Uśmiechnęłam się lekko i prychnęłam. W moje dłonie wpadła karta menu i zaczęłam się nią bawić. Nie musiałam nawet wpatrywać się w okno. Wiedziałam, że tam są.
- Oczywiście wiem o tym. Tak samo jak facet siedzący przy wyjściu w czarnej kurtce. Jest z nimi. Cały czas siedzi nerwowo, spogląda na telefon, zegarek, na nasz stolik i w drzwi - powiedziałam i odłożyłam kartę na miejsce dalej z lekkim uśmiechem spojrzałam na lekko zdziwionego chłopaka.
- Czyli jesteś jednak ostrożna - powiedziała, a ja skinęłam głową.
- Owszem. Pamiętaj jedno. Gdy wiesz, że ktoś cię obserwuje daj mu to robić. Niech myśli, że jest niezauważalny. Zrobi jakiś błąd - rzekłam i wzruszyłam ramionami jakbyśmy rozmawiali o pogodzie. Chłopak skinął głową, a ja sięgnęłam po filiżankę kawy i dopiłam ją. Odłożyłam naczynie tam gdzie wcześniej stało i ucieszyłam się gdy przyszła moja dokładka malin na gorąco. Uwielbiam lody śmietankowe, bitą śmietanę i gorące maliny! Wzięłam łyżeczkę i zaczęłam powoli jeść.
- Nie przejmujesz się tym, że ktoś cię obserwuje? - zapytał, a ja zdziwiona jego pytaniem uniosłam spojrzenie. Mój wzrok spotkał się z jego oczami.
- Śledzą okropnie. Wnioskuje, że osoba, która ich wynajęła nie jest zbyt wpływową osobą więc ma takich o to osiłków. Nie muszę się o nich martwić - powiedziałam i wzruszyłam ramionami. Wiedziałam jednak, że jest jeszcze jedna opcja. Oni chcą bym ja wiedziała. Ale to nie ważne. Skierowałam spojrzenie znów na mój deser. Rozmowa zeszła już na bezpieczny temat więc mogłam już nie myśleć o tym co ci ludzie ode mnie chcąc.
~~~~**~~~~~
Kiedy jechałam do domu oczywiście czarne bmw jechało nadal za mną. Wywróciłam oczami i odpaliłam papierosa. Otworzyłam lekko okno i wypuściłam dym. Nagle ktoś zajechał mi drogę, a ja natychmiast zahamowałam i zaciągnęłam ręczny przez co papieros wypadł mi na spodnie przypalając moje udo. Pisnęłam zdziwiona tym zdarzeniem. Podniosłam szybko fajka i zdmuchnęłam popiół z nogi. Rozejrzałam się w miedzy czasie analizując sytuacje. Ci z tyłu też wydawali się być zdziwieni więc myślę, że ludzie przede mną nie są z nimi. Kiedy białe volvo przede mną ruszyło trochę mi ulżyło. Pojechałam za nimi, a kiedy ich wyminęłam i spostrzegłam sygnalizacje świetlną, która właśnie zmieniała się na żółty przyśpieszyłam. Zmieściłam się idealnie z przepisami drogowymi, po chwili skręciłam w lewo, znów w lewo i jechałam prosto. Łapałam wszystkie zakręty, a po pięciu minutach stwierdziłam, że ich zgubiłam. Jednak nie tylko ich. Ale i siebie. Westchnęłam i sięgnęłam po telefon by włączyć GPS.
~~~~~**~~~~~
Wjechałam do garażu i od razu weszłam do domu. Potrzebny mi prysznic. Jednak nie było mi to dane. Kiedy weszłam do kuchni usłyszałam jak ktoś kaszle. Wyjęłam swoja broń, którą zawsze mam przy sobie od niedługiego czasu i wymierzyłam lufą w kierunku dźwięku.
- Spokojnie siostrzyczko. Co dziś porabiałaś? - powiedział Bellami z lekkim uśmiechem i dotknął mojej broni by ją obniżyć.
- Czy ty sobie kurwa żartujesz! - krzyknęłam na niego i uderzyłam go w brzuch pistoletem. Ten zgiął się w pół, a ja schowałam swoje narzędzie zbrodni.
- Nigdy więcej tak nie rób - powiedziałam i wymierzyłam w niego palcem grożąco.
- Bez urazy, nie żeby mi to przeszkadzało ale od kiedy masz przy sobie broń? - zapytał cicho, zapewne dalej bolał go brzuszek.
- Od pewnych incydentów z moim bratem - prychnęłam i wstawiłam wodę by znów wypić kawę. Westchnęłam cicho i odwróciłam się do brata.
- Wybacz, że od tego czasu masz koszmary - rzekł i pomasował sobie brzuch delikatnie. Usiadł na blacie, a ja wyjęłam dwa kubki oraz kawę.
- Trudno się mówi. Co chcesz? - powiedziałam, a on zaczął machać nogami jak małe dziecko.
- Niby zawsze czegoś od razu chce - rzekł, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. Prychnął w moją stronę i chwycił banana w dłoń. Oderwał skórkę i zaczął jeść go w milczeniu. Wywróciłam oczami widząc w nim takie małe dziecko. Odwróciłam się na pięcie i podeszłam do lodówki po mleko. Wyjęłam je i wróciłam na miejsce. Woda akurat się zagotowała. Wsypałam kawę do kubków, by następnie wlać tam wody. Do swojego kubka wsypałam jedną łyżeczkę, a dale chłopaka trzy. Dolałam mleko i zadowolona ze swojej pracy wzięłam swój kubek i postawiłam go na stole by przy nim usiąść.
Dustin?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dustin&Katfrin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dustin&Katfrin. Pokaż wszystkie posty
14 paź 2019
1 paź 2019
Od Dustina C.D Katfrin
Pomimo swojego wolnego dnia, wstałem około szóstej trzydzieści. Sam nie wiem dlaczego, tak mnie chyba coś natchnęło, a może to już przyzwyczajenie z pracy, które coraz bardziej dręczyło moje życie. Westchnąwszy cicho, zrobiłem sobie gorącą czekoladę i dwa tosty z dżemem. Poszedłem do łazienki się odświeżyć i ogolić. Około siódmej podszedłem do drzwi, aby je otworzyć i zabrać gazety ze skrzynki. Kot uznał, że to będzie dobra zabawa z rana i niczym strzała, wybiegł w stronę miasta.
-By cię drzwi ścisły... - Mruknąłem do siebie pod nosem i włożyłem jakiś płaszcz, aby nie latać roznegliżowany po mieście. Co prawda miałem piżamę jednak piżama to nie ubranie na wyjście do ludzi. Sam nie wiem ile ganiałem za tym kotem. Dochodziło już coś do ósmej, kiedy w parku nagle znalazłem kota, który leżał w najlepsze na grzbiecie, wpatrując się w jeden punkt.
-By cię drzwi ścisły... - Mruknąłem do siebie pod nosem i włożyłem jakiś płaszcz, aby nie latać roznegliżowany po mieście. Co prawda miałem piżamę jednak piżama to nie ubranie na wyjście do ludzi. Sam nie wiem ile ganiałem za tym kotem. Dochodziło już coś do ósmej, kiedy w parku nagle znalazłem kota, który leżał w najlepsze na grzbiecie, wpatrując się w jeden punkt.
31 sie 2019
Od Dustina C.D Katfrin
Nigdy nie lubiałem robić zakupów. No, przynajmniej tych większych ze względu na zbyt dużą ilość rzeczy do zapamiętania i zakupienia. Oprócz tego zawsze wychodziło dużo pieniędzy i trzeba było przepychać się przez ludzi. Kolejna okropna rzecz. Miałem ochotę ochotę załatwić to wszystko jak najszybciej, kiedy nagle poczułem że ktoś na mnie od tyłu wpadł. Od razu sie odwróciłem zdezorientowany, jednak za nim to zrobiłem, usłyszałem szybkie i ciche "przepraszam".
Przyjrzałem się uważnie kobiecie i odpowiedziałem że nic nie szkodzi. Niższa ode mnie kobieta, tak szybko jak się pojawiła, tak szybko i zniknęła. Mruknąłem sam do siebie w zamyśleniu.
Szybko powrociłem do swoich zakupów, by jeszcze szybciej wrócić do domu. Do zakupienia pozostało mi już jedynie mleko, jajka i jakiś ser, więc byłem bliżej niż dalej. Gdzieś pomiędzy sklepowymi półkami dziewczyna mi minęła ze dwa lub trzy razy. Przy kasie jej już natomiast nie spotkałem. Szybko skasowałem swoje zakupy, zapłaciłem i je spakowałem. Chwyciłem reklamówki i udałem się do swojego auta by zapakować zakupy. Spojrzałem na dziewczynę która we mnie wpadła przy owocach. Zaczepiało ją jakichś trzech dziwnych chłopaków, więc podszedłem do nich.
Doczepiali się do dziewczyny sam nie wiem o co, gdyż mnie od samego początku tam nie było. Nie zamierzałem jednak w to wnikać i chciałem ich odstraszyć. Nie byli jednak tacy chętni do ucieczki, więc i doszło do mini bójki. Niespodziewany unik dziewczyny wraz z pechowym miejsce w którym się znajdowałem, spowodował że dostałem prosto w twarz. Nie był to mocno cios jednak nie spodziewałem się go, przez co dalszy rozwój sytuacji potoczył się tak, jak się potoczył. Sam ne wiem kiedy i jak, ale dziewczyna skopała im wszystkim tyłki przez co uciekli niemal w podskokach. Podszedłem na krok do dziewczyny, bardziej od boku niż tyłu, przez co odwróciła się i zrobiła delikatny krok. chyba zbyt ufna nie była dla nowo poznanych ludzi.
- Niepotrzebnie się pakowałeś tutaj. Poradziłabym sobie. A teraz muszę oczywiście pomóc ci z policzkiem. Nie wygląda on dobrze. -Powiedziała dziewczyna, przyglądajac się mojej twarzy.
- Nie przyznam Ci racji. Nie spodziewałem się tego ciosu, poprzez Twój unik. A policzek nie wygląda tak źle, a już na pewno nie trzeba będzie go szyć... Zaufaj mi. - Zaśmiałem się delikatnie.
- Masz delikatne rocięcie na nim. Krew Ci leci.
- To nic takiego. Zatamowanie krwawienia gazikiem, zdezynfekowanie rany, założenie opatrunku... I po sprawie.
- Dość biegły w tym temacie... Czyżby lekarz?
- Broń boże.. Ratownik medyczny... Ale aktualnie po służbie. - Uśmiechnąłem się dając ręce na klatke piersiową. - Swoją drogą... Dustin.. a Pani..?
- Katfrin..
- Cóż… W takim razie miło poznać. Cóż.. Może mialabyś ochotę na jakąś kawe lub herbatę w jakiś dzień?
Kat?
Przyjrzałem się uważnie kobiecie i odpowiedziałem że nic nie szkodzi. Niższa ode mnie kobieta, tak szybko jak się pojawiła, tak szybko i zniknęła. Mruknąłem sam do siebie w zamyśleniu.
Szybko powrociłem do swoich zakupów, by jeszcze szybciej wrócić do domu. Do zakupienia pozostało mi już jedynie mleko, jajka i jakiś ser, więc byłem bliżej niż dalej. Gdzieś pomiędzy sklepowymi półkami dziewczyna mi minęła ze dwa lub trzy razy. Przy kasie jej już natomiast nie spotkałem. Szybko skasowałem swoje zakupy, zapłaciłem i je spakowałem. Chwyciłem reklamówki i udałem się do swojego auta by zapakować zakupy. Spojrzałem na dziewczynę która we mnie wpadła przy owocach. Zaczepiało ją jakichś trzech dziwnych chłopaków, więc podszedłem do nich.
Doczepiali się do dziewczyny sam nie wiem o co, gdyż mnie od samego początku tam nie było. Nie zamierzałem jednak w to wnikać i chciałem ich odstraszyć. Nie byli jednak tacy chętni do ucieczki, więc i doszło do mini bójki. Niespodziewany unik dziewczyny wraz z pechowym miejsce w którym się znajdowałem, spowodował że dostałem prosto w twarz. Nie był to mocno cios jednak nie spodziewałem się go, przez co dalszy rozwój sytuacji potoczył się tak, jak się potoczył. Sam ne wiem kiedy i jak, ale dziewczyna skopała im wszystkim tyłki przez co uciekli niemal w podskokach. Podszedłem na krok do dziewczyny, bardziej od boku niż tyłu, przez co odwróciła się i zrobiła delikatny krok. chyba zbyt ufna nie była dla nowo poznanych ludzi.
- Niepotrzebnie się pakowałeś tutaj. Poradziłabym sobie. A teraz muszę oczywiście pomóc ci z policzkiem. Nie wygląda on dobrze. -Powiedziała dziewczyna, przyglądajac się mojej twarzy.
- Nie przyznam Ci racji. Nie spodziewałem się tego ciosu, poprzez Twój unik. A policzek nie wygląda tak źle, a już na pewno nie trzeba będzie go szyć... Zaufaj mi. - Zaśmiałem się delikatnie.
- Masz delikatne rocięcie na nim. Krew Ci leci.
- To nic takiego. Zatamowanie krwawienia gazikiem, zdezynfekowanie rany, założenie opatrunku... I po sprawie.
- Dość biegły w tym temacie... Czyżby lekarz?
- Broń boże.. Ratownik medyczny... Ale aktualnie po służbie. - Uśmiechnąłem się dając ręce na klatke piersiową. - Swoją drogą... Dustin.. a Pani..?
- Katfrin..
- Cóż… W takim razie miło poznać. Cóż.. Może mialabyś ochotę na jakąś kawe lub herbatę w jakiś dzień?
Kat?
Subskrybuj:
Posty (Atom)