Rozłożyłem się na kanapie w okropnym beżowym kolorze i opierając łeb na zagłówku, wbiłem wzrok w sufit. Marzyłem o chociaż sekundzie odpoczynku od jazgotania mojej kochanej żony.
- Kochanie, może nazwijmy naszego syna Billie, co ty na to?- zaszczebiotała słodko z kuchni, mieszając gotującą się zupę.
Uniosłem ręce w geście irytacji i powoli przyłożyłem je do swojej twarzy, z całej siły powstrzymując się od pełnego rozczarowania i zdenerwowania jęku. Walczyłem też z ogromną ochotą roześmiania się. Ewentualnie od krzyku bezsilności. Tak bardzo pragnąłem rozwodu, ale naprawdę nie chciałem mieć jej na sumieniu.
- Melissko, nie sądzisz, że trochę za wcześnie na takie decyzje?- zmusiłem się na możliwie najprzyjemniejszy ton głosu, na jaki było mnie stać.
Co mnie skusiło do tego przeklętego ślubu, jak mogłem być taki głupi. Wszyscy znajomi mówili, że to zły pomysł. Zachęcali mnie do rozwodu, gdy Melissa przespała się z jednym z moich najlepszych kumpli. Ale gdy tylko podsunąłem jej pomysł o rozstaniu, próbowała się zabić. Mimowolnie prychnąłem pod nosem, po raz kolejny tego dnia uświadamiając sobie jakie to wszystko idiotyczne.
- Co cię tak śmieszy?- zapytała nieco ostrzej, jednak takim tonem jakby zaraz miała się rozpłakać.
- Nic, najdroższa- mruknąłem chłodno, podnosząc się z kanapy.- Muszę zabrać się do pracy.
Rzuciła mi wściekłe spojrzenie, jednak nie zdążyła odezwać się ani słowem, gdyż w momencie, w którym otworzyła usta, zadzwonił mój telefon. Zabrałem urządzenie ze stołu, przeciągając palcem po ekranie i od razu wbiegając po schodach, by zamknąć się w gabinecie.
- Mamy problem- usłyszałem głos Cesare w słuchawce.- Szefie, nie wiedziałem, że tak wyjdzie, gdybym wiedział to...
- Nie mam czasu na pierdoły, mów do rzeczy- warknąłem, przerywając mu w połowie zdania.
- Porwali Flavio- powiedział po chwili nieco skruszonym głosem.
Przekląłem pod nosem i rozłączyłem się bez słowa. Niespecjalnie zależało mi na samym chłopaku, bardziej na tym, co mógł wygadać. Nie wiedział zbyt wiele, ale wciąż wystarczająco by mi zaszkodzić.
Wolałbym własnoręcznie go zabić, niż pozwolić komuś na wyciąganie z niego informacji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mallory&Carney. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mallory&Carney. Pokaż wszystkie posty
18 lip 2020
26 mar 2020
Od Mallory - CD. Carneya
Siedziałam w eleganckim, czarnym, skórzanym fotelu, maksymalnie wyginając jego oparcie do tyłu. Trzymając ręce za głową, leniwie balansowałam swoim ciałem, nie chcąc wylądować jego tylną częścią na marmurowej podłodze pode mną. Nogi odziane w wysokie, czerwone kozaki oparłam o biurko i kąem oka obserwowałam kłótnię dwójki moich wspólników, którzy nie mogli dojść do porozumienia w sprawie skontaktowania się z szefem całej operacji. Tylko czekałam, aż któreś z nich nie wytrzyma, wyciągnie pistolet i strzeli drugiemu w głowę.
18 gru 2019
Od Carneya CD. Mallory
- Kim pani jest, jeśli mógłbym wiedzieć?- zapytałem, mierząc kobietę spojrzeniem.
- Mallory. Mallory Moore- odparła ciemnowłosa, usadzając się na krześle, stojącym tuż przed moim biurkiem.
- Carney Zimnicki- opadłem na swój wygodny fotel, dalej wpatrując się w brunetkę.- Czy my przypadkiem się już nie poznaliśmy?
- Raczej wątpię- na ustach kobiety pojawił się delikatny uśmieszek, a w jej oczach zabłysnęło coś, co od razu rozwiało moje wątpliwości i upewniło mnie w przekonaniu, że jednak się znamy.
Skinąłem głową, otwierając po kolei szuflady w biurku. Po chwili natrafiłem na odpowiednie dokumenty i położyłem folder na biurku.
- Tyler Prescott...- mruknąłem pod nosem, przeglądając kolejne kartki.- Wybaczy pani, jednak nie mogę udzielić tak poufnych informacji osobie trzeciej bez odpowiednich dokumentów.
- Czyli przyszłam tu na nic?- zapytała, a w jej głosie wyczułem nutę irytacji.
- Obawiam się, że tak. Aczkolwiek, może mnie pani zaprowadzić do pana Prescotta- rzuciłem, zamykając plik.
- Mówiłam już, że nie jest w zbyt dobrym stanie- odparła, przyglądając się swoim paznokciom tak, jakby były najważniejszą rzeczą na świecie.
- O to proszę się nie martwić- uśmiechnąłem się szeroko, pakując akta do swojej teczki.
Wstałem od biurka, podchodząc do wieszaka stojącego w rogu pokoju i zabierając swoją marynarkę.
- Pojadę za panią- uśmiechnąłem się, otwierając kobiecie drzwi.
Przechodząc koło mnie, specjalnie otarła się o mnie, uśmiechając się uwodzicielsko. Wywróciłem oczami, zamykając za nami drzwi gabinetu.
- Mallory. Mallory Moore- odparła ciemnowłosa, usadzając się na krześle, stojącym tuż przed moim biurkiem.
- Carney Zimnicki- opadłem na swój wygodny fotel, dalej wpatrując się w brunetkę.- Czy my przypadkiem się już nie poznaliśmy?
- Raczej wątpię- na ustach kobiety pojawił się delikatny uśmieszek, a w jej oczach zabłysnęło coś, co od razu rozwiało moje wątpliwości i upewniło mnie w przekonaniu, że jednak się znamy.
Skinąłem głową, otwierając po kolei szuflady w biurku. Po chwili natrafiłem na odpowiednie dokumenty i położyłem folder na biurku.
- Tyler Prescott...- mruknąłem pod nosem, przeglądając kolejne kartki.- Wybaczy pani, jednak nie mogę udzielić tak poufnych informacji osobie trzeciej bez odpowiednich dokumentów.
- Czyli przyszłam tu na nic?- zapytała, a w jej głosie wyczułem nutę irytacji.
- Obawiam się, że tak. Aczkolwiek, może mnie pani zaprowadzić do pana Prescotta- rzuciłem, zamykając plik.
- Mówiłam już, że nie jest w zbyt dobrym stanie- odparła, przyglądając się swoim paznokciom tak, jakby były najważniejszą rzeczą na świecie.
- O to proszę się nie martwić- uśmiechnąłem się szeroko, pakując akta do swojej teczki.
Wstałem od biurka, podchodząc do wieszaka stojącego w rogu pokoju i zabierając swoją marynarkę.
- Pojadę za panią- uśmiechnąłem się, otwierając kobiecie drzwi.
Przechodząc koło mnie, specjalnie otarła się o mnie, uśmiechając się uwodzicielsko. Wywróciłem oczami, zamykając za nami drzwi gabinetu.
23 lis 2019
Od Mallory do Carneya
Matko, jakie to wszystko było nudne.
Siedziałam na wielkim, nieskazitelnie białym fotelu, który był zarazem niewiarygodnie niewygodny i z udawanym skupieniem przysłuchiwałam się, jak Tyler i kilku jego najbardziej zaufanych ludzi dyskutują o machlojkach finansowych w jego firmie. Moim zadaniem tutaj było jedynie grzać tyłek w miejscu i pięknie wyglądać, co nie sprawiało mi oczywiście żadnych trudności, gdyż niezaprzeczalnie grzeszyłam urodą i potrafiłam to wykorzystać. Przykładowo, właśnie w tym momencie bawiłam się w seksowną wymianę spojrzeń z siedzącym tuż obok Ericiem, któremu od mojej mimiki już dawno zdążył stanąć, co wyczułam, manewrując stopą w okolicach jego krocza. Niebezpiecznie było tak sobie pogrywać w pobliżu Tylera, ale ten obecnie był zbyt zajęty swoim wykładem, więc nie było mowy o wykryciu przez niego potencjalnej zdrady. Życie z tym człowiekiem było tak nudne, że niejednokrotnie miałam ochotę zmyć się od niego jak najprędzej, ale przy mężczyźnie trzymała mnie myśl, jak bardzo się to wszystko opłacało. Każdego dnia na moje drugie konto wpływały kolejne sumy pieniędzy, które sumiennie zbierałam na przyszłość, gdy już złamię Tylerowi serce i zabiorę ze sobą jego odłamki, po czym zmyję się z wielką sumką avarów i zacznę życie na wiele wyższym poziomie niż poprzednio. Przed tym jeszcze postaram się przejąć to, co mężczyzna zaraz po mnie kocha najbardziej. Jego drogocenną firmę. Jedną z istotniejszych w całym Avenley River.
Subskrybuj:
Posty (Atom)