31 lip 2018

Od Idy C.D Daniel

    Przetarłam leniwie powieki wierzchem prawej dłoni i przewróciłam się na drugi bok, prawie kładąc się na Richardzie. Z tego, co zdążyłam później zauważyć, nie przeszkodziło mu to w dalszym śnie. Leniwy kocur.
    Wyciągnęłam dłoń po telefon, leżący na szafce nocnej, zasłaniając sobie oczy przed uciążliwymi smugami światła, ciągle dostającymi się przez okno do pomieszczenia. Powinnam w końcu zainwestować w rolety.
    Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i ze smutkiem stwierdziłam, że jest dopiero ósma rano. To grzech wstawać tak wcześnie w wolny dzień, no ale cóż. Z jakiegoś powodu tak mam, że jak się raz obudzę, to już nie zasnę do wieczora. Przeczesałam włosy dłonią i wydostałam się leniwie spod kołdry, kładąc gołe stopy na zimnej posadzce. Momentalnie przeszły mnie dreszcze, które zignorowałam tak szybko, jak się pojawiły. Wychodząc z sypialni, narzuciłam na siebie koc, zapowiadał się wyjątkowo nieprzyjemny dzień i zaczynałam żałować, że w nocy pootwierałam większość okien. Dlatego pierwsze co zrobiłam, to przeszłam się po całym mieszkaniu i zamykałam je wszystkie po kolei. Dopiero później zajęłam się sobą i zrobiłam w miarę przyzwoite śniadanie, które jak zwykle zjadłam sama przed telewizorem. Powoli zaczynają mnie ci ludzie z mediów denerwować. Ci cali politycy też. Niby inteligentni, wykształceni, a zachowują się jak rozwydrzone dzieci, które nie dostały lizaka. Normalnie bród, smród i ubóstwo. Najbardziej dobija mnie jednak fakt, że zarabiają krocie. Jaki ten świat niesprawiedliwy.
    Jakiś czas później, gdy zjadłam i zabrałam się za malowanie nowego obrazu, usłyszałam ciche skrzypienie, dochodzące z sypialni. Momentalnie skierowałam w tamtą stronę swój wzrok i uśmiechnęłam się lekko, widząc jak mój rozleniwiony kot, powoli podchodzi do miski i zaczyna wcinać to, co mu przygotowałam jakiś czas temu.
    Delikatnie sunęłam pędzlem po płótnie i nuciłam sobie pod nosem “Youngblood” 5 Seconds Of Summer, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zmarszczyłam brwi i przetarłam czoło wierzchem dłoni. Była dopiero trzynasta, kogo mogło tu przywiać o tej porze? Pełna mieszanych uczuć podeszłam do drzwi cała umazana w farbie i je otworzyłam.
     - Kim pan jest? - spytałam od razu, gdy zobaczyłam w drzwiach mojego mieszkania wysokiego mężczyznę. Musiałam zadzierać głowę do góry, by patrzeć na jego twarz. Był zdecydowanie za wysoki.
     - Architektem. Byłem tu umówiony na czternastą. - Zerka na zegarek. - Widocznie trochę za szybko przyszedłem.
    Architektem? Umówiony na czternastą? Patrzyłam na niego z niezrozumieniem, starając sobie przypomnieć o tym, że z kimś się umawiałam. Nie musiałam się dużo wysilać, by sobie przypomnieć. Dokładnie miesiąc temu umawiałam się z architektem wnętrz. Po prostu czułam potrzebę, że muszę całkiem zmienić moją sypialnię, od podstaw. Wybrałam specjalnie tę datę, kiedy miałam mieć wolne i co? Zapomniałam.
    Od razu złapałam się za głowę. Czułam, jak palę się ze wstydu.
     - Ojejku, na śmierć zapomniałam! - Otworzyłam mu szerzej drzwi, by go wpuścić. - Da mi pan chwilkę, żeby się ogarnąć?
     - Jasne, może przeszlibyśmy na ty? Daniel. - Podał mi rękę z uśmiechem, który ja odwzajemniłam.
     - Ida, miło mi poznać. - Zamknęłam za nami drzwi i wskazałam na salon, który był dokładnie na wprost. - Rozgość się, kawy, herbaty?
    Pokręcił głową.
     - Ja podziękuję, wolałbym już się zabrać do pracy. Mogę już zacząć mierzyć sypialnię?
    Uśmiechnęłam się do niego i pokiwałam głową, po czym weszłam do łazienki, uprzednio wskazując mu drogę do sypialni. Zastanawiałam się przez dłuższą chwilę czy to była mądra decyzja. Przecież mógłby mnie okraść, powinnam mieć go na oku… Chociaż, nie powinniśmy uważać wszystkich ludzi za tych złych. Warto jest czasem zaufać komuś ot, tak.
    Próbując zmyć z rąk i twarzy plamy farby, usłyszałam w pokoju obok głośny trzask, jakby coś się zawaliło. Zmarszczyłam brwi i szybko otarłam twarz ręcznikiem, wychodząc z łazienki. Rozejrzałam się po salonie, nic. Weszłam do sypialni i zobaczyłam zawalone łóżko i stojącego obok zakłopotanego Daniela.
     - Przepraszam - odezwał się po chwili. - Nie wiedziałem, że to tak szybko się zawali.
    Widząc jego zestresowany wyraz twarzy, nie mogłam się powstrzymać. Zaśmiałam się cicho.
     - Właśnie między innymi dlatego chcę mieć nową sypialnię. Sama leżąc na tym łóżku, mam wrażenie, jakby zaraz miało się rozwalić.

< Daniel? ( ͡° ͜ʖ ͡°) >

30 lip 2018

Od Althei C.D Billy Joe

    Przed zachodem słońca, a raczej grubo przed zgaśnięciem ostatnich jego promieni, zdecydowałam się wyjść ze swojej kamienicy i pospacerować spokojnie chodnikiem. Cały ten tydzień był dla mnie jak ciężki kamień, który spoczywał na moich barkach i zgarbił całe moje zmęczone ciało. Nic więc nie okazało się tak odprężające, jak tchnienie w płuca świeżego, pełnego oddechu. No chyba, że, cholera, nagle będziesz musiała go wstrzymać przez pierdolnięcie w wystającą kostkę. Bez ostrzeżenia runęłam do przodu i walnęłam o chropowatą powierzchnię, która boleśnie zdarła moje kolana. Nim się w ogóle obejrzałam, dobiegł mnie męski głos i natychmiast mój cień został pochłonięty przez o wiele większy. Podniosłam wyżej wzrok, dostrzegając kogoś, kogo nie spodziewałam się zobaczyć już gdzie indziej niż na scenie. Ten widok poskutkował delikatnym zaskoczeniem.
    - W porządku? – spytał i tym razem udało mi się zobaczyć jego oczy w zupełnie innej odsłonie. Były wręcz błękitne, pasowały mu bardziej niż ten sztuczny fiolet.
    - Czy to dziwne, że spotykam cię za każdym razem, kiedy dzieje mi się krzywda? – Prychnęłam rozbawiona tym incydentem oraz z jego pomocą postawiłam się z powrotem na nogi. Otarłam delikatnie kolana z brudu, jaki pokrywał równocześnie cały chodnik, czyli tak naprawdę były to kamyczki rozmiaru maku.
    Mężczyzna raczej mnie rozpoznał, choć ja, będąc gwiazdą z tysiącami znajomości, zapomniałabym o kimś, kogo spotkałam tydzień temu. Może to wynik mojej jakże znakomitej pamięci.
    - Głupi zbieg okoliczności – stwierdził, ale to, co przykuło moją uwagę, to jego przygnębiony głos i całkiem nieodgadniony wyraz twarzy. Nie musiałam nawet spoglądać w oczy, by wyczuć bijący od mężczyzny ponury nastrój.
    - Wydajesz się smutny – odparłam bez większego namysłu, wręcz bezpośrednio. Mimowolnie zaczęłam towarzyszyć mu w drodze po chodniku. Za pierwszym razem nie usłyszałam odpowiedzi, więc rzuciłam mu zastanawiające spojrzenie. – Mylę się?
    - Nie mylisz się. – Zaprzeczył głową, a ja nie zamierzałam w żaden sposób naciskać. Każdy ma swoje problemy, które woli zatrzymać w kręgu prywatności, a druga osoba musi to bez słowa uszanować. Jednakże lada moment Billy odezwał się ponownie. – Chodzi o moją siostrę.
    - Co z nią? – spytałam zupełnie normalnym tonem.
    - Miała urodziny, na których nie mogłem się zjawić. Poza tym nie zjawił się też nikt z jej klasy. – W jego głosie mogłam wyczuć jeszcze większe zmęczenie, niż wcześniej, i musiało to być spowodowane tą całą sytuacją, której zresztą nie znałam do końca.
    - Nie zrobiłeś tego celowo. Pewnie nie miałeś wyboru, a tak czasem po prostu jest. Wyrwij się stąd w końcu, olej to wszystko na chwilę, a na pewno zrobisz jej tym najlepsze urodziny w życiu. Powinna ci wybaczyć, że nie byłeś punktualnie – mówiłam spokojnie z lekkim uśmiechem na ustach, patrząc w słońce chowające się powoli za horyzontem.
    - Postaram się być u niej jak najszybciej – odparł i podniósł głowę, przestając spoglądać w chodnik pod nogami.
    Wtedy za plecami usłyszałam szybkie pstryknięcie. Zajrzałam sobie przez ramię, marszcząc brwi i gapiąc się nerwowo w krzaki, a ten ruch skopiował Billy, który po chwili miał taką minę, jakby wszystko rozumiał.
    - Wszędzie mnie dopadną… – Westchnął głośno.
    - Mam jedno takie miejsce, gdzie idę, gdy chcę być sama. Chcesz je poznać? – Szybko wpadłam na pomysł, nie chcąc przypadkiem drugi raz zostać uchwyconą w towarzystwie Billy’ego, bo przepraszam, ale sława nie jest mi potrzebna.
    - Wtedy już nie będziesz sama. – Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Zobaczyłam, jak mężczyzna jeszcze raz obraca się wokół własnej osi, by spostrzec natrętnego fotografa. Zanim zdążył się przypatrzeć, chwyciłam go za koszulkę i wciągnęłam w uliczkę.
    - Gdy zobaczysz te miejsce to poczujesz, jakbyś był jedyną osobą na świecie – zapewniłam z błyskiem w oku i puściłam jego koszulkę.
    Przez jakiś czas szliśmy uliczkami zupełnie opuszczonymi przez ludzkość. Zerkałam co chwila na Billy’ego, który wydawał się lekko skonsternowany w nowym otoczeniu, a ja się nie dziwiłam ani trochę. Przeszliśmy przez opuszczone złomowisko, wystawieni na blask jaśniejącego księżyca, który w chwili mojej nieuwagi wdrapał się na niebo. Pomarańcz malująca całe przestworza dawno zgęstniała w czerń. Jasne chmury zostały zastąpione błyszczącą szatą gwiazd, a rozżarzone na czerwono słońce już zupełnie nas pożegnało. Wzrokiem odnalazłam wysoki budynek, który miałam na widoku od dobrych parunastu minut podróży.
    - Mam nadzieję, że nie masz lęku wysokości – powiedziałam wręcz ostrzegawczym głosem, choć daleko mu było do powagi.
    - Pamiętałbym. – Te słowa wręcz zagłuszyło nagłe otworzenie skrzypiących drzwi. Potem poprowadziłam mężczyznę długimi schodami prowadzącymi na jedenaste piętro, czyli wyżej się nie dało; moje kolana prawie paliło zmęczenie, ale ostatkami sił udało mi się wejść jeszcze na drabinkę i szybkim ruchem otworzyć właz umieszczony na suficie.
    W końcu znalazłam się na płaskim dachu, czując jak lekki powiew wieczornego wiatru przeszywa moją skórę. Zaraz z tyłu pojawił się Billy, lecz w tej chwili zupełnie pochłonął mnie piękny widok panoramy miasta. Ciasno ustawione, oświetlone budynki, neonowe szyldy i lampy jaśniejące w mroku wyglądały magicznie, a perspektywa, z jakiej dane mi było to ujrzeć, sprawiała wrażenie, jakbym znalazła całkiem odosobnione miejsce na ziemi. Jakby wszystkie problemy zupełnie zniknęły, a z nimi cały, nic nieznaczący teraz świat.
    Nic nie mówiąc, podeszłam blisko krańca budynku. Zaraz oparłam się dłońmi o barierkę, usiadłam na zimnym betonie oraz spuściłam nogi, by swobodnie wisiały za krawędzią. Czułam, jak w moich oczach wręcz odbijają się te wszystkie światła.
    - Ładnie tu, nie? – spytałam cicho, po czym z ust wyrwały mi się kolejne słowa. – Ach, a gdy wtedy pytałeś, czy nie jestem aż tak wielką fanką Crowstorm, to nie chodziło mi o to, że was w ogóle nie lubię. Lubię, tylko nie tak, jak szalone fanki.

Podobny obraz

[Billy Joe?]


Od Carlo cd. Katfrin

Po prostu odeszła.
Nawet się nie odwróciła. Jeszcze bardziej posmutniałem. Nie liczyłem na żaden uroczy happy end, w którym wróci i zostanie ze mną. Patrzyłem jak wsiada w taksówkę, nie zwracając swojego wzroku w moją stronę. Cholernie mi się to nie podoba.
Usiadłem na fotelu swojego samochodu i ponownie uderzyłem pięścią w kierownicę.
 Co się ze mną dzieje?  walczyłem z samym sobą i ciągle zastanawiałem się, dlaczego traktuję ją inaczej. Nie dawało mi to spokoju.
Odpaliłem auto i ruszyłem. Nie w kierunku Katfrin. Moi drodzy, to nie jest bajka. Do najbliższego sklepu, bo cóż można zrobić, aby chociaż na moment się rozluźnić? Zobaczycie.
Jeździłem nerwowo, wyprzedzałem, przyspieszałem i łamałem liczne zakazy. Moja podróż omal nie skończyła się czołówką z tirem.
Spodziewam się, że za niedługo do mojego domu zawita kilka mandatów do zapłacenia.
Kupiłem jakiś mocny trunek i wróciłem do rezydencji. Ot, tego mi było trzeba.
Wjechałem do garażu i pozamykałem bramy, aby nikt nawet nie myślał o tym, żeby do mnie przyjść. Od teraz byłem niedostępny. A jeżeli komuś się to nie spodoba, może mieć do czynienia z moim uroczym pitbullem.
Nim zdążyłem cokolwiek zrobić, wokół moich nóg biegał Keanu. Zmierzyłem go ponurym spojrzeniem.
 Wynocha!  krzyknąłem i zamknąłem go w kojcu.
Otworzyłem drzwi wejściowe i głośno nimi trzasnąłem. Niech cały świat wie, że mam zły humor. Ku mojemu zdziwieniu, zauważyłem siedzącego na sofie Daniela. Zapomniałem, że jest moim współlokatorem.
Szczerze? Miałem ochotę wywalić go na bruk, ale cóż. To mój przyjaciel i nie zamierzam się na nim wyżywać. Mężczyzna na dźwięk trzaśnięcia, podskoczył i szybko obrócił głowę w moim kierunku.
 Co jest, Carl?
Otworzyłem butelkę alkoholu i zacząłem pić z gwinta.
Odpieprzcie się ode mnie wszyscy.
 Nic. Po prostu zostaw mnie samego.  odparłem gniewnie i ruszyłem do swojej sypialni.
Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer do Katfrin.
 Halo?  usłyszałem piskliwy głos.
 Hej Kat, co tam u ciebie skarbie. Zostawiłaś mnie na tej plaży, jak ostatniego idiotę. Możesz być z siebie dumna.  mówiłem, coraz bardziej bredząc. 
Alkohol robi swoje.
Niespodziewanie w moim pokoju pojawił się Daniel. Wiedziałem, że tu przyjdzie. Nigdy nie zostawiał przyjaciół na pastwę losu. Dlaczego on nie ma problemów i jest cholernym ideałem, bez ani jednej wady? 
Rozłączyłem się.
Mężczyzna usiadł na łóżku i wyrwał mi butelkę, która była już w połowie opróżniona.
 Porozmawiaj ze mną. Może zdołam ci pomóc. Upijanie się niczego nie zmieni.  rzekł, przyjmując kamienny wyraz twarzy.
 Nie pomożesz, bo nigdy nie przeżyłeś takiej sytuacji..  krzyczałem.
 Uspokój się, Carl. Chodzi o kobietę? — mimo mojej agresji zachowywał cierpliwość.
 Tak.  wymamrotałem, a moja twarz przybrała buraczany kolor.
 Opowiedz co się stało.
 Ze szczegółami?  zaśmiałem się. 
Nawet teraz, pewna część mnie została na miejscu.
 Litości, nie o to mi chodziło. Po prostu zarys sytuacji.  uśmiechnął się.
 Bez problemu przesypiam noce z kolejnymi dziewczynami.
 To wiem.  uniósł brwi, dociekając o więcej szczegółów.
 Poznałem taką jedną...  zająknąłem się. Pierwszy raz w życiu. — Lekko się podpiliśmy i zapewne wiesz, co z tego wynikło.  spojrzałem na wyraz jego twarzy. Nie popierał tego co robię, jednak był gotowy mnie wysłuchać i pomóc.  Ja... Coś mnie blokowało. W ostatniej chwili się opamiętałem. Nie wiem co się dzieje, dlaczego akurat ona.
Na twarzy kumpla pojawił się specyficzny uśmieszek.
 Już wiem, co ci dolega.
 Co?
 Nasz casanova się zakochał.
Otworzyłem szerzej oczy.
 Że co proszę?  wybuchnąłem panicznym śmiechem.
 Na to wynika.
 Mam wrażenie, jakby to była jakaś zagubiona dziewczyna, chcę ją bronić, jak młodszą siostrę. Problemem jest to, że kompletnie nie patrzę na nią w kategoriach, w których myślisz.
 Skomplikowane...  podrapał się po lekkim zaroście.  Może szykuje się przyjaźń?
 Może...  wstałem i podziękowałem mu za pomoc. Dzięki niemu poczułem się lepiej.
 Tylko obiecaj mi jedno.
 Co, Dan?
 Nie łam więcej serc. Ustatkuj się.
 Nie obiecuję.
Tego samego dnia udałem się do jakiejś speluny i spędziłem noc z obcą mi kobietą, w jej mieszkaniu.
Jeszcze tego pożałuję.
Zerknąłem na wyświetlacz telefonu. SMS od Katfrin.



Katfrin?






Od Idy C.D Billy Joe

    Ten dzień był dosyć… krótki. Godziny spędzone na mojej zmianie zadziwiająco szybko minęły, a ja byłam już w drodze do domu. Skończyło się osiem godzin chodzenia w dziesięciocentymetrowych szpilkach i ciągłe uśmiechanie się do klientów, którzy omal nie pożarli cię wzrokiem. Plusy i minusy pracowania w tej tematycznej knajpie. Wygląda się pięknie, pracuje ze wspaniałymi ludźmi, ale trzeba za to czymś zapłacić. Prawie dzień w dzień muszę zalepiać stopy plastrami, przez mnożące się na nich odciski. Ponadto, znoszę wszystkie, nawet nieprzyjemne spojrzenia klienteli. Chyba właśnie to właściciel miał na myśli, gdy otwierał ten lokal. To jest takie okropne uczucie, ale przynajmniej mi dobrze płacą.
    Droga do domu rowerem nie zajęła mi dużo czasu. Szybko przecisnęłam się przez zatłoczone ulice i dostałam do mojej małej siedziby w centrum miasta. Wchodząc do mieszkania, spojrzałam tam gdzie zawsze - na miejsce na kanapie, które było specjalnie zarezerwowane dla mojego kota. Prychnęłam cicho, gdy zobaczyłam jak ten spał w najlepsze i nawet nie zwrócił uwagi na to, że wróciłam. Jednak kot to nie to samo co pies. Tak czy siak nie żałuję, że wzięłam Richarda pod swój dach.
    Jak on mnie, tak i ja olałam jego. Jedynie wsypałam mu trochę karmy do miski i dolałam wody, po czym zajęłam się sobą. Zjadłam na szybko chińszczyznę z poprzedniego dnia i zaczynałam się wybierać do kolejnej pracy. Poprawiłam makijaż, przebrałam się w coś wygodniejszego, chwyciłam za gitarę i jazda na miasto! Następna robota czeka na mnie niecierpliwie, tak jak ja na nią.

▼▲▼▲▼▲▼

    Siedząc w barze bezczynnie przez kwadrans, wdychałam non stop zapach alkoholu. Nie przeszkadzało mi to. Ba! Nawet zachęcało do zakupienia jednej kolejki, lecz niestety musiałam się powstrzymać. Przyszłam do pracy, a nie na imprezę. Poza tym nie ma osoby, która mogłaby mnie pilnować. Zawsze, gdy się lekko wstawiam, przestaję odczuwać nadanych sobie granic. Chciałabym jeszcze więcej i więcej. Kiedyś tak było i wylądowałam w łóżku z obcym facetem i okropnym kacem. To było parę lat temu i nigdy więcej nie zamierzam do tego dopuścić.
    Jakieś parę minut później dostałam od właściciela znak, że mogę wchodzić na scenę… Nie wyglądało to na scenę, tylko na taki mały, niepyszniący się podest. Nie witałam się z ludźmi ani nic. Prawda jest taka, że nawet mnie nie zauważyli, a nawet gdybym się im przedstawiła, to by z marszu o tym zapomnieli. No cóż, przynajmniej zaoszczędziłam trochę czasu i głosu.
    Usiadłam na dosyć wysokim krzesełku i oparłam gitarę na nodze. Przesunęłam lekko palcami po zimnych strunach, po czym od razu zaczęłam grać znajomą mi melodię.
    Przestałam całkowicie myśleć o świecie, ludziach w moim otoczeniu, którzy może słuchali tej piosenki, może też nie. Aktualnie to było dla mnie bez znaczenia, bo grałam jedynie w stu procentach dla siebie. Odpływałam, wsłuchując się dźwięk i swój własny głos. Podczas śpiewania ani razu nie podniosłam wzroku na publiczność, dopiero pod koniec rozejrzałam się po barze i zauważyłam tylko jedną osobę, która stała i klaskała. Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło. Jeszcze nikt nie wstał i nie zaczął klaskać podczas mojego występu. Nawet ci, co tylko klaszczą, są nieliczni. To było strasznie miłe z jego strony…
    Uśmiechnęłam się do niego promiennie, a dosłownie po chwili zorientowałam się, że skądś go kojarzę… Tylko skąd..? Nie zaprzątaj sobie teraz głowy takimi rzeczami, Ida. Jak skończysz pracę, to będziesz miała na to czas.
    Bez dłuższej przerwy po pierwszym utworze, zaczęłam grać drugi. Moje ciało i umysł zachowywało się tak samo, jak podczas pierwszego. Świat wokół mnie nie istniał. Liczyłam się tylko ja i muzyka wypełniająca każdą komórkę w moim ciele.
    Nie wiem, ile czasu minęło, kiedy skończyłam śpiewać. Nie wiedziałam nawet jaki rok mamy, ani też w jakiej galaktyce żyjemy, muzyka całkiem mnie pochłonęła. Musiałam spojrzeć na wyświetlacz swojego telefonu, żeby sobie wszystko poukładać.
    Ten mężczyzna…
    Momentalnie przypomniałam sobie o tamtym gościu, gdy zauważyłam go przy barze. Tym razem nie miałam wątpliwości co do jego tożsamości. Od razu poznałam w nim dosyć wychwytywaną osobę. Zaraz potem dotarło do mnie, że po usłyszeniu piosenki w moim wykonaniu wstał i klaskał. Nie był ignorantem jak większość osób znajdujących się w tym barze. Poza tym, do tego momentu myślałam, że wszystkie gwiazdy chodzące po tym świecie to zapatrzone w siebie snoby. Myliłam się. Istnieją wyjątki.
    Podeszłam do baru i usiadłam obok niego, zamawiając whiskey z lodem u barmana. Nie minęła chwila, a Billy już spoglądał w moją stronę.
     - Hej, twój występ był świetny - uśmiechnął się do mnie, co ja momentalnie odwzajemniłam, lekko się przy tym rumieniąc.
     - Dziękuje, ty też masz świetny głos, że aż chce się ciebie słuchać i nigdy nie przestawać. - Odebrałam swoje zamówienie, nadal patrząc w kierunku mężczyzny. Podniosłam szklankę z alkoholem do ust i lekko je w nim zamoczyłam, upijąjąc łyka. Ciecz przepłynęła przez moje gardło, paląc je charakterystycznie.
     - Znasz mnie? - zapytał. Nie był w sumie nawet zdziwiony.
     - A kto nie zna? - zaśmiałam się cicho. - Właśnie, skoro już sobie tak rozmawiamy, to skorzystam z okazji. - Wzięłam gitarę na kolana i wyciągnęłam czarny marker z torebki. - Podpiszesz mi się na gitarze?
    Uśmiechnął się do mnie szczerze i przytaknął, odbierając ode mnie gitarę i marker. Poruszał szybko parę razy dłonią, po czym na moim instrumencie widniał jego charakterystyczny podpis. Odebrałam ją po chwili od niego, cicho dziękując. Zaraz potem zaczepił nas właściciel lokalu.
     - Było świetnie, tak jak zawsze, Ida. Widzę, że już się poznaliście? - Lewis uśmiechnął się do nas, co od razu odwzajemniłam.
     - Zamieniliśmy ze sobą parę zdań, nawet nie zdążyłam mu się przedstawić - zachichotałam cicho.
    W pewnym momencie mężczyzna klasnął w dłonie, jakby wpadł na najlepszy pomysł w życiu i zaczął kierować swój wzrok to na mnie, to na Billy’ego.
     - A może byście tak razem teraz zaśpiewali w duecie. Co wy na to? Billy, ci wszyscy ludzie tylko czekają na to, żeby ciebie usłyszeć! - Oczy mu się świeciły, gdy wypowiadał te zdania z taką fascynacją i przekonaniem jak nigdy. Znałam go nie od dziś, ale nie udało mi się go jeszcze zobaczyć w takim stanie.
    Podrapałam się lekko zdenerwowana po głowie. Jeszcze nigdy nie śpiewałam w duecie. A jeśli coś spaprzę?

< Billy? c: >
+20PD

Od Katfrin CD. Carlo

- Wchodzisz? - usłyszałam jakby przez mgłę, otrząsnęłam się i uniosłam wzrok na chłopaka. Dopiero po chwili zrozumiałam, że wyciągnięta dłoń i pytanie było skierowane do mnie. Brawo Kat, nie mówił to do osoby za mną... a w sumie jeśli serio ktoś tam jest? O tym trzeba zawsze pamiętać! Wstałam więc z piachu i lekko tak by chłopak nie zobaczył mojej niepewności odwróciłam głowę. Chuj. Nikogo tam nie było. Czyli jednak do mnie.
- Nie chce mieć mokrych ubrań - powiedziałam, a on wywrócił oczami i lekko się uśmiechnął.
- Więc je zdejmij - odpowiedział, a ja westchnęłam jednak postąpiłam według jego "polecenia". Zostawiłam samą bieliznę i ruszyłam w kierunku wody oczywiście nie przyjmując "pomocnej dłoni" Carlo. Nie żeby coś ale jednak jestem samodzielną osobą. Weszłam do wody, która okazała się być letnia, podziękowałam w duchu Bog... czek... przecież ja w niego nie wierze. Komu więc mam dziękować? A no tak. Temperaturze, atmosferze i inne duperele. Dziękuje dwutlenku węgla, jesteś zajebisty. Usłyszałam jak Carlo wzdycha i mimowolnie uśmiechnęłam się z tego powodu zadowolona.
- Czyżby coś się stało? - zapytałam i odwróciłam się do niego, na co chłopak pokręcił głową. Weszłam głębiej do wody, pochyliłam się i zaczęłam płynąć przed siebie. Lubiłam wodę, odprężała mnie, a zarazem i męczyła moje mięśnie.
- Nie mam zamiaru cię ratować - usłyszałam, przystanęłam i odkręciłam do niego głowę. Na chwile wyjęłam dłoń z wody i pokazałam mu środkowy palec, na co chłopak westchnął i wywrócił oczami jakbym zachowywała się jak nastolatka... choć w sumie? Nieraz tak mi odpierdala, że może tak być.  W sumie jakby się dłużej zastanowić... to tak, nieraz się zachowuje jak niewychowana małolata. Ale to tylko nieraz. Gdy nie mam munduru.
- Nie będziesz musiał - odpowiedziałam i odpłynęłam dalej jednak gdy zobaczyłam, że chłopak tylko trochę się zbliżył westchnęłam i wróciłam do niego z chęcią ochlapania go. Tak... małolata. Ochlapałam chłopaka na co on tylko odwrócił się i przez chwile stał w miejscu. Zmarszczyłam brwi i podeszłam do niego, Carlo odwrócił się i wykonał ten sam gest co ja kilka sekund temu. Uniosłam jedną brew w geście pytania. Przecież już wcześniej byłam mokra.
- No co? - zapytał, a ja wzruszyłam ramionami.
- Zadzwonię po taksówkę muszę jutro iść do pracy, a jeszcze mam dużo do zrobienia - powiedziałam, a on skinął głową.
- Więc może do kiedyś - rzekłam i pomachałam.
- No pa - odpowiedział, a ja ruszyłam ku plaży.

Carlo? Przepraszam, że tak krótko,ale zaraz jadę i po prostu już nie mam czasu, a nie chce byś czekała

Alice Davai

Na zdjęciu: Nie wiem niestety.
Motto: "By­wa, że tyl­ko człowiek, który stra­cił wszys­tko, pot­ra­fi ob­da­rować Cię naj­cenniej­szym skarbem."
Imię: Alice
Nazwisko: Davai
Wiek: 25 wiosen
Data urodzenia: 12.07
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Jej dom mieści się na osiedlu gdzie znajdują się same bliźniaki.Nie stać jej na nic większego dlatego mieszka w połówce. Na parterze jest kuchnia (mała, przestronna). Później jest jadalnia z salonem. Schody które prowadzą na pierwsze piętro są na wprost drzwi do kuchni. Na górze jest łazienka. Nie mogłoby zabraknąć królestwa Alice. Na piętrze znajduje się jeszcze jeden pokój, który jest zawsze zamknięty. Alice nazywa pokój laboratorium.
Orientacja: Heteroseksualna
Praca: Szyje zawodowo suknie. Ma firmę"Axwell". Czasem też uda jej się uszyć dla gwiazd.
Charakter: Alice jest nieśmiała na początku. Bardzo nie ufa ludziom. Dlatego wybrała prace idealną by nie widzieć ludzi. Pracuje w domu co jest dla niej perfekcyjne rozwiązanie. Tylko tam dostaje pomysłów czasem pomaga jej w tym jej zwierzęta a czasem musi powisieć na suficie by wpaść na jakąś kreacje. Jej strach przed ludźmi wyniknął z tego ze ojciec maltretował ją, a dzieci w szkole znęcali sie psychicznie. Gdy ją się blizej pozna jest miła oraz sympatyczna. Nawet umie być wesoła. Wtedy częściej można u niej zobaczyć uśmiech. Jest uparta do tego stopnia że się nie poddaje nigdy. Idzie w zaparte albo wygra albo nie odpuści. Kocha zwierzęta. Umie dochować tajemnicy. Nigdy jeszcze nie miała prawdziwego przyjaciela ani przyjaciółki.Ma bardzo rozbudowana i bujną wyobraźnię dlatego czasem buja w obłokach. Jest niestety zapracowania i pracuje nieustannie, gdyż praca sprawia jej przyjemność. Lubi zaczynać poranek od kubka kawy świeżo zmielonej. Zawsze jest skryta do nowo napotkanych osób i odnosi się do nich z dystansem. Od razu nie poda o sobie żadnych informacji musi minąć trochę czasu. Nie lubi kłamstw wierzy w to że gdy powie się prawdę zamiast kłamiąc to będzie mniej bolało niż gdy ktoś skłamie. Nie lubi nachalnych podrywów są dla niej obleśne i szybko ucieka od takich osób. Lubi przebywać sama i słuchać muzyki. Czasem można ją spotkać jak biega. Nie używała nigdy aplikacji typu Snap, Twitter, FB. Gdy ktoś ją zrani może się skończyć dla niej to źle jak przy małych drobiazgach już się rozkleja i wpada w depresje a co przy większych. Nie miała jeszcze problemu z myślami samobójczymi ani do samookaleczenia się. Kocha pomagać jak tylko może ludziom w potrzebie.
Aparycja|
- wzrost: 172 cm.
- waga: 58kg
- opis wyglądu: Szczupła sylwetka. Zawsze wymyśla własną modę w którą się ubiera. Brązowe włosy oraz oczy. Jest wysportowana.
- pozostałe informacje: Ma blizny na plecach.
- głos: Selena Gomez
Historia: Przez to, że ojciec ją katował ma blizny które się nie zagoiły. Matki niestety nie poznała. Dzieci w szkole dokuczały jej gdyż uczyła się bardzo dobrze. Za każdą ocenę mniejszą niż 5 ojciec katował ją aż krwawiły jej plecy. Znęcał nad nią się aż do 18 roku życia. Później sama usamodzielniła się. Niestety zanim znalazła prace pracowała jako pomocnica u rożnych projektantów. Gdy zebrała pieniądze by otworzyć firmę sama zaczęła szyć. Niestety klientów miała mało. Ale z czasem jej firma się rozwinęła. Przeniosła się wiec tu do tego miasta i została tutaj.
Rodzina: Żyje tylko ojciec - Frank Davai.
Partner: Brak
Potomstwo: Nie ma
Ciekawostki: Jest uczulona na truskawki i orzechy wszystkie. Kocha watę cukrową! Kocha muzykę oraz fotografię. Również niedawno pokochała Rosję i język. Umie również inne języki takie jak: francuski, hiszpański, japoński i rosyjski. Nie ma prawa jazdy. Nie ma żadnego nałogu.
Zwierzęta: Aktualnie posiada tylko 2 zwierzęta. Pierwszy z nich to młoda samica Poecilotheria Metallica która mieszka w terrarium koło łóżka Alice. Często Alice bierze ją na ręce lub na łóżko jak pracuje przy laptopie, wtedy samica wtula się w kołdrę i przytulnie śpi sobie. Do Alice jest potulna lecz do innych jest istnym diabłem. Niestety Poecilotheria nie są jadowite mocno i ich ugryzienie tylko mocno (w luj) boli. Drugi zwierzak Alice to kotka o imieniu Pallas jest w wieku około 2 lat. Jest kotem rasy Bengalskiej. Jest bardzo żywiołowa jak i towarzyska oraz ciekawska. Nie wykazuje agresji do obcych ludzi. Ale jest dość nieufna, obcych traktuje z dystansem i potrzebuje czasu, aby ich zaakceptować. Niezwykle inteligentna, wiecznie skora do zabaw, towarzyszy we wszystkich czynnościach domowych, nie wyłączając sprawdzania zawartości zmywarki, kosza na śmieci czy temperatury garnka stojącego na piecyku.
Pojazd: Jeździ tramwajami i autobusami.
PD: 30
Kontakt: Ross

Gemma Katia Mercer

Na zdjęciu: Betta Lemme
Motto: Początki są trudne, ale koniec jeszcze gorszy.
Imię: Gemma Katia – przyjaciółka woła na nią Jelonek, a rodzina woła na nią Gemm.
Nazwisko: Mercer
Wiek: 19 lat
Data urodzenia: 14.05
Płeć: Kobieta
Miejsce zamieszkania: Od niedawna mieszka w wynajętym mieszkaniu, które znajduje się blisko centrum. Mieszkanie jest dosyć przytulne, składa się z kuchni łączonej z salonem, sypialni, drugiego pokoju i łazienki. Wystrój jest nowoczesny, w kolorach bieli i czerni. Z tego wszystkiego Gemma najbardziej uwielbia swoją ogromną, szklaną szafę i balkon.
Orientacja: Heteroseksualna
Praca: Dziewczyna pracuje w bibliotece. W wolnym czasie zakłada słuchawki, otwiera książkę i odgradza się od reszty świata. Pewnie myślisz, że jest to nudne i pracują tam tylko stare i wredne baby. Od małego uwielbiała takie miejsca, gdzie mogła się wyłączyć i odpocząć od brata, a ona zdecydowanie nie jest stara i wredna.
Charakter: Gemma jest spokojną, przyjacielską duszą. Jest otwartą osobą na nowe znajomości, ale nieśmiałą, co powoduje, że nie podejdzie do Ciebie pierwsza i z pewnością nie zagada, Często kiedy się irytuje, to zaczyna bębnić palcami o blat. Stara się być opanowana, ale kiedy ktoś zaczyna tej oazie spokoju działać na nerwy, potrafi odpowiednio dobrać słowa, aby uzmysłowić takiej osobie, że nie ma ochoty na jej towarzystwo, nie powodując przy okazji przykrości. Zazwyczaj jej to wychodzi. Jeżeli sprowadzisz jej gniew na siebie, to proponuję załagodzić sytuację słodyczami, działa zawsze. Pamiętaj, to, że pracuje w bibliotece nie oznacza, że jest nudna i nie wie co to dobra zabawa. Zdarza się jej czasem wyjść wieczorem na miasto w poszukiwaniu wrażeń ze swoją najlepszą przyjaciółką, oraz przy okazji współlokatorką. Nie myślcie, że jest taka idealna, to niezła bałaganiara.
Hobby: Gemma jest dosyć leniwą osobą, dlatego w wolnym czasie odpala Netflixa i leży w łóżku. Czasem zdarzy się jej iść na basen, a w zimę na lodowisko. Robi niezłe piruety i umie jeździć tyłem nie powodując kolizji, a to zawdzięcza upartości swojej matki, która eksperymentowała z zajęciami dodatkowymi dla swojej córki. Nie chcę jej przechwalać, ale nabyła też dobrze umiejętności dotyczące grania na pianinie.
Aparycja|
- wzrost: 170 cm
- waga: 55 kg
- opis wyglądu: Możesz ją spotkać na ulicy pędzącą w tylko jej znanym kierunku, ubraną w swój ulubiony czarny płaszcz i botki na obcasie. Kiedy wieje wiatr zazwyczaj nosi związane włosy w kucyka, żeby nie miała ich na twarzy. Jest szczupła i jest szczęśliwą właścicielką długich nóg, jednak najbardziej przykuwają uwagę jej oczy, które są żółte. W swojej szafie chowa dużo luźnych koszulek, oraz czarnych, obcisłych spodni, ale można tam też znaleźć różową bluzę, czy zieloną kurtkę.
- pozostałe informacje: Podczas swojego młodzieńczego buntu postanowiła zrobić sobie dodatkowe dziurki w uszach. Ostatecznie ma w prawym uchu trzy kolczyki, a w lewym dwie.
- głos: Betta Lemme
Historia: Dawno, dawno temu, młoda kobieta o imieniu Katia, przyszła babcia Gemmy postanowiła wyemigrować do Anglii. Tam poznała swojego przyszłego męża, Williama. Tam urodziła się matka dziewczyny, Alice, która potem sama wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych i zapoznała się na pewnej dzikiej imprezie z Robertem Mercerem, jej obecnym mężem i ojcem naszej żółtookiej blondynki. Urodził się jej starszy brat, Cole. Dwa lata później urodziła się Gemma, a kolejne pięć lat później zmarł dziadek William, więc ma mgliste wspomnienia o nim. I tak mijały lata, aż w końcu dorosła Gemm sama wyemigrowała do Avenley River wraz z swoją najlepszą przyjaciółką, Jax Hayes.
Rodzina:
Katia Hogg - babcia
Alice Mercer - matka
Robert Mercer - ojciec
Cole Mercer - brat
Partner: Brak
Potomstwo: Również brak
Ciekawostki: Gemma ma lęk wysokości oraz uczulenie na orzechy.
Zwierzęta: Gagarin, chłopiec rasy springer spaniel walijski.
Pojazd: Po mieście przemieszcza się zazwyczaj na swoim rowerze.
PD: 180
Kontakt: Bambi