- Wiem – odpowiedziałem po chwili, gdy nasze usta się rozłączyły. Nie miałem już sił się z nim kłócić i mu czegokolwiek tłumaczyć. Wolałbym, by to wszystko zostało zapomniane. Oli jeszcze raz mnie pocałował, a potem zamówił sobie jakiś alkohol. Dokończyłem swój i poprosiłem o kolejną porcję. Barman szybko zajął się naszym zamówieniem. - Czyli już nie boisz się związków? - zapytałem z lekkim uśmiechem.
- Ja się ich nie bałem, tylko… - nie dokończył. Dwie młode dziewczyny zagłuszyły go swoimi piskami i krzykami, gdyby zrobiły to głośniej, możliwe, że przekrzyczałyby grającą muzykę.
- O matko! To Thomas Sangster! - zapiszczała jedna.
- Jesteśmy twoimi wielkimi fankami! - dodała druga.
- Proszę, możemy zrobić sobie z tobą zdjęcie? - dopiero gdy przestały jazgotać i na chwilę się zatrzymały w jednym miejscu, mogłem się im przyjrzeć. Jednak była wyższa, miała długie blond włosy, niebieskie okulary i czarną miniówkę. Druga, ta niższa, miała czarne krótkie włosy, najprawdopodobniej fioletowe soczewki i była ubrana w naszą jedyną koszulkę, promującą nasz zespół. Uśmiechnąłem się śmiało do dziewczyn.
2 kwi 2019
Od Gareda do Elise
Udane koncerty, udane wszystko, a mi nadal mało wrażeń, alkoholu, papierosów i tej Victorii, która pogłaszcze po główce, powie, że jestem pojebany i ucieknie pokazując fucka. Uznałem, że dobrym pomysłem na uspokojenie się i odstresowanie będzie... pójście do klubu. Tak Gared, to cię na pewno uspokoi. Przygotowań nie było wcale, a ja po prostu wstałem z kanapy i ruszyłem do klubu. Oj chciało się znowu popatrzeć na jakieś laski, które próbują do mnie podbić, a później odchodziły zawiedzione, a ja tylko machałem z uśmieszkiem. Dziwne jak na metalowca nie? Jakiś taki inny jestem, a ideał kobiety dla mnie to opis Vici. Blond włosy, czarne brwi i te martwe spojrzenie, które wypala i mrozi jednocześnie. Droga do klubu od domu trochę potrwała, bowiem zajrzałem jeszcze do kilku sklepów w poszukiwaniu Marlboro Goldów. Znalazłem dopiero w spożywczaku na rogu. Facet przy kasie był zdecydowanie tej innej orientacji. Uśmiechał się cały czas i obleciał mnie wzrokiem już od góry do dołu. Hmm... Okej? Posłałem mu tylko krzywą minę i wyszedłem ze sklepu. Pierwszą rzeczą było oczywiście podpalenie mojego zbawiennego tytoniu i chwilowe uspokojenie się, aby później wejść do dość hucznej imprezowni. Czekałem tylko aż puszczą nasze ,,Sex on legs'', bo to był już cholerny hymn tych miejsc. Brakowało tylko rozbierającego się Classa i Victorii podrywającej dziewczyny. Chyba nadal nie określiła swojej orientacji. To właśnie w niej kocham. Po jakimś czasie trzeba było wreszcie iść na jakieś pięć drinków. Ale się Chris wkurwi, kiedy do niego zadzwonię, aby po mnie przyjechał. Tylko na to czekam.
- 4 Kamikaze. - zaczęło się. I tak te cztery małe kieliszki liczę jako jeden drink, więc będzie ciekawie. Po chwili podeszła do mnie barmanka i podała niebieski płyn. Uśmiechnęła się od ucha do ucha. To miłe. Zazwyczaj jak ja uśmiechnąłem się do barmanki to albo spojrzała na mnie jak na debila, albo dostawałem po prostu w pysk. Tylko kurwa za co. Czy ja wyglądam na pedofila? No ja pierdolę. Wracając... Odwzajemniłem uśmiech (i chwała panu, że mój policzek żyje). Zabawne było to, że dziewczyna wyglądała zupełnie jak Victoria. No może miała mniej mięśni i nie miała miny, jakby zaraz chciała komuś wywalić z łokcia. Aż mnie żebra zabolały... Aj... Wypiłem Kamikaze bardzo szybko i od razu zamówiłem Krwawą Merry.
- Elise. - niespodziewanie podała mi rękę barmanka, kiedy przynosiła kolejne trunki.
- Gared. - odwzajemniłem gest z jeszcze większym uśmiechem niż wcześniej.
Elise?
- 4 Kamikaze. - zaczęło się. I tak te cztery małe kieliszki liczę jako jeden drink, więc będzie ciekawie. Po chwili podeszła do mnie barmanka i podała niebieski płyn. Uśmiechnęła się od ucha do ucha. To miłe. Zazwyczaj jak ja uśmiechnąłem się do barmanki to albo spojrzała na mnie jak na debila, albo dostawałem po prostu w pysk. Tylko kurwa za co. Czy ja wyglądam na pedofila? No ja pierdolę. Wracając... Odwzajemniłem uśmiech (i chwała panu, że mój policzek żyje). Zabawne było to, że dziewczyna wyglądała zupełnie jak Victoria. No może miała mniej mięśni i nie miała miny, jakby zaraz chciała komuś wywalić z łokcia. Aż mnie żebra zabolały... Aj... Wypiłem Kamikaze bardzo szybko i od razu zamówiłem Krwawą Merry.
- Elise. - niespodziewanie podała mi rękę barmanka, kiedy przynosiła kolejne trunki.
- Gared. - odwzajemniłem gest z jeszcze większym uśmiechem niż wcześniej.
Elise?
Od Taylor cd. Axela
Sobota, 05:01
Łapię za ramy okna, opuszczając wzrok na ziemię. Kątem oka dostrzegam podążających korytarzykiem funkcjonariuszy, więc mentalnie klepię się po plecach i wyskakuję. Przygotowana na dość dramatyczny upadek, dziwię się, gdy skok okazuje się być łagodnym, już nie tak trudnym wyzwaniem. Zanim udaje mi się odzyskać równowagę, zza okna wyłania się dwoje policjantów, więc dociskam plecy do ściany, dając odpowiedni sygnał mężczyźnie nieopodal. Słyszę tylko cichy śmiech i coś w rodzaju “A nie mówiłam, że nikogo tutaj nie ma, Collins? Kto by tędy wyłaził?”. Chcąc nie chcąc, wstrzymałam oddech, więc teraz czerpię jak najwięcej powietrza. Nie odwracając się do ciemnowłosego, biegiem ruszam w stronę przeciwną do bramy domu — nie mam najmniejszej ochoty na konfrontację z glinami. Nawet najmniejszej.W pewnej chwili zatrzymuję się i obracam się o sto osiemdziesiąt stopni.
— Dzięki, ale muszę już lecieć. — Uśmiecham się, zachowując nutkę złośliwości, pomimo tego, że zawdzięczam mu niespisanie mnie. — Miło było, może zobaczymy się na następnej imprezie.
Przechodzę kilka kroków tyłem i już mam zamiar rzucić się do biegu, kiedy nagle nie jestem w stanie znaleźć gruntu pod stopą. Runę w dół, a już po kilku sekundach w nosie, zamiast powietrza, mam chlorowaną wodę. Wypływając ponad taflę, czuję, jak ogarnia mnie nieprzyjemny chłód. Wciąż zszokowana dotykam palcem moich ubrań i ściskam je delikatnie. Odzież przemoczona do suchej nitki, podobnie zresztą, jak włosy. Syczę bezgłośnie i próbuję wydostać się z basenu, lecz nieskutecznie. Pomimo, iż zaczyna się wiosna, pieprzony wiaterek musi sobie powiać o piątej nad ranem, bo to oczywiste i w pełni logiczne. Automatycznie zanurzam się po szyję, ponieważ w wodzie jest nieco cieplej. Podpływam do drugiego brzegu zbiornika i tam wychodzę z basenu z pomocą drabinki. Stojąc przodem do oddalonego o dobre kilkanaście metrów Axela, fukam cicho i zakładam ręce pod piersi. Majestatycznym ruchem obracam głowę, zarzucając, rzecz jasna, mokre włosy na długie ramię. Słyszę, jak chłopak parska, jednak w pełni ignoruję prostackie żarty, bo, o matko, ktoś przypadkiem wpadł do baseniku, co za niesamowita oryginalność.
1 kwi 2019
Quiz
Kochani, bez zbędnych przedłużeń, po walentynkowym evencie, nowym szablonie (dobra, to było całkiem dawno), otrzymujecie od nas kolejną atrakcję — quiz ze znajomości wątków! Nie jest to pisanie, nie jest to prezentowanie swoich talentów graficznych (Michaś, gratulujemy, nie zgadłaś), nie wymaga też żadnych zgłoszeń. Zatem uczestnictwo jest, ogółem mówiąc, wolne. Klucz odpowiedzi wyjawiony zostanie w dniu podsumowania, aby nie psuć zabawy, gdyby przypadkiem wyszły na światło dzienne.
Elise Adamson

Motto: "Jak się pieprzy, to się pieprzy. Na całego! Nigdy się nie pieprzy w życiu na pół. Albo na trzy czwarte. Zawsze na całość."
Imię: Elise
Nazwisko: Adamson
Wiek: Dwadzieścia pięć lat
Data urodzenia: 4 kwietnia
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Kawalerka na poddaszu, blisko centrum. Nie za mała, nie za duża, po prostu niezła dla jednej osoby, ale o zgrozo... Czy mogło być gorzej? W marzeniach sprzed lat kawalerka była jachtem, podarkiem od piątego kochanka. Co więc poszło nie tak?
Orientacja: Heteroseksualna
Praca: "Poszła uszczelka pod głowicą... to ja pięknej pani wymienię jeszcze skrzynię biegów". Samozwańczy mechanik, który robi po znajomościach, weekendowa barmanka i złodziejka biżuterii.
Charakter: W większości swoich zachowań ma jakiś ukryty interes. Trzeba jej jednak przyznać jedno - ma swoją dumę i nie pozwoli się poniżyć. Można byłoby powiedzieć, że jest inteligentna, sprytna i przebiegła, ale sama zaczyna w to powątpiewać od momentu, w którym przyłapali ją na kradzieży złotego Rolexa. Czy należy do grona osób, które ktokolwiek chciałby spotkać w ciemnym zaułku? Jeżeli nie przerazi cię nagłe, głośne i niecodzienne stwierdzenie, że lepiej bez noża się w te okolice nie zapuszczać, które pomimo tego, że brzmi jak ostrzeżenie, to jest nieudolną próbą nawiązania kontaktu, to tak, chyba każdy wolałby spotkać tam ją, niż kogokolwiek innego.
Hobby: Pokraka, która nigdy nie mogła znaleźć niczego dla siebie. Każda próba gry na instrumencie kończyła się na odstawieniu go w kąt, każda kartka ze szkicami skończyła w piecu, jazdę konną porzuciła, gdy skończyły się pieniądze, a w garażu stanął motocykl.
Aparycja|
- wzrost: 166cm
- waga: 55kg
- opis wyglądu: Okrągła i niesymetryczna twarz, którą za każdym razem próbuje zasłonić na zdjęciach to czysty horror i nawet całkiem niebrzydki niebiesko-złoty kolor oczu, nie jest w stanie odwrócić według niej uwagi od tego, co niedoskonałe, a tych całych niedoskonałości jest więcej, niż mogłoby się wydawać. Po rudych bujnych i długich lokach pozostał jedynie ślad w postaci co jakiś czas wymagającego pofarbowania odrostu. To prawdziwy cud, że spalone przez rozjaśniacze, farby i prostownicę włosy, nadal jeszcze nie wypadły, a Elise nie musi wydawać ostatnich pieniędzy na peruki. Czemu ścięła rude kłaki i przefarbowała się na blond? Odpowiedź jest prosta, kto w końcu nie lubi głupiutkich blondynek?
Co do upodobań modowych - glany, trampki, czarne bojówki, wycięte białe koszulki (jak na prawdziwych mechaników z filmów przystało), skórzane kurtki i od wielkiego dzwonu mała czarna w zestawieniu ze szpilkami.
- pozostałe informacje: Bohomazów rozciągających się od ramienia, aż do końcówek palców nie lubiła nigdy, ale skoro już kiedyś zostały zrobione na złość kobiecie, która ją wychowywała, a ona całe życie szczędziła na ich usunięcie, to w końcu musiała pogodzić się z ich obecnością. Niemniej jednak ze szczególnym sentymentem podchodzi do wytatuowanego węża, wijącego się ku górze od połowy jej uda, aż do samych żeber.
- głos: Nina Persson
Historia: Gdyby zapytać ją o jej historię wzruszyłaby tylko ramionami. Poważnie, jak można wypytywać o coś tak bezsensownego? Śmierć rodziców, praktycznie podrzucenie jej pod drzwi jakiejś kobiecie, niby to przyjaciółce rodziny, chociaż dowodów na to Elise nigdy nie znalazła, dalej było już tylko kilkanaście dłużących się lat w szkołach z internatami i powrót w stare rodzinne strony Avenley River. Życie jak każde inne, szarobure i ponure, czasami tylko opisywane żartami.
Rodzina:
Roxanne Powell-Adamson ── Zapomniana matka. Wzięła ślub z Matthewem Adamsonem jeszcze na studiach, z miłości, co rzadko zdarzało się w obydwu rodzinach. Wraz z mężem przeprowadziła się na obrzeża Avenley River, gdzie w ciągu trzech lat doczekała się córki - Elise Adamson. Żyła jako wolontariuszka, zajmowała się domem oraz wychowywaniem potomstwa, a w wolnych chwilach od trudów życia codziennego zajmowała się własną stajnią, sprezentowaną przez teściową w dniu ślubu. Zmarła podczas porodu. Syn państwa Adamson i zarazem brat Elise nie przeżył.
Matthew Adamson ── "Najcudowniejszy" ojciec. Ostatni potomek rodu, od którego wszystkie bezdzietne ciotki oczekiwały spłodzenia syna, a wraz ze śmiercią jego żony i dziecka, oczekiwano, że znajdzie sobie kolejną kobietę i przedłuży ród. Absolwent niegdyś najlepszej uczelni w kraju, zasiadający na wysokim stanowisku w znanej firmie, poddał się presji rodziny i zostawiając swoją dziewięcioletnią córkę, popełnił samobójstwo.
Hedwig Wright ── Przyszywana znienawidzona ciotka. Trudno określić ile ta kobieta mogła mieć już wtedy lat. Sześćdziesiąt? Według dziecięcego oka najpewniej powyżej stu albo i dwustu. Relikt tamtej epoki nigdy nie przywiązywał zbytniej uwagi do tego, jak w jej domu czuje się córka Adamsonów - przyjaciół z przeszłości. Starą kobietę zawsze bardziej interesowało to, co działo się za oknem jej kamienicy, ile razy grupa dzieciaków wybiła szybę w starej fabryce, lub czemu pani Peters miała tyle kotów i kto przychodził do niej w każdy czwartek na popołudniową herbatę, niż to, co mała Elise robiła całe dnie i gdzie przebywała. Dopiero kiedy za swoją sprawą posłała dziewczynę do szkoły z internatem, zaczęła baczniej przyglądać się jej życiu. Pilnowała jej na każdym kroku, chwaląc się swoim przyjaciółkom, jaką to cudowną osobę wychowała pod swoim dachem. Zmarła, chorując na gruźlicę, dwa lata przed ukończeniem przez Elise szkoły.
Partner: Nigdy nie przyzna się nikomu, że skrycie marzy o księciu z bajki, że dla takiego znowu wróciłaby do rudych długich loków, nauczyłaby się gotować i skoczyłaby w ogień, gdyby tylko tego od niej oczekiwał. Problem tylko w tym, że zupełnie gubi się w relacjach damsko-męskich, a cały urok osobisty opuszcza ją chwilę po tym, jak się odezwie. Chcąc czy nie chcąc, ostatecznie i tak najprościej jest jej zgrywać niedostępną.
Potomstwo: Brak
Ciekawostki:
☄ Uwielbia się śmiać i kiedy tylko ma ku temu okazję, to robi to bez opamiętania. Nie potrafi też zamknąć się w odpowiednim momencie, dlatego zraża do siebie wiele osób już przy pierwszym kontakcie. Często jest również wredna, ale według niej jest to tylko oznaka tego, że bardzo kogoś lubi
☄ Dużo przeklina, ale taki już los mechanika. Jak porządnie się nie wyklnie, to nie zadziała
☄ Jej naturalnym kolorem włosów jest rudy, który jednak notorycznie farbuje je na blond, platynę lub biały
☄ Nigdy nie przywiązywała również zbytniej uwagi do śmierci jej obojga rodziców, ale gdy ktoś zapytał o jej ojca, pluła jadem na wszystkie strony świata, wyklinając tego głupca za samolubność
☄ Rodzina odwróciła się od niej już w momencie, gdy zmarła jej matka, dlatego też nie mogła liczyć na otrzymanie spadku po ojcu, który ostatecznie przepisał wszystko na swoje siostry. Nie jest również uznawana za pełnoprawną członkinię rodu Adamson pomimo dumnie noszonego przez siebie nazwiska
☄ Od dłuższego czasu marzy o zaśpiewaniu na scenie w pubie, w którym pracuje
☄ Zawsze chciała ukraść Mustanga
Inne zdjęcia: Miejmy nadzieję, że te wszystkie rodzinne zdjęcia zostały dawno spalone.
Zwierzęta: Marzenia o psie wielkości małej krowy muszą pozostać marzeniami, dopóki nie znajdzie się ktoś, kto pod jej nieobecność zajmowałby się nim
Pojazd: Motocykl Indian Scout
Kontakt: Duney [H], towarzyszkos@gmail.com[e-mail]
Od Victorii do Franciszka
Szwendałam się po ulicy czekając na Gareda, który miał pojawić się już kilka minut temu. Czyżby nasze dzisiejsze nagrywki w studiu poszły się jebać? Chyba nici z nowej piosenki, jeżeli jego zaangażowanie będzie tak wyglądało. No aczkolwiek nie wiem. Zawsze dowiaduje się o wszystkim ostatnia. Nie no przyjdzie dzień koncertu, a ja dowiem się pięć minut przed nim, że mam śpiewać. Albo, odpukać, Nick zrobi sobie coś w nadgarstek i ja będę musiała grać na perkusji. Oczywiście improwizacja będzie wtedy moim chlebem powszednim. Dzwoniłam do Gareda jeszcze kilka razy. Oczywiście nie odebrał, co zwiastuje fakt, iż jeszcze nawet nie wyjechał, bo podczas jazdy zawsze zdarzało mu się odebrać. No trudno. Uznałam, że nie będę stała jak debil przy drodze, tylko wejdę do jakiegoś sklepu. No nie wiem dlaczego, akurat tak się złożyło, że najbliżej był monopolowy. To przeznaczenie. Albo jestem już uzależniona. No nie wiem. Weszłam do sklepu. Jakoś wyjątkowo schludny jak na monopolowy. Za ladą siedział w młody chłopak z pofalowanymi, ciemnymi włosami. Był mniej więcej mojego wzrostu. Uśmiechnięty, jakbym szła do kata. No ale może tak wygląda dzisiejsza młodzież? (Powiedziała dwudziestoletnia dziewuszka.) Chyba powinnam więcej czasu spędzać wśród ludzi. Poznałabym może wreszcie kogoś normalnego. Bo użeranie się z zespołem to istna katorga. Do tego jeszcze, jeżeli każdy z nich nie ma w sobie grosza przyzwoitości i jakichkolwiek zasad moralnych. Muszę to jakoś przeżyć, bo aktualnie to moja jedyna, lepiej płatna praca. Chyba, że któregoś dnia jednemu z tych czubków wpadnie do głowy pomysł przelizania się ze mną... Fu. Chyba jestem za bardzo przewrażliwiona na punkcie higienicznym. Kontynuując moje spotkanie z alkoholem... Podeszłam i pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to oczywiście lśniące bielą zęby chłopaka. Stałam tak kilka chwil i wreszcie wydusiłam z siebie jakieś tak słówka.
- Carlo Rossi różowe i Finlandię poproszę.
Podał dość sprawnie. Najwidoczniej ma każdy zakamarek tego sklepu w jednej kieszeni.
- Chyba ostry melanż się zapowiada. - uznał nagle.
- Raczej nie. Wypiję albo w samotności, ale ściągnę sobie jakiegoś metalowca do domu. Aczkolwiek preferuję samotność.
Franciszek?
- Carlo Rossi różowe i Finlandię poproszę.
Podał dość sprawnie. Najwidoczniej ma każdy zakamarek tego sklepu w jednej kieszeni.
- Chyba ostry melanż się zapowiada. - uznał nagle.
- Raczej nie. Wypiję albo w samotności, ale ściągnę sobie jakiegoś metalowca do domu. Aczkolwiek preferuję samotność.
Franciszek?
Od Victorii cd. Bellamiego
- A teraz muszę uciekać, chyba, że chcesz wpaść na drinka. Jeśli tak to jedź za mną. - powiedział do mojego ucha bardzo chłodno, ale za to bardzo przyjemnie.
- Pewnie, mogę jechać. - rzuciłam bez chwili zastanowienie, bo chciałam się wyrwać z mojej bezdusznej rutyny.
Gared mnie zabije, ale raz się żyje. Najwyżej jeszcze do niego zadzwonię i powiem, ze poleciałam na babskie pogaduchy. To będzie chyba jedyna dobra opcja, bo inaczej Dirge przyjedzie i będzie źle. Ruszyłam wraz z Jonem. Jego dom znajdował się nie daleko. Dość duży. Oj nawet bardzo. Piękny ogród. Zostawiliśmy swoje motory tuż przed wejściem. Zdjęłam kask i rozczochrałam zupełnie włosy. Nagle zza rogu wybiegł pies. Po prostu się na mnie można powiedzieć, rzucił. Na szczęście nie w złych zamiarach. Wskoczył mi na ręce i zaczął lizać po twarzy. Mmm... smacznie...
Miałam ochotę krzyknąć do Jona aby zabrał te kreaturę ze mnie bo trochę narusza moją przestrzeń osobistą, ale pies miał za miękką sierść. Po prostu puch. Psiak był niestety cholernie ciężki wiec od razu upadłam na kolana. Gdyby był przy tym Gared pewnie walnąłby jakimś: No weź Victoria, tak przy ludziach? Nie klękaj już.
Miałam szczęście ze go tam nie było. No właśnie. Zadzwonić do Gareda! Wyjęłam szybko telefon z kieszeni i wykręciłam jego numer.
- Hej, słuchaj ja będę pewnie wieczorem. Wpadnę jeszcze tylko do Anki na babskie gadanie. Później ci to wynagrodzę. No to pa.
- Hej, słuchaj ja będę pewnie wieczorem. Wpadnę jeszcze tylko do Anki na babskie gadanie. Później ci to wynagrodzę. No to pa.
Odłożyłam telefon na jego wcześniejsze miejsce. Pies ze mnie zaskoczył, a ja wreszcie mogłam iść w kierunku Bellamiego.
- Wynagrodzić? Jak? - zapytał i zrobił takie trochę lenny face.
- Nie to co myślisz. Kupie mu jakąś czekoladę, wódkę i dzida.
- Wynagrodzić? Jak? - zapytał i zrobił takie trochę lenny face.
- Nie to co myślisz. Kupie mu jakąś czekoladę, wódkę i dzida.
Facet parsknął śmiechem. Nie mogłabym być z Garedem. To taki mój młodszy ale starszy braciszek. A może i z charakteru to siostrzyczka. Weszliśmy wreszcie do domu. Biel i szarość. Po prostu poezja. Czułam się w tym domu perfekcyjnie. Białe ściany i rośliny. Istna sztuka, czyli to co lubię najbardziej.
- Masz gdzieś jakąś łazienkę? Chciałabym się przebrać z kombinezonu.
- Pewnie. Tedy. - wskazał na drzwi.
- Masz gdzieś jakąś łazienkę? Chciałabym się przebrać z kombinezonu.
- Pewnie. Tedy. - wskazał na drzwi.
Weszłam do środka. Tu tak samo. Po prostu piękny dom. Duży, wszechstronny i piękny. Zdjęłam szybko z siebie czarny kombinezon i jak zwykle to bywa założyłam także czarny top i spodenki. Chyba za bardzo poczułam wiosnę. Chociaż to i tak tylko na pobyt u niego w mieszkaniu bo potem na drogę znów założę kombinezon. Był w kuchni. Swój strój i kask położyłam na przedpokoju. Przyglądałam się uważnie każdemu detalowi domu. Dobrze zrobione wykończenia okien i drzwi, a podoba po prostu lśniła. Usiadłam na krześle przy stole. Zapomniałam o istotnej rzeczy... Jeżeli mam na sobie top to zazwyczaj widać moje szerokie, umięśnione barki. No niestety figura tak zwanego „kieliszka” nie pomaga mi w zwykłym życiu. No chyba ze podczas walk. Do jadalni wszedł nagle Jon. Podał mi zgrabny kieliszek z drinkiem.
Patrzyliśmy się na siebie przez pewien czas.
Bellami?
Subskrybuj:
Posty (Atom)