo mu przerwałem.
~*~
Siedziałem cicho ponad pół godziny. Mogę się założyć, że chłopak zapomniał o tym, iż tu w ogóle jestem. Chwyciłem gitarę i szarpnąłem struny. Znowu go wystraszyłem, obrócił się momentalnie w moją stronę.
- Jeszcze tu jesteś? - Zapytał, wbijając we mnie wzrok.
- A gdzie mam być? - Odpowiedziałem, pytaniem na pytanie, uśmiechając się lekko.
- No... nie wiem. Często szpiegujesz ludzi? - Mruknął.
- Nie, zazwyczaj tylko tych wyjątkowych. - Westchnąłem, zaczynając grać melodię piosenki ,,Something just like this''. To mnie odprężało, czułem się... spokojniejszy.
Nie mogłem się powstrzymać, zacząłem podśpiewywać co drugie słowa, po chwili, śpiewałem już całość. Z zamkniętymi oczami jeździłem palcami po strunach. Wiele osób, pytało się, ile razy już to grałem. Szczerze? Nie patrząc na struny, może z trzy. To była jedyna rzecz, która wychodziła mi naprawdę dobrze. Skończyłem, z uśmiechem odłożyłem gitarę na trawę i otworzyłem oczy. Ujrzałem, siedzącego przede mną chłopaka. Teraz on wpatrywał się we mnie jak głupi.
- Masz cudowny głos. - Powiedział.
- Dzięki, ale znam osoby, które śpiewają o niebo lepiej. To po prostu lata praktyki. - Wzruszyłem ramionami.
Chłopak zaśmiał się, chyba zrozumiał, że powiedziałem praktycznie to samo co on, niecałą godzinę temu.
- Dałbyś mi na chwilę telefon? Muszę do kogoś napisać, a mój się rozładował. - Westchnąłem, spoglądając na niego.
- Jasne. Trzymaj. - Podał mi telefon z uśmiechem.
Wstukałem numer w sms'y, a następnie wiadomość.
- Dzięki. - Oddałem chłopakowi telefon i wyciągnąłem swój z kieszeni.
Ekran zaświecił, co sprawiło, że oboje na niego spojrzeliśmy.
- Przecież mówiłeś, że... - Nie dokończył, bo mu przerwałem.
- Wklepałem ci mój numer, mam niezłe
znajomości. Zrobię z ciebie gwiazdę, zaufaj mi. - prychnąłem,
śmiechem.
Zrobiłem zdjęcie obrazu, który był dziełem nowo poznanego mężczyzny. Wstałem i podniosłem swoją gitarę.
- Kasper jestem. - Rzekłem, odchodząc.
Zrobiłem zdjęcie obrazu, który był dziełem nowo poznanego mężczyzny. Wstałem i podniosłem swoją gitarę.
- Kasper jestem. - Rzekłem, odchodząc.
<Etienne? c: >
Od Katfrin CD. Sebastiana
Dziewczyna szybko zapłaciła i oczywiście resztę, która została oddała
na napiwek. Spojrzała na swoje dwa puszyste psy i pogłaskała je z
lekkim uśmiechem. Wstała i złapała za smycze, wiedziała, że musi już iść
jeśli chce zdążyć przed zamknięciem jej ulubionego sklepu zoologicznego
gdzie jest duża ilość króliczków.Dziewczyna ruszyła więc w wybranym
wcześniej kierunku ciesząc się po drodze słońcem, które ogrzewało jej
jak zawsze drżące zimne dłonie. Nim przeszła przez ulice gdzie stał jej
samochód poprawiła swoje okulary, chyba były dla niej o ciupkę za duże.
Otworzyła swoje auto i wprowadziła psy zostawiając im uchylone okna.
Weszła do sklepu i od razu przywitał ją charakterystyczny dzwoneczek
mówiący o przyjściu klienta.
- Dzień dobry - powiedziała brunetka w stronę chłopaka stojącego zza ladą. Uśmiechnął się do niej i także się przywitał.
- Zacznijmy więc od najważniejszych rzeczy, myszy i chomiki - rzekła dziewczyna i udała się w stronę klatek z tymi o to zwierzętami. Wiedziała, że to jeden z większych zoologicznych gdzie jest dużo więcej zwierząt niż w zwykłym.
- Ile? - zapytał chłopak i podszedł z pojemnikiem, który był zdecydowanie za mały jak na zamówienie dziewczyny.
- Dwadzieścia myszy, piętnaście chomików syryjskich - powiedziała, a mężczyzna spojrzał na nią jak na idiotkę, spostrzegł jednak, że ta rzeczywiście chce tyle gryzoni. Chłopak zaczął pakować zwierzęta, a dziewczyna wybrała karmę dla psów i dwa kantary dla źrebaków. Powinna zacząć je przyzwyczajać, młode mają już prawie pół roku. To były jej pierwsze młodziaki, uczyła kiedyś konie, jednak wiedziała, że to będzie inna sprawa. Bała się tego, że zrobi coś źle.
- To wszystko? - zapytał nagle chłopak wybudzając ją z przemyśleń o swoich pupilach. Brunetka spojrzała na niego i skinęła głową.
- Siedem królików - odpowiedziała tylko i zabrała od chłopaka jedno z opakowań, zajrzała do środka. Małe białe myszy chodziły po pudełku i wąchały wszystko co mogły. Kat uśmiechnęła się lekko i zamknęła opakowanie. Te zwierzęta długo nie pożyją. Musiała kupić kiedyś ich więcej by mieć swoje myszy i nie jeździć tak często po nie do miasta.
- Wybrany kolor? - zapytał chłopak, a ona spojrzała na niego zdziwiona jego pytaniem.
- Obojętnie, mogą być te starsze - odpowiedziała po chwili, każdy wiedział, że częściej bierze się młode, zresztą starsze osobniki są zwykle większe. Patrzyła jak chłopak pakuje zwierzęta, a ta wspomniała mu, że jeszcze chce dziesięć sztuk ryb nie ważne jakiego gatunku. Ostatnio nabyła sobie dwa pończośniki dlatego musiała im kupić inne jedzenie z powodu ich kubków smakowych.
- To wszystko - powiedziała dziewczyna, a chłopak skinął jej i zaczął naliczać wszystko co kupiła dziewczyna.
- Może kartę stałego klienta? - spytał i spojrzał na Victorie, która skinęła mu głową na znak zgody wiedząc, że się przyda.
~~~~**~~~~
Następnego dnia Katfrin już o szóstej była na nogach, zresztą jak zawsze. ta dziewczyna jest zdecydowanie za bardzo zabiegana. Oczywiście w ciągu nocy zrobiła swoje ulubione dwie tarty, jedna z ciastkami oreo oraz masłem orzechowym, a druga z owocami leśnymi.
- Dzień dobry Verono - powiedziała Kat do swojej gosposi, która robiła sobie właśnie kawę.
- Witaj dziecko - odpowiedziała i pocałowała dziewczynę w czoło.
- Jeśli chcesz możesz przyprowadzić we wtorek swoich wnuczków wiem, że lubią przychodzić. Niech zostaną na trochę. Mamy wolne pokoje - powiedziała Victoria, a staruszka uśmiechnęła się i podziękowała.
- Jadę już - powiedziała, a Kat skinęła jej głową i sama zaczęła robić swoje kawę. Postanowiła iż teraz zrobi obiad, a następnie pojedzie na przejażdżkę.
~~~~**~~~~
Katfrin siedziała w swoim samochodzie czekając aż znajomy długowłosy pojawi się w jej polu widzenia. Kiedy go zobaczyła podjechała do niego i zaprosiła go gestem dłoni. Wziął ze sobą swoją puchatą białą kulkę.
- Nie będzie z nim problemu? - zapytał nim wszedł, a Victoria pokręciła głową.
- Wybiega się chociaż - odpowiedziała i uśmiechnęła się do czworonoga, który wskoczył na tylne siedzenie. Chłopak zajął miejsce pasażera i od razu zapiął pasy. Dziewczyna ruszyła więc i włączyła się w ruch.
- Jak nazywa się ta biała kulka? - spytała Kat i spojrzała na psa, który leżał na siedzeniu z zamkniętymi oczami.
- Gilbert - odpowiedział chłopak z lekkim uśmiechem, a dziewczyna skinęła mu wracając wzrokiem na drogę.
- Myślę, że ty i Gilbert lubicie zwierzęta - rzekła.
~~~~**~~~~
- Zapraszam - powiedziała brunetka i otworzyła drzwi do swojego domu czekając aż Sebastian rozejrzy się trochę. Jego pies spojrzał na Niale, która już dawno przywitała się z gośćmi oraz swoją właścicielką.
- Czy to stajnia? - spytał chłopak wskazując budynek. Dziewczyna skinęła mu głową odpowiadając mu tym samym na pytanie.
- Jeździsz? - zadał kolejne pytanie i wszedł do domu razem z psami.
- Od dziecka - odpowiedziała dziewczyna i ruszyła w stronę kuchni gdzie włączyła czajnik i wyjęła z lodówki wcześniej zrobione jedzenie.
- Kawę, herbatę? Czy coś zimnego? - zapytała i spojrzała na chłopaka, który właśnie zajął się jednym z moich węży. Przyglądał się jemu zza szyby i stukał delikatnie w nią.
- Nie usłyszy, węże są głuche. Ale tego akurat radze ci nie denerwować, jest jadowity - powiedziała dziewczyna, a Sebastian od razu odsunął rękę na co ona zaśmiała się.
- W salonie jest ich więcej, jeśli chcesz mogę ci je pokazać - rzekła i wzruszyła ramionami lekko uśmiechnięta.
Sebastian? oczywiście ^^
- Dzień dobry - powiedziała brunetka w stronę chłopaka stojącego zza ladą. Uśmiechnął się do niej i także się przywitał.
- Zacznijmy więc od najważniejszych rzeczy, myszy i chomiki - rzekła dziewczyna i udała się w stronę klatek z tymi o to zwierzętami. Wiedziała, że to jeden z większych zoologicznych gdzie jest dużo więcej zwierząt niż w zwykłym.
- Ile? - zapytał chłopak i podszedł z pojemnikiem, który był zdecydowanie za mały jak na zamówienie dziewczyny.
- Dwadzieścia myszy, piętnaście chomików syryjskich - powiedziała, a mężczyzna spojrzał na nią jak na idiotkę, spostrzegł jednak, że ta rzeczywiście chce tyle gryzoni. Chłopak zaczął pakować zwierzęta, a dziewczyna wybrała karmę dla psów i dwa kantary dla źrebaków. Powinna zacząć je przyzwyczajać, młode mają już prawie pół roku. To były jej pierwsze młodziaki, uczyła kiedyś konie, jednak wiedziała, że to będzie inna sprawa. Bała się tego, że zrobi coś źle.
- To wszystko? - zapytał nagle chłopak wybudzając ją z przemyśleń o swoich pupilach. Brunetka spojrzała na niego i skinęła głową.
- Siedem królików - odpowiedziała tylko i zabrała od chłopaka jedno z opakowań, zajrzała do środka. Małe białe myszy chodziły po pudełku i wąchały wszystko co mogły. Kat uśmiechnęła się lekko i zamknęła opakowanie. Te zwierzęta długo nie pożyją. Musiała kupić kiedyś ich więcej by mieć swoje myszy i nie jeździć tak często po nie do miasta.
- Wybrany kolor? - zapytał chłopak, a ona spojrzała na niego zdziwiona jego pytaniem.
- Obojętnie, mogą być te starsze - odpowiedziała po chwili, każdy wiedział, że częściej bierze się młode, zresztą starsze osobniki są zwykle większe. Patrzyła jak chłopak pakuje zwierzęta, a ta wspomniała mu, że jeszcze chce dziesięć sztuk ryb nie ważne jakiego gatunku. Ostatnio nabyła sobie dwa pończośniki dlatego musiała im kupić inne jedzenie z powodu ich kubków smakowych.
- To wszystko - powiedziała dziewczyna, a chłopak skinął jej i zaczął naliczać wszystko co kupiła dziewczyna.
- Może kartę stałego klienta? - spytał i spojrzał na Victorie, która skinęła mu głową na znak zgody wiedząc, że się przyda.
~~~~**~~~~
Następnego dnia Katfrin już o szóstej była na nogach, zresztą jak zawsze. ta dziewczyna jest zdecydowanie za bardzo zabiegana. Oczywiście w ciągu nocy zrobiła swoje ulubione dwie tarty, jedna z ciastkami oreo oraz masłem orzechowym, a druga z owocami leśnymi.
- Dzień dobry Verono - powiedziała Kat do swojej gosposi, która robiła sobie właśnie kawę.
- Witaj dziecko - odpowiedziała i pocałowała dziewczynę w czoło.
- Jeśli chcesz możesz przyprowadzić we wtorek swoich wnuczków wiem, że lubią przychodzić. Niech zostaną na trochę. Mamy wolne pokoje - powiedziała Victoria, a staruszka uśmiechnęła się i podziękowała.
- Jadę już - powiedziała, a Kat skinęła jej głową i sama zaczęła robić swoje kawę. Postanowiła iż teraz zrobi obiad, a następnie pojedzie na przejażdżkę.
~~~~**~~~~
Katfrin siedziała w swoim samochodzie czekając aż znajomy długowłosy pojawi się w jej polu widzenia. Kiedy go zobaczyła podjechała do niego i zaprosiła go gestem dłoni. Wziął ze sobą swoją puchatą białą kulkę.
- Nie będzie z nim problemu? - zapytał nim wszedł, a Victoria pokręciła głową.
- Wybiega się chociaż - odpowiedziała i uśmiechnęła się do czworonoga, który wskoczył na tylne siedzenie. Chłopak zajął miejsce pasażera i od razu zapiął pasy. Dziewczyna ruszyła więc i włączyła się w ruch.
- Jak nazywa się ta biała kulka? - spytała Kat i spojrzała na psa, który leżał na siedzeniu z zamkniętymi oczami.
- Gilbert - odpowiedział chłopak z lekkim uśmiechem, a dziewczyna skinęła mu wracając wzrokiem na drogę.
- Myślę, że ty i Gilbert lubicie zwierzęta - rzekła.
~~~~**~~~~
- Zapraszam - powiedziała brunetka i otworzyła drzwi do swojego domu czekając aż Sebastian rozejrzy się trochę. Jego pies spojrzał na Niale, która już dawno przywitała się z gośćmi oraz swoją właścicielką.
- Czy to stajnia? - spytał chłopak wskazując budynek. Dziewczyna skinęła mu głową odpowiadając mu tym samym na pytanie.
- Jeździsz? - zadał kolejne pytanie i wszedł do domu razem z psami.
- Od dziecka - odpowiedziała dziewczyna i ruszyła w stronę kuchni gdzie włączyła czajnik i wyjęła z lodówki wcześniej zrobione jedzenie.
- Kawę, herbatę? Czy coś zimnego? - zapytała i spojrzała na chłopaka, który właśnie zajął się jednym z moich węży. Przyglądał się jemu zza szyby i stukał delikatnie w nią.
- Nie usłyszy, węże są głuche. Ale tego akurat radze ci nie denerwować, jest jadowity - powiedziała dziewczyna, a Sebastian od razu odsunął rękę na co ona zaśmiała się.
- W salonie jest ich więcej, jeśli chcesz mogę ci je pokazać - rzekła i wzruszyła ramionami lekko uśmiechnięta.
Sebastian? oczywiście ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)