31 paź 2020

Od Juliena cd. Chanel

Może się jednak pomyliłem, co do oceny dziewczyny. Jest nieznośna. I już zaczęła rzucać rozkazami, jakbym miał się za moment ukłonić i z delikatnym prychnięciem zgodzić na współpracę. Właśnie dlatego, że to mój ogród, mam zasadniczą przewagę. Wcale nie będzie mi przykro, jeśli zauważyłby ją dozorca i zgłosił właścicielom obecność niepożądanej osoby na ich terenie. A i nawet sam bym go z uprzejmością poinformował.
Owszem, łączyła nas wspólna chęć ucieczki przed niechybnym końcem naszego poczucia komfortu na tym obiedzie, ale nie po to z niego uciekam, aby wysłuchiwać żądań ledwo co poznanej kwiaciarenki macochy pod groźbą tak irracjonalnego szantażu, jakim był krzyk.

30 paź 2020

od Jake'a do Serafiny

Rozglądnąłem się po sklepie zoologicznym, jak ja uwielbiałem ten zapach karm, siana, ciastek i legowisk zmieszanych razem. No dobra, gdzie są kości do gryzienia?, pomyślałem. W pamięci miałem miejsce ze stoiskiem przy oknie po prawej stronie, ale znów ktoś je przeniósł. Poszukiwania kości czas zacząć. 
Minąłem dział z karmami, pomyślałem oczywiście czy jeszcze mam w domu karmę, ale uspokoiłem tą myśl, bo dopiero co dużą paczkę kupiłem, kolejny dział ze smyczami i obrożami, tego nie trzeba, zabawki i środki do pielęgnacji, w sumie może wezmę szczotkę? Ta co mam jest jeszcze ok, tylko, że zbiera mało włosów i Sully gubi ich niemiłosiernie dużo. Chwyciłem w ręce opakowanie ze szczotką, która miała metalowe zęby. Z tyłu przeczytałem krótki opis, który zapewniał o swojej doskonałości i skuteczności. Czemu nie, pomyślałem, wypróbuje. 

29 paź 2020

Od Leona


Stałem i z niedowierzaniem patrzyłem na rodziców. Ich kompletnie już pogrzało.
-Fiona, skarbie, znajomi mi mówili, że dziewczyny w twoim wieku powinny mieć więcej ruchu...- Nadal krążyła wokół tematu mama. Moja rodzicielka miała ten okropny nawyk, owijania w bawełnę. Wszystko szło tak pokrętną drogą, że trzy razy zapominało się, w czym mógł być problem, albo co miałam na myśli. Uniosłem brew i czekałem. Ojciec stał z boku z lekko zmarszczonymi brwiami. Kochał ją, na pewno ją jakoś kochał, musiał- inaczej by nie był jej mężem. Ale jak on to okazywał? Przez całe moje życie nie widziałem, jak się całowali, jak trzymali za ręce. Nic. W moim kierunku też nie byli wylewni. Nie byłem przytulany, poklepywany. Raz na jakiś czas usłyszałem, że mogłoby być lepiej. I tyle. Tata chrząknął.
-Słucham?-Wybiłem się z toku myśli.
-Mama mówiła, że zapisaliśmy cię na jazdę konną. Dziewczyny w twoim wieku to lubią i jest to sport. Sama narzekałaś, że chcesz spędzać czas ze zwierzętami.-Wskazał końcem nosa torbę która stała przy kanapie. Sięgnąłem po nią niepewnie. Toczek, dziewczęce spodnie do jazdy i jakaś koszulka. Do tego buty z obcasem. Skrzywiłem się. Bardziej kobieco się nie dało. Moje luźne ubrania były pewnym ratunkiem od realiów, jakie reprezentowało moje ciało. Kobiece biodra... Tak bardzo chciałbym ich nie mieć. Kiwnąłem głową po chwili i podziękowałem.
-Przebierz się, zawiozę cię do stajni. Musisz sobie wreszcie wyrobić prawo jazdy- Mruknął ojciec i poszedł do kuchni. Mam się ubrać. W to? Powolnie poszedłem do pokoju i wyciągnąłem ubrania. Ciasne spodnie opięły moje nogi. Miałem ochotę płakać. To było tak bardzo nie na miejscu. Znalazłem stanik sportowy, wsunąłem szybko na górę, nie patrząc w lustro. Na stanik założyłem drugi. Teraz mogło ujść za prawie brak biustu. Mogło być gorzej Leo… Mogłeś mieć cyce jak donice, wtedy by było gorzej. Koszulka sięgała mi ledwo do bioder, wiec na nią założyłem długą luźną bluzę, która sięgała mi do ud. Zasłaniała to, co uwidoczniły spodnie. Złapałem buty i toczek. Rodzice nie bawili się w pół środki. Kupili wszystko. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby nagle kupili mi konia. Nie dlatego, że ich stać. Nie są bogaci, ale dlatego, że mam mieć jakieś zajęcie. Zajęcie ma być dziewczęce. Moja praca na studiach opierała się najbardziej na odkładaniu na jakieś jeszcze niezaplanowane operacje. Ile ja bym dal za usunięcie biustu? Na pewno tyle ile to kosztuje. Poczułem na sobie wzrok ojca. Skrzywił się.
-Po co ci ta bluza? Fiona?- Zawsze jak posługiwali się moim imieniem, układałem w głowie krótki wierszyk. Za każdym razem inny. Przestawiałem w nim wszystko tak, aby wyszło na Leona. Kiedyś nawet chciałem walczyć, próbowałem ich poprawiać. Oni nie chcieli rozumieć.
- Leon- Wymamrotałem w podłogę.
-Przestań!- Huknął i złapał klucze od auta. Ruszyłem za nim zrezygnowany. Dojazd zajął nam pół godziny. Okolica była leśna. Stajnia była głęboko w lesie. Po otwarciu drzwi dobiegł do mojego nosa zapach końskich odchodów- skrzywiłem się. To nie był najprzyjemniejszy zapach. Głośno ujadające psy ruszyły w naszym kierunku. Ojciec wsadził mi w rękę pieniądze i powiedział, że mam wysłać mu esemesa jak chcę wracać. I odjechał, pozostawiając mnie na pastwę losu. Pierwszy znalazł się obok mnie mały czarny piesek, który dość agresywnie ujadał i starał się zjeść moje kostki. Lekko szurnąłem butem. Ze stajni wyszła brunetka. Była mojego wzrostu. Machnąłem dłonią i nie wiedziałem co ze sobą zrobić.
-Fiona tak?- Uśmiechnęła się i podeszła odganiając przy tym psy. Nie wiedziałem co do końca zrobić. Rodzice pewno jej mnie przedstawili. Wystawiła do mnie rękę.
-Serafina, będę cię uczyć- Uśmiechnęła się znów, a ja pokiwałem głową i potrząsnąłem jej ręką.
-Miałaś kiedyś do czynienia z jazdą konną?
-Nie miałem, nie- Spojrzała na mnie i kiwnęła głową. Biały pies szturchnął moją rękę nosem i lekko polizał moje palce. Uśmiechnąłem się i wystawiłem w jego kierunku dłoń.
-To Geobels, lubi cię- Dodała i cmoknęła na psa. Kiwnąłem głową.
-Dobra, jesteś gotowa na rozpoczęcie nauki?- Zatrzymała się, w momencie jak zwróciła się do mnie kobiecymi zaimkami, jak by upewniając się, że usłyszała dobrze.
-Leon, ja... Możesz … Moje imię- Nie umiałem się przedstawiać, szczególnie że ona niby mnie już miała poznać.
<ajo>

Od Dymitra C.D Anastasi

Usłyszałem dźwięk przekręcającego się zamka. Odetchnąłem z ulgą, gdy drzwi się otworzyły, ujrzałem zdenerwowaną dziewczynę. Lekko szumiało mi w głowie, ledwie przekroczyłem próg, a już niemal wylała ona potok słów i żądań w moją stronę. Usiadłem na krześle i patrzyłem na nią, gdy skończyła, w końcu mogłem zabrać głos. Wkurzonej kobiecie nie wolno wchodzić w słowo, zwłaszcza jeśli ma przygotowaną białą broń, którą była patelnia.
- Jestem aż takim potworem ? - lekko uniosłem brew.
- Jesteś !
Przełknąłem ślinę, to miały być jej wakacje, a teraz chciała stąd uciec. Mógłbym ją odstawić do domu, ale zapewne wtedy już nigdy byśmy się nie spotkali, a tego bym nie przeżył. Musiałem znaleźć jakieś rozwiązanie. Odrzuciłem dumę na bok.
- Przepraszam, nie chce, abyś mnie opuszczała, ale rozumiem, że nawaliłem. Ten wyjazd miał być dla Ciebie wakacjami, chciałbym, aby tak zostało. Może się jakoś dogadamy.
- Wakacje ! To trauma dla mnie co mi zrobiłeś !
Wziąłem głęboki wdech.
- Chcesz wracać ?
- Tak !
- A jeśli nalegałbym, abyś została ?
- Nie !
- Dam Ci spokój...nie będziesz musiała na mnie patrzeć, nie musisz, nawet strać się mnie unikać, to ja będę schodził ci z drogi. Ty decydujesz, kiedy chcesz mnie widzieć lub kiedy chcesz ze mną rozmawiać, o ile będziesz chciała.
- Kuszące, przemyślę to, jutro rano dam Ci odpowiedz. A teraz zostaw mnie i wyjdź !
Wstałem z krzesełka i opuściłem jej apartament. Wróciłem na dół do reszty. Zająłem swoje miejsce przy stole. Pomimo świetnej atmosfery, jaka panowała i dobrych nastrojów moich towarzyszy czułem się dziwnie, zastanawiałem się, czy dziewczyna zgodzi się na mój układ, czy jednak zostanie przy swoim. Zabawa skończyła się nad ranem, gdy wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Pomimo że czułem zmęczenie, nie mogłem zasnąć. Leżałem na łóżku i gapiłem się w sufit, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi,
- Otwarte !
Do pokoju weszła Anastasia, zdziwiła mnie jej wizyta.
- Jaka jest twoja decyzja ?
- Zgadzam się, na twój układ.
Skinąłem głową wstałem złoża i sięgnąłem do szuflady, wyjąłem z niej czerwoną kartę i podałem dziewczynie.
- Co to jest ?
- Karta płatnicza...
- Chcesz mnie kupić !
- Nie... posłuchaj nic w tym stylu, gdybyś podała mnie do sądu i udowodniono by moją winę, musiałbym ci dać zadośćuczynienie, robię więc to bez latania po sądach.
Anastazia kiwnęła tylko głową, po czym wyszła z mojego pokoju. Na karcie był okrągły milion.


Anastazja ?

28 paź 2020

Od Veronici C.D Jake'a

Cieszyłam się na spotkanie z mężczyzną, musiałam się jakoś, chociaż troszkę wyszykować. Już miałam zacząć się ogarniać, gdy dostałam wiadomość od Jake'a czy nie moglibyśmy jednak spotkać się jutro. Lekko mnie to zasmuciło, gdyż naprawdę nie mogłam się doczekać naszego wspólnego spotkania. Jednak może mu cos wypadło albo jakiś klient przyjechał. No cóż, każdemu czasami przytrafiają się niespodziewane sytuacje. Wzięłam więc telefon i odpowiedziałam na jego wiadomość.

Ronnie: Jasne. Nie ma sprawy, jutro w takim razie.
Jake: Tak, super
Ronnie: Miłego wieczoru, do jutra ;)

Odłożyłam telefon i zaczęłam zastanawiać się co dalej. Może jakoś inaczej powinnam w takim razie spędzić ten wieczór. W sumie wyjście do baru byłoby idealnym spędzeniem tego wieczoru. Ponownie złapałam za telefon i napisałam do Dymitra.

Od Anastasi CD Dymitra

 - Ana otwórz, proszę - z drzemki, którą odbywałam oparta o drzwi obudził mnie głos nieco pijanego Dymitra. Rozejrzałam się dookoła i w ułamku sekundy wszystkie wydarzenia tego wieczoru wróciły do mnie jak bumerang.
- Odejdź! - krzyknęłam. - Nie chcę cię znać.
- Proszę, chcę pogadać, nic ci nie zrobię - brzmiał naprawdę sensownie, ale jaką ja miałam mieć pewność, że nie mówił tego bym po prostu uwierzyła w jego słowa i go wpuściła?
- O czym ty niby kurwa chcesz ze mną rozmawiać?
- Proszę, daj mi wyjaśnić, myślałem że chcesz tego...
- Czego, być zgwałcona przez ciebie? - poczułam jak po moich policzkach lecą gorące łzy.
- Wpuść mnie, porozmawiajmy normalnie - i nic więcej nie powiedział. Zaklęłam pod nosem, naprawdę, o czym chciał rozmawiać? Że to wcale nie tak, po prostu swoim strojem zasygnalizowałam, że tego chcę, a może miałam się odwdzięczyć za ten wyjazd albo coś innego? To wszystko było takie zagmatwane. A co jeśli jemu było mało i chciał więcej? Wiecznie nie mogłam się ukrywać, w końcu wszędzie znajdowali się znajomi Dymitra i prędzej czy później musiałabym stąd wyjść. Chociaż... skoro on chciał teraz rozmawiać to może powinnam zażądać samolotu do domu, a całej reszcie powiedziałby, że wypadły mi bardzo pilne sprawy rodzinne? To miało prawo wypalić w mniejszym lub większym stopniu. Ale żeby przedstawić mu ten plan musiałabym go wpuścić do środka. Drżąc wstałam spod drzwi i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Musiałam być w jakikolwiek sposób przygotowana gdyby chciał ponownie mnie zaatakować. Podeszłam do aneksu kuchennego i wyciągnęłam z szafki największą patelnię jaką znalazłam. Dzięki mojemu mniejszemu wzrostowi i sporej zwinności zawsze miałabym minimalną przewagę, gdyby ten chciał się na mnie rzucić. Takie uderzenie w głowę z patelni powinno było go chociaż na chwilę zdezorientować bym ewentualnie mogła uciec z pomieszczenia.
Z niespokojnym oddechem podeszłam do drzwi, przekręciłam kluczem w zamku i pociągnęłam za klamkę, jednocześnie odsuwając się na kilka metrów do tyłu. Z niemałym przerażeniem spoglądałam na Dymitra, który zataczając się i spoglądając prosto na mnie wszedł do pokoju. Pytająco spojrzał na patelnię, a widząc moją minę uśmiechnął się.
- Ana, ja...
- Rano chcę wrócić do domu - wycedziłam przez zęby, starając się brzmieć jak najmniej przestraszona. - Nie wiem, zorganizuj samolot czy coś, panie wpływowy.
- Aha, czyli teraz przechodzimy na per pan? Tak, panienko Padilla? - warknął, na co z nerwów przełknęłam głośno ślinę. Skąd on... czy ja kiedykolwiek mówiłam mu, jak mam na nazwisko? Czemu do kurwy bogatym ludziom jest łatwiej?
- A jak mam się zwracać, co? Wiesz, jak ja się czuję? - ugryzłam się w język, by jeszcze bardziej się nie rozpłakać. - Nie masz kurwa zielonego pojęcia jak się czuję! Czuję się zabawka, jak rzecz którą można się pobawić i zostawić, wiesz?
Dymitr spoglądał na mnie nie do końca wiedząc co ma odpowiedzieć. Jego uśmiech, który znajdował się na jego twarzy przez ostatnie kilka chwil zniknął.
- Nic nie powiesz teraz, co? A tak chciałeś porozmawiać - westchnęłam. Czując na sobie jego wzrok przeniosłam się w stronę aneksu kuchennego, a na blacie odłożyłam nieszczęsną patelnię. Nie miałam już pomysłu co ze sobą zrobić, a tym bardziej zrobić z nim. Zrezygnowana wzięłam głęboki oddech i usiadłam na krześle cały czas spoglądając się na Dymitra.

Dymitr? 

Od Jasona cd. Elizabeth

             Problemy lubiły zwalać mi się na głowę. Zaborcza Mia, problemy z Valerio a do t ego mój przyjaciel, który sprzedawał moje piosenki konkurencji, bo według niego, nie zarabiał godnej kwoty. Nie wytrzymałem, a moja pięść zderzyła się z twarzą bruneta. Ten poleciał do tyłu, aby następnie rzucić się w moim kierunku. Byłem wdzięczny mojemu bratu za to, że od zawsze uczył mnie jak się bić.
            - Kurwa mać! Chłopaki spokój! Hamilton, co się dzieje?
            - Zapytaj jego, już wiem skąd „Skeleton”, miał nasze piosenki. Widać, nawet własnemu przyjacielowi nie można ufać. Nie wiem jak wy, ja nie mam ochoty na dyskusję. Zadzwońcie, jak coś wymyślicie. Nie będę grał z tym człowiekiem.