Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leon&Serafina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leon&Serafina. Pokaż wszystkie posty

14 gru 2020

Od Serafiny cd. Leona

 Po zakończeniu pracy zostało mi już tylko wypuścić wszystkie konie na padok. Wróciłam do stajni. Najpierw otworzyłam boks Morgany i Ermaca, konie radośnie wybiegły ze stajni, a zaraz za nimi reszta rumaków. Psy, oprócz Sonii, zostały na padoku z końmi. Mała suczka wskoczyła mi na kolana, kiedy wraz z książką popijałam kakao na fotelu. Pies wpatrywał się we mnie bardzo uważnie, jakby mógł wyczytać z moich oczu to, jaką pustkę mam w sobie. Może to dziwne, ale czułam jakby mówiła do mnie ,,Już okej... Masz nas, masz to co lubisz robić najbardziej. Nie potrzebujesz nic więcej do szczęścia. Spójrz...'' A ja głupia w głowie miałam tylko obecność innych ludzi, którzy by mnie wspierali, a może nawet ktoś, kto by mnie pokochał. Nie umiałabym jednak żyć bez tych wszystkich zwierząt. Wpatrywać się w ich radosne miny, rżenie, szczekanie, miałczenie. Nigdy nie mogłabym zamienić tego na ludzkie słowa. Czasem wydaje mi się, że te zwierzęta rozumieją mnie milion razy lepiej, niż każdy człowiek na tym zapchlonym świecie. Nagle moje myśli spadły w jeden punkt, najgorszy jaki mogłam sobie wyobrazić. Ręka zaczęła mi się mocno trząść. Nienawidzę o niej myśleć... Okropna kobieta... Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Spojrzałam na zdjęcie, które widniało w samym środku książki... Na obrazku widniały dwa zakrwawione noże, w rękach blondwłosej kobiety. Była ona odwrócona tyłem do obiektywu. Na podłodze leżał policjant. Z jego głowy sączyła się krew. Drugi nie miał skóry na dłoni, był w o wiele gorszym stanie niż poprzedni... Dłonie ułożyły mi się w pięści...
- Noelia... Jak ja się cieszę, że cię tu nie ma. Cieszę się, że już nigdy się nie spotkamy. Poszłaś na inny świat. Miejmy nadzieję... - powiedziałam i zamknęłam książkę. Zaczęło się robić bardzo zimno, więc wraz z psem weszłyśmy do domu i zawinęłyśmy się w kołdrę. Zaśnięcie, choć wydaje się proste, to jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy w takich chwilach. Patrzyłam się w sufit. Wzięłam w końcu tabletki nasenne. Przekonałam się, że nie był to dobry pomysł. Widziałam ją. Wisiała nade mną na czworaka. Miała na sobie swój znany, długi, czarny płaszcz. Trzymała mnie za szyję... rękę wkładała pod bluzkę. Przycisnęła mnie do siebie, włożyła rękę w spodnie. 
- Powiedz, że mnie kochasz. - pokręciłam głową, na co kobieta przyspieszyła ruchy ręki - No mów.
-Koc.. aam... Cię... - mówiłam poprzez dyszenie. 
- Było tak ciężko to powiedzieć? Od dziś kochana robisz mi zdjęcia w trakcie każdej ''zabawy''. Jasne? 
Pokręciłam przecząco głową. Chwilę później kobieta odwróciła się, słychać można było tylko brzdęk metalu. 
- Niegrzeczna dziewczynka... Hahahah... Niegrzeczna! - krzyknęła, odwróciła się gwałtownie i włożyła mi nóż prosto w kość miedniczą. 
- A... a... - jęczałam przez płacz...
Dźwięk telefonu wybudził mnie, całą spoconą i zapłakaną ze złego snu. 
- Tata Leona? O matko już późno...

Leon?

5 lis 2020

Od Leona cd Serafiny

Las był cichy. Świeże powietrze przyjemnie łaskotało po gardle. Koń szedł powoli, niosąc mnie, u boku swojej pani. Chyba rozumiała. Straszna tolerancja? To brzmi jak pozytyw. Sięgnąłem dłonią i lekko pogłaskałem kawałek grzywy, jaki miałem obok siodła. Szorstkie krótkie włosy przyjemnie drapały w rękę. Wracaliśmy w ciszy. Otaczała nas w sumie ciągle cisza.

-Lubisz to?- Spytałem po chwili.

-To? Konie?

-Takie samodzielne życie. Wszystko...

-Tak. Mam coś, co lubię, robię to. Mam z tego pieniądze. Praca idealna.- Uśmiechnęła się lekko i zatrzymała się pod budynkiem. Było już ciemnawo. Sięgnęła ręką i zapaliła lampę na dziedzińcu. Zsiadłem z konia i poczułem, jak moje kolana się poddają. Padłem na kolana na ziemię z cichym piskiem. Oparłem się o ziemię i zamarłem. Nogi konia stały obok moich. Głowa kobyły zbliżyła się do mnie. Klacz cicho prychnęła i musnęła moje włosy pyskiem. Pogłaskałem ja delikatnie i powoli wstałem.

-Oj, ktoś tu nie zaznaje sportu, Jesteś cały? Czy mam wzywać posiłki?- Uśmiechnęła się zaczepnie i poklepała konia po szyi.

-Hum... No tak... Przepraszam. Mam ją rozebrać?-Spytałem i starałem się zmienić temat. Moja porażka była oczywista.

-Tak, masz siodło i ogłowie. Sidło odnieś, a ogłowie trzeba będzie umyć- Podała mi siodło i założyła mi na ramię ogłowie. Pomaszerowałem do komórki i odwiesiłem siodło. Z ogłowiem wyszedłem, trzymając je w dłoni, pobrzękując nim co krok. Pokazała mi jak wyczyścić ten metal (wędzidło) piaskiem i wodą. Odwiesiłem czysty sprzęt i przystanąłem obok boksu Sparty. Skubała siano i spokojnie machała ogonem. Wysłałem ojcu SMS, że ma mnie odebrać i czekałem.

-Pomożesz mi nakarmić konie?- Podała mi wiaderko, zanim zdążyłem odpowiedzieć i wytłumaczyła ile sypać do jakiego wiaderka. Przesypywałem ziarna z worka do mniejszych wiaderek. Potem jakieś pellety i siemię lniane. Podniosłem pierwsze wiadro i wsadziłem do boksu. Koń prychnął i skulił na mnie uszy. Odskoczyłem i patrzyłem, jak gwałtownie zaczyna jeść swój posiłek.

-Spokojnie, nie lubi opóźnień w kolacjach, dlatego się zezłościł. Ale spokojnie, nie jest agresywny. Wszystko ok?

-T... Tak. - Skinąłem głową i potarłem ramię.

-I jak ci się podobało? Jazda to coś dla ciebie?

-Ojciec mnie już pewno zapisał na milion jazd co?

-Wspominał... Ale nic wbrew ciebie. Wiesz, w jazdę trzeba włożyć, chociaż odrobinę serca, bo inaczej jest trudno.

-Nie wiem, było... Inaczej? Nie próbowałem nigdy jazdy. Ale spróbuję oddać temu serce. To zawsze pasja-Kiwnęła głową jej twarz osiedliły reflektory auta ojca. Wysiadł i podszedł do nas pewnym krokiem.

-Kiedy mogę znów przywieźć Fionę na jazdę?- Spytał bez ogródek.

-Jutro mam znów wolny wieczór. Pasuje ci?-Spytała bardziej mnie niż Tatę. Kiwnąłem głową i odetchnąłem. Mogę spróbować to polubić. Konie były ciepłe. Miały w sobie coś magicznego. Tak samo ona. Była miła. Nie przeszkadzałem jej, i to się chyba liczy?

4 lis 2020

Od Serafiny cd. Leona

 Widziałam jego przerażenie po każdym moim poleceniu. Wyglądał jak ja, kiedy na pierwszego konia dostałam wielkiego wałacha. Prowadziłam Spartę dookoła placu, wymyślając coraz to nowe ćwiczenia rozciągające, bowiem Leon był tak spięty, że widziałam jak napinają mu się mięśnie na plecach. 
- Spokojnie, ona też jest zestresowana, musisz jej pokazać, że czerpiesz satysfakcję z tego, że cię słucha. - powiedziałam i dotknęłam delikatnie pysk klaczki - Wiem, że może to być trudne do zrozumienia, ale konie najbardziej odczuwają twoje szybkie bicie serca i niespokojny oddech. Ona jest na to idealnym przykładem. Wsiadają na nią tylko nowe osoby, bądź takie, które boją się koni. To świetna nauczycielka spokoju i opanowania. Spójrz na jej brzuch i jednocześnie spróbuj uspokoić oddech. - wykonał wszystko tak jak kazałam. Kiedy faktycznie uspokoił oddech kobyła odetchnęła z ulgą. Opuściła łeb i zaczęła spokojnie nabierać powietrze. Wydawał się być zaciekawiony sposobem rozumienia koni. To trudna sztuka, ale osoby w jego wieku zazwyczaj rozumieją to z łatwością. Złapałam go za udo i pokazałam jak prawidłowo pokazać klaczy sygnał do ruszenia. Przycisnęłam ją delikatnie do boku konia.
- Teraz to samo musisz zrobić z dwóch stron. - wykonał to o dziwo bezbłędnie - Świetnie! Jeżeli czujesz, że zwalnia to musisz dać jej kolejny taki sygnał. 
Byłam niesamowicie zadowolona, że Sparta reagowała tak szybko. Zazwyczaj po tak długiej przerwie od ruszenia do przodu potrafiła się zapatrzyć, zasnąć lub nawet zamyślić. Leon zaczął wykonywać polecenia coraz bardziej chętnie. Był najwidoczniej zadowolony sam z siebie. Na lekcji zajmowaliśmy się głównie rozciągnięciem oraz rozluźnieniem. Godzina minęła niesamowicie szybko. 
- Pójdziemy przejść się na Sparcie do lasu? Będzie to taka forma zakończenia jazdy. Co ty na to? - zapytałam się i z powrotem przypięłam uwiąz do wędzidła konia. 
- No dobrze. - odpowiedział. Otworzyłam bramkę od ujeżdżalni i wyszliśmy do lasku. Na początku była zupełna cisza, co trochę zaczęło mnie irytować, więc musiałam to w jakiś sposób przerwać. 
- Jak to się dzieje, że twój ojciec powiedział mi ,,Chciałbym zapisać córkę...'', a teraz dowiaduję się, że tak naprawdę jesteś Leon. O co chodzi, bo ja akurat jestem mało rozgarnięta w takich sprawach? Odpowiedz oczywiście, jeżeli masz na to ochotę, nie chcę cię zmuszać.
- Ym... Ja... Wiem, że wyglądem bliżej mi do dziewczyny. Mam jakieś tam swoje krągłości i inne takie... Ale... Od zawsze byłem przekonany, że moje odbicie pasuje bardziej do faceta. Czułem, że jestem chłopakiem, tak się zachowuję i próbuję się jak najbardziej na niego wykreować. Próbuję zrobić wszystko, żeby rodzice mnie zrozumieli, ale oni chcą mnie przytrzymać przy dziewczęcych nawykach. Po prostu jestem transseksualny. - podczas całego tego monologu, patrzył się tylko pod konia i o mały włos uderzył głową w wystającą gałąź. 
- Rozumiem. Jeżeli myślisz, że cię za to skarcę i pokrzyczę, to bardzo się mylisz. Jestem przerażająco tolerancyjna i jeżeli takim się czujesz to taki bądź. Posłuchaj, ja mamy nie mam, ale mój tata od zawsze powtarzał, że jestem jego córeczką i najbardziej dziewczęcą osobą, jaką spotkał. A ja po jakimś czasie stałam się człowiekiem, który chciał być niezależny i nie potrzebował nikogo do pomocy. Zaczęłam chodzić na boks, samoobronę i tak dalej. Niestety to mi nie pomogł... Dobra, dosyć o mnie. Robi się ciemno trzeba wracać. - uśmiechnęłam się szeroko, ale w moich oczach błysnęły cienkie łzy. 

Lełon?

3 lis 2020

Od Leona cd Serafiny

Patrzyłem na konia i nie wiedziałem co do końca robić z całym swoim ciałem. Wystawiłem niepewnie rękę ze szczotką i położyłem ją na boku wspomnianego wcześniej konia. Lekko drgnęła i zwróciła w moim kierunku głowę. Zamarłem i patrzyłem w oko kobyły. Głośno wypuściła powietrze i znowu zniżyła głowę do kostki siana, która ją zajmowała. Wypuściłem powietrze, które nieświadomie wstrzymywałem i przejechałem lekko szczotką. Stojąca obok trenerka westchnęła cicho.

-Ja... Przepraszam- Wymamrotałem i powoli zacząłem czesać bok koniny. Nie robiłem tego mocno, bałem się, że jak przejadę za mocno, to nagle wyląduję na ścianie.

-Za co? Nie masz doświadczenia z końmi, nie wymagam od ciebie nic poza chęcią- Uśmiechnęła się i docisnęła lekko moją rękę. Przeciągnęła moją rękę i szczotkę, którą trzymałem mocno po boku konia. Zassałem powietrze, ale koń dalej stał spokojnie.

-Możesz ją czesać mocniej, to ją przyjemnie drapie, obiecuję ci- Kiwnęła głową i znów się cofnęła.

-Nie wiem, skąd ojcu wpadł pomysł na konie- Przyznałem po chwili ciszy.

-Nie pytałeś go o jazdy?

- Nie- Wzruszyłem ramionami. Co mogłem dodać? Że chciał mieć kobiecą córkę, a ja wypadłem najdalej, od tego ideału jak się dało? Pewno, gdyby mogli, zrobiliby sobie kolejne dziecko. Zastanawiałem się parę razy, czemu tego nie zrobili. Nadal nie miałem odpowiedzi.

-Tutaj musisz dotknąć ręką, zobaczy czy włosy nie są sklejone, to by się nazywało zaklejką. Koń się może zranić, jak się nie wyczyści, bo popręg go obetrze- Zwróciła mi uwagę, kiedy zbliżyłem się do okolicy brzucha i przednich nóg. Kiwnąłem głową i skupiłem się na dokładnym wyczesaniu wspomnianej części skóry.

-Nie chciałeś nigdy spróbować jeździć?

-Nie myślałem o tym, nie miałem nigdy kontaktu z końmi- Przyznałem lekko zmieszany. Milion uczuleń mamy sprawiał, że jakiekolwiek chęci posiadania zwierząt umierały, zanim zdążyły się pojawić.

-Tutaj lżej, może być tu wrażliwsza- Zwróciła uwagę, kiedy przejechałem szczotką po okolicy pachwiny.

***** ***

Siodło było na koniu, ja też na nim byłem. Nadal nie wiem jakim cudem wsiadłem na to zwierzę. Prowadzony przez Serafinę czułem, jak każdy mięsień w moim cele panikuje, nie wiedząc co się dzieje i co robić.

-Poklep ją po szyi- Zaleciła. Schyliłem się i złapałem gwałtownie siodła. Poklepałem lekko szyję klaczy. Szła dalej, nie zwracając uwagi na to, co się ze mną dzieje. Kiwnąłem głową, bardziej do siebie niż do kogoś i wyprostowałem się.

-Okay, teraz poklep ją po zadzie- Odwróciłem się i bardzo powoli. Nie mogę, ona oszalała.

Od Serafiny cd. Leona

Moja wiecznie zalatana egzystencja nie pozwoliła mi usiąść nawet na chwilę. Biegałam od laptopa do telefonu i z powrotem. Zdążyłam dosłownie na sekundkę ukucnąć na dywanie, a jedna z moich służbowych komórek zaczęła głośno dzwonić. Można powiedzieć, że zrobiłam grymas bólu psychicznego, po czym jednak zmotywowałam się i na chwiejnych nogach podeszłam do telefonu. 
- Serafina Lupus, Stajnia Ancestrales, słucham? - wydukałam z siebie, cały czas patrząc na zbawienne łóżko. 
- Witam, mówi Fernando Bassil, chciałbym zapisać córkę na jazdę. - odpowiedział twardy, męski głos w słuchawce.
- Oczywiście, córka już kiedyś jeździła?
- Nie, to będzie jej pierwsza jazda.
- A w jakim jest wieku?
- 18 lat.
- Rozumiem... - trzymałam ramieniem słuchawkę, a w rękach widniały mi notes oraz długopis - Pierwsza jazda trwa dwie godziny. Zaczynamy zapoznaniem z końmi i ogólnym rozpoznaniem stajni, później pół godzinki siodłamy konia, jeździmy godzinę i odstawiamy konia do stajni. Koszt takiej pierwszej jazdy to osiemdziesiąt Avarów. Następne jazdy to będzie lonża i taki typ jazdy kosztuje pięćdziesiąt Avarów. Zgadza się pan na takie ceny?
- Oczywiście. Kiedy mógłbym przywieźć córkę?
- Jeżeli dzisiaj ma pan czas, to zapraszam dziś. Nie mam dużo osób na jazdę, także o czternastej myślę, że będzie najlepiej.
- Super. Do zobaczenia.
- Do widzenia.
Odłożyłam słuchawkę. Spojrzałam na godzinę - 10.30 - rzuciłam się na łóżko, nastawiłam budzik na 13:30 i zapadłam w głęboki sen.
***
Otworzyłam oczy. Budzik oczywiście nie zadzwonił, a ja wręcz wybiegłam z pokoju. Na szczęście ubranie już na mnie leżało, więc wystarczyło złapać oficerki i wyjść przed bramę. Psy już wesoło przywitały państwo Bassil. 
- Dzień dobry, dzień dobry! - zobaczyłam dziewczynę, która miała zamiar jeździć. Była ewidentnie niezadowolona z przyjazdu. Kolejne dziecko, które robi coś z ambicji rodziców. Nie lubię takich jazd, bo ludzie się nie starają, bowiem nie jest to w ich typie. Próbowałam udawać bardzo zadowoloną i miłą, aby jeszcze bardziej jej nie zniechęcić. 
- To Goebelss, lubi cię. - popatrzyłam na dużego doga, który przymilał się do dziewczyny. 
- Dobra, jesteś gotowa na jazdę? 
- Leon, ja... Możesz... Moje imię... - powiedziała i zrozumiała tylko marny bełkot, którego nie sposób było usłyszeć. 
- Koń jest w stajni, miałaś kiedyś styczność z tym zwierzakiem? - zapytałam i zaprowadziłam ją do stajni. 
- Mogę pani coś powiedzieć? - zapytała.
- Nie pani tylko Serafina, nie czyń mnie starą. - zaśmiałam się.
- No to ja jestem Leon. - powiedziała.
Uśmiechnęłam się i wyprowadziłam na korytarz stajni Spartę. Klacz wyszła bez uwiązu, bowiem moje konie nie potrafią chodzić z liną. 
- Tutaj leżą szczotki. To jest zgrzebło. Nim rozczesujesz wszystkie zaklejki i poplątaną sierść. Ona nie ma ich dużo, ale zawsze coś się po drodze trafi. 
- Jak ma na imię ten koń?
- Sparta. Ma piętnaście lat i jest rasy oldenburskiej. Kupiłam ją na aukcji w Niemczech. To chyba jeden z moich najdroższych, rekreacyjnych koni. Ani razu nie wystartowałam z nią w zawodach, bo za bardzo się stresuje i potrafi jej bardzo mocno skoczyć ciśnienie. - uśmiechnęłam się.
Leon?

29 paź 2020

Od Leona


Stałem i z niedowierzaniem patrzyłem na rodziców. Ich kompletnie już pogrzało.
-Fiona, skarbie, znajomi mi mówili, że dziewczyny w twoim wieku powinny mieć więcej ruchu...- Nadal krążyła wokół tematu mama. Moja rodzicielka miała ten okropny nawyk, owijania w bawełnę. Wszystko szło tak pokrętną drogą, że trzy razy zapominało się, w czym mógł być problem, albo co miałam na myśli. Uniosłem brew i czekałem. Ojciec stał z boku z lekko zmarszczonymi brwiami. Kochał ją, na pewno ją jakoś kochał, musiał- inaczej by nie był jej mężem. Ale jak on to okazywał? Przez całe moje życie nie widziałem, jak się całowali, jak trzymali za ręce. Nic. W moim kierunku też nie byli wylewni. Nie byłem przytulany, poklepywany. Raz na jakiś czas usłyszałem, że mogłoby być lepiej. I tyle. Tata chrząknął.
-Słucham?-Wybiłem się z toku myśli.
-Mama mówiła, że zapisaliśmy cię na jazdę konną. Dziewczyny w twoim wieku to lubią i jest to sport. Sama narzekałaś, że chcesz spędzać czas ze zwierzętami.-Wskazał końcem nosa torbę która stała przy kanapie. Sięgnąłem po nią niepewnie. Toczek, dziewczęce spodnie do jazdy i jakaś koszulka. Do tego buty z obcasem. Skrzywiłem się. Bardziej kobieco się nie dało. Moje luźne ubrania były pewnym ratunkiem od realiów, jakie reprezentowało moje ciało. Kobiece biodra... Tak bardzo chciałbym ich nie mieć. Kiwnąłem głową po chwili i podziękowałem.
-Przebierz się, zawiozę cię do stajni. Musisz sobie wreszcie wyrobić prawo jazdy- Mruknął ojciec i poszedł do kuchni. Mam się ubrać. W to? Powolnie poszedłem do pokoju i wyciągnąłem ubrania. Ciasne spodnie opięły moje nogi. Miałem ochotę płakać. To było tak bardzo nie na miejscu. Znalazłem stanik sportowy, wsunąłem szybko na górę, nie patrząc w lustro. Na stanik założyłem drugi. Teraz mogło ujść za prawie brak biustu. Mogło być gorzej Leo… Mogłeś mieć cyce jak donice, wtedy by było gorzej. Koszulka sięgała mi ledwo do bioder, wiec na nią założyłem długą luźną bluzę, która sięgała mi do ud. Zasłaniała to, co uwidoczniły spodnie. Złapałem buty i toczek. Rodzice nie bawili się w pół środki. Kupili wszystko. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby nagle kupili mi konia. Nie dlatego, że ich stać. Nie są bogaci, ale dlatego, że mam mieć jakieś zajęcie. Zajęcie ma być dziewczęce. Moja praca na studiach opierała się najbardziej na odkładaniu na jakieś jeszcze niezaplanowane operacje. Ile ja bym dal za usunięcie biustu? Na pewno tyle ile to kosztuje. Poczułem na sobie wzrok ojca. Skrzywił się.
-Po co ci ta bluza? Fiona?- Zawsze jak posługiwali się moim imieniem, układałem w głowie krótki wierszyk. Za każdym razem inny. Przestawiałem w nim wszystko tak, aby wyszło na Leona. Kiedyś nawet chciałem walczyć, próbowałem ich poprawiać. Oni nie chcieli rozumieć.
- Leon- Wymamrotałem w podłogę.
-Przestań!- Huknął i złapał klucze od auta. Ruszyłem za nim zrezygnowany. Dojazd zajął nam pół godziny. Okolica była leśna. Stajnia była głęboko w lesie. Po otwarciu drzwi dobiegł do mojego nosa zapach końskich odchodów- skrzywiłem się. To nie był najprzyjemniejszy zapach. Głośno ujadające psy ruszyły w naszym kierunku. Ojciec wsadził mi w rękę pieniądze i powiedział, że mam wysłać mu esemesa jak chcę wracać. I odjechał, pozostawiając mnie na pastwę losu. Pierwszy znalazł się obok mnie mały czarny piesek, który dość agresywnie ujadał i starał się zjeść moje kostki. Lekko szurnąłem butem. Ze stajni wyszła brunetka. Była mojego wzrostu. Machnąłem dłonią i nie wiedziałem co ze sobą zrobić.
-Fiona tak?- Uśmiechnęła się i podeszła odganiając przy tym psy. Nie wiedziałem co do końca zrobić. Rodzice pewno jej mnie przedstawili. Wystawiła do mnie rękę.
-Serafina, będę cię uczyć- Uśmiechnęła się znów, a ja pokiwałem głową i potrząsnąłem jej ręką.
-Miałaś kiedyś do czynienia z jazdą konną?
-Nie miałem, nie- Spojrzała na mnie i kiwnęła głową. Biały pies szturchnął moją rękę nosem i lekko polizał moje palce. Uśmiechnąłem się i wystawiłem w jego kierunku dłoń.
-To Geobels, lubi cię- Dodała i cmoknęła na psa. Kiwnąłem głową.
-Dobra, jesteś gotowa na rozpoczęcie nauki?- Zatrzymała się, w momencie jak zwróciła się do mnie kobiecymi zaimkami, jak by upewniając się, że usłyszała dobrze.
-Leon, ja... Możesz … Moje imię- Nie umiałem się przedstawiać, szczególnie że ona niby mnie już miała poznać.
<ajo>