Czuję jak woda, którą piję z butelki walającej się przed chwilą pod moim siedzeniem, wpada nie w tę dziurkę, co powinna. Konsekwencją jest mój kaszel i problem z nabraniem oddechu. Oczywiście, w międzyczasie chciałam też jednocześnie się odezwać, ale odruch organizmu znacznie mi to utrudnił.
Candice marszczy brwi i pyta, czy mi nie pomóc. Unoszę dłoń do góry i czuję się jak osiemdziesięcioletni astmatyk po maratonie. W końcu jednak udaje mi się uspokoić i nabrać powietrza.
- Nie używaj tych słów w mojej obecności - moje słowa brzmią jak prośba, choć nie uchodzi mojej uwadze, że lekko się krzywię.
Oczywiście, że tak! Wizja Amary i mojego brata tak przyćmiła mi umysł, że o mało nie umarłam od wody. Jaki miałabym napis na nagrobku? Tragiczna śmierć od picia? Nie, wtedy musiałabym się zakrztusić alkoholem. A nawet jeśli, to wolałabym właśnie tak umrzeć.