Było po prostu idealnie. Carney odcięty od środowiska pracy i trudów z nią związanych był fantastycznym mężczyzną, umiejącym rozbawić do łez, a jednocześnie otoczyć ciepłym płaszczem troski. Za każdym razem, gdy chociażby musnął moją skórę, całe ciało drżało z powodu dostarczanej przyjemności. Każda opowiedziana przez niego błaha rzecz była powodem szerokiego uśmiechu, który raz za razem pojawiał się na mojej rumianej twarzy, ale można było się spodziewać, że te chwile wytchnienia zostaną przerwane. I to niestety w nieprzyjemnie brutalny sposób.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carney&Michaela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carney&Michaela. Pokaż wszystkie posty
16 cze 2020
31 gru 2019
Od Carneya CD. Michaela
Spojrzałem na ojca wściekle, gdy Mish opuściła pokój. Na jego twarzy malowała się ogromna satysfakcja, a także, w dalszym ciągu, pogarda. Robert odchrząknął i jak gdyby nigdy nic się nie stało, przystąpił do nakładania sobie kolejnych potraw, pojawiających się na stole. Wszyscy podążyli w jego ślady, co było normą. Nikt nie odważyłby mu się sprzeciwić.
- Pieprzony egoista- powiedziałem po chwili, unosząc głos, by wszyscy przy stole usłyszeli moje słowa.
Matka natychmiast uniosła głowę i spojrzała na mnie, niepewnie kręcąc głową. Oderwałem od niej wzrok, skupiając się całkowicie na ojcu.
- Mógłbyś powtórzyć?- położył sztućce z boku talerza, wywołując przy tym najcichszy, a zarazem najbardziej bolesny brzęk metalu, jaki mógł powstać.
- Powiedziałem, że jesteś egoistą. Nikt się nie liczy, prócz twojego jebanego "ja". Liczy się tylko twoje nazwisko, twoje pieniądze, twoja reputacja. Nawet nigdy nie zauważyłeś, że na wszystko, co mam, zapracowałem sam. Ta dziewczyna jest dla mnie ważna, a ty potraktowałeś ją jakby była niczym- wyrzuciłem, przyciągając spojrzenia całej rodziny.
- Pieprzony egoista- powiedziałem po chwili, unosząc głos, by wszyscy przy stole usłyszeli moje słowa.
Matka natychmiast uniosła głowę i spojrzała na mnie, niepewnie kręcąc głową. Oderwałem od niej wzrok, skupiając się całkowicie na ojcu.
- Mógłbyś powtórzyć?- położył sztućce z boku talerza, wywołując przy tym najcichszy, a zarazem najbardziej bolesny brzęk metalu, jaki mógł powstać.
- Powiedziałem, że jesteś egoistą. Nikt się nie liczy, prócz twojego jebanego "ja". Liczy się tylko twoje nazwisko, twoje pieniądze, twoja reputacja. Nawet nigdy nie zauważyłeś, że na wszystko, co mam, zapracowałem sam. Ta dziewczyna jest dla mnie ważna, a ty potraktowałeś ją jakby była niczym- wyrzuciłem, przyciągając spojrzenia całej rodziny.
27 gru 2019
Od Michaeli C.D Carneya
– Chyba nawet nie mogę wyrazić niezadowolenia. Za bardzo się obawiam, co byś mógł zrobić po mojej odmowie na nocleg – fuknęłam, wyrywając się z jego uścisku. – Śmierdzisz alkoholem, lepiej się umyj i przebierz w czyste rzeczy – zamknęłam drzwi, przekręcając klucz w zamku. – Dam ci ubrania na przebranie. Masz taki sam rozmiar, jak mój zamordowany współlokator – uśmiechnęłam się słodko, gdy Carney wbił we mnie zdezorientowane spojrzenie.
– Już przepraszałem – podniósł głos, zapewne myśląc, że to załatwi sprawę.
– To go nie wskrzesi – burknęłam, kiedy zniknęłam w salonie. Pospiesznie wygrzebałam z szafy koszulkę ze spranym nadrukiem oraz luźne, wygodnie spodnie i wręczyłam je w trzęsące dłonie chwiejącego się mężczyzny. – Nie śpisz ze mną w jednym łóżku, a w małym pokoju gościnnym, tak dla wyjaśnienia. I miałabym gorącą prośbę, abyś nie szperał w moich rzeczach, jak jakiś pasożyt. Mam już dość twojej ingerencji w moje życie – rzuciłam na odchodne, zaszywając się w głównym pokoju.
– Już przepraszałem – podniósł głos, zapewne myśląc, że to załatwi sprawę.
– To go nie wskrzesi – burknęłam, kiedy zniknęłam w salonie. Pospiesznie wygrzebałam z szafy koszulkę ze spranym nadrukiem oraz luźne, wygodnie spodnie i wręczyłam je w trzęsące dłonie chwiejącego się mężczyzny. – Nie śpisz ze mną w jednym łóżku, a w małym pokoju gościnnym, tak dla wyjaśnienia. I miałabym gorącą prośbę, abyś nie szperał w moich rzeczach, jak jakiś pasożyt. Mam już dość twojej ingerencji w moje życie – rzuciłam na odchodne, zaszywając się w głównym pokoju.
22 gru 2019
Od Carneya CD. Michaeli
- Jak mówiłem, sam nie wiem, co się stało z twoim bratem- zacząłem, podając dziewczynie kubek z gorącą herbatą.
Jej pies kręcił się niespokojnie, czując zapach kota, który schował się pod łóżkiem w sypialni, gdy tylko wkroczyliśmy do mieszkania. Całe szczęście, Mel wyjechała do jakiegoś spa na dwa dni razem ze swoją opiekunką.
- Okazuje się, że nie pracował tylko dla mnie- wyciągnąłem butelkę whisky z barku i nalałem alkohol do szklanki.
Nie chciałem jej okłamywać, ale nienawidziła mnie już wystarczająco mocno. Lepiej, żeby myślała, że nie mam z tym nic wspólnego. Przyjąłem zbolały wyraz twarzy, pociągając łyk i opadając na fotel.
- Zgaduję, że ci inni ludzie przyczynili się do jego zniknięcia- wyjaśniłem, obserwując reakcję blondynki.
- To znaczy że on...-głos Michaeli załamał się.
- Bardzo możliwe- starałem się, aby mój głos brzmiał jak najdelikatniej.- Ale nie można zakładać najgorszego.
Jej pies kręcił się niespokojnie, czując zapach kota, który schował się pod łóżkiem w sypialni, gdy tylko wkroczyliśmy do mieszkania. Całe szczęście, Mel wyjechała do jakiegoś spa na dwa dni razem ze swoją opiekunką.
- Okazuje się, że nie pracował tylko dla mnie- wyciągnąłem butelkę whisky z barku i nalałem alkohol do szklanki.
Nie chciałem jej okłamywać, ale nienawidziła mnie już wystarczająco mocno. Lepiej, żeby myślała, że nie mam z tym nic wspólnego. Przyjąłem zbolały wyraz twarzy, pociągając łyk i opadając na fotel.
- Zgaduję, że ci inni ludzie przyczynili się do jego zniknięcia- wyjaśniłem, obserwując reakcję blondynki.
- To znaczy że on...-głos Michaeli załamał się.
- Bardzo możliwe- starałem się, aby mój głos brzmiał jak najdelikatniej.- Ale nie można zakładać najgorszego.
6 gru 2019
Od Michaeli C.D Carneya
Opatuliłam się szczelnie cienkim, jasnym materiałem koszuli, nasiąkniętym krwią Carneya. Próbowałam dodać sobie otuchy poprzez wizję tego, że wróci, zgarnie mnie w szeroko rozłożone ramiona, a następnie wspólnie wydostaniemy się z tego koszmaru. Stałam na środku hali, przestępując z nogi na nogę i raz po raz z obawą zerkając w stronę opryszka, z którym rozprawił się prokurator. Wyczekiwałam jego sylwetki, która stanęłaby w metalowych drzwiach magazynu, ale nie nastąpiło to ani po minucie, ani po trzydziestu.
– Nie wróci – stwierdził oschle głos, który odbił się od wewnętrznych ścian budynku. – Ale ty za to pójdziesz ze mną. Zresztą, nie masz wyboru – z wolna obróciłam się w stronę dźwięku. Moim oczom ukazał się mężczyzna, najprawdopodobniej kierujący całą akcją. Nogi zadrżały, a z ust wydobył się zduszony szloch.
– Mnie nie musisz się obawiać. Odpowiesz na kilka pytań i nie będziesz się wyrywać, a wszystko skończy się dobrze – błysnął zębami, skradając się do mnie, jak łowca do wypatrzonej ofiary. – Ze mną na pewno będzie tobie lepiej niż z nim – ostatnie słowo wysyczał, piętnując je w swoisty sposób.
Nie odpowiedziałam, struny głosowe nawet nie zadrżały; nie potrafiłam wydobyć z siebie ani jednego dźwięku.
– Obiecał, że wróci – zdołałam wydukać po dłuższej chwili. – Obiecał to – powtórzyłam, krztusząc się łzami.
– A czy widzisz go gdzieś w pobliżu? – rozpostarł ręce, aby wyjątkowo boleśnie podkreślić tragizm całej sytuacji. Faktycznie, zostałam sama.
– Nie wróci – stwierdził oschle głos, który odbił się od wewnętrznych ścian budynku. – Ale ty za to pójdziesz ze mną. Zresztą, nie masz wyboru – z wolna obróciłam się w stronę dźwięku. Moim oczom ukazał się mężczyzna, najprawdopodobniej kierujący całą akcją. Nogi zadrżały, a z ust wydobył się zduszony szloch.
– Mnie nie musisz się obawiać. Odpowiesz na kilka pytań i nie będziesz się wyrywać, a wszystko skończy się dobrze – błysnął zębami, skradając się do mnie, jak łowca do wypatrzonej ofiary. – Ze mną na pewno będzie tobie lepiej niż z nim – ostatnie słowo wysyczał, piętnując je w swoisty sposób.
Nie odpowiedziałam, struny głosowe nawet nie zadrżały; nie potrafiłam wydobyć z siebie ani jednego dźwięku.
– Obiecał, że wróci – zdołałam wydukać po dłuższej chwili. – Obiecał to – powtórzyłam, krztusząc się łzami.
– A czy widzisz go gdzieś w pobliżu? – rozpostarł ręce, aby wyjątkowo boleśnie podkreślić tragizm całej sytuacji. Faktycznie, zostałam sama.
26 lis 2019
Od Carneya CD. Michaeli (+16?)
- Wyjdziemy stąd wszyscy razem do auta, które stoi na dole. Ja pójdę z panną pod rękę, cały czas mierząc jej w wątrobę, a więc ty pójdziesz grzecznie przed nami i nie zrobisz nic głupiego, tak?
Z obojętnym wyrazem twarzy skinąłem głową, delikatnie odsuwając się od blondynki, którą mężczyzna przyciągnął do siebie. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się, chcąc ją zapewnić że wszystko będzie w porządku.
Obróciłem się w stronę drzwi, po czym opuściłem mieszkanie. Wszyscy napastnicy podążyli za mną, ciągnąc ze sobą Mish. Szybko zszedłem po schodach, a zaraz za progiem schyliłem się, udając że muszę zawiązać sznurowadła. Był to znak dla jednego z moich dawnych znajomych, że na razie w żaden sposób nie może mi pomóc.
Skierowaliśmy się wprost do stojącego na chodniku Audi. Jeden z karków zajął miejsce kierowcy, a Michaela została posadzona na miejscu pasażera. Prawdopodobny szef tej szajki zajął miejsce za nią, cały czas mierząc do niej z broni. Wcisnęli mnie między niego, a drugiego goryla, trzymając lufę pistoletu na mojej skroni.
Z obojętnym wyrazem twarzy skinąłem głową, delikatnie odsuwając się od blondynki, którą mężczyzna przyciągnął do siebie. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się, chcąc ją zapewnić że wszystko będzie w porządku.
Obróciłem się w stronę drzwi, po czym opuściłem mieszkanie. Wszyscy napastnicy podążyli za mną, ciągnąc ze sobą Mish. Szybko zszedłem po schodach, a zaraz za progiem schyliłem się, udając że muszę zawiązać sznurowadła. Był to znak dla jednego z moich dawnych znajomych, że na razie w żaden sposób nie może mi pomóc.
Skierowaliśmy się wprost do stojącego na chodniku Audi. Jeden z karków zajął miejsce kierowcy, a Michaela została posadzona na miejscu pasażera. Prawdopodobny szef tej szajki zajął miejsce za nią, cały czas mierząc do niej z broni. Wcisnęli mnie między niego, a drugiego goryla, trzymając lufę pistoletu na mojej skroni.
22 lis 2019
Od Michaeli C.D Carneya
Roztrzęsiona przystałam na propozycję, mimo ciągłej walki, którą toczyłam wewnątrz siebie.
– Po tym, jak mnie uniewinnisz, wszystko wróci do normy, prawda? – przekrzywiłam głowę i westchnęłam ciężko.
– Miejmy nadzieję – odburknął mężczyzna, odwracając się na pięcie. Tym ruchem nakazał, abym za nim podążyła.
– Skoro tak mówisz – gorący oddech owiał skórę na dekolcie, a duże dłonie objęły moje plecy i przyciągnęły do rozpalonego, męskiego ciała. Carney delikatnie cmoknął mnie w miejsce tuż pod brodą i dopowiedział: – Jutro już wszystko powinno być dobrze, wyjdziesz z tego, ale twój brat... Trochę namieszał – mężczyzna westchnął zirytowany. Na jego słowa gniewnie zacisnęłam palce w pięści.
– Wiem, Dom, od kiedy pamiętam mącił innym w planach, ale to nie daje ci przyzwolenia, abyś go krzywdził. Mam nadzieję, że postąpisz słusznie i zgodnie ze swoim sumieniem – przymknęłam oczy, przylegając całym ciałem do ciemnowłosego.
– Car? – spytałam, nie dając po sobie znać, że do moich uszu dotarła rozmowa, którą zapewne ciemnowłosy wolałby zachować dla siebie.
– Muszę kończyć, zgadamy się wieczorem – wywrócił oczyma, najwyraźniej niezbyt szczęśliwy, że mu przerwałam. – Tak? – rzucił znudzony po odłożeniu telefonu na blat, o który w następnej kolejności się oparł. Splótł ramiona na piersi i popatrzył na mnie wzrokiem bez wyrazu, jak gdyby poprzedniej nocy nie odczuł, że między nami pojawiło się coś specifycznie głębokiego, a poniekąd wyjątkowego.
Potrząsnęłam głową, chcąc wyzbyć się z niej obrazów mojej bujnej wyobraźni, której wodzy popuściłam. Carney był wysoko postawionym urzędnikiem, niemającym na celu wiązania się z przypadkowymi dziewczynami na dłużej niż kilka godzin upojnej nocy. Westchnęłam cicho, podjąwszy się zatraconego wątku:
– Podczas spotkania mającego wczoraj miejsce udało mi się nawiązać rozmowę z pewną osobą. Nie pamiętam imienia, nie udało mi się również zdobyć innych przydatnych informacji dotyczących jego tożsamości, ale jestem więcej niż pewna, że na palcu serdecznym lewej dłoni nosi srebrnym sygnet i... – prokurator zwiesił głowę, podśmiewając się pod nosem. Prędko zauważyłam jego postawę i przeszłam do konkretów, mimo, że jego lekceważące podejście nieco mnie ubodło – Wiem tylko tyle, że zaciągnął u ciebie sporo długów, których najwyraźniej nie zamierza spłacić. Ponadto owinął sobie wokół palca jednego z twoich pracowników, który na chwilę obecną ma do ciebie prosty i bliski kontakt. Z grubsza, chcę przekazać to, że ten mężczyzna jest łasy na pieniądze, które może zdobyć dzięki właśnie tej wtyczce wśród twoich pracowników. Gdy już to osiągnie, z miłą chęcią wpakuje cię za kratki i to w kręgach, gdzie nie masz zbyt wielu sojuszników. Powiedział jeszcze o...
Przerwała mi gniewnie uniesiona dłoń starszego i wywarczane obelgi pod adresem człowieka, z którym miałam styczność jeszcze wczoraj.
– Zapamiętałaś jeszcze jakieś cechy charakterystyczne?
– Już wspomniałam o sygnecie. Mogę w sumie dodać, że wyglądał na mniej niż czterdzieści lat i na chwilę obecną nic więcej nie potrafię sobie przypomnieć. Jedynie dodam, że mówił to z taką zawziętością, jakby miał już wszystko dopięte na ostatni guzik – zamyśliłam się na chwilę. – Jak ty w ogóle znalazłeś się wśród takich osobowości? Przecież nie zajmujesz się tylko rozprawami sądowymi – zauważyłam i podeszłam do mężczyzny. – W co ty mnie wpakowałeś? – przerwał mi huk wyważanych drzwi od apartamentu. Natychmiastowo zwróciłam głowę w stronę wejścia, podobnie jak Carney, który pchnął mnie za siebie. Zsobaczył sylwetki, brutalnie wtargające do jego mieszkania, przez zaciśnięte zęby.
– Nie ruszaj się – spojrzał kątem bystrego oka przez ramię, nawiązując ze mną kontakt wzrokowy.
W międzyczasie opatuleni czernią agresorzy przystanęli tuż przed nami w zwartej grupie. Na przód wystąpił jeden z napastników, mierząc w tors Carneya lufą blikującej broni. Jego głos przeciął ciszę:
– Idziecie z nami – tubalny, nieznoszący sprzeciwu ton sprawił, że po kręgosłupie - każdym z kręgu osobna - przedefilował wąż niepokoju.
– Po tym, jak mnie uniewinnisz, wszystko wróci do normy, prawda? – przekrzywiłam głowę i westchnęłam ciężko.
– Miejmy nadzieję – odburknął mężczyzna, odwracając się na pięcie. Tym ruchem nakazał, abym za nim podążyła.
~***~
– Nie musisz znikać z mojego życia – powiedziałam cicho, a po chwili delikatnie pogładziłam jego policzek. Położyłam głowę na poduszce, nad bujną czupryną Carneya i wymęczona dodałam szeptem: – Nie chcę zostać teraz sama.
– Pamiętasz, co masz robić? – spytał półgębkiem Carney, gdy podszedł do nas schludnie ubrany gentleman.
Kiwnęłam tylko głową, oddalając się niespiesznie. Chwilę dla siebie wykorzystałam na powtórzenie regułek i gestów, które przygotował dla mnie Carney.
Następne godziny wlekły się nieubłaganie i aby zabić czas, wdawałam się raz po raz w nic nieznaczącą gatkę szmatkę o wszystkim, a zarazem o niczym. W końcu Car dokładnie określił moją rolę, a jeżeli granie według niej miało oznaczać oczyszczenie mojej osoby i ulgę dla Dominica, warto było tańczyć tak, jak zagra prokurator.
Następne godziny wlekły się nieubłaganie i aby zabić czas, wdawałam się raz po raz w nic nieznaczącą gatkę szmatkę o wszystkim, a zarazem o niczym. W końcu Car dokładnie określił moją rolę, a jeżeli granie według niej miało oznaczać oczyszczenie mojej osoby i ulgę dla Dominica, warto było tańczyć tak, jak zagra prokurator.
~***~
Złączeni w mokrym, zawziętym pocałunku wpadliśmy do mieszkania mężczyzny. Ruchami kierowały tylko naturalne popędy i sięgające zenitu pożądanie. Zadrżałam, gdy zimne, cudownie szorstkie dłonie Carneya wytyczały szlak po całej długości moich nóg. Zacisnęłam palce na jego miękkich włosach, przyciągając tym samym do siebie. Delikatne pocałunki wylądowały na moich udach, następnie podbrzuszu i piersiach, żeby w końcu dorwać się do złaknionych ust. Z lubością wpiłam się w wargi mężczyzny, otaczając jego kark ramionami i przywierając nagą, ciepłą skórą do idealnie wyrzeźbionego ciała. Powoli skierowaliśmy się do sypialni, nie odrywając się od siebie ani na moment, prawdopodobnie chcąc czerpać garściami z każdej chwili bycia blisko.
~***~
– Skoro tak mówisz – gorący oddech owiał skórę na dekolcie, a duże dłonie objęły moje plecy i przyciągnęły do rozpalonego, męskiego ciała. Carney delikatnie cmoknął mnie w miejsce tuż pod brodą i dopowiedział: – Jutro już wszystko powinno być dobrze, wyjdziesz z tego, ale twój brat... Trochę namieszał – mężczyzna westchnął zirytowany. Na jego słowa gniewnie zacisnęłam palce w pięści.
– Wiem, Dom, od kiedy pamiętam mącił innym w planach, ale to nie daje ci przyzwolenia, abyś go krzywdził. Mam nadzieję, że postąpisz słusznie i zgodnie ze swoim sumieniem – przymknęłam oczy, przylegając całym ciałem do ciemnowłosego.
~***~
– Połknęła haczyk – parsknął pobłażliwie męski głos. – Hm? Tak, dosłownie tak. Typowa blondyna – Carney zaśmiał się cicho do telefonu. – Może być dobrym łączem, więc na razie lepiej trzymać ją przy sobie. Krótko, ale nie za krótko.– Car? – spytałam, nie dając po sobie znać, że do moich uszu dotarła rozmowa, którą zapewne ciemnowłosy wolałby zachować dla siebie.
– Muszę kończyć, zgadamy się wieczorem – wywrócił oczyma, najwyraźniej niezbyt szczęśliwy, że mu przerwałam. – Tak? – rzucił znudzony po odłożeniu telefonu na blat, o który w następnej kolejności się oparł. Splótł ramiona na piersi i popatrzył na mnie wzrokiem bez wyrazu, jak gdyby poprzedniej nocy nie odczuł, że między nami pojawiło się coś specifycznie głębokiego, a poniekąd wyjątkowego.
Potrząsnęłam głową, chcąc wyzbyć się z niej obrazów mojej bujnej wyobraźni, której wodzy popuściłam. Carney był wysoko postawionym urzędnikiem, niemającym na celu wiązania się z przypadkowymi dziewczynami na dłużej niż kilka godzin upojnej nocy. Westchnęłam cicho, podjąwszy się zatraconego wątku:
– Podczas spotkania mającego wczoraj miejsce udało mi się nawiązać rozmowę z pewną osobą. Nie pamiętam imienia, nie udało mi się również zdobyć innych przydatnych informacji dotyczących jego tożsamości, ale jestem więcej niż pewna, że na palcu serdecznym lewej dłoni nosi srebrnym sygnet i... – prokurator zwiesił głowę, podśmiewając się pod nosem. Prędko zauważyłam jego postawę i przeszłam do konkretów, mimo, że jego lekceważące podejście nieco mnie ubodło – Wiem tylko tyle, że zaciągnął u ciebie sporo długów, których najwyraźniej nie zamierza spłacić. Ponadto owinął sobie wokół palca jednego z twoich pracowników, który na chwilę obecną ma do ciebie prosty i bliski kontakt. Z grubsza, chcę przekazać to, że ten mężczyzna jest łasy na pieniądze, które może zdobyć dzięki właśnie tej wtyczce wśród twoich pracowników. Gdy już to osiągnie, z miłą chęcią wpakuje cię za kratki i to w kręgach, gdzie nie masz zbyt wielu sojuszników. Powiedział jeszcze o...
Przerwała mi gniewnie uniesiona dłoń starszego i wywarczane obelgi pod adresem człowieka, z którym miałam styczność jeszcze wczoraj.
– Zapamiętałaś jeszcze jakieś cechy charakterystyczne?
– Już wspomniałam o sygnecie. Mogę w sumie dodać, że wyglądał na mniej niż czterdzieści lat i na chwilę obecną nic więcej nie potrafię sobie przypomnieć. Jedynie dodam, że mówił to z taką zawziętością, jakby miał już wszystko dopięte na ostatni guzik – zamyśliłam się na chwilę. – Jak ty w ogóle znalazłeś się wśród takich osobowości? Przecież nie zajmujesz się tylko rozprawami sądowymi – zauważyłam i podeszłam do mężczyzny. – W co ty mnie wpakowałeś? – przerwał mi huk wyważanych drzwi od apartamentu. Natychmiastowo zwróciłam głowę w stronę wejścia, podobnie jak Carney, który pchnął mnie za siebie. Zsobaczył sylwetki, brutalnie wtargające do jego mieszkania, przez zaciśnięte zęby.
– Nie ruszaj się – spojrzał kątem bystrego oka przez ramię, nawiązując ze mną kontakt wzrokowy.
W międzyczasie opatuleni czernią agresorzy przystanęli tuż przed nami w zwartej grupie. Na przód wystąpił jeden z napastników, mierząc w tors Carneya lufą blikującej broni. Jego głos przeciął ciszę:
– Idziecie z nami – tubalny, nieznoszący sprzeciwu ton sprawił, że po kręgosłupie - każdym z kręgu osobna - przedefilował wąż niepokoju.
Ilość słów: 839
[ Carney? To opowiadanie jakościowo ssie pałę, przepraszam ]
6 paź 2019
Od Carneya CD. Michaeli [+18]
- Co miałabym zrobić?- spytała dziewczyna, podnosząc wzrok i patrząc na mnie z wściekłością.
- Za dwie godziny odbędzie się pewne spotkanie, na którym będą wszyscy, z którymi pracuję. Nie wiem niestety o wszystkim- zacząłem, przysuwając się do niej na krok.- Pojawiłabyś się tam ze mną, w roli osoby towarzyszącej. Dowiedziałabyś się jak najwięcej od każdego, kto się do ciebie zbliży. Czyli prawdopodobnie od wszystkich, trudno ci się oprzeć.
Blondynka prychnęła, mrucząc coś pod nosem.
- Po tym od razu zakończę ten cały cyrk. Zostaniesz uniewinniona, twój brat też. Ale Dominic dalej będzie dla mnie pracował- zapewniłem, podając jej dłoń.
Michaela zawahała się, jednak uścisnęła ją. Korzystając z okazji wyrwałem broń z jej ręki i odsunąłem się.
- Spróbuj tylko coś wykręcić, a przysięgam że wymyślę coś takiego, że się nigdy nie pozbierasz.
Wiedziałem, że groźby nie są dobre, jednak chciałem mieć pewność, że nie spróbuje mnie pogrążyć przy wszystkich. Chociaż z drugiej strony, czułem się cholernie źle, robiąc jej to wszystko. Nie chciałem jej skrzywdzić w żaden sposób, wpakowała się w to przypadkiem. W duchu przeklinałem siebie za sprawienie jej tyle bólu i zmartwień. Ale wiedziałem też, że taki po prostu jestem. Krzywdzenie wszystkich wokół było niemal moim znakiem rozpoznawczym. Odetchnąłem ciężko.
- Zachowuję się jak dupek. Przepraszam. To nie twoja wina- oplątałem palce smyczą, przyciągając psa nieco bliżej siebie.- Wszystko co ci zrobiłem, było naprawdę okropne. Nie zasłużyłaś na to. Przepraszam.
Dziewczyna dalej patrzyła na mnie z wściekłością.
- Pomożesz mi w ostatniej rzeczy, później mogę zniknąć z twojego życia- dodałem.
- Zachowuję się jak dupek. Przepraszam. To nie twoja wina- oplątałem palce smyczą, przyciągając psa nieco bliżej siebie.- Wszystko co ci zrobiłem, było naprawdę okropne. Nie zasłużyłaś na to. Przepraszam.
Dziewczyna dalej patrzyła na mnie z wściekłością.
- Pomożesz mi w ostatniej rzeczy, później mogę zniknąć z twojego życia- dodałem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)