19 lip 2019

Od Dustina do Odette

                Jako że nadchodziły światowe dni wiedzy o pierwszej pomocy, nasza stacja pogotowia miała w tym roku dzielnie działać przez trzy dni we wszystkich szkołach w mieście. Poczynając od podstawówek, przez licea aż do szkół wyższych.  Akurat się złożyło że mimo iż byłem, przynajmniej na tej stacji, początkującym ratownikiem, załapałem się by nauczać dzieciaki. Zostaliśmy w trójkę przydzieleni do jeżdżenia po szkołach i nauczania młodych o pomocy innym. Pierwsze dwa dni spędziliśmy na podstawówkach i szkołach średnich, trzeci miał być spędzony na uczelniach wyższych. Schemat i plan zajęć był prosty. Krótki odpis czynności, ćwiczenie, pokaz, odgrywanie scenek. Gdyby wystarczyło czasu uczniowie sami mogli sobie popróbować różnych rzeczy. Na samym końcu miał być czas na pytania.

*Szkoły podstawowe*
Dzieci w szkołach podstawowych słuchały z zaciekawieniem, wypytywały o różne rzeczy, przedmioty, zachwycały się sprzętem, karetką, całym zawodem i specyfikacją. Niektórym nawet się pozwoliło użyć sygnałów świetlnych i dźwiękowych gdyż to dzieci bawi chyba najbardziej. Czas z dzieciakami leciał na prawde szybko i żal było je opuszczać. Mimo wszystko było tak wiele szkół że trzeba było spędzić maksymalnie dwie godziny na jedną szkołe.

18 lip 2019

Od Antoniego CD Nivana (18+)

Odpowiedzią był pomruk, niski, gardłowy pomruk, który sprawił, że o ściany żołądka obiło się kilka niesfornych, zagubionych motyli. Odpowiedzią było skinięcie głową oraz uśmiech, pełen, przecudowny uśmiech, który sprawił, że dusza rozpłynęła się jak czekolada na pełnym słońcu, a może nawet i ten batonik, który przypadkiem zostawiony został w kieszeni płaszcza. Odpowiedzią było również i słowo, które sprawiło, iż poczułem się już całkowicie upewniony, moje następnie kroki były oficjalnie potwierdzone, zaaprobowane.

Od Gabriela C.D Lucille

Odgarnia włosy opadające na jego czoło, siadając na kanapie. Zupełnie nie przejmuje się faktem, że kurz jest wszechobecny, teraz najprawdopodobniej znajdujący się również w najgłębszych zakamarkach jego ubrań. Nie bardzo wie od czego ma zacząć, choć podświadomie uważa, że wcale nie musi mieć tutaj pierwszego słowa. Zupełnie nie wie co Lucille robiła akurat w tym miejscu i o tym czasie, ale to nie jej sprawa, co Gabriel robi, dlatego też chłopak nie czuje obowiązku spowiadania się, w sumie nieznajomej mu dziewczynie. Przesuwa wzrokiem po stojącej na środku pokoju Lucille, która wygląda jakby nie wiedziała co powinna ze sobą zrobić. Po raz kolejny jej pomaga, mimo że wcale nie musi, ale tamten najprawdopodobniej zabiłby Lucille, a nie bawił się w jej zastraszanie, w końcu była świadkiem zabójstwa, a nie kradzieży w przydrożnym sklepie. Nie jest mu jej szkoda, powinna wiedzieć, że jeśli w ciemnym zaułku kłócą się ludzie, to podglądanie ich nie jest najlepszym pomysłem, nawet jeśli należy się do tego mniej bezpiecznego świata. Na dodatek, on naprawdę niewiele do niej ma i może nie obchodzi go jej los, ale dotychczas zrobił dla niej tyle, że teraz po prostu szkoda by mu było to wszystko zaprzepaścić, bo pewne jest, że nie odwiedzałby jej grobu. Z zamyślenia wyrwał go głos Lucille, w momencie, w którym myślał, że ta już się nie odezwie.

17 lip 2019

Od Dustina do kogoś - Zadanie #12

                Korzystając z faktu że miałem teraz całe dwa dni wolnego, postanowiłem iść do baru się napić. Nie przepadałem za alkoholem jednakże raz na jakiś czas, szczególnie po ciężkim dniu w pracy trochę alkoholu człowiekowi nie zaszkodzi. Plan prosty, wykonanie jeszcze łatwiejsze. Rozsiadłem się na krzesełku przy barze, zamówiłem whisky z colą i skupiłem się na trunku. Początkowo nie rozmawiałem z nikim, kontemplując i rozmyślając nad szklanką pełną morderczej dla mojej wątroby substancji. Jutro pewnie będę tego żałował ale czy teraz ma to znaczenie? Raczej nie. Zabawne jak już po jednej szklance człowiekowi może rozwiązać się język. Przy drugiej szklance zacząłem już rozmawiać z barmanem o trudach życia, pracy i typach klientów. Niby wykonywaliśmy dwie różne od siebie prace a często moi "klienci" byli tacy sami jak i jego, i vice versa. Z każdą godziną pochłaniałem kolejną szklankę. Ludzie się dosiadali, wchodzili, wychodzili, coś gadali, zaczepiali. To papieros, to ogień, ktoś chciał nawet drinka. Nie zwykłem do stawiania ludziom drinków więc trzymałem się swego. Nie dbałem o to czy ktoś będzie z tego faktu zadowolony czy też nie. W końcu wstałem od lady. Pora się trochę poruszać by alkohol za bardzo nie uderzył do głowy. Zresztą ile można słuchać tego samego pytania barmana i ludzi tam podchodzących. Mimo iż tancerzem nigdy dobrym nie byłem pasowało się trochę rozruszać. Trochę tańcu, trochę wyjść na chłodne powietrze, trochę odsapnąć. Po kolei, zacznijmy od tańca. Wyszedłem gdzieś w kącik parkietu zaczynając się powoli gibać w rytm muzyki. Za mną ściana, z prawej ściana, z lewej ludzie przede mną ludzie. Idealne miejsce dla nieśmiałej, podpitej lekko osoby. Noga w górę, dwa kroki w bok, jeden w tył, jeden obrót i trzęsienie ciałkiem. W drugą stronę na odwrót. Obrót, tył, bok i do góry. Przypominało to bardziej bociana któremu chce się sikać niż taniec, ale wspominałem że tancerzem to ja nigdy dobrym nie byłem. Wspominałem?
Po dwóch piosenkach wyszedłem na zewnątrz trochę ochłonąć. Chłodne powietrze, do tego jeśli jest rześkie, szczególnie nad ranem, pomaga jeśli chodzi o upojenie alkoholem. Kilka głębokich wdechów, kontemplacja, obserwacja i spojrzenie na zegarek. Godzina pierwsza trzydzieści sześć. To chyba dobra pora by wejść na jeszcze jednego drinka, wypić, zapłacić i ruszyć do domu by oddać się w ramiona morfeusza.
                Jako iż miałem wolne, wcale nie musiałem się spieszyć z pobudką. Obudziłem się dopiero około jedenastej i to nawet chyba równej. W gardle sucho, w głowie lekki mętlik. Odkąd pamiętam nigdy nie miałem prawdziwego kaca. Zazwyczaj mnie lekko ćmiło i na tym się kończyło. Dziś było troszkę gorzej niż do tej pory. Chwyciłem butelkę wody która leżała koło mojego łóżka i wypiłem na raz gdzieś z jedną czwartą zawartości. Każdy kto miał kaca raczej dobrze wie ze woda nie pomoże. Ja jednak miałem swój sposób na ratowanie się z potencjalnych ostrych kaców. Zwlekłem się z łóżka początkowo szukając kota. Spał najlepsze na fotelu więc miałem czas dla siebie. Podszedłem do torby z którą chodzę do pracy. Wygrzebałem z niej różowy wenflon i glukozę w 500ml. Przygotowałem sobie kroplówkę i poszedłem zrobić jajecznice z mocną czarną herbatą. Spojrzałem w stronę fotela. Sierściuch wcale nie zamierzał wstawać mimo iż słyszał że coś pichcę. Wcale mu się też nie dziwie. Gdybym dostawał trzy razy dziennie różne żarcie z puszki które kosztuje więcej niż moja stawka godzinowa, sam bym nie zamierzał wstawać do byle jajecznicy.
Po parunastu minutach byłem po śniadaniu i podłączoną kroplówką. Położyłem się na łóżku i zamknąłem oczy. "Do widzenia Panie kacu" pomyślałem i odpłynąłem jeszcze na dwie godzinki.
                O trzynastej po kacu nie było ani śladu. Czułem się wypoczęty, rześki i zwarty do pracy. Kot radośnie sobie biegał po pokoju, bawiąc się moimi kapciami. Odłączyłem sobie kroplówkę, wyciągnąłem wenflon i poszedłem zrobić lekki, ale pożywny obiad. W międzyczasie gdy się coś gotowało, posprzątałem nieco w domu i mogłem zasiąść do zjedzenia obiadu.
Kolejne pół dnia zleciało mi dość szybko jednakże leniwie. Trochę posprzątałem w domu, pobawiłem się z kotem, pobuszowałem w internecie i kręciłem się bez celu po mieszkaniu. Stwierdziłem że w tak ładny wieczór który się  właśnie zapowiada grzech siedzieć na stancji, więc przejdę się do parku. Przygotowałem kotu jeść na wieczór, przebrałem się w ubiór codzienny, zwykły, lekko sportowy i wyszedłem z mieszkania, kierując się w stronę parku.
Słońce powoli zaczynało zachodzić gdzieś na horyzoncie a ja spacerowałem sobie spokojnie z rękami skrzyżowanymi za sobą. Przyglądałem się drzewom, trawie, ludziom na ławeczkach. Po przejściu jeszcze paru metrów zauważyłem wolną ławke. Postanowiłem na niej usiąść i zawiązać mocniej buty które lekko mi się rozsznurowały. Po zawiązaniu jednego zauważyłem że ktoś przede mną stoi. Podniosłem powoli wzrok zdezorientowany.
-dobry wieczór...?

<ktoś?>

16 lip 2019

Od Dustina do Trace'a - Zadanie #11

                Następny dzień akurat miałem wolny. Postanowiłem że trochę pozwiedzam okolice, poznam nowe rejony, uliczki, zakamarki miasta. W mojej pracy często znajomość takich zakamarków oszczędzała czas, przyspieszała dojazd i zwiększała szanse na przeżycie ewentualnego cięższego pacjenta. Zdecydowanie za bardzo żyłem swoją pracą. Miałem jednak taki nawyk od dawien dawna. Nie potrafiłem po prostu wyjść z pracy i tak po prostu o wszystkim zapomnieć. Zawsze jakieś myśli się kręciły gdzieś w zakamarkach i moich "ciemnych uliczkach" mojej głowy. Mimo wszystko gdy miałem wolne, starałem się zająć czymś przyjemnym, innym, by zapomnieć o pracy choć na chwile. Tego dnia jednak wstałem lewą nogą. Nie dość że obudziłem się o wiele za wcześnie niż zamierzałem, to jeszcze przewróciłem sobie herbatę na swoją ulubioną koszulkę. Jak pech to pech czyż nie?
                Spacerując po mieście liczyłem na jakieś ładne widoki, zwiedzanie, atrakcje. Jak na złość, chyba przez tą lewą nogę, przed południem zrobiło się pochmurnie a chwilę potem zaczęło padać. Nie przeszkadzało mi zmoknięcie, jednakże podczas takiej pogody to żadna radość spacerować. Usiadłem w jednej z mniejszych kawiarenek na mieście żeby przeschnąć, napić się czegoś dobrego i przeczekać złą pogodę. Kawiarenka była dość mała jednakże przestronna. Nie było tłumów zapewne przez brzydką pogodę i godziny południowe. Zazwyczaj ludzie o tych porach siedzieli na jakiś lunchach lub w restauracjach. Zacząłem przeglądać kartę menu. Była bardzo treściwa i szczegółowo opisana mimo iż nie zawierała wiele. Zamówiłem sobie herbatę z ciastkiem i oddałem kartę. Jako iż pech nade mną wisiał, pani kelnerka która przechodziła do innego klienta musiała się potknąć, oblewając mnie kawą. Kawa w połączeniu z białą bawełnianą koszulką nie była idealnym połączeniem. Co prawda zaczęła mnie przepraszać z propozycją że da pieniądze na wypranie. Tylko po co? To tylko koszulka. Wrzuci się do pralki z innymi rzeczami i się wypierze. Zamieniłem z Panią jeszcze parę słów czekając na swoje zamówienie. Dziewczyna przeprosiła mnie jeszcze raz, dziękując jednocześnie, a po chwili dostałem swoją herbatę. Przynajmniej jedna zaleta tego dnia. Deszcz chyba nie zamierzał dziś przestać padać więc postanowiłem że udam się do domu. Po około godzinie byłem już pod klatką kiedy to zauważyłem małe pudełko w którym coś się gramoliło. Mysz? Może szczur? W końcu w mieście to raczej normalne. Podszedłem ostrożnie do pudełka, nogą otwierając wieczko. Zerknąłem ostrożnie do środka i zauważyłem w pudełku małego kota prawdopodobnie rasy Maine Coon. Momentalnie się nachyliłem, przykucając do pudełka i wygrzebując z kieszeni rękawiczki. Kolejne zboczenie zawodowe. W każdym możliwym miejscu rękawiczki. Ubrałem je i podniosłem kociaka.
- Ej mały.. kto Cię tu zostawił samego? - zapytałem patrząc w jego oczy.
Kot mógł mieć około... miesiąca. Może ze dwa maksymalnie. Ktoś musiał być wielkim zwyrolem że takiego słodziaka zostawił na deszczu i to w kartonie. Uznałem że wezmę kota do weterynarza przebadać go, zaszczepić i zarejestrować. Zamierzałem go sobie przygarnąć skoro jakiś imbecyl go zostawił.

15 lip 2019

Od Lucille C.D Gabriel

     Lucille czuje, jak jej nogi zaczynają drżeć. Na co liczyła? Czego oczekiwała? Przecież to od początku było jasne, jaką decyzję podejmie Gabriel, jak zareaguje i co pomyśli, widząc stojącą przed nim dziewczynę, która błaga o pomoc. Już nie prosi, w jej oczach pojawiło się błagalne spojrzenie, zaś pod wypowiedzianymi zdaniami kryła się rozpacz i rozdarcie. Nawet nie wie, co zrobić. Obserwuje ludzi w kasynie, jacy zapewne zaraz stracą część swojego majątku, popadając w hazard coraz głębiej i głębiej.
     W jej głowie pojawia się kolejne pytanie. Czy Gabriel ma rację?
     W końcu gdyby nie to, nawet nie pokusiłaby się o odwiedzenie chłopaka. Nie sprawdziłaby, czy wrócił i jak się czuje. Sytuacja jest tak pogmatwana.
     Gdyby Lucille przyszła bez powodu, zagadała w barze, zostałaby odtrącona słowami, iż uratował ją i po wszystkim, są sobie nieznajomi, tak powinno pozostać. A teraz Gabriel mówi, że dziewczyna przychodzi tylko wtedy, gdy obawia się o swoje własne życie? To nie ma najmniejszego sensu, jednak chłopak widocznie nie robi sobie nic z faktu, że w tym przypadku to on jest najgorszym hipokrytą. To Gabriel uratował Cille z rąk handlarzy ludźmi, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, ale zrobił to z własnego interesu, nie z dobrego serca. Potrzebował zabawy i rozrywki, krótkiej odskoczni od życia w świecie narkotyków, innych używek i całego ciemnego świata. Egoistyczne. Tylko czego można się spodziewać po takiej osobie? Najwidoczniej ludzie jego pokroju są aż tak zepsuci, co wcale nie dziwi Lucille. W większości książek dla młodzieży, a przynajmniej w tych, po które zasięgała, powielany jest ten sam schemat — zły chłopiec, dobra dziewczynka. Zazwyczaj ten pierwszy typ okazuje się być całkiem w porządku, a druga osoba niesamowicie irytująca i do granic nieznośna. W końcu pochodzi z nieco innej rodziny, to automatycznie odejmuje jej jakieś sto punktów do bycia w porządku. Prawda jest taka, że Lucille odkąd tylko pamięta, wolałaby mieć zgoła innych rodziców, a tak właściwie to w ogóle ich mieć, żyć tak, jak przeciętne dziecko w jej mieście. Bankiety z dnia na dzień stały się irytujące, można powiedzieć, iż to męczarnia dla bliźniaków, podobnie z wszelkimi wyjazdami służbowymi, gdzie obecność potomstwa Cecilii jest obowiązkowa. Teraz, kiedy oboje są już dorośli, mają nieco większą swobodę, choć z ust kobiety nierzadko pada znane sformułowanie: “Dopóki mieszkacie pod moim dachem, macie mnie słuchać!”, co zapełniło lukę w słabych argumentach mamy po ich osiemnastych urodzinach, gdy “Dopóki jesteście niepełnoletni, macie robić to, co wam każę!” straciło już na wartości i nie mogło dalej funkcjonować.

14 lip 2019

Odejście

Dziś Avenley River opuszcza Anastazja Fenchenko. Powodem odejścia jest decyzja autorki. Żegnamy się z Tobą z nadzieją, iż kiedyś znajdziesz moment, aby do nas wpaść albo, kto wie, może wrócić na nieco dłużej.