6 lis 2020

Od Feyi do jakiegoś fajnego ludka.

Zaparkowałam na pustym parkingu i zgasiłam silnik. Van zakasłał i ucichł. Odetchnęłam i otworzyłam drzwi samochodu. Wywiesiłam nogi i oparłam o szarą nawierzchnię. Było już ciemno. Kolejne miasto do zwiedzenia? Prychnęłam do siebie. Zwiedzam najciekawsze zakątki! Niczym dziecko ulicy jestem tam, gdzie nie powinnam być i szukam zarobku. Wysiadłam z samochodu i rozprostowałam kości. Coś strzeliło mi w karku. Potarłam lekko brzuch, słysząc, jak uciążliwie domaga się posiłku. Ostatnie dni były słabe. Nie miałam za co kupić jedzenia, w samochodzie tliły się resztki paliwa, a ja szukałam czegokolwiek. Rozejrzałam się i cofnęłam do drzwi auta. Wyciągnęłam bardziej wyjściowe ubrania i jakieś resztki makijażu. Dzisiaj muszę zarobić. Ubrałam się, nałożyłam makijaż, oglądając się w kawałku stłuczonego lustra, które przyczepiłam do drzwi auta. Lepsze takie niż lusterka. Ubrana i wymalowana ruszyłam w kierunku żywej części miasta. Śmiech ludzi, muzyka, zapach tytoniu. Boże jak ja nienawidzę zapachu szlugów. Skrzywiłam się i wypuściłam powietrze ustami. Nie pomagało. Do tytoniu doszedł zapach trawy. Jeszcze gorzej. Obrzydlistwo. Krzywiąc się, szłam dalej. Ktoś na mnie zagwizdał. Odwróciłam się i zmierzyłam twarzą w twarz z pijanym chłopakiem, który ledwo trzymał się na nogach.

-Hej maleńka! Może wrócisz ze mną do domu...

-Nie stać cię na mnie... maleńki- Syknęłam i już mnie nie było. Tacy nigdy nie płacili, liczyli na swoje zdolności w łóżku i to, że wynagrodzą jakiekolwiek koszty. Ta, usypiali po dwóch pchnięciach i mieli tendencje do chrapania. Nawet się nie mogłam wyspać. Dotarłam do drogo wygalającego klubu. Ochroniarz zmierzył mnie wzrokiem.

-Dwadzieścia za wejście- Wystawił dłoń. Uniosłam brew. Nie miałam pieniędzy, gdybym miała, to by mnie tu nie było.

-Przyciągnę ci klientów swoją obecnością- Obiecała i starałam się wyminąć mięśniaka. Zatrzymał mnie i utrzymując kontakt wzrokowy, znów zażądał pieniędzy. Patrzyłam na niego z góry. Był trochę niższy, ale zdecydowanie lepiej odżywiony. Pewno opychał się na co dzień ryżem i kurczakiem, a potem zapijał shakiem proteinowym. Ile ja bym dała za kawałek kurczaka w tej chwili?

-Zapłacę za tę panią- Odezwał się głos za moimi plecami. Wysoki, ale chudy facet objął mnie w pasie i wsadził ochroniarzowi pieniądze w łapę. Patrzyłam z irytacją, jak ten chowa je do kieszeni i nas wpuszcza, mogłabym za nie dobrze się najeść. No dobrze to pojęcie względne, ale obiad i kolacja by były syte. Chłopak, bo nie mógł mieć więcej niż 20 lat, zaprowadził mnie na parkiet. Westchnęłam i wymusiłam uśmiech. Miał drogi zegarek na nadgarstku a we włosy wtartą zabójczą ilość żelu.

-200 za noc, ale to będzie najlepsza noc w twoim życiu- Wyszeptałam mu do ucha i lekko je przygryzłam. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się obrzydliwie. Bingo. Mieszkał niedaleko. Duże ładne mieszkanie, widać, że miał hajs. Podał mi kieliszek z jakimś alkoholem i sam upił łyka ze swojego. Spojrzałam na żółtawy trunek w szklance i uśmiechnęłam się sztucznie. Chyba nie umiałam inaczej. Kiedy nie patrzył, wylałam zawartość do kwiatka.

-Na kolana- Zażądał i zaczął rozpinać spodnie. Uklęknęłam i zsunęłam lekko ramiączko sukienki na bok.

***** ***

Po wszystkim padł. Spał jak dziecko. Dał mi owszem pieniądze, ale chyba był w takim stanie, że miał w nosie, co dalej ze sobą zrobię. Postanowiłam wykorzystać sytuacje. Kleiłam się od potu i jego śliny. Skrzywiłam się i znalazłam łazienkę. Prysznic. Moje marzenie. Potem udało mi się też znaleźć kuchnie. Miał dużo jedzenia. Raczej nie zauważy, jak mu coś zniknie. Wyciągnęłam też z jego portfela pozostałą gotówkę. Miałam teraz koło 500 ajwarów. Mogę zatankować i mieć chwilę spokoju. Zapakowałam do papierowej torby trochę jedzenia i wyszłam z mieszkania. Droga do vana była długa. Szczególnie że nocą bywało ciężej odnaleźć odpowiedni kierunek. Jednak kiedy dotarłam, twardy materac i gruba, ale stara kołdra ugościły mnie tak jak zawsze. Zamknęłam samochód i skuliłam się, czekając, aż zacznie mi być ciepło. Ten świat ssie, pomyślałam chwilę przed zaśnięciem. Obudziło mnie pukanie w drzwi.

5 lis 2020

Od Leona cd Serafiny

Las był cichy. Świeże powietrze przyjemnie łaskotało po gardle. Koń szedł powoli, niosąc mnie, u boku swojej pani. Chyba rozumiała. Straszna tolerancja? To brzmi jak pozytyw. Sięgnąłem dłonią i lekko pogłaskałem kawałek grzywy, jaki miałem obok siodła. Szorstkie krótkie włosy przyjemnie drapały w rękę. Wracaliśmy w ciszy. Otaczała nas w sumie ciągle cisza.

-Lubisz to?- Spytałem po chwili.

-To? Konie?

-Takie samodzielne życie. Wszystko...

-Tak. Mam coś, co lubię, robię to. Mam z tego pieniądze. Praca idealna.- Uśmiechnęła się lekko i zatrzymała się pod budynkiem. Było już ciemnawo. Sięgnęła ręką i zapaliła lampę na dziedzińcu. Zsiadłem z konia i poczułem, jak moje kolana się poddają. Padłem na kolana na ziemię z cichym piskiem. Oparłem się o ziemię i zamarłem. Nogi konia stały obok moich. Głowa kobyły zbliżyła się do mnie. Klacz cicho prychnęła i musnęła moje włosy pyskiem. Pogłaskałem ja delikatnie i powoli wstałem.

-Oj, ktoś tu nie zaznaje sportu, Jesteś cały? Czy mam wzywać posiłki?- Uśmiechnęła się zaczepnie i poklepała konia po szyi.

-Hum... No tak... Przepraszam. Mam ją rozebrać?-Spytałem i starałem się zmienić temat. Moja porażka była oczywista.

-Tak, masz siodło i ogłowie. Sidło odnieś, a ogłowie trzeba będzie umyć- Podała mi siodło i założyła mi na ramię ogłowie. Pomaszerowałem do komórki i odwiesiłem siodło. Z ogłowiem wyszedłem, trzymając je w dłoni, pobrzękując nim co krok. Pokazała mi jak wyczyścić ten metal (wędzidło) piaskiem i wodą. Odwiesiłem czysty sprzęt i przystanąłem obok boksu Sparty. Skubała siano i spokojnie machała ogonem. Wysłałem ojcu SMS, że ma mnie odebrać i czekałem.

-Pomożesz mi nakarmić konie?- Podała mi wiaderko, zanim zdążyłem odpowiedzieć i wytłumaczyła ile sypać do jakiego wiaderka. Przesypywałem ziarna z worka do mniejszych wiaderek. Potem jakieś pellety i siemię lniane. Podniosłem pierwsze wiadro i wsadziłem do boksu. Koń prychnął i skulił na mnie uszy. Odskoczyłem i patrzyłem, jak gwałtownie zaczyna jeść swój posiłek.

-Spokojnie, nie lubi opóźnień w kolacjach, dlatego się zezłościł. Ale spokojnie, nie jest agresywny. Wszystko ok?

-T... Tak. - Skinąłem głową i potarłem ramię.

-I jak ci się podobało? Jazda to coś dla ciebie?

-Ojciec mnie już pewno zapisał na milion jazd co?

-Wspominał... Ale nic wbrew ciebie. Wiesz, w jazdę trzeba włożyć, chociaż odrobinę serca, bo inaczej jest trudno.

-Nie wiem, było... Inaczej? Nie próbowałem nigdy jazdy. Ale spróbuję oddać temu serce. To zawsze pasja-Kiwnęła głową jej twarz osiedliły reflektory auta ojca. Wysiadł i podszedł do nas pewnym krokiem.

-Kiedy mogę znów przywieźć Fionę na jazdę?- Spytał bez ogródek.

-Jutro mam znów wolny wieczór. Pasuje ci?-Spytała bardziej mnie niż Tatę. Kiwnąłem głową i odetchnąłem. Mogę spróbować to polubić. Konie były ciepłe. Miały w sobie coś magicznego. Tak samo ona. Była miła. Nie przeszkadzałem jej, i to się chyba liczy?

Feya Ferlern

Źródło: McKenna Hellam
Motto: There ain't no rest for the wicked money don't grow on trees.
Imię: Feya. Po angielsku oznacza to wróżkę. Nazwana została przez babcię, bo po narodzeniu wyglądała podobno jak magiczne dziecko. Miała czarne czy i ciemne włosy, jasną skórę. Imię jest dla niej obojętne.
Nazwisko: Ferlern
Wiek: 23 lata
Data urodzenia: 12.09
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Mieszka w samochodzie. Niewielki van ma materac i parę podstawowych potrzebnych wygód. Kąpie się tam, gdzie może. Tak samo z gotowaniem i  korzystaniem z toalety. Ma dwie torby z ubraniami i jedną z jakimiś kosmetykami i odstawowymi przyborami. Pierze albo przy okazji mycia się, albo w pralni.
Orientacja: Biseksualna
Praca: Nie ma jednej konkretnej pracy. Dorabia jak może. Czasem podkrada, czasem umawia się na opłacone randki. Czasem się sprzedaje. Jakoś trzeba te rachunki opłacić. Czasem zbiera puszki albo butelki. To już dopiero w ostateczności. Nie umie znaleźć normalnej pracy.
Charakter: Freya jest wredna. Bywa ciężka do zniesienia i agresywna. Łatwo ją wyprowadzić z równowagi i najpierw działa. Kończy się to wieloma bójkami i podbitymi oczyma. Nie umie się ugryźć w język. Nie lubi owijać w bawełnę. Nie jest cierpliwa i nienawidzi spóźnień. Ma wyjątkową łatwość w uderzaniu w to, co boli. Nie lubi małych pogadanek o niczym. Wie, ze jest mało warta, ale stara się budować jakąś iluzję. Odcina się od zła i dobra świata najbardziej jak może. Nie bawi się w emocje i uczucia. Nie lubi o nich myśleć, woli robić. Nienawidzi zostawać sama z sobą. Jej emocje mogą  ją wtedy przygnieść, a tego nienawidzi. Użalanie się i marudzenie to coś, czego nie robi. Sarkazm jest jej drugim językiem, ogranicza jednak ilość słów. Wie, że czasem jednak musi być udawanie miła (zwykle kiedy ma za to płacone). Nie przepada za przyjemnościami cielesnymi (seks), wie jednak, że się to sprzedaje więc korzysta póki jest w stanie. Jej cichym marzeniem jest niewielkim dom, pies i stabilny zarobek. Ale nie zawsze dostajemy to, czego chcemy. Jej jedyna nielegalna słabość to alkohol. Nie pije jednak dużo, od okazji. Wie jak nałóg wykończył jej rodziców.
Hobby: Zbiera bilety. Chodzi biegać, jeśli ma czas i siłę.
Aparycja|
- wzrost: 198cm
- waga: 71kg
- opis wyglądu: Wysoka, chuda, koścista i długa. Nie jest raczej typową słodką dziewczynką z pełnymi ustami i ślicznymi długimi rzęsami. Ma ciemne włosy i jasną karnację przez co wiele kolegów przezywało ją nietoperzem. Na jej twarzy rzadko widnieje uśmiech. ma tak zwane RBF
- pozostałe informacje: Nosi pierścionki. Ma niewielki tatuaż na udzie.
- głos: Chłodny, często ociekający  jadem. Raczej cichy. Im ciszej mówi, tym bardziej możesz się bać.
Historia: Feya uczyła się całe życie, że nikt nie ma zamiaru jej pomagać. Nie było jej ułatwiane. Rodzice byli ćpunami, którzy zostawiali dzieci u babci i znikali. Babcia miała dość. Nie poświęcała im czasu i dzieci wychowywała ulica, okolica. W szkole nie była lubiana. Bywała agresywna i wredna. Potrafiła stanąć do walki z kimś, tylko dlatego, ze miała zły dzień. Ledwo ukończyła naukę.
Rodzina: Rodziców nigdy nie poznała. Nie żałuje że ich nie zna. Babcia niedawno zmarła. Jej rodzeństwo rozeszło się po świecie. Nie ma nikogo.
Partner: Brak
Potomstwo: Brak
Ciekawostki: Jest w pewnym sensie bezdomna. Jej domem jest jej auto. Nie ma tych najmniejszych żeber bo musieli jej usunąć. Czasem zapomina o otaczającym ja świecie i potrafi siedzieć patrząc tempo w przestrzeń. Jak się rozpędzi to potrafi nie spać dwa dni. Potem zwykle na ziemie sprowadzają ją krwotoki z nosa.
Inne zdjęcia: Brak
Zwierzęta: Czasem jakieś muchy wlecą jej do samochodu. Nie ma pieniędzy ani miejsca na zwierzęta, ale kocha psy i gryzonie.
Pojazd: Stary van, który jeszcze jakoś działa.
Kontakt: Amcinek

4 lis 2020

Od Serafiny cd. Leona

 Widziałam jego przerażenie po każdym moim poleceniu. Wyglądał jak ja, kiedy na pierwszego konia dostałam wielkiego wałacha. Prowadziłam Spartę dookoła placu, wymyślając coraz to nowe ćwiczenia rozciągające, bowiem Leon był tak spięty, że widziałam jak napinają mu się mięśnie na plecach. 
- Spokojnie, ona też jest zestresowana, musisz jej pokazać, że czerpiesz satysfakcję z tego, że cię słucha. - powiedziałam i dotknęłam delikatnie pysk klaczki - Wiem, że może to być trudne do zrozumienia, ale konie najbardziej odczuwają twoje szybkie bicie serca i niespokojny oddech. Ona jest na to idealnym przykładem. Wsiadają na nią tylko nowe osoby, bądź takie, które boją się koni. To świetna nauczycielka spokoju i opanowania. Spójrz na jej brzuch i jednocześnie spróbuj uspokoić oddech. - wykonał wszystko tak jak kazałam. Kiedy faktycznie uspokoił oddech kobyła odetchnęła z ulgą. Opuściła łeb i zaczęła spokojnie nabierać powietrze. Wydawał się być zaciekawiony sposobem rozumienia koni. To trudna sztuka, ale osoby w jego wieku zazwyczaj rozumieją to z łatwością. Złapałam go za udo i pokazałam jak prawidłowo pokazać klaczy sygnał do ruszenia. Przycisnęłam ją delikatnie do boku konia.
- Teraz to samo musisz zrobić z dwóch stron. - wykonał to o dziwo bezbłędnie - Świetnie! Jeżeli czujesz, że zwalnia to musisz dać jej kolejny taki sygnał. 
Byłam niesamowicie zadowolona, że Sparta reagowała tak szybko. Zazwyczaj po tak długiej przerwie od ruszenia do przodu potrafiła się zapatrzyć, zasnąć lub nawet zamyślić. Leon zaczął wykonywać polecenia coraz bardziej chętnie. Był najwidoczniej zadowolony sam z siebie. Na lekcji zajmowaliśmy się głównie rozciągnięciem oraz rozluźnieniem. Godzina minęła niesamowicie szybko. 
- Pójdziemy przejść się na Sparcie do lasu? Będzie to taka forma zakończenia jazdy. Co ty na to? - zapytałam się i z powrotem przypięłam uwiąz do wędzidła konia. 
- No dobrze. - odpowiedział. Otworzyłam bramkę od ujeżdżalni i wyszliśmy do lasku. Na początku była zupełna cisza, co trochę zaczęło mnie irytować, więc musiałam to w jakiś sposób przerwać. 
- Jak to się dzieje, że twój ojciec powiedział mi ,,Chciałbym zapisać córkę...'', a teraz dowiaduję się, że tak naprawdę jesteś Leon. O co chodzi, bo ja akurat jestem mało rozgarnięta w takich sprawach? Odpowiedz oczywiście, jeżeli masz na to ochotę, nie chcę cię zmuszać.
- Ym... Ja... Wiem, że wyglądem bliżej mi do dziewczyny. Mam jakieś tam swoje krągłości i inne takie... Ale... Od zawsze byłem przekonany, że moje odbicie pasuje bardziej do faceta. Czułem, że jestem chłopakiem, tak się zachowuję i próbuję się jak najbardziej na niego wykreować. Próbuję zrobić wszystko, żeby rodzice mnie zrozumieli, ale oni chcą mnie przytrzymać przy dziewczęcych nawykach. Po prostu jestem transseksualny. - podczas całego tego monologu, patrzył się tylko pod konia i o mały włos uderzył głową w wystającą gałąź. 
- Rozumiem. Jeżeli myślisz, że cię za to skarcę i pokrzyczę, to bardzo się mylisz. Jestem przerażająco tolerancyjna i jeżeli takim się czujesz to taki bądź. Posłuchaj, ja mamy nie mam, ale mój tata od zawsze powtarzał, że jestem jego córeczką i najbardziej dziewczęcą osobą, jaką spotkał. A ja po jakimś czasie stałam się człowiekiem, który chciał być niezależny i nie potrzebował nikogo do pomocy. Zaczęłam chodzić na boks, samoobronę i tak dalej. Niestety to mi nie pomogł... Dobra, dosyć o mnie. Robi się ciemno trzeba wracać. - uśmiechnęłam się szeroko, ale w moich oczach błysnęły cienkie łzy. 

Lełon?

3 lis 2020

Od Leona cd Serafiny

Patrzyłem na konia i nie wiedziałem co do końca robić z całym swoim ciałem. Wystawiłem niepewnie rękę ze szczotką i położyłem ją na boku wspomnianego wcześniej konia. Lekko drgnęła i zwróciła w moim kierunku głowę. Zamarłem i patrzyłem w oko kobyły. Głośno wypuściła powietrze i znowu zniżyła głowę do kostki siana, która ją zajmowała. Wypuściłem powietrze, które nieświadomie wstrzymywałem i przejechałem lekko szczotką. Stojąca obok trenerka westchnęła cicho.

-Ja... Przepraszam- Wymamrotałem i powoli zacząłem czesać bok koniny. Nie robiłem tego mocno, bałem się, że jak przejadę za mocno, to nagle wyląduję na ścianie.

-Za co? Nie masz doświadczenia z końmi, nie wymagam od ciebie nic poza chęcią- Uśmiechnęła się i docisnęła lekko moją rękę. Przeciągnęła moją rękę i szczotkę, którą trzymałem mocno po boku konia. Zassałem powietrze, ale koń dalej stał spokojnie.

-Możesz ją czesać mocniej, to ją przyjemnie drapie, obiecuję ci- Kiwnęła głową i znów się cofnęła.

-Nie wiem, skąd ojcu wpadł pomysł na konie- Przyznałem po chwili ciszy.

-Nie pytałeś go o jazdy?

- Nie- Wzruszyłem ramionami. Co mogłem dodać? Że chciał mieć kobiecą córkę, a ja wypadłem najdalej, od tego ideału jak się dało? Pewno, gdyby mogli, zrobiliby sobie kolejne dziecko. Zastanawiałem się parę razy, czemu tego nie zrobili. Nadal nie miałem odpowiedzi.

-Tutaj musisz dotknąć ręką, zobaczy czy włosy nie są sklejone, to by się nazywało zaklejką. Koń się może zranić, jak się nie wyczyści, bo popręg go obetrze- Zwróciła mi uwagę, kiedy zbliżyłem się do okolicy brzucha i przednich nóg. Kiwnąłem głową i skupiłem się na dokładnym wyczesaniu wspomnianej części skóry.

-Nie chciałeś nigdy spróbować jeździć?

-Nie myślałem o tym, nie miałem nigdy kontaktu z końmi- Przyznałem lekko zmieszany. Milion uczuleń mamy sprawiał, że jakiekolwiek chęci posiadania zwierząt umierały, zanim zdążyły się pojawić.

-Tutaj lżej, może być tu wrażliwsza- Zwróciła uwagę, kiedy przejechałem szczotką po okolicy pachwiny.

***** ***

Siodło było na koniu, ja też na nim byłem. Nadal nie wiem jakim cudem wsiadłem na to zwierzę. Prowadzony przez Serafinę czułem, jak każdy mięsień w moim cele panikuje, nie wiedząc co się dzieje i co robić.

-Poklep ją po szyi- Zaleciła. Schyliłem się i złapałem gwałtownie siodła. Poklepałem lekko szyję klaczy. Szła dalej, nie zwracając uwagi na to, co się ze mną dzieje. Kiwnąłem głową, bardziej do siebie niż do kogoś i wyprostowałem się.

-Okay, teraz poklep ją po zadzie- Odwróciłem się i bardzo powoli. Nie mogę, ona oszalała.

Od Serafiny cd. Leona

Moja wiecznie zalatana egzystencja nie pozwoliła mi usiąść nawet na chwilę. Biegałam od laptopa do telefonu i z powrotem. Zdążyłam dosłownie na sekundkę ukucnąć na dywanie, a jedna z moich służbowych komórek zaczęła głośno dzwonić. Można powiedzieć, że zrobiłam grymas bólu psychicznego, po czym jednak zmotywowałam się i na chwiejnych nogach podeszłam do telefonu. 
- Serafina Lupus, Stajnia Ancestrales, słucham? - wydukałam z siebie, cały czas patrząc na zbawienne łóżko. 
- Witam, mówi Fernando Bassil, chciałbym zapisać córkę na jazdę. - odpowiedział twardy, męski głos w słuchawce.
- Oczywiście, córka już kiedyś jeździła?
- Nie, to będzie jej pierwsza jazda.
- A w jakim jest wieku?
- 18 lat.
- Rozumiem... - trzymałam ramieniem słuchawkę, a w rękach widniały mi notes oraz długopis - Pierwsza jazda trwa dwie godziny. Zaczynamy zapoznaniem z końmi i ogólnym rozpoznaniem stajni, później pół godzinki siodłamy konia, jeździmy godzinę i odstawiamy konia do stajni. Koszt takiej pierwszej jazdy to osiemdziesiąt Avarów. Następne jazdy to będzie lonża i taki typ jazdy kosztuje pięćdziesiąt Avarów. Zgadza się pan na takie ceny?
- Oczywiście. Kiedy mógłbym przywieźć córkę?
- Jeżeli dzisiaj ma pan czas, to zapraszam dziś. Nie mam dużo osób na jazdę, także o czternastej myślę, że będzie najlepiej.
- Super. Do zobaczenia.
- Do widzenia.
Odłożyłam słuchawkę. Spojrzałam na godzinę - 10.30 - rzuciłam się na łóżko, nastawiłam budzik na 13:30 i zapadłam w głęboki sen.
***
Otworzyłam oczy. Budzik oczywiście nie zadzwonił, a ja wręcz wybiegłam z pokoju. Na szczęście ubranie już na mnie leżało, więc wystarczyło złapać oficerki i wyjść przed bramę. Psy już wesoło przywitały państwo Bassil. 
- Dzień dobry, dzień dobry! - zobaczyłam dziewczynę, która miała zamiar jeździć. Była ewidentnie niezadowolona z przyjazdu. Kolejne dziecko, które robi coś z ambicji rodziców. Nie lubię takich jazd, bo ludzie się nie starają, bowiem nie jest to w ich typie. Próbowałam udawać bardzo zadowoloną i miłą, aby jeszcze bardziej jej nie zniechęcić. 
- To Goebelss, lubi cię. - popatrzyłam na dużego doga, który przymilał się do dziewczyny. 
- Dobra, jesteś gotowa na jazdę? 
- Leon, ja... Możesz... Moje imię... - powiedziała i zrozumiała tylko marny bełkot, którego nie sposób było usłyszeć. 
- Koń jest w stajni, miałaś kiedyś styczność z tym zwierzakiem? - zapytałam i zaprowadziłam ją do stajni. 
- Mogę pani coś powiedzieć? - zapytała.
- Nie pani tylko Serafina, nie czyń mnie starą. - zaśmiałam się.
- No to ja jestem Leon. - powiedziała.
Uśmiechnęłam się i wyprowadziłam na korytarz stajni Spartę. Klacz wyszła bez uwiązu, bowiem moje konie nie potrafią chodzić z liną. 
- Tutaj leżą szczotki. To jest zgrzebło. Nim rozczesujesz wszystkie zaklejki i poplątaną sierść. Ona nie ma ich dużo, ale zawsze coś się po drodze trafi. 
- Jak ma na imię ten koń?
- Sparta. Ma piętnaście lat i jest rasy oldenburskiej. Kupiłam ją na aukcji w Niemczech. To chyba jeden z moich najdroższych, rekreacyjnych koni. Ani razu nie wystartowałam z nią w zawodach, bo za bardzo się stresuje i potrafi jej bardzo mocno skoczyć ciśnienie. - uśmiechnęłam się.
Leon?

2 lis 2020

Od Elizabeth CD Jasona

Wszystkie kolejne wydarzenia trwały przez dosłownie ułamki sekund. Nie do końca ogarniając co działo się dookoła patrzyłam na to jak Jason zerwał z Mią, następnie Jason pobił jednego kolegę z zespołu, a potem Jason wyszedł ze studia i skierował się w stronę wyjścia, a jeszcze później staliśmy przed drzwiami wyjściowymi, ja trzymałam Jasona za rękę, ten patrzył na mnie zabłąkanym wzrokiem, lecz po kilku chwilach widząc moją minę delikatnie się uśmiechnął. Na widok tego uśmiechu delikatnie zadrżałam i przełknęłam ślinę.