Nic dawno mnie tak nie zaskoczyło, jak gest Bridget. Co jak co, ale nawet znając ją te parę miesięcy, nie potrafiłam przewidzieć tego, co zrobiła. Popadłam w dziwny stan ogłupienia, zdębiałam na dłuższy moment. Zdążyłam tylko delikatnie oddać niespodziewany uścisk, przy którym zamilkł nawet Duch, wgapiając się w nas bez najcichszego skomlenia. Kiedy zaczęła podzielać nas już większa przestrzeń, przyłapałam się na tym, że właśnie teraz, dopiero w tym momencie, wzięłam oddech. Gdzieś wewnątrz zamrowiło naprawdę miłe uczucie, które chyba zagości we mnie na dłuższy czas. Jednakże twarz Bridget szybko okryła się delikatną czerwienią — i nie mógł być to wynik rosnącego dookoła mrozu, który sprawiał, że moje policzki niemal kłuło pieczenie. Zrozumiałam, że dziewczyna także nieco zawstydziła się tym, co sama zrobiła, ale tego mogłam się po niej spodziewać — zresztą, hej, było miło, tak?
Po prostu stwierdziłam, że dobrze będzie udać, że kolor jej twarzy wziął się z powodu tej okropnej pogody. Czego nie mogłam już powiedzieć o zagubionym, pełnym wątpliwości spojrzeniu, który uciekł w bok.
- Co powiesz na gorącą czekoladę? Chyba nie zamierzamy tak stać cały dzień. — Styczniowe popołudnie nie należało do najcieplejszych, było to bardziej niż pewne.
- Ja... miałam wracać do siebie, pewnie Irma czeka.
Westchnęłam nieco głośniej, nie spuszczając z niej wzroku, który nieustępliwie ją lustrował.
- Pięć minut. — Uśmiechnęłam się dla zachęty, ukazując perlisty szereg zębów. — Irma cię chyba nie zabije, co?
- Teoretycznie nie powinna. — Pomknęła wzrokiem na mnie.
- To się dobrze składa. Za tego prawie tulasa należy ci się dobra, rozgrzewająca czekolada postawiona przez koleżankę. — Miał być to najprostszy żart, ale korzystając z reakcji dziewczyny, szybko urzeczywistniłam ten wcale niegłupi pomysł.
- Althea, nie... — Zaczęła chorobliwie grzebać w swojej torebce, szukając portfela. — Mam swoje pieniądze.
- Co powiesz na gorącą czekoladę? Chyba nie zamierzamy tak stać cały dzień. — Styczniowe popołudnie nie należało do najcieplejszych, było to bardziej niż pewne.
- Ja... miałam wracać do siebie, pewnie Irma czeka.
Westchnęłam nieco głośniej, nie spuszczając z niej wzroku, który nieustępliwie ją lustrował.
- Pięć minut. — Uśmiechnęłam się dla zachęty, ukazując perlisty szereg zębów. — Irma cię chyba nie zabije, co?
- Teoretycznie nie powinna. — Pomknęła wzrokiem na mnie.
- To się dobrze składa. Za tego prawie tulasa należy ci się dobra, rozgrzewająca czekolada postawiona przez koleżankę. — Miał być to najprostszy żart, ale korzystając z reakcji dziewczyny, szybko urzeczywistniłam ten wcale niegłupi pomysł.
- Althea, nie... — Zaczęła chorobliwie grzebać w swojej torebce, szukając portfela. — Mam swoje pieniądze.